Wyścig szczurów, czyli moje lepsze!!!!

07:43:00


Matki rywalizują ze sobą od dawien dawna. Im dziecko mniejszej tym gorzej. Najpierw pojawia się przekrzykiwanie które dziecko jest bardziej zdolne, pojętne. Bo Staś zaczął chodzić jak miał roczek, Antoś gdy skończył 10 miesięcy a Ola już w wieku 9 miesięcy. Później jest już tylko lepiej. Kasia mając 9 miesięcy już mówiła całymi zdaniami a mając pól roku raczkowała. I o ile jestem w stanie uwierzyć w raczkującą sześciomiesięczną dziewczynkę (czy też chłopca) oraz chodzącego dziewięciomiesięcznego szkraby, bo znam takie przypadki, o tyle nigdy nie uwierzę w to, że niespełna roczne dziecko posługuje się poprawna, rozbudowana polszczyzną. Cudów nie ma. Ale za to są matki, które nagminnie przekrzykują się które dziecko jest bardziej rozwinięte. Pierwszy wyścig, oczywiście o ząbki. Bo moje ma więcej, a moje wcześniej zaczęło ząbkować.


Słuchasz matki, która chwali się tym, że jej dziecko pięknie, wyraźnie mówiło mając niespełna rok. Powątpiewasz ale jesteś pod pewnego rodzaju wrażeniem. Gdy jednak zapytasz jej, czy obecnie pięcioletni syn potrafi czytać, liczyć, pisać, bo przecież zaraz pójdzie do szkoły, słyszysz, że nie będzie mu odbierać dzieciństwa bo na naukę ma jeszcze czas.

W takich momentach nie wiem czy się śmiać czy współczuć. Magiczny czar pięknie gadającego rocznego dziecka pryska jak bańka i już nikomu wierzyć się nie chce, że ów maluch tak wcześnie zaczął biegle mówić.

Inna sytuacja. Matka w gronie innych matek uchodzi za tą, której dziecko wszystko robiło jako pierwsze. Było najmłodsze ze wszystkich innych dzieci, gdy zaczęło siadać, mówić, chodzić, sikać do nocnika, czytać, pisać i tak dalej... Na pytanie, czy ów genialnie rozwijające się dziecko pójdzie do szkoły jako pięciolatek, matka niczym lwica kategorycznie mówi "nie", dziecko jest za małe, nie poradzi sobie.

Temat ma się również w drugą stronę, a mianowicie matki, które chwalą się wszelako przyspieszoną motoryką własnego dziecka nie poświęcając mu nawet minimum czasu na rozwój intelektualny. I tak też, w tym przypadku, idzie sobie taki sześciolatek do szkoły i nawet własnego imienia i nazwiska z metki kurtki w szkolnej szatni przeczytać nie potrafi. (??!!!) Ale to już temat na inny post.

I tu dochodzimy do sedna. Matka chce aby jej dziecko było we wszystkim naj. Wszystkie się przekrzykują, walczą, istny wyścig szczurów, byle tylko jej było najlepsze. Nawet jeśli późno zaczęło mówić to i tak matka powie wszystkim wokoło, że mówiło wcześnie, przecież nikt się nie dowie.

Do trzeciego roku życia matki przyspieszają rozwój swojego dziecka jak się tylko da. Dziecko ledwie co zaczęło mówić "mama", "tata", chodzić, jeść samodzielnie łyżeczką a już rozwojowo sięga przeciętnego nastolatka. Obowiązkowo, przed trzecimi urodzinami, zna już przynajmniej jeden język obcy i świetnie liczy do stu.

Po trzecim roku życia rozwój malca jest cofany jak się tylko da. Bo przecież zaraz będzie musiał przechodzić testy w poradni, będą sprawdzać czy dziecko się do szkoły nadaje. Niespełna sześciolatek, ten sam, który jeszcze kilkadziesiąt miesięcy temu znał angielski, potrafił liczyć, pisać, nagle nic nie umie. Zwyczajnie jest nieprzygotowany na rozpoczęcie edukacji. Na pytanie czy chce iść już do szkoły, odpowiada matka
"nie chcesz, prawda? Powiedz, że nie chcesz".
"On/a jest nieprzygotowany/a. To za wcześnie"
 dodaje od siebie . I co to dziecko ma powiedzieć? Mamusia wie lepiej. Cofka rozwojowa poziom hard. Tylko, czy ta matka spytała się kiedykolwiek swego dziecka jak ono by chciało? Czy może tylko wpajała mu do głowy, że jeszcze nie pora, że za małe.

Matki! Zastanówcie się! Najpierw robicie ze swojego dziecka nieprzeciętnego geniusza, dodając mu zdolności, których nigdy nie posiadał, przyspieszając jego rozwój motoryczny i intelektualny, po to tylko aby go ośmieszyć gdy przyjdzie co do czego. Bo jak niby ma się czuć dziecko, które jeszcze do niedawna było uważane za wybitnie inteligentne a teraz nagle nic nie umie? Rozumiem, taką mamy teraz modę. Modę na dowartościowywanie się na siłę kosztem własnego dziecka i jego realnych umiejętności. Ale jest też moda na bycie ateistą, niejedzenie glutenu, rzucanie palenia i wiele innych. To też pod siebie podepniesz żeby tylko być super hiper ekstra matką jeszcze bardziej super hiper ekstra dziecka?

Życie weryfikuje zdolności dziecka. Ono pójdzie do szkoły, pozna kolegów, porówna swoje zdolności do innych. Czy nie prościej by było powiedzieć wprost, że dziecko późno zaczęło mówić, chodzić, siadać ale wszystko z jego motoryką jest okey, bo właśnie taki miało SWÓJ WŁASNY RYTM ROZWOJOWY?

Czy nie lepiej jest powiedzieć, że dziecko wcześnie zaczęło czytać ale za to kompletnie nie potrafi rysować i malować a wszelkie próby tworzenia rysunków kończą się na wielkim okrzyku "mamo narysuj mi to"?

Czy nie jest przyjemniej mieć w domu zwykłe dziecko, które zaskakuje nas jakimiś mądrościami ale nie wychyla się poza ramy? Dziecko, które pójdzie do szkoły nie obkute jak Einstein lecz znające podstawy, które ułatwią mu początki edukacji?

Dziecko to nie broń służąca do wyścigu i matczynych przepychanek. Jeszcze zatęsknicie nie raz za czasami gdy maluch nie potrafił mówić czy chodzić, zaręczam. 

You Might Also Like

22 komentarze(y)

  1. bo to stare baby porodziły dzieci i teraz szału dupy dostają ,bo im czas ucieka przez palce

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat wiek nie ma tu najmniejszego znaczenia bo najczęściej to te młode, dwudziestoparoletnie matki się ścigają na lepsze i fajniejsze dzieci.

      Usuń
    2. Ja jestem jak to ujęłaś "starą babą", bo urodziłam, jak miałam 31 lat, ale....nie widzę sensu w wymyślaniu przedwcześnie zdobytych umiejętności mojego dziecka....za to miałam okazję spotkać kilka młodych [ niedojrzałych?] mam, które chyba rekompensują sobie swoje braki przechwałkami na temat dzieci...Nic tylko współczuć maluchom;) Pozdrawiam

      Usuń
    3. Ale ja nigdzie nie napisałam, że kobiety po trzydziestce to "stare baby". 31 lat to starość??? Jak co i dla kogo.
      Myślę, że autorowi komentarza wyżej chodziło raczej o kobiety, które rodzą dzieci późno, między 45-50 rokiem życia a nie o dwudziesto- trzydziestoletnie kobiety. (tylko czy te przed 50siątką są stare?). Taką mam przynajmniej nadzieję bo autor/ka nie określił/a wieku.
      W moim komentarzu chodziło o to, że młode, dwudziestoparoletnie matki najgłośniej i najbardziej się ścigają.
      Kobiety po trzydziestce nie są stare. Tylko nie mają już takich zapędów bo są mądrzejsze.

      Usuń
  2. ojj jak ja dobrze to znam, oczywiście nasze dzieci dla nas zawsze były,są i będą najlepsze! w tym przypadku najlepiej powiedzieć sobie nie porównuje bo moje dziecko i tak jest wyjątkowe ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla każdej matki jej dziecko to ideał. Ale niech te mądrości w domu zostawi dla siebie i rodziny.

      Usuń
  3. bosze skąd ja to znam... jak widze takie matki, to biorę dziecko za rękę i czmycham jak najdalej, bo choćby nie wiem jak sie człowiek starał, to ich Basia, Kasia i Franek i tak zawsze w czymś będa najlepsze... a mój synek rozwija się normalnie i tego sie trzymam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak trzymać.
      P.S. mój syn Franek też jest normalnym dzieckiem ze swoim czasem na wszystko.

      Usuń
  4. Unikam takich matek na spacerach , w parku, za niedługo pewnie na placu zabaw czy w piaskownicy. Mam 29 lat.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiek nie ma znaczenia. Różnie bywa. Czasem babcie przesadnie chwalą wnuki przy innych.

      Usuń
  5. Halo! Apeluję do wszystkich czytelników! Wiek tu nie ma znaczenia.
    Zastanawiałam się chwile czy powyższy komentarz o "starych babach" publikować ale czemu nie. W tekście ani komentarzach nie ma podanego przedziału wiekowego. Stara baba to dla każdego inny typ i przedział wiekowy. Jeśli ktoś się czuje urażony... Nie będę przepraszać za jeden niewybredny komentarz.
    Dla jednego 30 latka jest stara, dla innego 50 latka.
    Ja nie mam trzydziestki. Oj daleko jeszcze do 30 urodzin. Młode matki... Pojęcie względne.
    Można mieć i 25 i 30 a nawet 39 i się przekrzykiwać. Można tez mieć 20,30,40 i nie robic z dziecka utalentowanej małpki. Nie licytujcie się na wiek lepszy i gorszy, młodych i starych.

    OdpowiedzUsuń
  6. oczywiście że "sobie poradzi....", ale czy o to chodzi, zeby było jakoś....... . I oczywiście że te ścigajace się mamy, to epidemia, albo gorzej..... . Ale ta właśnie reforma powoduje, że głównie matki jedynaków siedzą z nimi, ucza , wyuczają, zeby maluchy dały radę za - czesto starsza resztą. Bo mamy, mające więcej dzieci nie mają na to czasu, zeby każde chodziło na 5 zajeć dodatkowych w tygodniu. Bo żarty kończa się po 3 klasie. A one siedzą i czytają dzieciom lektury, żeby sobie "poradziły" jak inne....... . I te dzieciaki "zdalnie sterowane" za młodu, dalej są "zdalnie sterowane w podstawówce".......Nie wiem gdzie tu samodzielność i naturalny rozwój....... Ach i tego .....zaręczam - gratuluję...... .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O jejku. Nie bardzo zrozumiałam przesłanie komentarza i nie wiem jak się do niego odnieść. Bo jestem przeciw sterowaniu dziećmi. I wciskaniu im wiedzy do głowy. W przypadku jedynaków matki mają czas, jak jest więcej dzieci to uczy się jedno od drugiego. Starsze młodszemu pomaga. Umiejętność znania podstaw w 1 klasie szkoły podstawowej. Ale nie o tym tu.

      Usuń
  7. Dziecko musi być gotowe na przyswojenie nowych rzeczy. Ani przyspieszanie ani opóźnianie nauki czegokolwiek nie prowadzi do czegokolwiek innego niż frustracja obu stron. I tak na przykład 4 - latek może w lot łapać literki, ale inny 6-latek może mieć z tym poważny problem. Rozwój to kwestia indywidualna. I przesadzanie w żadną stronę nie jest fajne.

    OdpowiedzUsuń
  8. Każde dziecko rozwija się inaczej. Od jednych rodziców i z jednego domu a każde inne. Mam takie "znajome" które się chwalą i mam to gdzieś :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Trzeba uważać, bo niektóre dzieci przez galop matek miały zęby jeszcze przed poczęciem :)
    A co do mowy. Znam dziecko, które mając 13 miesięcy mówiło. Tak, mówiło. Zdania "mami pić chce" były na porządku dziennym. A to właśnie jest mowa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, że tak szybko mówiło.
      W moim tekście chodzi raczej o zwiększanie umiejętności dzieci, ponad to, co faktycznie potrafią. Bardzo to krzyczące. Dla dzieci.

      Usuń
  10. Wiem tu nie ma nic do rzeczy, jak sam z reszta wspomniałaś. Znam i kobiety, które rodziły po 40 ich dziecko od zawsze było naj. W sumie to rozumiem, bo dla każdej matki jej pociecha jest naj i nie widzę w tym nic złego...dla mnie problem zaczyna się gdy rodzice (zwykle matki) próbują na siłę pzrekonać otoczenie, że ich dziecko to chodzący geniusz. Dla mnie jest to męczące, wydaje mi się, że z biegiem czasu takowe staje się i dla dorastających dzieci.

    OdpowiedzUsuń
  11. Czytam komentarze i nie mogę wyjść z podziwu :). Przecież wiek matek nie ma znaczenia, bo chwalą i te młode i te starsze :). Niektóre faktycznie przesadzają, więc lepiej ich nie słuchać :).

    OdpowiedzUsuń
  12. Głównie przeczytałam post, gdyż moja siostra jest w ciąży i w grudniu spodziewamy się malucha. Jako ciocia w sumie nie wiem jak mam się zachować, bo w końcu maluch odbierze mi całą uwagę mojej mamy- przyszłej babci, która jest mi potrzebna, gdyż w mojej rodzinie jestem jedynym niepełnoletnim dzieckiem. Możesz napisać o tym post? Myślę, że znalazło by się wielu zainteresowanych.
    Poza tym jako dziecko sama doświadczyłam takiego wyścigu szczurów- moja mama wmawiała mi, że we wszystkim jestem najlepsze, więc tak trochę trudno opisać rozczarowanie, gdy zetknęłam się z innymi dziećmi w szkole, którym nie potrafiłam dorównać.
    Miłego dnia!
    ~subiektywna-sasha.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stawiasz mnie przed wyzwaniem. Przemyśle to, obiecuję. Ale nie wiem czy się podejmę. Temat jest bardzo delikatny, dla każdej strony. Ile masz lat?

      Usuń