2 tyś. zł miesięcznie, których nigdy nie widziałam

08:37:00


Przeglądam internety. Czytam jakieś tam różności. W pewnym momencie trafiam na pewien ciekawy artykuł. Jak to możliwe, że wcześniej go nie widziałam. Byłabym bogatsza o wiedzę, bo na pewno nie o przedstawione w nim pieniądze. Tak sobie myślę jednak, że nawet ta wiedza mi w tym momencie przeszkadza. Po co mi było to wiedzieć?


Artykuł odnosił się do pracy i czynności jakie wykonuje się w domu. Według danych GUS kobieta, która zajmuje się domem zarabia miesięcznie ponad 2100 zł. Wlicza się w to pranie, sprzątanie, gotowanie, opieka nad WŁASNYM dzieckiem i wszystkie czynności związane z prowadzeniem domu. Dla porównania mężczyzna wypracowuje coś ponad 1200 zł. Ładne sumki, prawda? Szkoda, że nigdy jej na oczy nie widziałam. Ani ja, ani mój facet, ani nikt z Was. Bo tak naprawdę to są i zawsze będą wirtualne pieniądze, których nie uświadczysz nigdy.

Zastanawia mnie, po kij są te statystyki i podliczenia? Żeby naród wkurzyć, ludzi podjudzić? No, po co? Nie mamy tych pieniędzy. Nie dostajemy ich. Wolałam żyć w nieświadomości, co do tego, że zarabiam takie cukierki niż mieć świadomość, że pracuję charytatywnie.


A nie, nie. To tak nie działa. Jak się pracuje to się zarabia. Więc, skoro nie zarabiam, wypłaty nie mam, to nie pracuję. Coś tam robię. No robię bo trzeba. Bo kurz przysłania prawdziwy kolor mebli, piasek wbija się w bose stopy, żołądek tańczy kankana, z kosza wydobywa się urzekający smrodek śmieci a brudne ciuchy walają się wszędzie bo w koszu już miejsca nie ma na kolejną parę przepoconych skarpet. No, coś tam robię. Pracą tego nazwać się nie da. Pralka pierze, zmywarka gary zmywa, odkurzacz brudy wciąga. Ja muszę pralkę i zmywarkę jedynie załadować i włączyć. Żaden wysiłek. Przy odkurzaniu się odprężam bo ruchu zażywam. Rekreacja i zdrowie, prawda?


Ale nie, napisali przecież, że właśnie tyle kosztuje to moje "nicnierobienie". Bo skoro nie mam tych dwóch tysiączków namacalnie to nic nie robię przecież. Za pracę się płaci a tu zapłaty niema.


Więc o co mi chodzi? Po co ta afera? Ano po to, że mi się nie chce wiedzieć ile moja praca w domu kosztuje skoro i tak nie mam z tego nawet jednej złotówki. Nie tylko ja zresztą. Mój facet, który pracuje i pensję do domu przynosi, też nie ma płacone za to, że coś ugotuje, kuchnię posprząta, naczynia zmyje. Żadne z nas nic z tego nie ma. Po co mi wiec wiedzieć ile pieniędzy utraciłam i jak bardzo bogata bym teraz była dostając przez tych kilka lat te dwa tysie.


Pominę już taki drobniuteńki szczegół, że niejednokrotnie to facet zostaje z dzieckiem w domu a kobieta wraca na etat, i to on przejmuje wszystkie domowe obowiązki, które do tej pory były na barkach kobiety. A w gratisie, gdy już kobieta z pracy wróci i się dzieckiem zajmie, ma możliwość zrelaksowania się przy koszeniu trawnika, sprzątaniu garażu czy naprawianiu popsutego sprzętu, co stricte należny do męskich zajęć. GUS w szczegóły nie chciał wnikać. Zamiast uogólnić wyliczania do oznaczenia jednostki "A" jako przebywającej w domu i jednostki "B" pracującej zarobkowo, pokusił się o podział damsko-męski. Niejeden tata na etacie się wkurzy.


Ale tak to się jakoś utarło, ze praca w domu to nie praca. Sory, ale przyjemność to też nie jest. Obowiązek? Pfy... Że ja niby muszę coś zrobić? Niby dlaczego muszę? Ewentualnie mogę i to tylko wtedy, gdy mi się chce.


Chyba najbardziej do tego wszystkiego pasuje "jak chcę to zrobię" bo cała reszta sensu nie ma. Zwłaszcza, że za mój wysiłek, który codziennie wkładam w prowadzenie domu i pilnowanie wszystkiego w około, pozostaje bez żadnej reakcji. O jakiejkolwiek wypłacie też mogę zapomnieć. Ale robić trzeba.


W tym momencie powiedzenie "pieniądze to byś chciał a robić nie ma komu" jest całkowicie oderwane od rzeczywistości. Bo skoro za pracę należny się wypłata, to gdzie są moje ciężko zarobione pieniądze? Wyparowały? No właśnie. Nie wiadomo. W takim razie ja albo nie pracuję albo mi się tylko wydaje, że pracuję bo wszystko samo się robi.


O ironio, praca w domu to nie praca. Jeśli robisz coś w domu to nie dlatego, że wykonujesz jakąś pracę lecz dlatego, że jest to twój obowiązek. Eee, wróć, to jest Twoja przyjemność;).Zapomnij o tym, że jest to wartościowe. Nie jest. Nikt nie doceni uprania dywanu czy skoszonego trawnika bo to żadna filozofia i wysiłek. Nie wmawiaj sobie, że coś robisz bo tak naprawdę nic nie robisz. Siedzisz w domu. Ale masz fajnie. To niekończące się wakacje. Nawet jeśli coś zrobisz to i tak nic nie zrobiłeś. Nikt Ci za to złamanego grosza nie da. Bardzo możliwe, że nawet "dziękuję" nie usłyszysz. Przyzwyczaj się.


Ja jestem na tych wakacjach już trochę czasu i strasznie mnie momentami męczą.


You Might Also Like

2 komentarze(y)

  1. Całe szczęście, że jeszcze podatku od tych zarobionych w domu na sprzątaniu, praniu, gotowaniu i innych przyjemnościach płacić nie musimy ;) (jeszcze..)

    OdpowiedzUsuń