Całoroczny kult czapki.

13:46:00

Trafiłam kiedyś na pewien "dowcip" w sieci, który chciałam Wam przytoczyć. Niestety nie mogę go odnaleźć więc napiszę jak zapamiętałam i z pewnością go "spalę", jak wszystkie dowcipy w moim wykonaniu.


"Po czym poznać polaka za granicą?Po skarpetkach do sandałów i czapce na dziecięcej głowie bez względu na porę roku."

Za równo w pierwszym jak i w drugim przypadku wieje prawdą. Niestety.Ale dzisiaj zatrzymam się przy tych nieszczęsnych dziecięcych czapkach.

W naszym kraju panuje kult czapki. Aż dziwne, że jeszcze nie wprowadzono święta narodowego pod hasłem "dzień czapeczki na dziecięcej główce", najlepiej w sierpniu, przy +32 stopniach w cieniu. I obowiązkowo czapka musi być wełniana, ciepła i masywna.

Matki nie mają pojęcia o tym, że ich dziecko temperaturę odczuwa z takim samym natężeniem jak one same. Opatulanie dziecka w zimową kurtkę, puchową czapkę i śniegowce, szczególnie wczesną wiosną, to standardowy obrazek miejskich ulic. I o ile kurtki i śniegowce w końcu lądują na dnie szafy, o tyle czapki zostają. Czapki są podstawowym elementem garderoby każdego dziecka. Czapki są nieśmiertelne przez cały rok.

Termometr pokazuje przekroczenie 15 stopni. Pogoda iście wiosenna. Miło, ciepło, bezwietrznie. Słoneczko świeci. Jest naprawdę fajnie. Bez wahania sięgam po kaszkiet dla Młodego, który zawsze musi mieć coś na głowie, bo inaczej nie chce wyjść na spacer. Według mojej oceny na czapkę, nawet tą najcieńszą, jest stanowczo za ciepło. Gdyby wiał chłodny wiatr i nie było słońca to pewnie, przy tej temperaturze, sięgnęłabym po cieniutka czapkę. Ale nie wieje i słońce świeci więc problem sam się rozwiązuje. 

Temperaturę oceniam zazwyczaj poprzez wyjście na balkon. Jeśli na drugim piętrze, przy otwartej przestrzeni, jest ciepło to na dole też. Schodząc na dół odkrywam, że jest wręcz duszno, parno i temperatura odczuwalna jest zdecydowanie wyższa niż te 15 stopni, które pokazuje termometr. Młody sam ściąga kaszkiet po minucie posiadania go na głowie i mówi, że mu za gorąco. Jakoś mnie to nie dziwi. Możemy pospacerować bez, nic mu od tego nie ubędzie.

Na ulicy jednak mijam wiele matek z dziećmi w wózkach. Niemalże każde ma na głowie czapkę zakrywającą uszy a matki co chwile te czapki poprawiają byle tylko dziecku ucho spod niej nie wychodziło. Spotkałam może z trzy kobiety, których dzieci jeździły w wózku w kaszkiecie albo bez czapki. Te, które swoje pociechy w czapki ubrały patrzyły się na Młodego z politowaniem. Przecież mu nie jest zimno, wręcz przeciwnie.

Proponuję matom przeprowadzenie testu odczuwania ciepła na sobie samych. Jeśli zakładają dziecku czapeczkę to niech sobie też czapkę założą. Ciekawa jestem ilu z nich było by gorąco a ile by powiedziało, że to nie to samo, bo dziecku może być zimno. Zapewniam, jeśli Tobie, przy tej temperaturze, nie jest zimno w głowę to Twojemu dziecku też nie będzie.

Żyjemy zamknięci w przesłania naszych rodziców i dziadków, którzy dzieciom czapki zakładali na głowy przez cały rok, w obawie, że dziecko sobie uszy przeziębi. Chyba nie ma większej bzdury niż właśnie ta.

Dziecko powinno nosić czapkę ale tylko w okresie jesienno-zimowym, gdy temperatury są niskie. Przy temperaturze powyżej 10 stopni czapki się nie powinno zakładać. A jeśli się już ją zakłada to tylko wtedy gdy jest chłodno lub wieje zimy wiatr. Nie zawsze 10 stopni w marcu jest równie 10 stopniom na początku maja. Co nie zmienia faktu, że z czapką  na głowie dziecka się przegina.

Mitem jest, że dziecko bez czapki przeziębi sobie uszy. Od dawna wiadomo przecież, że zapalenie ucha wywołują bakterie i wirusy a nie brak czapki i przewianie. Jeśli się dziecko hartuje to marne szanse, że złapie zapalenie ucha. Jeśli przyzwyczaimy organizm dziecka do wysokich temperatur i ciepłego ubiory przez cały rok, to nawet najmniejszy chłodek, na przykład świeże, zimne powietrze w pokoju po jego wywietrzeniu, doprowadza do choroby malucha.

Odstające uszy to też słaby argument na nakładanie czapki. Noszenie czapki ma taki wpływ na odstające uszy jak czerwona wstążka przy dziecięcym wózku chroniąca przed urokami. Żaden! Moje dziecko, w swoim noworodkowym i niemowlęcym życiu miało czapkę na głowie tylko przez dwadzieścia minut po kąpieli, a i to nie zawsze. Nigdy w niej  nie spało, bo mu zwyczajnie przeszkadzała. Uszy ma normalne i nie odstają z żadnej strony. Ja się wychowałam w czasach całorocznego czapkowania i pomimo noszenia jej ciągle mam odstające uszy. Jak widać, czapka nie ma wpływu na uwarunkowania anatomiczne. 

Jest ten wyjątkowy przedział temperatur, gdy czapka jest całkowicie zbędną. Jeśli nie ma ostrego, przygrzewającego słońca, to też warto z niej zrezygnować. Cieplejsze czapki zostawmy na jesień i zimę. Wiosną zakładajmy cieniutkie i tylko wtedy, gdy jest chłodno. Gdy mamy ciepłą wiosnę, chodzenie bez czapki dziecku nie zaszkodzi. A jeśli mamy obawy czy na pewno, to postawmy na cienką chusteczkę lub kaszkiet, odkryjmy uszy. A latem chrońmy dziecięce główki prze udarem i przegrzaniem zakładając im kaszkieciki i kapelusiki, i tym razem też odkryjmy uszy. My, dorośli, latem też nosimy kapelusze i kaszkiety bo nas w czupryny słońce pali.

Młody miał zapalenie ucha dwa razy. Za każdym razem wiosną. Dziwiłam się czemu, zwłaszcza, że czapkę mu zakładałam. Metoda własnych obserwacji w końcu dotarło do mnie, że ta czapka nie była mu do niczego potrzeba, bo tylko się mu głowa pod nią pociła i wystarczyło niewielkie odchylenie materiału żeby mokre ucho przewiało.


Czapki z głów, Drodzy Państwo! Dla zdrowia własnego dziecka.



You Might Also Like

4 komentarze(y)

  1. Młodziutkie mamy, albo te, które są nimi po raz pierwszy dają się wkręcić w ten niezdrowy korowód czapek, szalików, chustek, rękawiczek itp. Jak zostałam mamą po raz pierwszy to przyznam się, że też dałam się zakrzyczeć, mimo, że pierwsze moje słowa były o strachu przed przegrzaniem, lecz teściowa, a i mój mąż (też biedak dał się wciągnąć - bardziej niż ja) skutecznie mnie zakrzykiwali... Ale na szczęście teraz, jak już jestem kobietą troszkę starszą, z drugą latoroślą przy piersi, nie daję się! Robię jak uważam, urodziłam 11 lipca, a czapka na głowie mojego syna pojawiła się dopiero we wrześniu, a kombinezon w październiku... No cóż, tylko raz (no, może dwa) usłyszałam, że strach takie maleństwo bez czapki wozić, ale jak zapytałam rozmówcę o czapkę na jej głowie, że nie ma, że 35 stopni jest i wiatru brak, albo taki co ulgę przynosi, no to już temat zakończył się westchnieniem... Nie wiem, czy ze zrozumieniem, czy raczej z przekonaniem, że "teraz nie zakładasz, a potem po szpitalach będziesz jeździć"...
    A olać to...

    OdpowiedzUsuń