Co byś zrobił, gdyby to było Twoje dziecko?

10:11:00



W sobotni wieczór natrafiłam na pewien aryków. Zamieściła go redakcja strony internetowej dla mam i kobiet w ciąży. Poruszył mnie sam tytuł, więc weszłam aby przeczytać całość. Treścią artykułu był list matki do redakcji, a raczej do czytelniczek portalu. Bardzo poruszający list. Generalnie, nic już nie jest w stanie wywrzeć na mnie jakiegoś specjalnego wrażenia, więc list przeczytałam bez emocji, zrozumiałam jego treść, przesłanie i przez chwilę poczułam się jak jego autorka. Później chciałam skomentować. Nie zrobiłam jednak tego, bo... Takiej ilości nienawiści i jadu, wylewanej na matkę przez inne matki, to ja dawno nie widziałam. Komentarze raziły w oczy. Wszędzie tylko plucie i bluzganie, obrażanie, wytykanie... Komentarze na najniższym z możliwych poziomów. Kilka neutralnych stanowisk osób, które chciały odpowiedzieć autorce listu. Reszta to czyste szambo.


Kobieta napisała do redakcji, że urodziła syna z zespołem Downa, po czym oddała go do adopcji. Opisała całą swoją życiową historię. Przedstawiła wiele aspektów swojego życia. Napisała jak było kiedyś, jak jest teraz i co czuje. Prosiła o radę bo nie mogła się pogodzić z tym co zrobiła. Jasno dała wszystkim do zrumienia, że w tamtym momencie bardzo dużą rolę odgrywał w jej życiu partner, który nie chciał chorego dziecka. Mogła ciążę usunąć, zdecydowała się jednak urodzić i oddać dziecko do adopcji. Nawet go nie widziała. Teraz, po sześciu latach, bije się z myślami i nie wie co ma ze sobą zrobić. Jej sytuacja materialna niemalże się nie zmieniała. Ma trzyletnią córkę, partner ją zostawił. Tęskni za synem, ma wyrzuty sumienia, nie potrafi normalnie funkcjonować i żyć, tak jak powinno się żyć. Prosi inne matki o pomoc, o jakąś radę co ma ze sobą robić. Czy szukać synka, czy odpuścić? Liczy na to, że "tylko matka matkę zrozumie".

Co otrzymała?
Falę hejtu i nienawiści.










A to i tak dosyć "delikatne" określenia, bo zrzuty robiłam dnia następnego. Wiele komentarzy dostało różowe plakietki i zostało zgłoszonych do usunięcia, dzięki czemu na stronie zaczął się robić porządek. Coś tam jeszcze zostało.

Takie wsparcie otrzymała kobieta, która ma problem, której psychika szaleje. Nie wiadomo co może sobie zrobić, po przeczytaniu takich komentarzy Ale najłatwiej jest napisać co się myśli, siedząc sobie pod kocykiem, w ciepłym domku, nie mając większych zmartwień. Internet jest taki łaskawy, można się wyżyć na każdym, kto prosi o radę. W dodatku wszystko pod osłoną anonimowego użytkownika.

Jeśli kobieta się potnie albo wyskoczy z okna, po przeczytaniu jaka jest beznadziejna, to czy autorzy komentarzy poniosą na nie odpowiedzialność? Przecież każdy z nas bierze odpowiedzialność za to co mówi i pisze. A takich "rad" nie da się w żaden sposób zrozumieć niejednoznacznie. Tu się zaczyna wyżywanie i szufladkowanie na matki lepsze i gorsze.

Nagle, oburzeni komentujący, stali się ekspertami, wszystko wiedzą lepiej. Po przeczytaniu listu od autorki, z miejsca wiedzą jaką ma sytuację, jak wygląda jej życie teraz i jak wyglądało kiedyś. Wiedzą też, czy by sobie poradziła z chorym dzieckiem czy te nie. Oni są jeden szczebel ponad nią. Wiedzą, co sami zrobiliby, gdyby się znaleźli w takiej sytuacji. Wiedzą, że dziecka chorego by nie oddali, bo to przecież ich dziecko. Oni to wiedzą już teraz, w tym momencie, choć 95 % z nich,  nigdy w życiu w takiej stacji nie była.

Powiem Wam, że nie wiedzą. Im się tylko wydaje. Oni tylko próbują się w tej sytuacji postawić i piszą, co by robili. Ale nie mają pojęcia jak postąpili by będąc w takiej stacji, jak autorka listu.

Wychodzę z prostego założenia, że jeśli nie mam nic interesującego do napisania a mój komentarz mógłby kogoś obrazić lub doprowadzić do jakieś nieszczęścia, to po prostu nie komentuję. Innym przychodzi to z taką łatwością.

Naprawdę, Drogi Czytelniku, wiesz co być zrobił na miejscu tej kobiety? Naprawdę wiesz, że postąpiłbyś właśnie tak a nie inaczej? Naprawdę myślisz, że potrafisz się wczuć w jej sytuację? Wydaje Ci się, że możesz wyrazić swoje "rozgoryczenie" używając epitetów różnej treści i maści, bo gdybyś był na jej miejscu to zrobiłbyś inaczej?

O ile nigdy nie byłeś na jej miejscu, o tyle nie wiesz jak byś zrobił. Nie masz o tym bladego pojęcia. Nie jesteś w stanie wczuć się w sytuację tej kobiety i nie wiesz jak to jest, gdy się człowiek dowiaduje o chorobie swojego dziecka. Gdy musi zdecydować, co robić dalej, gdy wybiera życie zamiast aborcji i gdy wie, że sobie nie poradzi bo jest pod presją. Nie wiesz, co tak naprawdę dzieje się w głowie takiej osoby. Nigdy nie byłeś w takiej sytuacji. Kto daje Ci prawo do wypowiadania się i obrażania tej, która przez to przeszła? Internet? Myślisz, że w tym świadku wszystko Ci można, że jesteś bezkarny? Myślisz, że to jest jej wina, bo decydując się na napisanie tego listu świadomie naraziła się na falę nienawiści? Tak, na falę nienawiści, bo krytyka to nie jest. Krytykę można wyrazić w znacznie bardziej przyzwoity sposób. Ona nie wiedziała, że żyje w kraju, w którym z taką łatwością przychodzi innym ocenianie cudzego życia. W kraju, w którym brakuje empatii i pohamowania.

Ta kobieta potrzebowała rady. Potrzebowała, żeby ktoś jej napisał do kogo ma się zgłosić aby sobie pomów. W końcu taką pomoc otrzymała. Ktoś jej napisał, że potrzebuje terapii aby uporać się z przeszłością i móc żyć dalej. Jednak, zanim doczekała się merytorycznej odpowiedzi, dowiedziała się też co inni o niej myślą.

Ona oddała swoje dziecko do adopcji. Była wtedy w takiej, a nie innej sytuacji. Podjęła właśnie taką decyzję. Dziś musi z tym żyć, choć nie bardzo potrafi sobie poradzić i poukładać wszystkiego w głowie. Ty ją obrażasz, piszesz jaka to nie jest. Tak naprawdę, w moich oczach, wcale nie jesteś lepszy od niej.
Może jej brakowało empatii w momencie, gdy zrzekała się praw rodzicielskich, a może ta decyzja była podjęta dla dobra tego dziecka, ale Tobie brakuje empatii wciąż. Nawet nie próbujesz zrozumieć. Jesteś lepszy w wyrokowaniu.

Naprawdę wydaje Ci się, że wiesz co byś zrobił, gdyby to było Twoje dziecko?







Ten artykuł został wyróżniony, w rankingu najlepszych tekstów rodzicielskich, przez portal Mądrzy Rodzice (6 miejsce)


You Might Also Like

11 komentarze(y)

  1. Antyterrorystka z tej strony ;-) Straszne jest to co ludzie piszą, jakie " wsparcie" dają innym. Jak to mówią załóż moje buty, przejdź ścieżki, którymi ja szłam a później mnie oceniaj. Eksperci od wszystkiego działający anonimowo to tragedia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w stylu "nie wiem ale się wypowiem". Mnie te komentarze doprowadziły do dzikiej furii. Musiałam ochłonąć, żeby komuś czegoś szczerego nie odpowiedzieć. Ale tłumaczenie hejterom ich chamstwa to jak walka z wiatrakami.

      Usuń
    2. Dokładnie...dlatego nie wchodzę na żadne grupy

      Usuń
    3. To nie była grupa. Link mi się wyświetlił jako udostępniony przez znajomego. A treść listu i komentarze były na stronie internetowej pewnej redakcji (chyba, bo nie wiem czy to tylko strona podpięta pod db, czy faktycznie strona redakcji miesięcznika). Tym bardziej mnie to rusz, bo jak się wrzuca takie tematy, to trzeba je moderować i syf usuwać na bieżąco.

      Usuń
    4. Ja myślałam, że takie akcje to tylko na grupach się dzieją- ze słyszenia bo poważnie nie wchodzę...ale jeżeli to na stronie miesięcznika to poważnie powinni porządek zrobić. Z drugiej strony wszyscy teraz mają parcie na dużą liczbę wyświetleń, komentarzy i takie cuda się dzieją a nie powinny!

      Usuń
    5. Nie mam pewności czy to strona miesięcznika, bo średnio obserwuję miesięczniki rodzicielskie, a na stronie trudno wywnioskować czy mają nakład prasowy. Ale z pewnością to portal internetowy dla matek.

      Usuń
  2. To jest przerażające!!!
    Mogłabym tutaj pisać i pisać, ale wszystko juz powiedziałaś.

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozumiem Twoje emocje i wzburzenie, ale sie strasznie zakrecilas w tym tekscie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W jaki sposób się "zakręciłam"?

      Usuń
  4. Łatwo jest oceniać, kiedy samemu nie musi się zmierzyć z podobnym "wyzwaniem". A hejterzy jak zwykle nie przebierali w słowach, na nich zawsze można liczyć. Nie wiem, co bym zrobbiła, gdybym znalazła się na miejscu tej kobiety...

    OdpowiedzUsuń
  5. Kategoria "Trudne sprawy" jest ewidentnie nie na moją wrażliwość.. Gratuluję i podziwiam, że potrafisz i chcesz pisać o tych tematach. Mnie boli serce od czytania..

    OdpowiedzUsuń