Język polski taki trudny...

09:30:00



Ilekroć ktoś wyjeżdża za granicę w poszukiwaniu pracy tylekroć zastanawiam się ilu młodych ludzi będzie musiało jeszcze opuścić ojczyznę, zanim nasz kraj zrozumie jak wiele traci. Ale nie o tym dzisiaj. Dzisiaj chciałabym się zapytać młodych emigrantów dlaczego mają problemy z pamięcią. Tak z pamięcią, bo ciężko ich zachowanie jest pod cokolwiek innego podpiąć. Skleroza na młode lata, stadium zaawansowane, bardzo zaraźliwa, przenoszona drogą transportu lądowego lub powietrznego, objawiająca się całkowitym zanikiem znajomości języka ojczystego bezpośrednio po przekroczeniu granic innego kraju.Tak to właśnie wygląda.


Czytam post znajomego na FB, który pyta jak to jest, że niektórzy wyjeżdżając z kraju zapominają języka polskiego. W pewnym momencie uświadamiam sobie, że jest to bardzo powszechne zjawisko. Zapominanie języka dziadków, języka, na którym się wychowali, jakie to łatwe.

Z trudem przychodzi nam nauczenie się nowego języka. Klepiemy słówka, powtarzamy regułki, próbujemy klecić zdania. A gdy już się udaje to jedyną drogą ratunku jest wybyć z tej Polski gdzieś na zachód i zapomnieć, że się kiedykolwiek Polakiem było.

Nie wszyscy tak mają. I całe szczęście. Nie wrzucam wszystkich emigrantów do jednego wora. Pisze o tych co zapomnieli skąd się wzięli.

Przecież język polski jest jednym z najtrudniejszych języków świata. Nauczenie się do do perfekcji to dopiero wyzwanie. Doskonale wiedzą o tym obcokrajowcy, którzy zagościli w naszym kraju na stałe i zmuszeni byli do przyswojenia naszej gramatyki. Dlaczego więc tak bardzo ludzie się go wstydzą? Przecież znajomość języka polskiego powinna być dumą.

Jeśli Polak powie, że zna chiński, japoński lub mandaryński to się na niego patrzy z podziwem. Bo się mu udało, bo opanował ten język, zna go, potrafi się nim biegle posługiwać. Ale powiedzenie za granicą, że się zna polski to już wstyd. Bo przecież Polska to kraj buraków i cebulaków. Z tym, że to emigranci (nie wszyscy!) tak go kreują poprzez odcinanie się od swoich korzeni, ojczyzny, języka.

Z pełną odpowiedzialnością stwierdzam, że sami robią z siebie buraków i cebulaków przez to, że zapominają skąd się wzięli, gdzie się wychowali i jakiego języka ich nauczono.

Im jest wstyd być Polakiem. Wstyd jest znać język polski.
A mi jest wstyd za tych emigrantów, którzy nie szanują własnego kraju. Niech mi ktoś pokarze Niemca, Włocha, Francuza, który po wyjeździe z rodzimego kraju zapomina jak się mówi w ojczystym języku. Nie ma takiego. A Polak zapomina. I co gorsza, zamieszkując w nowym kraju, nie ma nawet zamiaru uczyć dzieci ojczystego języka.

W nosie mam to jak dzieci za granicą nazywają. Jeśli nie mają zamiaru wracać niech sobie wychowują Kate zamiast Kasi, Gregor'ego zamiast Grzesia, Alex zamiast Oli. Może to i lepiej, bo polskie imiona są ciężkie w wymowie. Jeśli wyjeżdżają i już nie wrócą, niech im będzie. Uznajmy, że to forma wygody dla tych dzieci, które w danym kraju się wychowują i będą żyć. Ale niech nie zapominają, że bycie Polakiem to nie tylko obywatelstwo w dowodzie, język czy mentalność. Polak to człowiek, który ma korzenie.

Wy zapominacie znajomości ojczystego języka. To tak jakbyście nie znali własnych korzeni i wartości. Od zera kreujecie swój kraj. AngloPol? Czemu nie. Wstyd mi za Was, choć to nie mi powinno być wstyd.

You Might Also Like

7 komentarze(y)

  1. Wiesz, ja mieszkam za granicą i nie zapomniałam języka, a do mojej córeczki mówię wyłącznie po polsku. Powiem Ci jednak, że czasem mimowolnie wkradają się gdzieś w moje słownictwo zwroty włoskie i nic na to nie poradzę. Tak to jest, gdy w domu rozmawia się w dwóch językach, choć mój mąż bardzo chciałby umieć polski. Ja ten nasz język kocham i nie wstydzę się tego, a wręcz przeciwnie- zawsze z dumą mówię, że to jeden z najtrudniejszych języków
    świata.

    A Polaków, którym wstyd jest być Polakami mam nawet we własnej rodzinie niestety.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego też napisałam, że nie wszyscy. Na szczęście są ludzie, którym nowy kraj nie pomieszał w głowie. I całe szczęście. :)

      Usuń
  2. Właśnie miałam pisać to, co Ty, Sabina, że czasami mieszkając w obcym kraju pewne zwroty z danego języka się wkradają, jednak to zupełnie coś innego. Do dziś mam czasem problem zastąpić jakieś angielskie słówko polskim, bo nie ma po prostu odpowiednika, który oznaczałby dokładnie o samo.

    OdpowiedzUsuń
  3. Masz całkowitą rację, ale... Ja studiowałam zagranicą i po pewnym czasie, jeśli jest się w środowisku ludzi, gdzie wszyscy mówią językiem obcym i jest się w nim całkiem zanurzonym, a do tego w tym języku się uczy, to zaczyna się nawet MYŚLEĆ w tym obcym języku. Serio! To jednak nie to samo, co z wyboru porzucanie ojczystego języka, czy robienie czegoś na pokaz. Ja jestem dumna z bycia Polką, nie wstydzę się tego, ale niestety często wstydzę się za rodaków.

    OdpowiedzUsuń
  4. Niestety, ale wiele w tym prawdy. Nie we wszystkich rodzinach tak jest,
    bo u Sabiny nie i u mnie też nie. We Włoszech mieszkam już prawie 10
    lat a mój polski ma się całkiem nieźle. Niekiedy łapię się na tym, iż
    brakuje mi jakiegoś słówka lub ni stąd ni zowąd pojawia się wątpliowść
    ''rz'' czy ''ż''. Do syna, z reguły mówię po polsku gdy jesteśmy sami. W
    towarzystwie nie wypada, bo mój mąż (mimo szczerych chęci polskiego,
    póki co nie jest w stanie opanować). Spotkałam kiedyś w sklepie dwie
    Polki (w wieku średnim), które między sobą porozumiewały się po
    włosku...było to straszne, wręcz komiczne, bo tak kaleczyły włoski, że
    aż uszy bolały. Czegoś takiego nigdy nie zrozumiem. Czy one chciały
    udawać Włoszki? Rodowici mieszkańcy i tak i tak wiedzą, że nimi nie
    są....
    Moje dziecko, lat 3 wciąż nie mówi, co najprawdopodbniej
    spowodowane jest właśnie dwujęzycznością, ale nie wyobrażam sobie by
    przez moje wygodnictwo, kiedy dorośnie, nie potrafił się sam dogadać z
    polską częścią rodziny.

    Co do imion - teraz to nawet w Polsce
    nadaje się obco brzmiące imiona. My długo wybieraliśmy imię, bo miało
    być bardzo bardzo podobne w obu językach. Padło na Stefano - mógł być
    Stefan, ale wtedy w każdym urzędzie musiałabym tłumaczyć, że bez ''o''.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja studiowałam filologię germańska. Nie długo, ale jednak. I do dziś zdarza mi się wtrącić coś po niemiecku. Robię to raczej automatyczne niż świadomie. Wiec Cię rozumiem.

    OdpowiedzUsuń
  6. Myślę, że nie wszyscy zapominają. Natomiast wiem, że wielu z nich nasza Ojczyzna dalej jest bliska. Skąd wiem? Piszę u siebie czasem o Polsce, przybliżam różne miejsca, które odwiedziłam - i mam dużo wejść na bloga z całego świata. Nie wiem w jakim języku moi Czytelnicy mówią, natomiast mogę przypuszczać, że w ich sercu Polska nadal ma znaczące miejsce.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń