Moje dziecko, moja odpowiedzialność, moje wychowanie.

15:12:00



Zostałam mamą mając zaledwie 21 lat. Moja mama miała wtedy lat 46. Taki specyficzny wiek, kiedy jeszcze trochę za wcześnie na bycie babcią. Moje macierzyństwo jest wyjątkowe, pod swoim względem, ale nie da się go streścić w trzech zdaniach. Zawsze jednak miałam wyrobiony obraz tego, jak będzie ono wyglądało i co chciałabym zrobić zarówno dla siebie jaki i dla swojego dziecka. Życie weryfikuje plany i przewraca wszystko do góry nogami, ale coś jednak udało mi się zasiać i dbać aby wykiełkowało. Zastanawiacie się co? Wychowywanie swojego dziecka według własnych zasad.



Nie chciałam aby wychowanie mojego dziecka zależało od kogokolwiek poza mną i ojcem Młodego. Nie wyobrażałam sobie, że będę słuchać "złotych rad" i się do nich dostosowywać. Jednak najbardziej, nie wyobrażałam sobie tego, że to moja mama będzie wychowywać moje dziecko a nie ja. Nie chodzi mi tu o wychowywanie w sensie dosłownym lecz o wpajanie dziecku zasad i norm według własnego rozumowania. Nie mam nic przeciwko rozumowaniu  mojej mamy, bo jednak jakoś mnie wychowała, ale z wieloma rzeczami się zwyczajnie nie zgadzam.

Z moją mamą, nigdy nie miałyśmy wyjątkowo bliskich relacji. Jako nastolatka buntowała się na potęgę i miałam w nosie co inni o tym sądzą. Każdy sprzeciw, który usłyszałam, skutkował tylko dodatkowym oburzeniem. Z jednej strony, nie rozumiałam jak rodzice mogą mi czegokolwiek zabraniać, a z drugiej miałam pretensje, że nie szanują moich poglądów, mojego zdania. Nie próbują nawet zrozumieć dlaczego chciałabym żyć inaczej. 

To wszystko spowodowało, że całkowicie inaczej pojmuję swoje macierzyństwo i chcę wychowywać dziecko inaczej, niż wychowano mnie. Chcę aby Młody widział we mnie nie tylko swoja matkę ale również przyjaciółkę, do której będzie mógł przyjść, wyżalić się, zwierzyć z rozterek, wiedząc jednocześnie, że spróbuję go zrozumieć. Jak na razie nieźle mi to wychodzi. Przynajmniej tak mi się wydaje.

Nie chcę widzieć, w wychowywaniu mojego dziecka, osób trzecich. To jest moje macierzyństwo, moje dziecko i przede wszystkim, moja odpowiedzialność. Dziadkowie nie są od wychowywania mojego dziecka lecz od jego rozpieszczania i traktowania jak wnuka, nie syna. 

Wychodzę z założenia, że moi rodzice już swoje dzieci wychowali i nic im do wychowywania mojego dziecka. Chętnie się poradzę, gdy czegoś nie  wiem, gdy mam jakieś wątpliwości. Jestem również w stanie wysłuchać rad którymi ,dziadkowie Młodego, chcą w jakiś sposób wpłynąć na wychowanie wnuka, ale w żaden sposób nie obliguj mnie to, do wprowadzania tych rad w życie. Chcę wychowywać swoje dziecko według własnych przekonań i zasad. 

Jest granica, pomiędzy pomocą czy wsparciem a próbą całkowitego podporządkowania wychowania młodego człowieka, pod dyktando i metody dziadków. 
To wszystko działa również w druga stronę. Jeśli dziadkowie Młodego, nie narzucają mi swoich metod wychowawczych, nie kładą nacisku na, według nich, lepsze to ja też nie czuję konieczności obarczania ich opieką na moim dzieckiem.

Nie wyobrażam sobie sytuacji, kiedy miałabym zostawić Młodego pod opieką dziadków na kilka dni, bo ja chcę odpocząć. Wiedziałam doskonale na co się piszę wchodząc w świat macierzyństwa. 
Co innego, jeśli dziadkowie chcą się zająć wnukiem i sami to proponują, czy też jest konieczność pozostawienia dziecko pod opieką dziadków, bo się ma wizytę u lekarza czy ważne spotkanie. Ale kompletnie czymś innym jest "podrzucenie" dziecka dziadkom aby móc pokorzystać trochę z życia. 

Dziadkowie są dziadkami, nie rodzicami. Swoje dzieci już wychowali, wybawili. Tak jak my: wstawali w nocy, karmili, zmieniali pieluchy, walczyli z kolkami i ząbkowaniem. Mają już to za sobą i nie sądzę żeby chcieli do tego wracać. Teraz, przeżywają swoja "drugą młodość". Mają do tego prawo. Nie powinniśmy im tego odbierać. 

Dzieci są nasze, nie ich i to na nas spoczywa odpowiedzialność za wychowywanie młodego człowieka. Nie chciałabym aby za kilka lat mój syn obarczał mnie obowiązkiem opieki nad swoim dzieckiem, bo on i jego żona są młodzi, chcą się wyszaleć. Nie zamierzam być babcią na pełen etat. Teraz jestem mamą, wychowuję moje dziecko, ponoszę za nie odpowiedzialność i poświęcam część swojego życia właśnie dla niego. Robię to świadome. Za kilkadziesiąt lat chciałabym odpocząć. Na pewno nie chciałabym wracać do czasów pieluch, nocnego wstawania i przecieranych zupek. 

Dajmy dziadkom to co dziadków a rodzicom to co rodziców. Na wszystko jest w życiu czas.

You Might Also Like

8 komentarze(y)

  1. Tak jak piszesz wszystko ma swój czas, miejsce i granice

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko co chciałam przekazać, Ty ujęłaś w jednym zdaniu. A mi to cały post zajęło... Jesteś mistrzem streszczania:)

      Usuń
  2. Zgadzam się i myślę tak samo :)
    Dodam jeszcze, że nie jestem jeszcze gotowa na to, żeby dzieciaki moje spały u kogoś innego niż w domu. Nie raz miałam to proponowane, ale nie dam rady. Owszem wychodzę czasem i zostawiam dzieciaki (już śpiące) z babcią, ale wracam nim wstaną. Jednakże nie mam nic do takich rodziców. Jeśli ktoś lubi odsapnąć kilka dni pod rząd ok, ja po prostu tak nie lubię i nie potrzebne mi to do szczęścia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pod warunkiem, że dziadkowie są chętni zająć się dziećmi przez kilka dni, a nie postawieni przed faktem dokonanym. Bo i tak bywa, niestety.

      Usuń
  3. U mnie w domu było podobnie jak u ciebie był czas kiedy byłam bardzo zbuntowana i chciałam na siebie zwrócić uwagę rodziców którzy tej uwagi nie chcieli na mnie zwrócić. w wieku 21 lat wyprowadziłam się z domu z narzeczonym. Moje relacje z mamą się nieco poprawiły. W wieku 27 lat urodziłam 1 dziecko rodzice niestety zawsze musieli wtrącić swoje 3 grosze do wychowania mojego dziecka chociaż od tego nie są nie rozumieją że to ja chce być osobą odpowiedzialną i uczącą córki różnych rzeczy i zasad, więc czasem się kłócimy. Moja mama czasem do mnie przyjeżdża i pomaga z młodszą córką a ja wtedy nadrabiam zaległości blogowe, lub tak jak teraz siedzę po nocach. 2 tygodnie temu pierwszy raz zostawiliśmy dziewczynki na noc u dziadków aby wyjść na urodziny do znajomego, uważam że każdemu rodzicowi należy się chwila wytchnienia i nabrania sił. nie mówię o tym że ma być to nagminne ale powinno od czasu do czasu mieć miejsce.

    OdpowiedzUsuń
  4. Też nie chcę za parę lat być pełnoetatową mamą i w 100% popieram Cię! :)

    OdpowiedzUsuń