Pan tu nie stał!

15:20:00





Do granic możliwości wpieniają mnie istoty, które bez żadnych skrupułów wpychają się w sklepach w kolejkę do kasy. Ani poproszę, ani przepraszam, ani dziękuję, ani nawet pocałuj mnie w d... Co to ma niby być? Państwa kolejka nie obowiązuje? Jakieś specjalne przywileje? A może problem z zauważeniem pięciometrowej kolejki, ciągnącej się wzdłuż alejki?


Nie rozumiem ludzi, którzy zakupy przedświąteczne zostawiają na ostatni gwizdek. Sama zawsze kupuję wszystko na kilka dni przed, żeby nie musieć oglądać tłumów szturmujących sklep i przepychających się do półek w obawie, że ktoś im trzydzieści kilo cukru zabierze sprzed nosa. Niestety w tym roku miałam iście diabelskiego pecha. Dzień przed Wielkanocą masło wyszło. Głupie masło się skończyło a ja durna nie zauważyłam, że więcej nie ma. Wiedząc jaki raj mnie czeka w sklepie darowałam sobie wypad po brakujące masło z Młodym. Nie miałam ochoty drzeć się i przekrzykiwać tłumy tylko po to aby móc przejechać wózkiem pomiędzy alejkami. Przeczekałam kilka godzin, pierworodnego zostawiłam z ojcem a sama poszłam po to nieszczęsne masło.

Żeby dopchać się do durnej półki lodówki na której stało ów masło musiałam się nieźle napocić. Niestety nasz naród nie kuma, że wózków obładowanych zakupami nie "parkuje się" po środku sklepu, z każdej możliwej strony, bo wysypujące się z niego artykuły mogą kogoś zabić. Naród nie kuma też, że te same wózki skutecznie blokują przejście, szczególnie gdy żadną mocą sprawczą nie da się ich przesunąć choćby o centymetr. 


W końcu jednak się do masła dopchałam. Gdy zabierałam je z półki, z towarzystwa braci i sióstr innych maseł, zostałam obdarzona mrożącym spojrzeniem pewniej Pani, która kompletnie zdawała się nie rozumieć dlaczego niemalże się na niej położyłam żeby dosięgnąć ręką tego masła. A przecież mówiłam "przepraszam", chciałam grzecznie, kulturalnie. Nie dało się. Pani zajęta studiowaniem etykiety margaryny udawała, że nie słyszy jak jej się (przy pięćdziesiątym "przepraszam") drę do ucha. Może bała się, ze jej tą margarynę w zgrzewkach zabiorę, nie wiem.


Później oczywiście bieg a raczej mrówczy trucht, z przeszkodami aby dotrzeć do kasy, zgrozo, kolejki gigantycznej i trzech na sześć (bodajże) kas otwartych. Przede mną z siedem osób. Każda pilnuje wyładowanego po brzegi wózka. Ciągle słychać tylko wielkie poruszenie, jak to może być, żeby tylko trzy kasy były otwarte. A ludzi tyle, że się doczekać nie można. Mi się już nawet narzekać nie chce. Ja chcę tylko stamtąd wyjść. Po trzydziestu minutach oczekiwania nawet tego masła mi się odechciało i co raz bardziej zaczęłam dochodzić do wniosku, że chyba go nie potrzebuję.


I przyszła w końcu pora na mnie. Już widzę rękę kasjera wyciągniętą w kierunku masła, już mu prawie wręczam wyliczone co do grosza pieniądze, już prawie stamtąd wychodzę, już, już prawię gdy nagle... Jak z pod ziemi wyrasta przede mną jakaś kobiecina, stawia swój kosz pełen zakupów i niczym nie wzruszona rzuca tylko: "Pan mnie szybko skasuje, bo ja już nie mam siły w tych kolejkach stać". Myślę sobie, zwidy mam, coś mi mózg szwankuje chyba. Przecież przed chwilą nikogo tu nie było. Kasjer patrzy na mnie że zdziwieniem. I wtedy uświadamiam sobie, ze mi się nie wydawało. Kobita mi się po prostu w kolejkę wcisnęła.


Za sobą słyszę szepty, że jak tak można, że brak kultury ale nikt nie jest w stanie Pani uwagi zwrócić. Nikt poza mną. 

- Przepraszam ale Pani tutaj nie stała.
- Moja droga. Ja już się za komuny swoje w kolejkach wystałam. 

Kurtyna!


A ja to niby co w tym sklepie robię? Popatrzeć sobie przyszłam, kwiatki powąchać? A ludzie za mną, w wieku przeróżnym? Też na wczasy przybyli bo zapragnęli zmarnować trochę czasu? I co ma komuna do tego? Komuny już dawno nie ma. Ćwierć wieku jak upadła i się nie podniosła. 


Pani jednak była całkowicie niewzruszona zaistniałą sytuacją. Wyszła z prostego założenia, że ma prawo pierwszeństwa, bo od godziny jest w sklepie i chce już z niego wyjść. Równie dobrze mogła by wcale do niego nie przychodzić i był by spokój. W szerokim poważaniu miała czas tych wszystkich, którzy w kolejce stali, którzy znacznie dłużej w tym sklepie są. 


Biedny sprzedawca tak się zamotał, że zaczął Panią "kasować" by większej kolejki nie robić. Ja zbaraniałam i słowa wydusić nie mogłam. Piorunami w spojrzeniu tylko kobitkę obdarzyłam.


Szkoda, że komuna kultury nie wszystkich nauczyła.  


You Might Also Like

5 komentarze(y)

  1. Oj co za baba. Bym tętnicę przegryzła...ludziom brak kultury co najlepiej widać w Lidlu jak rzucą jakies ciuchy albo promocje. Nie chodzę tam wtedy bo zycie mi jeszcze miłe ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas nie ma Lidla. Tzn. jest budynek ale go wykończyć nie mogą. Nie mam wiec takich obserwacji.
      Królem jest Biedronka i jeszcze kilka większych sklepów.

      Usuń
    2. Poczekaj aż otworzą...dopiero będzie się działo zwłaszcza na święta jak karpia rzucą :)

      Usuń
  2. Też kiedyś miałam podobną sytuację. Z nerwów mi coś gardło ścisnęło i nie mogłam słowa powiedzieć.
    A co do zakupów na ostatnią chwilę, mąż mój pracuje w sklepie rtv/agd. Ostatnia wielka sobota pracująca mu się trafiła. Wraca i zadowolona się pytam "jak tam w pracy? dzisiaj to pewnie luz" (no kto normalny telewizory w święta kupuje). Na co dostaję odpowiedź " tak, jeszcze nie zdążyliśmy sklepu otworzyć a już pan ze święconką stał i czekał i ruch od samego rana przez cały dzień".

    OdpowiedzUsuń
  3. Moim skromnym zdaniem sprzedawca dał dupy. Wiele razy zdarzyła mi się podobna sytuacja, bo ludzie biorą mnie za dziecko, a z dziećmi się przecież nie trzeba liczyć i można bezpardonowo wryć w kolejkę. Za każdym razem wiedziałam jedno. To wina sprzedawcy, że nie skasował mnie, nie zwrócił uwagi babie, tylko udawał, że nie widzi. Foch z przytupem!

    OdpowiedzUsuń