Ucieczka do dorosłości

16:38:00




Jako dziecko nie mogłam się doczekać momentu, w którym będę dorosła. Na tamten moment zależało mi na tym szczególnie jedynie dlatego, że chciałam zjeść więcej cukierków niż było mi dane. Właśnie w takich momentach, gdy miałam niepohamowaną ochotę na słodkości, powtarzałam sobie, że gdy będę dorosła to zjem całą przyczepę batonów i opiję się litrami oranżady. Dorosłość kojarzyła mi się jedynie z tym, że będę mogła robić wszystko to, czego dotychczas się mi zabrania. Nie widziałam w niej złych aspektów. Chciałam być dorosła. Chciałam pójść do sklepu i za stówkę nakupić przeróżnych smakołyków, wypełnionych po brzegi cukrem. A potem je zjeść, aż do znudzenia. Mając lat kilka właśnie z tym kojarzyła mi się dorosłość.


Później miałam lat naście i nadal pragnęłam być dorosła. Po dziś dzień nie wiem dlaczego tak naprawdę dążyłam do dorosłości. W pewnym momencie przestała kierować mną chęć objadania się wszystkim, na co tylko mam ochotę. To było zupełnie coś innego. Takie - pewnego rodzaju - dążenie do samodzielności i niezależności. Do bycia dla samej siebie panem i władcą. Do możliwości decydowania o sobie i swoim życiu. Chciałam tego tak bardzo, że nie potrafiłam się zatrzymać w tym codziennym pędzie do dorosłości.

Wielu mówi, że gdyby mogli, cofnęliby czas do momentu dzieciństwa - czasu beztroski. Do mnie to kompletnie nie przemawia. Nie tęsknię za tymi czasami. Słuchając opowieści koleżanek, o tym jakie miały świetne dzieciństwo, jak skakały po drzewach, piekły ciasta z piasku i wody, łowiły ryby patykiem w przeręblu, biegały w przemoczonych śniegowcach po kałużach... zazdroszczę im. Naprawdę im zazdroszczę. Nie mam takich wspomnień. Ani nawet podobnych. Byłam wychowywana pod kloszem. Byle się tylko nie przeziębić, nie spaść z murku, nic sobie nie złamać.
Zejdź! Zostaw! Nie ruszaj! To pamiętam aż za dobrze.

Brakowało mi niezależności, możliwości wyrażenia własnego zdania. Byłam najstarsza. Moje rodzeństwo było wychowywane na błędach mojego wychowania. Mając lat piętnaście nie mogłam iść na dyskotekę, bo byłam stanowczo za młoda. Jednak gdy moja siostra miała lat piętnaście, na dyskotekę poszła. Nie dlatego, że była bardziej dorosła niż ja, lecz dlatego, że miała mnie, swoją opiekunkę.  Choć i tak każdy wiedział, że się nią nie zajmowałam i nie pilnowałam, mogła. To nie był równy podział. Rodzice zawsze tłumaczyli to w ten sam sposób. Mówili, że wiedzą jaki błąd popełnili i nie chcą go popełniać dalej.

Tym sposobem moja siostra miała o wiele większe pole popisu. Mi w jej wieku wielu rzeczy zabraniano. Mój brat to jeszcze inna para kaloszy. Najmłodszy, najdrobniejszy. Chuchany i dmuchany tylko po to, aby w pewnym momencie wypuścić go w świat. Był szybciej samodzielny niż my z siostra razem wzięte. Było mu wolno najwięcej. Ale i tak każde z nas miało swój klosz spod którego nie mogło się wydostać.

Posiadanie dowodu osobistego w żaden sposób nie spowodowało, że stałam się dorosła. Byłam jedynie głupią nastolatką, która ma w głowie pstro z guzikami. Plastikowy prostokącik nie dawał mi żadnego prawa do samodzielności i indywidualności. A już na pewno nie do tego, żeby być odrębną jednostką. Nacisk i próby kontroli kończyły się jedynie buntem i kłótniami. Nie lubiłam tego ale nie potrafiłam inaczej. To był mój skrawek życia i chciałam go przeżyć po swojemu.

Miałam zupełnie inny plan na siebie. Po maturze chciałam wyjechać na rok za granic, zarobić na studia aby stać się jak najbardziej samodzielną. Aby nie musieć prosić nikogo o pieniądze na nowe buty. Zabroniono mi tego. Miałam wybrać kierunek i się uczyć. Nie zbuntowałam się wtedy i nie czmychnęłam z domu. Po dziś dzień nie wiem dlaczego. Efekty nacisków na edukację były tak marne, że w końcowym efekcie zrezygnowałam z dążeń postawionych mi przez rodziców. Chciałam żyć dla siebie, nie dla innych. Nigdy nie interesowało mnie specjalnie to, co ktoś powie.

W pewnym momencie, stałam się dorosła. Bardzo wcześnie. Mając dwadzieścia jeden lat zostałam mamą i rozpoczęłam swoją drogę. Nie była łatwa a los postanowił zrobić mi niezłego psikusa. Jednak wszelkie przeciwności pozwoliły mi się uodpornić i zrozumieć, że nie ma rzeczy niemożliwych. Podoba mi się ta droga. Niczego nie żałuję. No może poza tym, że nie wyjechałam za granicę tylko pozwoliłam się zmusić do studiów.

Lubię być dorosła. Lubię brać odpowiedzialność za siebie i za to, co sama postanowię. Nie chcę być odpowiedzialna za narzucone mi pomysły. Lubię być samodzielna. Za żadne pieniądze nie cofnęłabym się do czasów dzieciństwa, bo wiem, że dopiero teraz tak naprawdę żyję jak chcę.

You Might Also Like

4 komentarze(y)

  1. Ja też lubię być dorosła, nie zaprzeczam, ale czasami, tak na chwilę, chciałabym wrócić do beztroskich lat dzieciństwa:). Szkoda, że to niemożliwe!

    Ja mam starszą siostrę i młodszego o 7 lat brata- właśnie na niego mama chucha i dmucha do tej pory, co nie wychodzi mu niestety na dobre.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja lubię być dorosła ale mam chwile kiedy wróciłabym do beztroskich czasów kiedy największym problemem był wybór ciuchów na imprezę...;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja mam cudowne wspomnienia z dzieciństwa i chociaż nie chciałabym się do niego cofać, to czasami tęskni się za tamtymi czasami kiedy o nic się nie trzeba było 'martwić' i całe dnie się bawiło ;))

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też nie wspominam za dobrze swojego dzieciństwa i absolutnie za nim nie tęsknie!

    OdpowiedzUsuń