Zgubna empatia

12:38:00


Lubię pomagać. Mam w sobie aż za dużo empatii. Choć na pierwszy rzut oka, niezła ze mnie zołza, to jednak, mimo wszystko, mam w sobie coś z dobrego człowieka. Serce mnie boli gdy wiedzę głodne dzieci. Coś we mnie krzyczy, gdy ktoś żebrze pod sklepem, prosząc przypadkowego przechodnia o wrzucenie dwuzłotówki do puszki. Kiedyś takie obrazki przepełniały mnie smutkiem i chęcią wyrzucenia z siebie: "co się z tym światem dzieje?", "dokąd on zmierza?", "dlaczego tak musi być?". Kiedyś, z prostego odruchu serca, pomagałam tym ludziom. Byłam jedną z tych osób w tłumie, które się zatrzymywały i wyciągały portfel, nie po to, żeby komuś pokazać jakim się jest zajebistym, ale po to by pomóc. Teraz już taka nie jestem, Wyleczyłam się z tego, choć z trudem przychodzi mi przechodzić obojętnie obok ludzi, którzy żebrzą. Obecnie, jestem bardziej czujna, zwracam większą uwagę na to co się wokół mnie dzieje.



Wyleczyła mnie pewna kobieta. Bardzo skutecznie i niezwykle szybko. Udało jej się zabić we mnie najmniejszą cząstkę empatii. Wiele czasu upłynęło, zanim znów zaufałam ludziom proszącym o pomoc. Ale są tego plusy. Nauczyłam się rozsądnego podchodzenia do wielu spraw.

Sytuacja miała miejsce zimą 2012 roku. W godzinach przedpołudniowych, w środku tygodnia, zapukała do moich drzwi. Kobieta, mniej więcej w wieku mojej matki. Prosiła o wsparcie finansowe. Opowiadała, że ma chorego na białaczkę syna, że nie stać jej na nic, bo wszystkie dochody pożera leczenie, rehabilitacja. Nie chciała wiele. Prosiła o wsparcie symboliczną złotówka, tłumacząc, że zbiera na dalsze leczenie ciężko chorego dziecka. Zrobiło mi się jej okropnie żal. Mój matczyny instynkt kazał mi, jej pomóc. Rozumiałam co czuje. Byłam w stanie sobie wyobrazić jakimi pobudkami się kieruje, co musi przeżywać, jak bardzo chce walczyć o swoje dziecko. Byłam dzień przed wypłatą. Ostatnie 20 złoty w portfelu. Bez wahania oddałam jej ostatnie pieniądze, mówiąc, że doskonale wiem co przeżywa, bo sama mam ciężko chore dziecko. Podziękowała, poszła dalej. A ja byłam z siebie dumna.

Rok później, identyczna sytuacja, ta sama kobieta w drzwiach. Gdy ją zobaczyłam, wiedziałam po co przyszła. Znów byłam gotowa jej pomóc. Nie musiałam słuchać jej historii, znałam ją na pamięć. Przez cały ten rok siedziała w mojej głowie i zastanawiałam się co się dzieje z jej synem, jak sobie radzi, czy żyje. Chciałam ją o to zapytać. Poznałam ją przecież. Ona nie musiała mnie pamiętać. Chodząc wtedy po domach musiała spotykać setki ludzi, których prosiła o pomoc. Zanim jednak zdołałam powiedzieć coś więcej poza "dzień dobry" ona zaczęła mówić. Opowiadała smutną historię ze swojego życia. Tym razem jej matka była chora na raka, a ona musiała zrezygnować z pracy, by móc się nią opiekować. Brakuje jej na życie, na jedzenie. Wszystkie pieniądze szły na leki. Opowiadała, że jest sama, mąż zmarł kila lat temu, nie ma dzieci...

WTF? Nie ma dzieci? A rok temu miała syna, chorego na raka, mojego rówieśnika. Ręce mi opadły. Miałam ochotę zdzielić babę po łbie, przekląć na czym świat nie stoi i pogonić ją z klatki schodowej. Miałam ogromną ochotę zacząć na nią krzyczeć, że jest oszustką, która wyłudza pieniądze nie wiadomo na co, nie mając najmniejszych skrupułów. Ludzie chcący jej pomóc, potrafili oddać ostatnie pieniądze a ona tak bezczelne kłamała. Chciałam zaciągnąć ją do mieszkania i wezwać policję. W tym momencie szlak mnie trafił...

Nic nie zrobiłam. Powiedziałam, że nie mam przy sobie żadnych pieniędzy, bo dziś nigdzie nie wychodziłam. Zamknęłam drzwi, usiadłam i chciało mi się wyć nad własną naiwnością i głupotą.
W tym momencie umarła moja chęć pomocy komukolwiek. Nie mogłam zrozumieć, jak można być tak bezczelnym i wyrachowanym. Straciłam zaufanie do ludzi. Nie chciało mi się wierzyć w opowieści o biedzie, prośby o pomoc. Jakie to niewyobrażalne, jak jedna osoba może zniszczyć w człowieku najmniejszą iskrę empatii.

Tej zimy się nie pojawiła. Nie było jej pod moim blokiem, nie zapukała do moich drzwi. Szczerze, czekałam na nią. Byłam na tyle "ogarnięta" emocjonalnie, że w ty momencie mogłam jej naprawdę porządnie wygarnąć, słysząc trzecią cudowną historię wielkiej rodzinnej tragedii. Spotkałam ją kiedyś na mieście. Wracała z zakupów, obładowana jak Święty Mikołaj w Wigilię. Zobaczyła mnie, zawinęła się na pięcie i susem umknęła w jedną z uliczek. Myślicie, że mnie nie pamiętała? Pamiętała. Wtedy, gdy po raz drugi pojawiła się w moich drzwiach, pomyliła się, przedstawiła mi inną historię. Ciekawe ile ich miała i jak je dzieliła? Od znajomego usłyszałam jeszcze trzecią o chorym mężu.

Wyleczyła mnie z nadmiernej empatii. Za to mogę być jej wdzięczna. Dopiero, po kilku miesiącach od tej nieszczęsnej sytuacji zrozumiałam, że nie można wszystkich kreślić jedną miarą. Jeden oszust nie może sprawić, że nagle wszyscy staniemy się bezduszni i w każdym będziemy widzieć kłamcę, czekającego na naszą naiwność i dobre serce.

Pomagam. Wspieram jak mogę. Ale już inaczej. Nikomu nie daję pieniędzy do ręki. Jeśli widzę pod sklepem kobietę z dzieckiem, proszącą o pomoc, nie przechodzę obojętnie. Wchodzę do sklepu i kupuję temu dziecku jakiś sok i bułkę. Przede wszystkim szkoda mi tego dziecka. W taki sposób, mogę się też przekonać, czy ta kobieta naprawdę zbiera na jedzenie, czy zwyczajnie wyłudza. Wiem, że jeśli weźmie ode mnie, to co kupiłam, naprawdę zależy jej na ludzkiej pomocy. Jeśli odmówi, każde zabrać, zechce pieniędzy - jest zwykłą oszustką. Nie pomagam.


Nie wpłacam pieniędzy na chore dzieci, puki się nie upewnię, że takie dziecko istnieje, korzysta z pomocy określonej fundacji i konto do wpłat zgadza się z numerem konta fundacji lub subkonta dziecka, założonego przez fundację. Przekazuję drobną kwotę na zbiorki poprzez siepomaga.pl. Wspieram zbiórki pieniężne na leczenie dzieci, które znam ze szpitalnych sali. Wiem wtedy, że nie jest to system wyłudzeń a prawdziwa pomoc i wsparcie dla dziecka.

Nie jestem już taka naiwna. Nie jestem też tak bardzo empatyczna. Nie ufam ludziom tak jak kiedyś. Ale, jeśli już pomagam, to przynajmniej mam pewność, że komuś pomagam naprawdę.

You Might Also Like

5 komentarze(y)

  1. Mnie to tak wkurwia, że nie mogę.
    Jak pomyślę, że przyjdzie taka jedna z drugą i jej człowiek da kasę, a po prawdzie ma więcej ode mnie no jej współczuję. A potem ktoś na prawdę nie ma co jeść, a ja mu nie dam bo myślę że jest taki jak wszyscy. Szczerze ci powiem, że dawniej wrzucalam nawet tym co mieli napisane 'zbieram na wino' za szczerość. Ładnie grali, kultura byla, miałam to dałam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dokładnie takie sytuacje mnie leczą z nadmiernej rozrzutności. Kiedyś facet siedział koło Kościoła- był bez nóg i zbierał pieniądze...bez nóg był dopóki się msza nie zaczęła- my ze znajomymi nie byliśmy na niej i obserwowaliśmy gościa jak biegł do sklepu. Pieniądze wpłacam na sprawdzone akcje tak jak Ty.

    OdpowiedzUsuń
  3. Też ślepo wierzę, ślepo pomagam. Bo chcę, bo czuję że powinnam, bo sumienie tak podpowiada. Też dałam się kiedyś wkręcić w oszustwo. I teraz ... w co wierzyć ? A ludzie bazują na naiwności :(
    Pozdrawiam
    http://labarbaretta.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Do mojego dziadka, który ma 84 lata, raz zapukała kobieta i poprosiła o szklankę wody, bo mówiła, że strasznie jej słabo i zaraz zemdleje. Dziadek oczywiście po wodę poszedł, baba się napiła i też poszła. Po czasie okazało się, że z dziadka portfelem, telefonem i biżuterią z kasetki. Dla mnie to największe chamstwo tak na starszych osobach żerować! Dziadek mógł ataku serca po takim odkryciu dostać!

    OdpowiedzUsuń
  5. Sama bym po takiej akcji dostała zawału.

    OdpowiedzUsuń