Łap marzenia!

12:53:00

Fot. Asia Bartnik *



Gdy była małą dziewczynką uwielbiała marzyć. Wyobrażało sobie siebie za kilkanaście lat w wielkim domu z ogrodem, gromadką dzieci, kochającym mężem u boku. Chciała być "kimś". Wtedy to słowo miało całkowicie inne znaczenie niż dziś. Chciała być sławna, lubiana, proszona o autografy. Popularność była wyznacznikiem istnienia.
Śpiewała. W podstawówce, nie było przedstawienia, apelu okolicznościowego, występu, w którym nie wzięłaby udziału. Zawsze śpiewała, chwalona przez nauczycielkę muzyki. Rozwijała swój talent najmocniej jak się tylko dało. Brała udział w konkursie piosenki turystycznej. Lubiła śpiewać. Chciała zostać piosenkarką. Jeden zawód, a wszystkie marzenia wydawały się tak oczywiste do zrealizowania, niemalże na wyciągnięcie ręki.
I pisała pamiętnik, schowany pod łóżkiem w wielkim drewnianym pudełku ze starociami. Dziś nawet nie wie gdzie on jest, co się z nim stało.



Dorosła, poszła do gimnazjum i śpiewanie przestało być jej największą miłością. To był taki etap życia, w którym wszystko wydawało się do niczego i młody człowiek sam nie wiedział czego tak naprawdę chce. Gdy minęły pierwsze symptomy ogłuszenia nastoletniego umysłu, zaczęła pisać. Zaczęło się od zwykłych wypracowań, rozprawek i opowiadań, które zadawała polonistka. Tak dobrze jej to szło, że zdecydowała się na napisanie książki. Najpierw jednej, potem drugiej, trzeciej... Zaczęła nawet czwartą ale nigdy już jej nie skończyła.
Niby książki, ale nie warte specjalnej uwagi, jak to książki pisane przez nastolatkę. Takie zwykłe, bez wyrazu, pisane łamanym językiem. Ale jej. Taki mały sukces, który przypominała sobie za każdym razem, gdy miała wątpliwości, co do tego, co w życiu osiągnęła.

A potem, już w liceum, zaczęła pisać wiersze. Choć pierwsze powstały jeszcze w podstawówce, nigdy nie rozwijała się w tym kierunku. Dopiero w liceum zaczęła. Pierwsze zakochanie, smutki, rozterki... Wszystkie uczucia przelewane na kartki papieru, ku pamięci...

Dziś patrzy na zeszyt własnych myśli, czyta swoje rymy częstochowskie i uśmiecha się do siebie, bo wie, że warto było skreślić tych parę zdań. I choć śmieje się ze swoich rozterek nastoletniego życia, to jednak są tego jakieś plusy. Gdyby się coś wtedy nie wydarzyło, nie byłoby tego, co jest teraz.

Kiedyś ktoś jej powiedział, że nie warto przejmować się facetami, bo się dorasta, poznaje kogoś wartościowego i przeszłość jest najmniej istotna. Wtedy było to słabe pocieszenie. Przeżywała swoje rozterki i nie mogła sobie z nimi poradzić. Bolało tu i teraz. Dziś wie, że nie warto. Ale chyba każdy musi przejść przez ten etap swojego życia, żeby zrozumieć. Zamyka oczy i wspomina to, co kiedyś przynosiło tak wiele goryczy, a dzisiaj rozśmiesza do łez. Niczego nie żałuje. Każda chwila była warta takich wspomnień.


Gdy poszła na studia, nie wiedziała co ze sobą zrobić. Była zagubiona w obcym świecie, którego nie rozumiała i nawet zrozumieć nie chciała. Nie chciała być w tym miejscu, na tej uczelni, studiować ten kierunek, ale była. Żyła w tej klatce, licząc na to, że kiedyś będzie z siebie dumna, że się jej udało przeskoczyć pewien etap, pomimo własnych wątpliwości. Nie udało się. Poniosła prywatną porażkę, która najbardziej bolała właśnie ja. Dziś już nie boli. Dziś wie, że było jej to potrzebne. I choć czasu nie cofnie, to jednak coś by zmieniła, wbrew wszystkim lecz dla siebie.


Została mamą. Urodziła syna. Chciała być idealna, doskonała. Lecz, im bardziej się starała, tym gorzej jej to wychodziło, więc odpuściła. Tak jak jest, jet dobrze. Nie trzeba być doskonałym, wystarczy być sobą. To dziecko doceni starania i zaangażowanie, nie pani Zosia z warzywniaka. Dziś powtarza każdej matce, że nie warto być perfekcyjną, bo lepiej być szczęśliwą.


Teraz siedzi w wygodnym fotelu i pisze kolejny post na bloga. Swojego bloga. Swój kawałek podłogi, swoje miejsce na ziemi. Złapała marzenia za palce u nóg i ciągnie w dół. Nie puści. Wie, że własnie to chciała zawsze robić. Chciała pisać. Zawsze przecież pisała, ale nigdy nie zdawała sobie sprawy, że tak naprawdę właśnie to lubi robić najbardziej. Dziś jest szczęśliwa, czuje, że spełnia swoje marzenia, że się realizuje. Miała wszystko na wyciągnięcie ręki, ale potrzebowała czasu, by zrozumieć jak wiele radości sprawia jej to, co kiedyś było codziennością.



Masz marzenia? Złap je i nie puszczaj. Tylko realizowane sprawiają, że życie jest znacznie piękniejsze.



*zdjęcie chronione prawami autorskimi, bez możliwości kopiowania i rozpowszechniania, bez zgody autorki.

You Might Also Like

4 komentarze(y)

  1. Oj marzeń miałam dużo. Część zrealizowałam, część zweryfikowała rzeczywistość, przyszły nowe. Bez marzeń jest nudno ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzeba mieć marzenia, a co więcej przekształcać je w cele, dążyć do nich i osiągać:). A ja już tradycyjnie zapraszam Cię dzisiaj na moje Linkowe Party u Lifestylerki, które trwa od czwartku do niedzieli. To jest świetna okazja, żeby nawiązać nowe blogowe znajomości oraz zaprezentować swojego bloga. Z tygodnia na tydzień moje party cieszy się coraz większą popularnością, także po prostu nie może Cie na nim zabraknąć:). Serdecznie zapraszam i pozdrawiam Ania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lecę na Twoje party. Dzięki niemu wiele blogów odkryłam.

      Usuń
  3. Uwielbiam marzyć. Od zawsze bujałam w obłokach... To taki mój sposób na szarą rzeczywistość.

    OdpowiedzUsuń