Dajcie mi wszyscy święty spokój!

11:45:00

Mam takie dni, że z największą przyjemnością wyszłabym do sklepu po kostkę masła i wróciła z nią po dziecięciu latach. Mam też takie dni, gdy pragnę stanąć na krawędzi barierki balkonu i odlecieć w kosmos, albo chociaż na Marsa. Mam również takie dni, gdy nosi mnie mój wewnętrzny wkurw, więc bez kija lepiej nie podchodź, a najlepiej by było aby wcale do mnie nie podchodzić. Są również i takie dni, gdy mam ochotę zacząć krzyczeć w akcie desperacji, aby wyładować cała frustrację, zbierającą się we mnie tygodniami. 

Czasami mam wrażenie, że jestem bardziej skomplikowana niż sama o sobie myślę. Często zwalam swoje stany nastrojów na PMS, choć wcale go nie mam, ale tak jest łatwiej. Mój system nerwowy niejednokrotnie sięga zenitu, a ja muszę stanąć na uszach aby nie strzelać piorunami. Trzy głębokie wdechy, może pięć, dwadzieścia... Nie pomaga.

Nie myślcie sobie, że nic innego nie robię tylko się wściekam na cały świat bez większego powodu. O nie, nie. Ja po prostu mam czasami wszystkiego serdecznie dość. Chyba każda kobieta tak ma, bez względu na to czy jest żoną czy też nie, czy ma dziecko, czy też nie. Czasami przychodzą takie momenty, które ciężko jest okiełznać. Ja w takich momentach mam ochotę uciekać najdalej jak się da, w obawie o bezpieczeństwo męskiej częściej domowników, którzy, umówmy się, kompletnie nie kumają babskich emocji.

Najgorsze są chwile, gdy ktoś coś ode mnie chce a ja, najzwyczajniej w świecie, jestem zajęta. Doprowadza mnie to do szewskiej pasji. Czy naprawdę nie widać, że coś robię? To, że jestem kobietą, w żaden sposób nie świadczy o tym, że się cudownie rozmnożę i będę w kilku miejscach jednocześnie. Nienawidzę jak się mi przeszkadza w jakiejkolwiek, wykonywanej przeze  mnie czynności. Jeśli będę chciała ją przerwać to, to zrobię, bez niczyjego przymusu czy próśb. Im więcej się mnie prosi tym bardziej odwrotny jest tego efekt.

Pierwsze starcie z brutalną rzeczywistością ma miejsce w porze obiadowej. Nie wiem co jest na rzeczy, ale mój syn, właśnie wtedy potrzebuje najbardziej matczynego ramienia i czytania książek. Ja przy garach, mieszam, przewracam, na krok się oddalić nie mogę, bo przypalę, a on stoi z wielką księgą baśni i prosi. Prosi tak, że mam ochotę go w pudełko zapakować i wysłać do Afryki. Jest nieugięty, ja też. Nie ma dla niego żadnego znaczenia to, że w danym momencie gotuję.

Uprzedzam przemyślenia, kiedyś olałam obiad. Wyłączyłam, zostawiłam z przeświadczeniem "skończę później". Ale gdy skończyłam czytać piątą bajkę, pierworodny zażądał kotleta z ziemniakami. Nie muszę chyba dodawać, że kotlet był jeszcze "żywy", co doprowadziło go do histerycznego płaczu i okrzyków "mama mnie głodzi".
Nie, tutaj nie ma złotego środka.

A później, to już tylko błagam świat, aby dzień się skończył. Coś robię. Oni zawsze coś ode mnie chcą. Milion pięćset pytań różnej treści i maści, od położenia pilota od telewizora, poprzez jakieś ciuchy które obecnie w pralce przebywają, zażywając uroczej kąpieli, na znalezieniu czegoś, co leży jak byk na wierzchu. Ale tylko ja to widzę, oczywiście. Nawet jak odpoczywam to oni coś ode mnie chcą. A ja bym chciała, żeby czasami wszyscy dali mi święty spokój.

Kiedyś zostałam uraczona ciekawą opowieścią starszej pani, która nie jedno w życiu widziała i nie jedno przeżyła. Przytoczę ją tak, jak zapamiętałam, czyli nie dosłownie słowo w słowo.

"Bo kiedyś to było inaczej. Kobiety z dziećmi w domu siedziały. Pieniądze zarabiał ojciec. Kobieta miała być przede wszystkim matką, zajmować się dziećmi, posprzątać, ugotować, żeby mąż po pracy zawsze ciepły obiad z dwóch dań dostał. Nawet jak na jedzenie brakowało, to się tak kombinowało, żeby zawsze na stole była zupa i drugie danie. A teraz...
Teraz to kobietom się w głowach poprzewracało. Pracy szukają, dom zaniedbują, mężów nie karmią, dzieci mieć nie chcą i jeszcze marudzą, że zmęczone. A jak już przychodzi ostatnia godzina na założenie rodziny, to kombinują jak to zrobić, żeby jak najkrócej z dzieckiem w domu siedzieć i do pracy uciekać.
Kiedyś tego nie było. Kiedyś mąż zarabiał na cały dom, na utrzymanie. A i dzieci więcej było, bo w każdej chałupie po troje przynajmniej. Teraz jedno dziecko mają i mówią, że rady nie dają, że obowiązków tyle. Takie te baby teraz leniwe są. Nic im się nie chce. Tylko, żeby im usługiwać. Biedne te chłopy, co muszą za swoje żony obiadki gotować, domy sprzątać i jeszcze się dziećmi zajmować, bo one zmęczooone po pracy są.
Ja ci mówię, Asiu. Ty się zastanów jak chcesz żyć. Bo dziecko to matki potrzebuje. A mąż obiadu, jak wróci z pracy zmęczony. W domu wszystko szybko się ogarnie, dzieckiem się zaopiekuje. Jak małe to i roboty mniej. A jak starsze to z rodzeństwem się bawić będzie. Zawsze się chwila znajdzie, żeby usiąść i gazetę przeczytać. I narzekać nie ma na co. A jak dziecko niegrzeczne to i pasem można pociągnąć po tyłku, dla dyscypliny..."
A więc tak. Sprawdziłam, przetestowałam (pomijając użycie paska dla dyscypliny). Cztery lata z dzieckiem w domu siedzę i z całą stanowczością jestem w stanie powiedzieć, że pokroić bym się dała za możliwość pójścia do pracy, posłanie dziecka do przedszkola i bycie zmęczoną z lenistwa. Może miałabym wtedy chociaż chwilę czasu na to aby jakąś gazetę przeczytać o innej porze niż 22:00, gdy dziecko już śpi a mój mózg nie wyłapuje żadnych bodźców.

Jestem kobietą! Mam humory! I bardzo często mam wszystkiego serdecznie dość. Ale czasami wystarczyłoby, aby wszyscy dali mi święty spokój i nikt nic do mnie nie mówił, przynajmniej przez godzinę. Pomarzyć można...


"Dajcie mi wszyscy święty spokój, bo zła kobieta ze mnie!" ;)


Też tak masz? Powiedz, że nie jestem jedyna...


You Might Also Like

8 komentarze(y)

  1. Tak, ja także miewam takie dni, choć macierzyństwo i związane z tym wyrzeczenia jeszcze przede mną! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie jesteś jedyna:). Po prostu czasem mam ochotę krzyczeć i uciekać:). tak na serio, to uważam, że każdy potrzebuje chwili świętego spokoju i czasu tylko i wyłącznie dla siebie, żeby odpocząć, zadbać o siebie, swój rozwój i ogólnie się wyciszyć, także jak najbardziej zdrowy odruch:).

    OdpowiedzUsuń
  3. Czasami ma ochotę się zastrzelić. Tak bardzo mi wszystko bokiem wychodzi. Jestem nienormalna? Nie, skąd. To całkowicie zdrowy odruch.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja w takich chwilach zostawiam młodą z tatusiem i zamykam się w łazience rzucając groźne "nie ma mnie dla nikogo".

    OdpowiedzUsuń
  5. Trafiłaś w samo sedno dziś jest ten dzień,gdy brzuch boli jak diabli a ,ja najchętniej spędziłbym go w łóżku...dziś miałabym ochotę powiedzieć wlasnie te słowa.... Myśle,że jedyna nie jesteś.Jesteśmy tylko ludźmi każdy czasem ma gorszy dzień :)

    OdpowiedzUsuń