Dzieci są z księżyca.

10:25:00




Nie dogaduję się z nim. Kompletnie go nie rozumiem. On mnie nie słucha. Są nawet takie momenty, że nie potrafię z nim rozmawiać. Jest obok mnie ale zaczarowany, w zupełnie innym świecie. O coś proszę, on nie słyszy. Mówię głośniej, dalej nic. W końcu podkręcam ton do maksimum granicy niekrzyczenia, słyszy. "Ale, że co?" pyta uśmiechając się pod nosem. Mam ochotę go udusić. Tylko nie wiem czy dlatego, że sobie ze mnie kpi, czy dlatego, że mnie rozśmiesza takim zachowaniem, do łez. Jestem niekonsekwentna do sześcianu. Nic u mnie się dobrze nie sprawdza. Kiedyś trzymałam go "krótko". Gdy mówiłam "nie", znaczyło to nie. "Idziemy" oznaczało, że musimy iść. Rozumiał i się pięknie dostosowywał. Nie było mowy o histerii, szarpaniu, krzyku, płaczu i bóg wie czym jeszcze. A potem, gdzieś popełniłam błąd, gdzieś popuściłam, wszystko się sypnęło jak domek z kart.


Pamiętam gdy miał dwa lata i byliśmy akurat na dłuższych "wakacjach" w szpitalu. Lekarka przyszła do nas na wizytę i powiedziała "podziwiam panią". Pomyślałam sobie "no, pięknie. Znów mnie ktoś podziwia. czy oni nie mogą zrozumieć, że tu nie ma żadnej specjalnej filozofii? Tu nie ma co podziwiać?". Wtedy ona dodała "podziwiam panią za to, że nie pozwala sobie pani wejść na głowę. Rodzice, jak przyjeżdżają z dzieckiem do szpitala, odpuszczają całkowicie jakiekolwiek wychowanie. Uważają, że skoro dziecko jest w szpitalu to wszystko mu można, skaczą obok niego jak piłki. Bo dziecko takie biedne. Trzeba mu umilić życie. A potem się dziwią, że dzieci nie słuchają." 

No, tak. Z tym się zgodziłam. Tylko, teraz, jak tak sobie wracam do tamtych czasów, zastanawiam się, w którym momencie za bardzo pozwoliłam sobie wejść na głowę, że teraz mam to co mam. 

Dochodzę do takiego prostego spostrzeżenia, że stało się to wbrew mnie samej. Tata Młodego, po naszym wyjściu ze szpitala, skakał koło niego jak na sprężynkach. Nieba by mu przychylił, a gdy ja próbowałam wyegzekwować jakieś zadania od własnego dziecka, które całkiem nieźle się czuło i klocki posprzątać mogło, to on robił to za niego.  W sumie wcale się mu nie dziwiłam. Całkiem niedawno kazali się nam z nim żegnać i mówili, że może nie dożyć jutra. Trochę powariowaliśmy. Zmieniły się nam priorytety. Ale po powrocie do domu, to on zwariował. Ja starałam się zachować zimną krew i w swoich czterech ścianach, powoli wrócić do standardowych rytuałów. Ale widząc brak wsparcia ze trony drugiego rodzica, odpuściłam.

Na swoją niekorzyść, bo to ja z małoletnim spędzam całe dnie w domu.

Dzieci są z księżyca. Ewidentnie. To nie podlega dyskusji. A ja z dziećmi zwyczajnie nie potrafię się dogadać. Najpierw gadają po niemowlakowemu, potem po japońsku, chińsku i mongolsku. Aż w końcu łapią jakąś polszczyznę, rozumianą tylko przez matki i ojców dzieci konkretnych. A potem, tak jak dziecię moje, popadają w fascynację dinozaurami, przez co, jedynym sposobem jakim się komunikują ze światem, jest jeden wielki wyk i ryk. Ludzie się na nas (to znaczy na mnie) patrzą jak na kosmitę. Pewnie myślą sobie: "co to za matka, jak ona dziecko wychowała? Nawet nie słucha, gdy prosi aby przestał. Takie rozpuszczone."   Taaa...


Ostatnio, na szczęście dla mnie, przeszliśmy na wyższy etap komunikacji. Skoro, moje dziecko słyszy tylko wybiórcze zwroty, typu: obiad, wyłączę bajki, dostaniesz karę, pójdziesz do drugiego pokoju przemyśleć zachowanie; postanowiłam zagrać w jego karty. I tak oto, tym sposobem, za każdym razem gdy idziemy po zakupy, informuję małoletniego, że, gdy tylko zacznie wyć, piać, muczeć lub robić cokolwiek, co świadczy o byciu dinozaurem, dostanie szlaban na bajki do...(tu wstaw konkretną datę). Ponadto ma nie biegać po sklepie, żeby nic nie stłukł i nie zatańczył jak baletnica, na płytkach, więcząc taniec upadkiem i stratą zębów. Na początku efekt był mizerny. Nie słuchał. Dostał szlaban raz, drugi, piąty i zrozumiał, że żarty się skończyły. 


Nie zrozumcie mnie źle. Ja nie mam nic przeciwko zainteresowaniu dinozaurami. Wręcz przeciwnie, bardzo mnie cieszy znajomość wszystkich tych stworzeń. Ale na litość ludzką, jego dinozaurowy wyk jest nie do wytrzymania. On nawet mówić potrafi z mocnym gardłowym rykiem. I, o ile, ja się do tego przyzwyczaiłam na tyle, że mój mózg już nie rejestruje tych dźwięków, o tyle inni mają z tym problem. Szczególnie starsi ludzie, którzy nie widzą w tym zachowaniu nic normalnego oraz dzieci, które słysząc taki wyk zaczynają płakać i zwiewają dalej niż widzą. Oczywiście dorośli bezdzietni też się krytycznie patrzą. A mi już to przeszkadza. Ten wyk i ryk, się znaczy. 


Kobiety są z Wenus. Mężczyźni są z Marsa. A dzieci, na 100% są z Księżyca. Za kilka lat, moje dziecko, się teleportuje na Marsa, i wtedy jeszcze bardziej będę miała problem,żeby go zrozumieć. 

Kiepska ze mnie matka. Średnio sobie radzę. On mnie słucha albo nie, jak mu się podoba na dany moment. A ja mam go czasem serdecznie dość. Ale tylko czasem. Nie wyobrażam sobie życia bez niego. 
Doszliśmy już do tego etapu, gdy rozumie, że zrobił coś źle i potrafi przyjść, przeprosić. 
I choć kiepska ze mnie matka, to dla niego jestem najlepszą mamą na świecie. Udowadnia mi to za każdym razem, gdy przychodzi i mówi "kocham cię mamusiu". 
On z Księżyca, a ja z Wenus. Nie dogadamy się. Ale bardzo się kochamy. To wystarczy.

You Might Also Like

22 komentarze(y)

  1. Piękny wpis.
    Mam tak samo. O ile był młodszy bardziej się z nim dogadywałam, teraz ze szkoły czasem przynosi takie zachowania, że ręce opadają na samą podłogę.
    Mówię, ale jak grochem o ścianę czasem. Tak samo jak Ty, jak prośba nie działa to trzeba zastosować groźbę. Ostatnio na topie u nas jest, to, że nie będzie miał urodzin lego.. póki co skutkuje, a jak już będzie po to trzeba będzie coś nowego wymyślić :)

    Najgorsze jest w tym wszystkim to, że siostra bierze z niego przykład i już od maleńkiego pokazuje pazurki, jak żyć :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoła jeszcze przede mną. Ale już się boję...

      Usuń
  2. Uwielbiam teksty, które tak idealnie rujnują moją idealną wizję mojego idealnego dziecka.
    Nadal wierze w to, że będę mogła z moim dzieckiem iść grzecznie za rączkę do supermarketu, on nie będzie robił scen o jakieś niepotrzebne mu zabawki, niezdrowe żarcie i inne zbędne mu rzeczy. Także ten, teges no współczuję, że masz takie niedobre dziecko, ale co zrobić- kochać trzeba ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że Twoje będzie ciut lepsze. Na pocieszenie dodam, że dziś chcial iść z chłopcem do jego domu i ja mu nie byłam do niczego potrzebna. Wyjść z siebie i stanąć obok to stanowczo za mało. Pociesza mnie jedynie fakt, że ciągle rośnie i za jakiś odległy czas będę miała to za sobą.

      Usuń
    2. Łudzę się, że będzie idealnie grzeczny :) ale słuchając opowiadań rodziców o swoich wybrykach i opowiadań teściów jakim "uroczym" chłopcem był mój mąż może się okazać, że będę miała małego potwora pod swoim dachem ;) Ale Ty próbuj tych różnych metod wychowawczych, a ja później będę wiedziała do kogo uderzać po radę :) a póki co, czytam sądząc, ze mi stosowanie gróźb wobec dziecka i innych trików w ogóle nie będzie potrzebne hehehe - taka naiwna ja ;)

      Usuń
    3. Wierzyć zawsze można. Mi szło idealnie do 2 roku życia. Później troszkę popuściłam przez zapędy taty młodego. Tłumaczyłam sobie, że to bunt dwulatka i minie. Nie minął. "bunt" został tylko wiek się zmienił. :) podobno najgorsze są pierwsze lata, a dokladnie pierwszych 18 :D

      Usuń
    4. Moja siostra jak urodziła to jej mówili, że najgorsze pierwsze 3 miesiące, później będzie lepiej. Po 3 miesiącach, że byle do roczku, później będzie lepiej. Po roku, że do 2 lat, gdy przejdzie bunt dwulatka to później już będzie lepiej. Gdy mala skończyła 3 lata to siostra usłyszała, że najlepsze już za nią, teraz będzie tylko gorzej ...

      Usuń
    5. Takie życie, co zrobisz? Nic nie zrobisz. Zamykasz oczy, zaciskasz zęby, bierzesz oddech i idziesz dalej.

      Usuń
  3. Wychodzi na to, że wszyscy jesteśmy kosmitami :D Taki żarcik oczywiście :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ooo, jaka fajna historia! Oczywiście z genialną puentą, aczkowlek ja się czasem zastanawiam czy ja na pewno jestem z Wenus, a nie jakiegoś Jowisza, czy Saturna :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Odpowiedzi
    1. Chciałabym zrozumieć co dokladnie miałaś na myśli.

      Usuń
  6. Piękny tekst :)
    Jak mawiała moja Babcia - pierwszy okres przekory. Później przyjdą kolejne...
    Nie mam jeszcze dzieci, ale zajmuję się dziećmi koleżanki. Jej pięcioletni niemal synek też ma słuch selektywny - można i dziesięć razy to samo powtórzyć - bez rezultatu. Ale "bo zabiorę telefon" dociera bez najmniejszego problemu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zauważyłam, że dorośli faceci mają podobnie. Nie mam córki, wiec nie mam porównania, czy to chodzi o bycie dzieckiem czy o bycie chłopcem ;). To tak oczywiście z przymrużeniem oka. Dzieci są wybitnie uzdolnione na tym polu i perfekcyjnie sprawdzają cierpliwość rodziców.

      Usuń
  7. Ehhh, tak to jest. Ja nie mam dzieci, ale często się zastanawiam, czy dałabym sobie radę z wychowaniem i że to jest taki trudny proces. Czasem tak sobie dumam, żeby moze za dużo nie myśleć tylko pozwolić życiu płynąć swoim torem i brać wszystko i wszystkich takim jakimi są:).

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie mam dzieci, ale takie małe dinozaury mi nie przeszkadzają :) Kiedy w sklepie widzę podobne sytuacje (chociaż nie, ryczącego dinozaura nie widziałam, ale inne cuda wianki tak) uśmiecham się do jego mamy. Jej na pewno nie jest łatwo, szczególnie, że większość osób ma zdecydowanie mniejszą tolerancję niż ja.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mój Pierworodny jest z Plutona. Albo z innej Kappy. Gdyby był z Księżyca to byśmy się dogadali. Dinozaurowy ryk też nam towarzyszy. Zwłaszcza gdy chce braci postraszyc... Zakneblować to za mało.

    OdpowiedzUsuń
  10. Moja 4 latka zaczęła ostatnio mówić w jakimś obcym tylko sobie zrozumiałym języku....zdecydowanie to pewnie ten księżycowy....a w dinozaurach tez zakochana!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dawaj ją do mnie. Się dogadają na pewno.

      Usuń
  11. Jakbym o sobie czytała... Nadia też od niedawna na Księżyc wyemigrowala. Nie wiem dokładnie kiedy też popełniłam błąd... Z tym że jest szansą, że kiedyś przyleci na Z Wenus :)

    OdpowiedzUsuń