Jak wychować i nie zwariować?

16:42:00



O wychowywaniu dzieci napisano już tysiące książek. Ciągle powstają nowe. Półki w księgarniach uginają się od wszelkiej maści poradników, które mają przekazać nam wiedzę tajemną. Sięgamy po te książki z nadzieją, że znajdziemy w nich rozwiązanie wszelkich problemów. Liczymy na to, że gdzieś wyczytamy jak uporać się z buntem dwu-, trzy-, czterolatka i tak dalej. W pewnym  momencie rzucamy, przeczytane już książki, w kąt i sięgamy po następne. Te przeczytane w niczym nam nie pomogły, nie było w nich instrukcji obsługi ani niemowlaka ani starszego dziecka. Jesteśmy przekonane, że powstał taki poradnik, który w prosty i rezolutny sposób podpowie nam jak uporać się z kolkami, ząbkowaniem, nocnym i dziennym płaczem, wiecznym przemęczeniem, buntem, nauką korzystania z nocnika i tryliardem innych rzeczy, z którymi, powiedzmy sobie szczerze, nie zawsze same sobie radzimy. Przecież musi gdzieś istnieć taki poradnik, prawda?


Nie natrafiłaś jeszcze na niego. Jeszcze nie. Wierzysz, że gdzieś istnieje. Na pewno ktoś mądry go napisał. Może jakaś brazylijska lub japońska super-niania, o której istnieniu nawet nie wiesz, bo niby skąd masz wiedzieć, skoro całymi dniami nic innego nie robisz, tylko siedzisz i czytasz te wszystkie poradniki. Czytasz, na zmianę z przewijaniem, karmieniem, kąpaniem i usypianiem. Nawet jak obiad gotujesz to czytasz, łyżką kartki przewracając. Chcesz posiąść wiedzę niezwykłą. Tą, której jeszcze nikomu posiąść się nie udało. Chcesz wiedzieć jak być idealnym rodzicem. A ponad wszystko, nie chcesz w tym rodzicielskim świecie zwariować.

Ej, Ty już wariujesz. Nie widzisz tego? Siedzisz i czytasz. Chodzisz i czytasz. Nawet jak usypiasz to czytasz. Czytasz, czytasz, czytasz i nic nie wiesz. Nic, kompletnie nic. Nauczyłaś się tysiąca nowych słów z leksykonu macierzyństwa, znasz na pamięć rozdziały każdego poradnika rodzicielskiego. Z zamkniętymi oczami wklepujesz kolejne nazwy witryn internetowych, oferujących porady w wychowaniu dziecka. Ale nadal nie wiesz nic, co pomogłoby Ci przetrwać tych parę pierwszych lat. Szukasz sposobu idealnego, który... nie istnieje.

Kładziesz się spać, zamykasz oczy i jedynym zmartwieniem jakie posiadasz, jest to, że dziecko tak szybko rośnie, że trzeba czytać dalej, bo się pobłądzi, nie nadąży. Nie chcesz zwariować. Nie chcesz wspominać macierzyństwa jako udręki. Przecież takich kobiet jak Ty, które siedzą w domu z dzieckiem, same, bez wsparcia bliskich, którzy są daleko, a mąż pracuje, jest tysiące. Ale one sobie przecież świetnie radzą. Wrzucają na fejsika słodkie zdjęcia bobasków. Grzecznych, ładnie ubranych, nieupapranych lodami, czekoladą czy błotem. Zakładają blogi i zasypują internety złotymi radami na wychowanie wspaniałego dziecka.

Siedzisz obok swojego dziecka, z laptopem na kolanach lub telefonem w ręku i wertujesz kolejną stronę przemądrego artykułu, który zdradza tajniki życia dwulatka. Autor, mądruje jak wychowywać aby mieć chwilę dla siebie, aby dziecko rozumiało, że mama potrzebuje odpocząć, wypić herbatę. Aby dziecko nie krzyczało, nie kopało, nie złościło się, słuchało. Było zwyczajnie idealne, tak jak te wszystkie dzieci z internetu. Gdy zapytasz internetowej matki, co robi, że jej dziecko takie grzeczne i poukładane, odpowie Ci, że ma dobre geny. Ot, i cała filozofia. Twoje dobrych genów nie ma. Siedzi ubabrane jogurtem i się do Ciebie uśmiecha swoją kilku zębną buźką. Z pewnością idealne nie jest. Więc musisz czytać.


Zamknij książkę, wyłącz komputer, usiądź obok swojego dziecka. Spójrz, ono nie potrzebuje idealnej mamy, która ma wszystko, łącznie z idealnym dzieckiem. Ono potrzebuje mamy, po prostu. Nie posiądziesz wiedzy tajemnej, nie znajdziesz idealnej metody na wszystkie problemy wychowawcze. Nie marnuj czasu na wertowanie kartek i storn internetowych, tylko po to by wiedzieć wszystko. Twoje dziecko nauczy Cię tego samo, z czasem, małymi kroczkami. Przestań czytać. Wyjdź z dzieckiem na spacer. Wychowasz ciekawego świata człowieka, i nie zwariujesz, bo jesteś całkowicie normalna. Nie ma idealnych dzieci. Są tylko rodzice z wyimaginowanym wychowaniem swojego dziecka.

You Might Also Like

15 komentarze(y)

  1. Całe szczęście, że nigdy nie czytałam poradników. Jedyne co mnie wciągnęło, to przy pierwszej ciąży wczytywałam się w to jak zmienia się mój maluch w brzuchu :)
    Potem czasami szukałam na jakiś temat info w internecie, bardzo rzadko.
    Znam osobiście takich rodziców co to mają niezłą biblioteczkę domową rok po roku... i starają się wychowywać książkowo. Z tego co widzę z marnym skutkiem, nie wspomnę już, że dziecko miało nie chorować wcale (przecież jak jest upał, ubierali im czapki na uszy i bluzkę z długim rękawem) a chorują ciągle :) natomiast moje prawie wcale. Po dziś dzień ciężko im to ogarnąć.
    Oczywiście inna sprawa, że wiele zależy od odporności dziecka.. ale akurat oni przeszli moje najśmielsze oczekiwania w książkowym wychowaniu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie na szczęce problem wychowywania jeszcze nie dotyczy :) Pełno jest o tym książek, a we wszystkich pewnie to samo..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, w każdej coś innego. Do wyboru, do koloru. Jak kto woli. W jednej o czymś piszą, potem obalają idealne teorie i piszą kolejne rozprawki. Oczywiście, żeby znów je kiedy obalić i powiedzieć, że te pierwsze jednak lepsze:)

      Usuń
  3. Nooooo, to zaoszczędziłaś mój cenny czas :) i kasę, przynajmniej wiem, że nie ma sensu jej wydawać na coś co i tak na nic się nie przyda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma sensu. Strata pieniędzy i szkoda czasu.

      Usuń
  4. Ja nie posiłkuję się poradnikami, mimo że nie jestem ich przeciwniczką. Po prostu wolę, jak to się mówi, iść na żywioł i sama odkrywać to, co powinnam. Zdarza mi się popełniać błędy (kto ich nie popełnia), ale się nie załamuję, tylko idę do przodu. Grunt, że mojemu dziecku nie schodzi z twarzy uśmiech, a to jest przecież najważniejsze :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba być z dzieckiem, nie z poradnikiem.

      Usuń
  5. W wychowaniu należy się kierować intuicją. Żadne podręczniki nie załatwią sprawy, jeśli przy dziecku brakuje rodzica, który słucha i pomaga.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja zaglądam czasem do poradników ale...po nauczce, że stosowanie rad dosłownie nie daje efektu modyfikuję je na swój sposób :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo mądry artykuł :) Poradniki czytam,ale i tak wychowanie interpretuje na swój sposób. Często poradniki amerykańskie nie mają odzwierciedlenia na nasze polskie realia. Najważniejsze w rozwoju dziecka jest spędzony z nim czasu i zabawa :) Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny wpis. Ja od czasu do czasu lubię coś mądrego przeczytać, ale w wychowaniu i tak kieruję się intuicją. To prawda, co piszesz- dziecko przede wszystkim potrzebuje rodzica. Takiego rodzica, który jest, który się interesuje, który pomaga poznawać świat. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Czasem mam ochotę zajrzeć do książki i sie poradzić , jednak nigdy tego nie robię . W kwestii wychowania dziecka , jest tyle opinii ile wychowujących :0 Na czele zawsze stawiam swoją intuicję , w końcu to moje dziecko , a nie autorki książki :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jestem typem matki samouka, wszystko sama razem dziewczynkami zdobywamy nowe doświadczenia, rozmawiamy, konsultujemy;)
    trochę podpowiada intuicja a trochę fakt, że moi rodzice dobrze mnie wychowali;) nigdy nie korzystałam z żadnych poradników,
    książek itp, moje koleżanki a są takie co biblioteczki już mają pozakładane, szukają szukają, mam nadzieję że znajdą;)
    ale podoba mi się ostatnie zdanie. Pozdrawiam Anka

    OdpowiedzUsuń