Smaki dzieciństwa

11:44:00



Wychowałam się w latach 90. Ściślej rzecz ujmując, urodziłam się w 1990 roku, więc moje całe dzieciństwo było zamknięte właśnie w latach 90. Przepięknych latach, które miały tyle smaków, kolorów, zapachów, których dzisiaj trudno uświadczyć. Zamiast telewizji były huśtawki, piaskownica pod domem, usypana z piasku przywiezionego na przyczepie, drzewo orzechowe o cienkich, elastycznych gałęziach rosnące w sadzie i blaszany przystanek do wieczornych przesiadywań. Klocki lego były marzeniem, trudnym do zrealizowania a książki z bajkami przebijały nie jedną nową myśl technologiczną. To były czasy, które wspomina się z nostalgią. Dziś już tego nie ma. Nasze dzieci, będą znały wiele rzeczy tylko z naszych opowieści.


Moje dzieciństwo nie było lajtowe. Byłam trzymana krótko, z zasadami, których jako dziecko, zwyczajnie nie rozumiałam. Ale zostało mi mnóstwo cudownych wspomnień w smakach i zapachach ukrytych.

Teraz już tego nie ma. Czasami trafi się na coś, co przywołuje wspomnienia z dziecięcych lat. Ręce same podążają w kierunku tych rzeczy. Siedzi się z dzieckiem na kolanach, które ma wszystko i wszystko mieć może. Opowiada się mu, jak to kiedyś cały dzień się jedną gumę żuło. Pokazuje sposób wyjadania Vibowitu z opakowania, bo przecież w sproszkowanej formie był znacznie smaczniejszy niż rozpuszczony w wodzie. Opowiada o grach zręcznościowych i kultowym walkman'ie, o którym marzył każdy. Później każdy marzył o discman'ie. O mp4, ipodach, iphone'ach i innych cudach techniki nikt nie słyszał. A w pokoju, na półce, stał wielki telewizor z kineskopem.

Siedzieliśmy gromadą na betonowej posadce, popijając odpustową lemoniadę z foliowych woreczków. Kto sprytniejszy, wbił sobie słomkę. Reszta siorbała chemiczny wynalazek wprost z opakowania. Jedliśmy watę cukrową, paplając się w słodkiej, kleistej mazi. Opychaliśmy się lodami na patyku w czekoladowej polewie, zwanymi "Bambino". Były to najlepsze lody jakie kiedykolwiek jedliśmy. W przerwach, robiliśmy balony z gumy "Turbo" albo "Donald". W chłodne dni opychaliśmy się lodami pieczonymi, których smak jest nie do opisania. Dzisiaj już takich nie robią. Byliśmy brudni ale szczęśliwi.


Za złotówkę można było sobie cały dzień zorganizować i nakupować łakoci wedle uznania. A gdy zrzucaliśmy się w kilka osób, to mieliśmy zapasów pod dostatkiem. Butelka oranżady za 40 groszy, którą piło się wprost z zakurzonej butelki. Nikt się nie zastanawiał nad bakteriami, salmonellą i innymi cudami. Nosem puszczaliśmy bąbelki śmiejąc się do łez. Lody wodne w formie sopelka za 30 groszy, guma "Donald" za 20 groszy i obowiązkowo guma w kulkach, po 10 groszy za sztukę. Dzienny zapas zorganizowany. Jedna złotówka a tyle dobrodziejstw. Dziś za złotówkę niewiele kupisz.


Słuchało się Disco Polo. Co sprytniejsi, szpanowali kasetami Modern Talking. Czytaliśmy Brawo na zmianę z Popcornem, zachwycając się swoja "dorosłością". Gazetami wymienialiśmy się jak wariaci, zostawiając sobie jedynie plakaty z Natalią Oreiro i Ich Troje. Śpiewaliśmy "Agnieszkę", "Cambio Dolor' i wydzieraliśmy się jak wariaci w rytm "Powiedz". Wieczorami zasiadaliśmy gromadą przed telewizorem i oglądaliśmy kolejny odcinek "Zbuntowanego Anioła".


Kupowaliśmy kulki do rowerów i namiętnie obczepialiśmy mini szprychy, żeby z kilometra było nas słychać. Szpanowaliśmy ilością. A ilość była wyznacznikiem dobrobytu. Objadaliśmy się jakimiś chipsami, tylko po to, żeby zbierać "Pokemony". A kto nie pamięta Pokemonów, ten trąba. To był dopiero hit. Później, z wielkim zaangażowaniem zbieraliśmy w segregatorach karteczki, którymi się wymienialiśmy. Największym wzięciem cieszyły się te z Titanic'iem, Anastazją i Pocahontas. Gdy pogoda nie dopisywała, włączaliśmy nasze cudowne, kineskopowe telewizory i łupiliśmy na Pegasusie, prosząc rodziców aby kupili jakąś nową dyskietkę, bo już wszystkie w promieniu dziesięciu kilometrów, zostały przerobione.

Jedliśmy chleb z masłem i cukrem. Opijaliśmy się koglem-moglem, z prawdziwych wiejskich jak. Piliśmy wodę prosto ze studni i nikomu przez myśl nie przyszło, że moglibyśmy się zarazić jakimś pasożytem. Tekst "tylko nie w szczepionkę, debilu" był kultowy (debil, opcjonalny), a "kurde" największym dziecięcym przekleństwem.

Robiliśmy bańki mydlane z płynu do mycia naczyń albo produkowaliśmy go z mydła. Chwaliliśmy się piórnikami z pełnym wyposażeniem i długopisami z masą korowych wkładów. Oglądaliśmy "Słoneczny patrol", " Świat według Bundych", " Alf'a", "Samych swoich". Umieliśmy wymyślić coś z niczego. Nie mieliśmy trzepaka, na wsi bujaliśmy się na bramie. Ze szkoły wracaliśmy z kluczem na szyi i opiekowaliśmy się młodszym rodzeństwem mając zaledwie sześć lat.

Mieliśmy naprawdę kolorowe, smaczne dzieciństwo.



P.S. Ta dziewczynka, na dole, po prawej stronie, w ceglastych spodniach i pomarańczowych trampkach, to JA. Piąta klasa szkoły podstawowej. Jakieś 11-12 lat wtedy mieliśmy.


You Might Also Like

15 komentarze(y)

  1. Post chyba zainspirowany dzisiejszą telewizja śniadaniową, ale bardzo fajny :) Miło się powraca do wspomnień. Czasem marzy mi się ta oranżada - szkoda, że już nie ma takich smaków. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie oglądam telewizji śniadaniowej, więc nawet nie wiedziałam, że o tym gdzieś mówili. Ale się wstrzeliłam w moment.

      Usuń
  2. Od razu Cie poznałam :D
    Jejku jak to wszystko fajnie sobie przypomnieć :)
    Aż mnie wzruszenie ogarnęło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak? Super, bo ja siebie przez dłuższą chwilę nie mogłam poznać. Zbrzydłam przez te 14 lat, zdecydowanie ;)

      Usuń
  3. Miło się wspomina czasy swojego dzieciństwa. Niemniej jednak wracać do nich by się nie chciało z tego okresu w którym obecnie się jest, przynajmniej nie mi ;)) Cieszę się, że moje dzieci mają wybór co do zabawek, łakoci, że codziennie możemy iść do warzywniaka i kupować truskawki na kilogramy, czego kiedyś przecież nie było

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja do swoich czasów dzieciństwa też bym wracać nie chciała. Było różnie, ale jednak o stokroć wolę być dorosła.

      Usuń
  4. Trochę starsza jestem. Pamiętam wszystko a nawet więcej. To były wyjątkowe czasy. Co wcale nie znaczy, że teraz, nasze dzieci nie mają super dzieciństwa.

    OdpowiedzUsuń
  5. Moje smaki z dzieciństwa, to na pewno czekolada muszelka, blok turystyczny, a jako przekąska ... o zgrozo kaszanka na zimno:). To były czasy. Każdy nosił musztardowy dres i bure tenisówki i się nie martwił, że nie ma tenisówek hilfigera, czy T-shirtu z Zary;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko, kaszanka... Po dziś nie przepadam. Może dlatego, że wychowałam się na wsi, gdzie ciągle wpychano we mnie kaszankę i wątróbkę. Łee... Mam uraz dożywotni.

      Usuń
  6. Aaaaa, zapomniałam dodać, że moje dzieciństwo przypadło na szalone lata 80-te:).

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytałam i coraz to szerszy uśmiech miałam na twarzy :) Miałam wrażenia, jakby ktoś moje wspomnienia opisał. Wszystko, wszystko dokładnie tak, jak ja to pamiętam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. O ja pierdziele! Ty nie jesteś moim klonem, bratnia dusza albo siostra blizniaczka.? Jakbym swoje wspomnienie czytała, od razu zwizualizowalam sobie moje dzieciństwo, genialne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio odnajduję zaginione siostry. Możesz być jedną z nich :)

      Usuń