Zawód? Home Manager!

08:30:00

Fot. by Viktor Hanacek

- Jaki jest pani zawód?

Home manager.

- Yyyy... To znaczy, że nic pani nie robi?

Jak to nic nie robię? Że niby nie pracuję? Ja nie pracuję? To co w takim razie robię całymi dniami i, nierzadko, nocami? Nie pracuję? Myślałam zupełnie inaczej, no bo przecież:




Sprzątam.
I to ciągle. Czasami mam wrażenie, że nic innego nie robię tylko sprzątam a efektów ciągle brak. Ale jak nie sprzątam jest tylko gorzej. Czasem odpuszczam i widzę jak zwiększa się warstwa kurzu na szafce. Potem biorę ścierę, poleruje i patrzę jak w ciągu dwunastu godzin półka wraca do pierwotnego efektu sprzed ścierania. Także ciągle sprzątam. Ciągle coś przestawiam, chowam, wycieram, zmiatam, ścieram plamę z rozlanej wody i odkurzam rozsypaną mąkę. Czasami zapominam co robiłam przed sekundą... ach tak, sprzątałam. Jestem pełnoetatową sprzątaczką.

Gotuję.

Ciągle gotuje. A to zupę, na obiad, a to drugie danie, też na obiad. Czasem gotuje kolację a czasem robię kanapki (ale to chyba też zalicza się do gotowania). Robię śniadania, też gotowane (bo jajko się gotuje przecież) i podwieczorki. Gotuje kompociki i sosy, przeciery i różne trele morele. W tym roku mam nawet zamiar gotować konfitury. W głowie mam całą książkę kucharską a składniki sałatek i makaronów oferowanych w knajpie, jestem w stanie wyrecytować w środku nocy. Wykułam wszystko z ulotek i powtarzam robiąc je w domu. Gotuję? Gotuję. Jestem pełnoetatową kucharka.

Piorę.

No dobra, pralka pierze. Ale, chcąc nie chcąc, pranie wywiesić muszę. I wstawić do pralki też muszę. Także można powiedzieć, że piorę. Tak czy owak, piorę.

Prasuje.

To nie ulega żadnym wątpliwościom. Jako osoba z szajbą na punkcie wyprasowanych ubrań, prasuję z uporem maniaka. Nawet "do spania" nie założę pogniecionej koszulki. Także prasuję. Ale prasować lubię. Sama o sobie mówię, że urodziłam się z żelazkiem w ręku. Prasowanie mnie odpręża i relaksuje. Myślę, że z pełnym powodzeniem sprawdziłabym się na etacie w maglu.

Zmywam.

Mam zmywarkę, ale co z tego? Niektórych rzeczy myć w niej nie można, a garnki zabierają tak dużo miejsca, że wolę je umyć ręcznie i na ich miejsce włożyć dodatkowe talerze. Także jestem pewnego rodzaju pomywaczką. Na zmywaku dałabym sobie radę. Zresztą, przerabiałam już to więc mam doświadczenie zaawansowane, ba nawet z dyplomem magistra zmywaka.

Budzę. 

Tak, pełnię funkcję budzika. Szczególnie gdy TF prosi mnie abym go zbudziła następnego dnia o siódmej rano. Szczerze, wolę się obudzić i go zbudzić, bo jego budzik jest w stanie zbudzić mnie i Franka a jego nie zawsze. Poza tym budzę pierworodnego, który ma szczególne problemy ze wstawaniem. Raczej nie zdarzają się sytuacje, kiedy to ktoś budzi mnie. A nie, pardom, zdarzają się, ale wole nie pamiętać.

Usypiam.

Pierworodny ma problemy z porannym wstawaniem, bez względu na to jaka jest pora dnia. Niestety ma również problemy z zasypianiem, gdyż twierdzi, że spać pójdzie jutro. I ma tak codziennie. Generalnie szkoda mu życia na spanie, wiec trzeba pobawić się w wyższe bariery usypiania. Czerwonego Kapturka znam na pamięć, Małą Syrenkę też. Pinokio jest moim bliski przyjacielem. Brzydkie Kaczątko i Piotruś Pan dopiero przekraczają nasze sypialniane progi, więc jeszcze się trochę jąkam w ich obecności. Ale dzielnie usypiam, niejednokrotnie lepiej niż eter.

Służę.

W moim dom jest służba wszelkiej maści i treści. W jednej osobie mieści się cały warsztat podwładnych i usługujących. Tak więc jestem i kelnerką podającą obiad, soczek, buty, ciastko, klocki... i służką biegającą po zakupy czy wynoszącą śmieci.

Błaznuję.

Jestem także nadwornym błaznem robiącym z siebie pajaca, tudzież małpę, ku uciesze najmłodszej części widowni, sztuk jeden. Czasem błaznowanie błazna podejrzy ojciec rodziny i ma równie duży ubaw co dziecko. Błazen jest tylko jedne.

Leczę.

Jestem czymś znacznie więcej niż apteczka pierwszej pomocy. Jestem niczym lekarz, który z nieopisaną precyzją diagnozuje małego pacjenta. Jedyny minus polega na tym, że recepty sobie sama wystawić nie mogę. Ale pierwsze oznaki stanów chorobowych wyłapuję w podskokach i ratuję system odpornościowy młodocianego, przed zalaniem terapią antybiotykową.

Uczę.

Staram się przynajmniej uczyć moje dziecko wszystkiego co się tylko da. Od zwykłych ludzkich odruchów poczynając, na czytaniu kończąc. Powiem szczerze, że nieźle mi to idzie, więc chyba nie jestem w tej materii zła. Jestem więc pełnoetatową nauczycielką przedszkola.

Piszę.

Bloga. Jakby ktoś nie zauważył, to powtórzę raz jeszcze. Piszę bloga. Rozwijam swoje pasje i zainteresowania. Robię to, co zawsze chciałam robić i podświadomie marze o tym, że kiedyś ktoś mnie zatrudni w redakcji jakiejś gazety lub portalu internetowego, na dobrym stanowisku dziennikarza lub chociaż freelancerem zostanę.


Poza wszelkimi widełkami, płacę rachunki i pilnuję, żeby nie przegapić terminu zapłaty. Zbieram wydruki, robię zakupy, rysuję myszy Miki i psy Pluto w ilościach bliżej nieokreślonych. I niestety czasami choruje... Chociaż nie, mama nie choruje. Mama bierze pewien popularny środek na "V". Swoją drogą bardzo skuteczny ;)



O czymś z pewnością zapomniałam. Tak niestety bywa jak się przez  cały dzień nic nie robi.

Swoją drogą, Antyterrorystka nie jest Home Manager ale za to zdobywa doświadczenie <klik>.

You Might Also Like

26 komentarze(y)

  1. hah teraz już wiem co będę odpowiadała, gdy ktoś mnie zapyta czy pracuję :)

    Prasować nie lubię, chyba, że dziecięce ciuchy :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze możesz jeszcze powiedzieć, że jesteś organizatorem chaosu ;)

      Usuń
  2. Ja bym dopisała jeszcze, że oprócz Home Menager jesteś Dyrektorem Kreatywnym :P Wiesz, bycie Mamą zobowiązuje!! :) W końcu Miki, Pluto, wszystkie inprowizowane bajki, garaże z klocków, czy bazy z koca lub pościeli, odwracanie uwagi na "ałaaaaa" w stylu "zobacz! kotek!!" albo "coooo tooo byłooo???" (u mnie jeszcze działa ;)) to też nie byle co! Samo się nie wymyśli, nie?? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o tak. Trzeba mieć naprawdę bujną wyobraźnię, żeby na wszystko znaleźć sposób :)

      Usuń
  3. Powinni nam za to płacić, i co całkiem nieźle, bo jakby nie było to nie jeden, a kilka etatów :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasza praca (i nie tylko nasza) została już wyceniona. Z tym, że nikt nie jest skory do sypania złotówkami ;)
      http://babskiepisanie.blogspot.com/2015/05/2-tys-z-miesiecznie-ktorych-nigdy-nie.html

      Usuń
  4. Ostatnio słyszałam, że jest się managerem ogniska domowego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze dorzucam do tego Twoje zdobywanie doświadczenia i już mamy taką armatę "nicnierobienia", że śmiało można zakładać związki zawodowe ;)

      Usuń
  5. Kobieta wielozadaniowa i wieloetatowa :)
    Jednego szkoda - że państwo nie zalicza tego do stażu pracy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty wiesz najlepiej. Fruwasz na kilku etatach i musisz ogarnąć wszystko.

      Usuń
  6. Witam w klubie i przybijam piątkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. A wiesz, że niedawno czytałam w gazecie artykuł na ten temat i jakieś tęgie głowy obliczyły, ile tzw. kury domowe powinny dostać miesięcznie za pracę. Wyszło prawie 5 tys. euro. Bez komentarza, prawda? Dlatego nic sobie nie robię z opinii, że siedzę w domu, jestem nieproduktywna etc. Szczerze przyznam, że w pracy się mniej narobiłam, niż w domu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uuuu, to włoska prasa ma wyższe progi wynagrodzeń. Bo według naszych polskich kryteriów, a dokładnie według GUS, to wychodzi ponad 2100 na kobietę i 1200 na mężczyznę. Ładnie, prawda? Ja bym poodcinała konieczne obowiązki i wyciągnęła średnie wynagrodzenie za prace nadobowiązkowe. I tez by się ładna sumka uplasowała.

      Usuń
  8. Pięknie to brzmi Home Manager, zapamiętam sobie. Sama pracuję, często w domu i niby się cieszę, że mam czas dla dziecka i na pracę, ale czasem chciałabym po prostu iść do biuro, a tak od rana, zmywanie, pranie, ogarnianie mieszkanie itd. i jeszcze praca zawodowa ;(.

    OdpowiedzUsuń
  9. Tego słowa mi zawsze brakowało . Home Manager to całkiem inaczej niż matka na bezrobociu - z wyboru :) Home Manager od dziś to moje drugie imię :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Najpiękniejszy zawód świata, czyż nie? Pozdrawiam Serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Oj... ja jeszcze sadzę kwiatki, wyrywam zielsko, robię soki, kompoty, dżemy... uffff.... naprawdę zeszłoby tego na kilka etatów :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja czasem mam wrażenie, że w pracy odpoczywam:-):-):-)
    Moja rada - jeśli chcesz współpracować z mediami, wysyłaj cv i próbki tekstów, a najlepiej to idź i porozmawiaj o tym:-) Ja tak kiedyś zrobiłam, jeszcze na studiach i do tej pory pracuję jako dziennikarka:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę pamiętać podczas poszukiwań. :)

      Usuń
  13. Świetny wpis. Ja też przez 3 lata byłam Home Managerem i wielokrotnie słyszałam, że nic nie robię, że nie powinnam czuć się zmęczona.
    Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Świetna nazwa. Koniec z kurami domowymi, nadchodzi czas life managerek:)

    OdpowiedzUsuń
  15. To ja w takim razie również dołączam się do osób nic nie robiących - przecież urlop macierzyński to jak wakacje - to czym się Pani zmęczy, co Pani robi takiego, że czuje się Pani zmęczona? Owszem brakuje mi trochę swojej pracy, wychodzenia z domu, kontaktu z ludźmi - ale jestem w domu i wychowuje Córeczkę a to chyba najcięższy z zawodów prawda?
    Dzięki bogu mam wspaniałego Męża, który rozumie i wpiera mnie w 100% w każdym calu :)
    Kura domowa? nie proszę Pana - jestem home managerem - a to wielka różnica!!

    OdpowiedzUsuń
  16. Dobre, uwielbiam to określenie:). Serio, jeśli chce się mieć dom dobrze prowadzony i żeby wszystko funkcjonowało jak w zegarku, to trzeba mieć umiejętności menadżerskie:).

    OdpowiedzUsuń
  17. Home Manager to zawód pełen przygód + praca na pełen etat.

    OdpowiedzUsuń
  18. Już dobrze zapamiętam nazwę mojego aktualnego zawodu :)

    OdpowiedzUsuń