Blog złodziejem czasu.

17:47:00

Źródło

Blogosfera zaszumiała. Uniósł się wielki krzyk rozpaczy i pędu na ratunek tym biednym dzieciom, których matki blogi prowadzą. Bo jak to tak można dziecko zaniedbywać. Jedno - katastrofa. Ale jak się ma ich więcej to już koniec świata. Bo przecież nie od dziś wiadomo, że blog to złodziej czasu. Tak cennego i wyjątkowego, który można by było właśnie dziecku poświęcić. Biedne te dzieci, co bez matek się wychowują, bo one wiecznie internetami zajęte. Teksty tworzą, układają plan na kolejne fejsbukowe posty, odpowiadają na komentarze... No nic nie robią tylko przed komputerem siedzą i rozwijają swoje, godne wszelkiego pożałowania, pasje. Jakież one głupie i nierozsądne. A dzieci takie zaniedbane. Zabrać im je powinna opieka jakaś albo inny sad. To się przecież w głowie nie mieści, żeby poza dzieckiem, było dla matki coś jeszcze ważne.


Ech... Bańkami mydlanymi mi się ta czkawka odbija. Serio. Jak bardzo ograniczone horyzonty trzeba mieć, żeby uważać, iż blogowanie odbiera dzieciom matki? Jakoś się jeszcze nie spotkałam z tym, aby takie zarzuty usłyszał jakiś ojciec. Ale chyba to tylko kwestia czasu. Bo przecież jakiekolwiek hobby praktykowane w zaciszu własnego mieszkania są co najmniej złem wcielonym, jeśli nie kolejną katastrofą na skalę światową. A ja Ci powiem, Drogi Czytelniku, że nie masz racji. Powiem nawet więcej, jesteś w ogromnym błędzie.

Dziecko traci gdy matka pisze bloga.
Nic bardziej mylnego. Moje dziecko nic na moim blogowaniu nie straciło. Napisze mi ktoś pewnie, że to dlatego, iż bloga mam raptem dwa miesiące, więc nie zdążyłam jeszcze świata całego zaniedbać. A ja mu odpowiem, z pełną świadomością mojej życia nieblogowego, że okres prowadzenia bloga nie ma tu nic do rzeczy. Nie ma nic bardziej mylnego, niż wmawianie sobie i wszystkim wokoło, że długie prowadzenie bloga wpływa na ilość czasu spędzanego przed komputerem. Dlatego też powtórzę się jeszcze raz. Moje dziecko nic na moim blogowaniu nie straciło. Wręcz przeciwnie, zyskało! Zdziwko?!

Dziecko zyskało wiele.
Przede wszystkim zyskało mamę na 100%, której się chce. Odkąd pisze bloga mam więcej energii, więcej siły i... może to zabrzmi dziwnie, ale są takie dni, gdy mam też więcej czasu. Potrafię się doskonale zorganizować. Wychodzę z dzieckiem na spacer, gotuję , sprzątam, prasuję. Robię wszytko to, co robiłam do tej pory + prowadzę bloga. I mam na niego czas, chce mi się. Blog sprawił, że nie zaniedbuję żadnych domowych czynności, a już na pewno nie zaniedbuję dziecka. Jest wręcz odwrotnie. Niczego nie odkładam na potem, na jutro. Wszystko robię tu i teraz. Zamiast przesiedzieć godzinę z kubkiem kawy, idę sobie ogarnąć łazienkę. Blog sprawił, że nie marnuję czasu, który kiedyś przeciekał mi między palcami. Dziś wiem dokładnie na co przeznaczyłam każdą minutę. Napisanie jednego tekstu zajmuje mi (tu nic nie wstawię, bo niektórych by to wielce zdziwiło, ile mi czasu zajmuje stworzenie tekst). Mam chęci, przemyślenia, mam wenę. Siadam i piszę. To się samo robi. A dziecko? Dziecko albo już smacznie śpi, albo jeszcze śpi, albo tak jak w tym momencie, leci jego ulubiona bajka (pardom, kilka bajek), które codziennie ogląda. O co więc Wam chodzi?

Szczęśliwa mama = spokojna mama = zadowolone dziecko
Dokładnie tak jak w wyżej napisanym zdaniu. Przez cztery lata posiedzenia w domu można dostać jobla. Dosłownie! Im dłużej siedziałam, tym gorzej się z tym czułam. Brak kontaktu z ludźmi, brak pracy, wewnętrzny smutek i przygnębienie i... w pewnym momencie nerwica. Codziennie powtarzałam sobie z uporem maniaka, że za dwa lata Młody pójdzie do szkoły a ja wrócę do pracy. Codziennie skracałam ten okres wyczekiwań o jeden dzień. I codziennie czułam się gorzej. Nie miałam siły na własne myśli. Na wszystko brakowało mi czasu, choć praktycznie nic nie robiłam. Zaczęłam się powoli toczyć z bardzo stromego zbocza. Aż do momentu, gdy wpadł mi do głowy ten blog.

Wszystko stało się w ciągu godziny. Usiadłam wieczorem i go założyłam, uruchomiłam FP na fejsie i napisałam pierwszy tekst, a potem kolejny. Następnego dnia puściłam wszystko w internetową przestrzeń. I tak przez kolejne dni, starając się wykonywać swoja pracę jak najlepiej.

Kilka dni temu zauważyłam, że się zmieniłam. Jestem inna. Nie dlatego, że się stałam wielką Blogerką przez duże "Ą" , bo do tego to mi "ho ho ho" brakuje, ale dlatego, że jestem spokojniejsza. Mniej się denerwuję, częściej uśmiecham, mam dobry humor, na wszytko starcza mi czasu, chce mi się żyć. Moje dziecko zyskało szczęśliwą mamę, która dzięki realizacji niewielkiej - wielkiej pasji, zmieniła się diametralnie. Podstawową zmianą, jaką dostrzegłam w swoim zachowaniu, jest to, iż znacznie mniej się denerwuję, a co za tym idzie, moje dziecko nie wyprowadza mnie z równowagi pięćdziesiąt razy dziennie. Idąc dalej, nie krzyczę, nie wybucham. Nie biłam go nigdy ale drzeć ryja mi się zdarzyło nie raz. Przez ostatnie dwa miesiące krzyknęłam dosłownie dwa razy. I z tego jestem dumna.

Co mi dał blog?
Dużo. Bardzo dużo. Znalazłam swoje miejsce na ziemi. Robię to, co lubię. Jestem wyróżniana i doceniana. Mam ogromną satysfakcję, gdy czytam, że moje teksty się podobają, gdy widzę je w polecanych przez znaną Panią psycholog czy rodzicielski portal internetowy. To sprawia, że mi się chce jeszcze bardziej. Zyskałam chęć do życia i mam swój kawałek podłogi. A przecież o to własnie chodzi, żeby być szczęśliwym i robić to, co się kocha. 

Spytasz o fejsy i inne komentarze? Otóż, powstało coś takiego jak smartfony, które mają stały dostęp do intranetu. Czemu mam z tej, jakże użytecznej, technologii nie skorzystać? Sprawdzenie nowych komentarzy na blogu czy luknięcie na stronę bloga na Facebooku to raptem 5 minut, z zegarkiem w ręku. 5 minut z trzy razy dziennie. Naprawdę. 
Nie wierzysz? Załóż bloga i zacznij pisać. Ustal sobie granice, czas dzienny na bloga i pisz. Spróbuj się przekonać o tym, że pisanie przeze mnie blogu nie kradnie czasu mojemu dziecku. 
A jeśli nadal uważasz inaczej, to ja ci coś powiem. Mój blog właśnie ukradł czas Twojemu dziecku. Naprawdę. Wiesz jak? Siedzisz i czytasz tego posta. Zajmuje Ci to z 2 minuty. Ale chciałeś przed chwilą skomentować. Więc w sumie poświeciłbyś mi ok. 5 minut. Ile blogów przejrzysz dziś i jutro i każdego kolejnego dnia? Ile przeglądasz ich dziennie? Pomnóż to razy 5 i przekonaj się ile czasu marnujesz kosztem swojego dziecka. Jeśli nadal uważasz, że moje dziecko tarci, to Twój tok myślenia odpowiada temu, co napisałam w przedostatnim zdaniu.

You Might Also Like

27 komentarze(y)

  1. Kocham Cię :) Zabrałaś mi 5 minut czasu,ale warto było :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiem czy 5 minut. Tak wyśrodkowałam. Ale pisało mi się znacznie szybciej niż czytało. Pan by się zdziwił ;)

      Usuń
  2. Ja już gdzies kiedyś pisałam, ze jakby matka biegała, na siłownię chodziła, dziergała itp. to fajnie ma pasję super godzi ją z macierzynstwem...a blog...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie.. Wszystko inne się chwali, ale blog to zuooo :P

      Usuń
    2. Blogowanie to katastrofa. Jeszcze nie wiecie?

      Usuń
  3. Zła matka jesteś i tyle, po co drążyć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z nudów i chęci niezajmowania się dzieckiem ;)

      Usuń
  4. ...a ile nauczyć się można od koleżanek blogerek! w kwestiach przeróżnych :-) i podzielną uwagę trzeba mieć ,,, same plusy rzekłabym z tego blogowania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wytłumacz to tym, co nie rozumieją prostych konstrukcji zdaniowych.

      Usuń
  5. Swietnie napisane! Ja to mam wrazenie, ze w dzisiejszych czasach przesady nie ma konca jesli chodzi o dzieci. Oby sie nie ubrudzilo, oby sie nie przewrocilo, oby go nie zdenerwowac no i nie reagowac jak cos wymusza. Oby biedactwo nie zostalo 3 sekund samo! No i czytac mu non stop trzeba, angielskiego ma sie uczyc najlepiej od urodzenia, jakby rosyjskiego zaczelo sie uczyc to bardzo dobrze to bedzie za 20 lat w cv wygladalo! Balet, taniec i nauka gry na gitarze od wieku przedszkolnego to wlasciwie standard. A przy tym wszystkim czuwajaca Mama! Ludzie! Dajmy spokoj tym dzieciom, dajmy im odsapnac! chociazby i od Mamy. Jesli dziecko pobawi sie godzinke samo a mama przykladowo popisze bloga czy poczyta ksiazke to swiat sie nie zawali. Nie nalezy rezygnowac ze swoich pasji tylko dlatego, ze ma sie dziecko. Nelezy tylko po prostu to odpowiednio zorganizowac! I kazdy bedzie szczesliwy! Prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Święta prawda, cała prawda i tylko prawda :D

      Usuń
  6. Moje dziecko też zyskało:) Przybijam Ci piąteczkę i daję calusa!

    OdpowiedzUsuń
  7. Nawet nie wiedziałam, że ktoś może robić o to problem... No dajcie spokój :/

    OdpowiedzUsuń
  8. No proszę, a moja dwójka też jakoś brudna nie chodzi. Ja jestem szczęśliwa, a one też. Tak jak piszesz, chce się bardziej. A jak matka chodzi codziennie do pracy to dziecko też zaniedbane.
    Oj te ludziska to chyba nie mają co robić.

    OdpowiedzUsuń
  9. Heh dorzucam i swoje 2 minuty - baa 5 minut jak nic ;) świetny artykuł, mam nadzieje, że wiecznie narzekający ludzie, zaglądający przez okno do czyjegoś domu - heh wpraszający się z buciorami w życie z wiecznie dobrymi radami jak wychowywać dziecko przeczytają, zrozumieją i dadzą święty spokój :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie mam dzieci, mam za to bloga ;) I prowadzę go "obok" wszystkich innych obowiązków i przyjemności. To hobby, jak każde inne, a do tego ma prawo każdy człowiek, matka również ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dla każdego jest to takie oczywiste :)

      Usuń
  11. Mam dziecko, mam bloga, i mam czas, by połączyć jedno z drugim. I to najważniejsze, co by nie zwariować w tym wszystkim. Trzeba umieć zorganizować sobie czas, ogarnąć siebie, dziecko, bloga, mieszkanie... Wyznaczyć priorytety. Bo są rzeczy ważne i ważniejsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładni. Jak nie mam czasu albo zwyczajnie, po ludzku mi się nie chce, to nie piszę. Nie zamierzam się do niczego zmuszać. Blog jest przyjemny ale nie ważniejszy niż codzienność.

      Usuń
  12. Jak zwykle rozdmuchaną, sztuczną aferę ludzie zrobili. Czemu nikt nie trąbi, że oglądanie durnych seriali w TV odbiera dzieciom matki na przykład?
    Zgadzam się z Tobą, że dziecko nic nie traci (no, chyba że mamy do czynienia z popadaniem w skrajności i matką uzależnioną od neta), a mój syn też wiele zyskał - dzięki blogowi mamy różne ciekawe przygody i więcej się u nas dzieje, jak na przykład to, kiedy przyjechali kręcić u nas w domu film i mogliśmy oglądać filmowców przy pracy. Albo kiedy poszliśmy na warsztaty z rękodzieła. Moim zdaniem blog przyczynił się do rozwoju i mojego, i syna, zapewniając nam dużo przygód i ciekawych zdarzeń.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja oczywiście nie wiem o co chodzi (jak zwykle) ;p ale i mi blogowanie dużo dało i podejrzewam, że dzieciom też ;) Staż dwa lata i choć ciągle samopas chodzą, brudne, głodne i zaniedbane przez zinternetowaną matkę to żyją i nawet się uśmiechają czasami (gdy akrat nie płaczą).

    OdpowiedzUsuń
  14. Kurde no! Czytam Twój post i dochodzę do wniosku, że weszłaś mi chyba do głowy i ukradłaś moje myśli. Ja też miałam taki okres gdy spadałam coraz bardziej w dół, nie radziłam sobie sama ze sobą, przebywanie z własnym dzieckiem przestało sprawiać radość. Bloga prowadziłam wcześniej ale tak jakoś bardziej dla siebie samej. Bałam się chyba wysłać w świat to co pisałam, ba bałam się pisać szczerze o swoich uczuciach (chyba nadal się boję) .Czułam się wieźniem własnego domu, bez pracy, bez przyjaciół ( bo po co się z dzieciatą dalej przyjaźnić) bez nadziejnie. Aż któregoś dnia stwierdziłam,że jak czegoś ze sobą nie zrobię to zwariuję do reszty. A że kontaktu z ludzmi mi najbardziej brakowało to padło kolejny raz na bloga. Ale tym razem chciałam dotrzeć do ludzi. Stwierdziłam, że jak komuś się nie spodoba moje pisanie to przecież czytać nie musi. Proste. Dzięki życzliwości doświadczonych blogerek które od miesięcy obserwowałam udało się trochę rozkręcić "interes" co dodało mi giga skrzydeł i takiego kopa matywacyjnego że ojej. Dlatego siedzę i piszę. Bo sprawia mi to przyjemność, bo sprawia że mam kontakt z ludzmi, bo sprawia że jestem szczęśliwa, bo mam odskocznie od "mamusiowego" życia. Bo kurde przede wszystkim jestem kobietą i chcę znów tak się czuć.
    Dziękuję za uwagę i przepraszam że tak długo😊 (no conajmniej ze 20 minut pisania😊 )

    OdpowiedzUsuń
  15. Na pewno wiesz. Tylko to już odgrzewane kotlety. Post z zamierzchłych czasów.

    OdpowiedzUsuń
  16. Wychodzę z założenia: Jeśli ktoś nie spróbował, nie wie jak to jest. Latwo się ocenia przez pryzmat narzekających blogerek, które skarżą się w co drugim poście, jaka to ciężka praca i ile czasu zajmuje. Mi nie zajmuje. Gdybym jeden post pisała tydzień, nie ze względu na brak czasu a pomysłu, to bym rzuciła to w cholerę.
    Choć przyznaję, teraz piszę pewien post już dwa tygodnie. Ale rozgrzeszam się. Po pierwsze jest on bardzo wymagający, a po drugie - w międzyczasie powstało kilka innych tekstów. To jedyny post, który mnie tak pochłonął. I zapewne ostatni.

    OdpowiedzUsuń
  17. Musisz kiedyś napisać o tym, dlaczego zaczęłaś blogować. Wylewając przy tym wszystkie myśli. Chetnie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń