Hejterzy mile widziani

20:44:00



Jesteś hejterem? Super. Zapraszam Cię więc na moje włości. Rozgość się proszę i czuj jak u siebie w domu. Nie żałuj sobie. Popluj trochę jadem, pogryź, zbesztaj, wyzwij od najgorszych używając najbardziej nieprzyzwoitego (w Twoim mniemani) języka. Na pewno będzie Ci u  mnie przyjemnie. Po rozprawiamy sobie o starych góralach co owce wysoko w góry wypędzają i o bimbrze wujka Mietka. Kto wie, może nawet nauczę Cię kilku bardziej konstruktywnych hejtów i wzbogacę Twój słownik w kolejne, cud-miód wyrażenia. Boś przecież taki boski jest. Tak Ty, o Tobie piszę. Kocham Cię hejterze miłością nieopisaną. 

Jak już przeczytałeś wstęp, to się pewnie zastanawiasz intensywnie co mi na głowę spadło w ciągu ostatnich godzin, że Cię tak miłuję. Otóż, rozczaruję Cię. Nic mi nie spadło. Ja naprawdę Cię uwielbiam. Jesteś dla mnie kimś wyjątkowym, wciąż nieodgadnionym. Niemalże jak nieodkryta wyspa, do której starasz się mnie wpuścić, abym choć w odrobinie poczuła jak bardzo mnie nienawidzisz. A ja Cię tak lubię. Tak bardzo Cię szanuję. No, dobra, przyznam Ci się do czegoś. Czasami mam z Ciebie niezły polew i się turlam ze śmiechu, płaczę lub opluwam monitor kompa. Wszystko w towarzystwie bardzo dobrych emocji. 

Wybacz mi tę zniewagę. Mam czasami tak jak Ty. Z tym, że Ty się nie uśmiechasz czytając moje teksty, nie płaczesz w euforii i nie tarzasz się po podłodze. Z twoich ust sączy się piana i jad. Tym plujesz. Ależ jak wiele nas łączy, nieprawdaż?

Powiem Ci, za co kocham hejterow. Otóż:

  • Jak mnie hejtujecie to radość we mnie wzbiera. Obstawiam, że to co robię, robię dobrze i dlatego tak bardzo Was dupa boli. Stąd ten przejaw nienawiści. A skoro robię coś dobrze to tylko cieszyć się trzeba
  • Zaraz powiesz mi magicznie, że wcale nie dobrze, tylko beznadziejnie... No, polemizowałabym. Ale polemika dla hejtera to zbyt trudne słowo. Polecam zajrzeć do słownika
  • Czasami hejty mnie smucą. Ale nie dlatego, że mnie parzą do żywego lecz dlatego, że mi Was szkoda. Musicie być bardzo nieszczęśliwymi ludźmi, którym nigdy w życiu nic dobrego się nie przytrafiło. Ba! Nawet w trafieniu szóstki w lotka znaleźliście problem, bo to już nie pełne 6 milionów, podatek sobie utną. 
  • Jesteście wybitni i jedyni w swoim rodzaju. Dzielicie się na dwie specyficzne grupy. Jedna naciera intensywnie i olana całkowicie zmienia cel strzałów, przerzucając się na innego blogera. Druga natomiast ma to do siebie, że im bardziej się ich ignoruje, tym więcej piszą. I jeszcze się im wydaje, że ich chamstwo wszelakie kogoś wzrusza. Błąd! Mnie nie wzrusza. Mnie zadziwia.
  • Za mało myślicie, a to potrafi być zgubne. Taaak, obraziłam Was teraz. Och, przepraszam. jak ja śmiałam... A nie, wróć. Ja napisałam prawdę. Czemu? Bo gdybyście myśleli to wiedzielibyście doskonale, że nie ma czegoś takiego jak "anonimowość w sieci" i "anonimowe komentarze". Czemu? Spieszę wyjaśnić. Anonim, to tylko nazwa, nic nadzwyczajnego. Namierzenie adresu IP z którego wysyłacie swoje, oblane wszelką słodyczą dla serca mego hejty, to raptem 5 minut roboty i wpisanie kilku haseł w google. Nawet największa niemota sobie poradzi.

A.. I jeszcze się nad wami rozpływam, bo potraficie być bardzo krytyczni w stosunku do samych siebie. Ba! Potraficie się nawet przedstawić i to jak!
Taka Pani się mi kiedyś trafiła. Bardzo miła. Normalnie tak się wzruszyłam, że aż jej wpis na fejsie poświęciłam. To się pewnie podjarała. Czy z jej strony to był hejt? A pojęcia nie mam. Ale obstawiam, że skoro mnie wyzwała od najgorszych to raczej tak. A jej komentarz się prezentuje:

I tym oto sposobem dowiedziałam się, że jestem głupia i tępa. A moje dziecko za parę lat skoczy z mostu w rozpaczy po poniesieniu najmniejszej życiowej porażki. 
Nie wiem, czy ktoś z Was zauważył, iż Pani się podpisała. Eche... "Kretynka!!!" Ciekawe imię. Ale odkąd zniesiono ograniczenia w nadawaniu imion w USC, nie zdziwi mnie już nic. 


Wiecie, ja Was lubię, naprawdę. WY jesteście wyjątkowi. Dajecie mi takiego power'a, że hej. Bez was byłoby tu nudno. A ja sama, niczym ta owca czarna, czułabym się wybitnie niedoceniona przez Wasz świat. 


Także tego, HEJTERZE, ja Cię lubić bardzo. Ty zostać ze mną. My być jak dwa Kali. Razem nam będzie zajebiście :D



Wpis powstał po przeczytaniu teksty Meduzy. Jakby ktoś z Was nie zakumał o co kaman, to u niej macie wszystko wyjaśnione Waszym językiem. 

You Might Also Like

13 komentarze(y)

  1. Ja się zawsze zastanawiam, skąd hejterzy mają tyle czasu na zianie nienawiścią. Mnie by się tam nie chciało siedzieć przed kompem i obrażać ludzi, których nie znam. A może hejter to zawód przyszłości? Wpisze sobie człowiek w CV i oferty pracy posypią się jak z rękawa :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś nawet widziałam gdzieś w internetach ogłoszenie "hejterzy poszukiwani". Także, nic mnie już nie zdziwi...

      Usuń
  2. Tak jak Ci pisałam na FB - nawet przy najszczerszej chęci stworzenia najbardziej sarkastycznego tekstu jaki wyszedł by mi spod klawiatury nie mogłabym napisać, że lubię hejterów. Na takich przewiduję nóż w kieszeni...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może ja jakaś dziwna jestem ale ich lubię i to bardzo. Nikt takiego kopa motywującego nie potrafi zasadzić jak hejter.
      Tak, wiem. Jestem inna :P

      Usuń
  3. Mądre porady Pani Kretynki...
    Wpajać dziecku od najmłodszych lat, że jest beznadziejne? współczuję jej i jej dzieciom. Chociaż chyba lepiej gdyby ich nie posiadała.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mi znajomi powiedzieli, że prawdziwy hejter jest oznaką tego, że zaczynam się robić sławna w pewnych kręgach i po prostu ktoś już mi zaczyna zazdrościć LUB czuje się zagrożony obecnością mojej osoby i próbuje mnie zniszczyć, abym przez przypadek nie osiągnęła tego co on/ona, bo działali dwójkami..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dobra. Ale ja, na przykład, mam hejterów anonimowych, którzy mnie jeszcze nie wyprowadzili z równowagi, więc sprawdzać ich tożsamości mi się nie chce. Więc chyba lepiej mi żyć w niewiedzy, którzy blogerzy mi cisną po bandzie.

      Usuń
  5. Zgadzam się z Tobą. Hejterów trzeba kochać. Ponieważ jak tylko się pojawiają to znaczy, że mamy sukces na swoim koncie. Przecież nikt by nie pluł jadem na mało poczytnego blogera. Wówczas nikt by tego hejtu nie widział.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam takie wrażenie, że to jest kwestia zawiści i nie wiadomo czego jeszcze. Bo, jeśli ktoś sam pisze, to jakiś sens by to miało, ale jeśli nie pisze, to co mu szkodzi na przeszkodzie zacząć?

      Usuń
  6. A mnie też lubisz?:))) Ja nie hejter, ja Justek:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na grupę czytelników, nie ziejących ogniem chamstwa, mam inne określenia ;D
      Ja się po prostu jaram z tego, że jesteście :D

      Usuń
  7. Fajnie że do hejterów potrafisz podchodzić z dystansem :) ja osobiście nie rozumiem takich ludzi, którzy w celu lepszego samopoczucia obrażają innych.

    OdpowiedzUsuń