Jak wychowujesz swoje dziecko?

09:01:00



Już dawno odbiegliśmy od klasycznego modelu wychowania z kluczem na szyi. Tak wychowywano nas i nie rzadko kończyło się to katastrofą wychowawczą w dorosłym życiu. Jako dziecko byłam trzymana krótko. Miałam rozbić to co rodzice kazali, być grzeczną i poukładaną dziewczynką, zawsze czystą, schludną, słuchającą się, uśmiechniętą i mówiącą "dzień dobry" każdej napotkanej osobie. Nigdy nikt nie spytał co myślę i jakie jest moje zdanie. Szczerze mówiąc, odnoszę wrażenie, że zdanie kilkulatki nikogo nie interesowało. Moich rodziców wychowywano tak samo. I choć, oni sami, już jako dorośli, nie do końca zgadzali się z metodami wychowawczymi swoich rodziców, to podświadomie powielali ich błędy i kierowali się schematem przekazywanym z pokolenia na pokolenie. Autorytarne metody wychowawcze były zwykłą codziennością. Odmienności dziwiły. A jak jest teraz? Jak my wychowujemy swoje dzieci? Czy w ogóle da się znaleźć jakiś złoty środek wychowawczy?



Nasi rodzice byli trzymani krótko. Być może jeszcze bardziej niż my. Dla naszych dziadków i ich rodziców, autorytarny model wychowawczy był najlepszym z możliwych. Dziecko miało się słuchać rodziców, być zawsze posłuszne i niezwykle grzeczne. Najlepiej gdyby trzymało się ciągle maminej spódnicy, nigdzie nie biegało, nie brudziło się, było ciche i spokojne. Rodzice byli, w stosunku do swoich dzieci, bardzo krytyczni i surowi. Pierwsze skrzypce odgrywał pasek, używany przy każdej okazji, jako sposób na podporządkowanie i naukę dyscypliny. Rodzice mówili dzieciom co mają robić, jak się zachowywać. Nie interesowało ich zdanie dziecka, bo co niby ono mogło mieć do powiedzenia. Dziecka miało być grzeczne i podporządkowane, miało dobrze się uczyć, zachowywać według określonych zasad. To wszystko doprowadziło do tego, że dorosłe już dzieci, miały problem z prawidłowym funkcjonowaniem w świecie. Przykładów nie trzeba daleko szukać. Można śmiało zahaczyć, chociażby o powszechny mobbing. 

Dorośli, wychowywani w autorytarnym świecie, najczęściej są podporządkowani codzienności. Szef krzyczy, obraża, gani za niepowodzenia, nie potrafi pochwalić za żaden sukces, wydaje polecenia i wciąż wymaga. Jest niemalże taki jak rodzice, którzy nigdy nie chcieli słuchać, żądali spełniania poleceń i podporządkowania. Taka zwykła codzienność. Nie każdy potrafi się postawić i powiedzieć "dość". Dorośli, wychowani w systemie autorytarnym, nie potrafią radzić sobie z codzienności. Często są niesamodzielni, zagubieni, podporządkowani otaczającemu ich światu. Oczywiście, nie wszyscy. Jednak tak właśnie to wygląda. 
Dlatego też, już jako dorośli, wyciągając wnioski ze swojego dzieciństwa, postanawiają swoje dzieci wychowywać inaczej i... popadają ze skrajności w skrajność. 


Autorytarny model wychowawczy się nie sprawdził. Więc sięga się po liberalne metody wychowawcze. Rodzic chce, aby jego dziecko miało o wiele lepsze dzieciństwo i było szczęśliwe, samodzielne, wesołe. W efekcie, pozwalają dziecku na wszystko. Nie stawiają dziecku żadnych granic, a jeśli już takie się pojawiają, to i tak nikt nie egzekwuje ich łamania. Co prawda, dzieci wychowywane w systemie liberalnym, maja poczucie bliskości i miłości rodziców. Są szczęśliwe i radosne. Ich potrzeby są zauważane a zdanie traktowane na poważnie. W tym modelu brakuje jednak konsekwencji i ponoszenia odpowiedzialności za niewłaściwe zachowanie. Rodzic często usprawiedliwia dziecko, mówiąc, że "to przecież jeszcze dziecko, jeszcze się nauczy, ma czas, ważne, że jest szczęśliwe". I choć mogłoby się wydawać, że ten model jest idealny, to jednak do ideału brakuje mu wiele. Pozwalanie dziecku na wszytko i nie stawianie żadnych granic to zwyczajny brak wychowania. Dziecko, które nie ma obok siebie rodzica, który pokieruje i skarci, gdy przyjdzie taka potrzeba, jest puszczone samopas. 

Autorytarny model wychowawczy jest zły, liberalny też wcale nie lepszy. To w takim razie co wybrać? Jak wychowywać dzieci, żeby umiały sobie radzić w życiu i jednocześnie czuły się kochane, doceniane? To może sięgnijmy po złoty środek. A istnieje taki? Zastanawiał się kiedyś, ktoś z Was, czy istnieje złoty środek na idealne wychowywanie dziecka? Czy da się połączyć ze sobą trochę autorytaryzmu  i liberalizmu, żeby powstało coś idealnego? 

Nie będziemy bić dzieci, nie będziemy na nie krzyczeć ale chcemy żeby były grzeczne (tak, wiem, pojęcie względne), samodzielne, wesołe, żeby czuły się kochane, szanowane i słuchane. Żeby ich zdanie było ważne. Chcemy być dla swoich dzieci nie tylko rodzicami, którzy powiedzą "stop" gdy przyjdzie taka potrzeba ale również przyjaciółmi, którzy wysłuchają i wesprą w trudnej sytuacji. 

Bądźmy więc demokratycznymi rodzicami. Postawmy na demokratyczny system wychowawczy. Ulejmy po trochu z każdego modelu wychowawczego, który przewijał się w ostatnich pokoleniach naszych rodziców, dziadków czy pradziadków. Pozwólmy dzieciom być dziećmi, czuć się kochanymi, zauważanymi i akceptowanymi. Chwalmy dzieci za sukcesy, starajmy się wspólnie rozwiązywać porażki. Pozwólmy dziecku na wyrażanie swoich potrzeb i emocji. Uczmy je samodzielności i niezależności. Pozwalajmy poznawać świat po swojemu. Ale stawiajmy również granice. Dziecko musi wiedzieć, że są jakieś reguły, że za nieodpowiednie zachowanie zostaną ukarane. I nie chodzi mi tu o grożenie paskiem, bo to na pewno nie jest sposób na odpowiednie wychowanie, a o to, żeby przedstawić dziecku konsekwencje niewłaściwego zachowania czy łamania ustalonych wcześniej zasad. Bądźmy konsekwentni. Jeśli powiedzieliśmy dziecko, że nie będzie oglądało dzisiaj dobranocki, bo (pomimo wielu próśb) było niegrzeczne w sklepie, u babci czy na placu zabaw, to mu tej dobranocki nie włączajmy. 

Dziecko musi wiedzieć, że poza wyrozumiałymi, kochającymi i wspierającymi rodzicami ma również rodziców konsekwentnych i dotrzymujących słowa. Jeśli raz pozwolisz sobie na niekonsekwencję, następnym razem trudniej będzie wyegzekwować od dziecka  cokolwiek, bo z góry będzie zakładało, że mama i tata i tak go nie ukarzą. Tym samym, dajesz dziecku także jasny sygnał, że nie dotrzymujesz słowa. 

Czym jest karanie w wychowaniu demokratycznym? To nie bicie, to nie krzyk. To wprowadzanie zakazów i szlabanów wprost proporcjonalnych do popełnionego przez dziecko "wykroczenia".


Demokratyczny system wychowawczy? Jestem na tak!

You Might Also Like

9 komentarze(y)

  1. Ja się kieruję tylko intuicją. Nie biję, wrzeszczeć mi się zdarza (jak szelki mi puszczają). No a o konsekwencję walczę ze sobą cały czas, bo też uważam, że to pomocny środek w wychowaniu. A tak w ogóle to mam gdzieś trendy i mody wychowawcze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trendy wychowawcze... Temat rzeka. Ilu rodziców tyle sposobów.

      Usuń
  2. Chciałabym, aby moje dziecko miało szczęśliwe dzieciństwo, miało wolność wyboru, mogło biegać po kałużach, żeby mogło popełniać błędy i się na nich uczyć. Generalnie, żeby mogło wiele, dopóki nie zagraża swojemu życiu, nie robi sobie i innym krzywdy. To tak w teorii, a ciekawe jak to wyjdzie w praktyce ...

    OdpowiedzUsuń
  3. Powiedzmy pochodzę z rodziny gdzie była dyscyplina i każdy z nas wiedział gdzie jego miejsce. Przyznam się wyrosłam na dobrze wychowaną dziewczynę. W domu mogłam wyrazić swoje zdanie, były nakazy i zakazy. Patrząc teraz to niezłe ziółko byłam, zawsze w tarapaty wpadałam przez starszego brata. I dziękuję moim rodzicom za to jaka jestem;) Z rodzicami miałam świetny kontakt, teraz jest tylko mama ale potrafimy rozmawiać o wszystkim, dyskutować, debatować nawet w kwestii wychowania moich córek. Trzydzieści lat wstecz, faktycznie był klucz na szyi, respekt do nauczycieli obowiązki itd teraz jest inaczej, choć wdrażam w wychowanie moich dziewczyn stare metody to czasami muszę je unowocześniać.Są w domu obowiązki, jest tez zabawa, jest debata przy stole, rozwiązywanie problemów nastolatek. Jest Nagroda i jest kara-szlabany itd.... a najbardziej to ja uwielbiam jak trzeba zrobić coś miłego w stosunku do drugiego członka rodziny. ...nie ma paska -bo to nic nie daje. Wyznaje zasadę mojego taty najgorsza prawda niż najlepsze kłamstwo i uderzenie dziecka jest brakiem argumentu a użyciem siły wobec słabszego;) a post czytało mi się bardzo dobrze;) pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za tak wyczerpujący zarys swojego systemu wychowawczego. Również pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Najważniejsze żeby dziecko czuło się ważne. Jakimi metodami i środkami się je wychowuje zależy tylko od rodzica. Oczywiście nie toleruję bicia dziecka, straszenia itp. Jak wiemy na każdego działa coś innego. Dawniej jak mówi moja Mama robiło się coś bo tak narzucał system :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie raz zadawałam sobie to pytanie , głównie wtedy kiedy popełniłam jakiś błąd . Najważniejsze jest aby dziecko było szczęśliwe ale oczywiście nie można pozwolić żeby weszło Nam na głowę . Wychowanie dziecka to bardzo twardy orzech do zgryzienia , bo mimo Naszych starań w przyszłości wszystko może potoczyć się inaczej . Świetny tekst , nie mogłam oczu oderwać podczas czytania tak mnie wciągnął :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wychowanie to temat rzeka, też jestem zdania, że trzeba znaleźć złoty środek. Jak mi to wyjdzie dowiem się pewnie za jakieś 20 lat, mam nadzieję, że nie skrzywdzę swojego dziecka i wyrośnie na pewnego siebie, szczęśliwego człowieka.

    OdpowiedzUsuń
  7. Z pewnością wychowanie dziecka to nie jest łatwe zadanie. Niestety bardzo trudno znaleźć złoty środek.

    OdpowiedzUsuń