Mój jest ten kawałek... chodnika.

11:11:00


Chodnik, jak sama nazwa wskazuje, służy do chodzenia. Nie jest miejscem zgromadzeń ludu, kółek różańcowych, zbiórek wszelkiej maści zgromadzeń kółek wzajemnej adoracji czy parkingiem. Jednakże, ilu ludzi, tyle zastosowań. I drugie tyle oburzonych, których drażni każdy, kto nie rozumie właściwego zastosowania owej przestrzeni publicznej.


Pcham wózek już ponad cztery lata. Od czterech lat, moje dziecko, nie rozstaję się z tym sprzętem. Jedynie krótkie dystanse pokonujemy pieszo, nie dłuższe niż 300 metrów. Jestem więc stałym użytkownikiem chodników wszelakich i znam je doskonale, niemalże na pamięć. Może właśnie dlatego zaliczam się do grupy rozwścieczonych przechodniów, którzy za cholerę nie rozumieją, jak można blokować chodnik do własnych celów. Przecież to przestrzeń publiczna. I słowo "publiczna" będę powtarzać do znudzenia.


Sytuacja nr 1.

Idę z Młodym na spacer. Pcham 10 kilo wózka i drugie tyle dziecka w wózku. Niby koła wózek ma, niby lekko idzie, niby manewrowanie tym niewielkim sprzętem to żadna sztuka, ale jednak jakoś tak ciężko. Im dziecko więcej waży, tym trudniej sobie z owym pojazdem poradzić. Idziemy więc sobie spokojnie i natrafiamy na istny tor przeszkód, z niezłym slalomem do pokonania. Kiedyś omijałam, manewrując sprytnie, wykorzystując swoja nadludzką moc "Matki Polki Supermanki". Dziś już mi się nie chce. Mówię, proszę. Nic. Zero reakcji. Krzyczę więc "PRZEPRASZAM!". Efekt tego taki, że lud szanowny się odwraca, patrzy na mnie spode łba i łaskawie się przesuwa... o całe 10 centymetrów, licząc na to, że się zmieszczę. Serio? Fruwać jeszcze nie potrafię, a szkoda. Przejść jakoś muszę. A, że bardzo cenię sobie życie swoje i swojego dziecka, zjeżdżać na ulicę nie zamierzam. Więc czekam cierpliwie, aż się ktoś przesunie jeszcze odrobinę, co bym nikomu kołami po stopach nie przejechała lub też przypadkiem, jakiegoś przechodnia, ze zgromadzenia ludu, na ulicę wózkiem nie zepchnęła. Chodnik nie jest do postojówek i prowadzenia rozmów z sąsiadkami. Pod blokiem sobie pogadajcie.


Sytuacja nr 2.

Oczywiście pcham ów wózek. Chodnik zastawiony siatami i torbami. Ja naprawdę rozumiem, że w tym miejscu jest zatoczka autobusowa, ale do jasnej ciasnej, po to są również ustawione krzesełka i poszerzona część chodnika, żeby prowizoryczny przystanek był jedną częścią a chodnik drugą. Jak macie za ciężkie zakupy, to kupujcie mniej, skoro wielkim problemem jest przeniesienie owych siat trzy metry, od ściany do drzwi busa. Nie będę tych klamotów za nikogo przestawiać. Szukanie właściciela też mnie nie jara. Mogę jedynie, z całą radością duszy, przejechać po tym całym dobytku, nie zwracając uwagi na zawartość pełnych reklamówek. Moja prośba i złota rada. Stawiajcie swoje zakupy i torby przy swojej nodze a sami stańcie sobie w miejscu, w którym nikomu nie będziecie przeszkadzać. Dla dobra własnego dobytku i moich nerwów. Bus bez Was nie odjedzie. Do cholery, on się zatrzymuje na tym przystanku zawsze.


Sytuacja nr 3.

Zgodnie z przepisami ruchu drogowego, kierujący pojazdem mechanicznym (czyt. samochód), parkujący na chodniku, ma obowiązek zostawić co najmniej 1,5 metra chodnika, do swobodnego poruszania się pieszych. Co niektórym kierowcom się coś pomyliło albo jedynka z przodu zgubiła, gdyż w totalnym poważaniu mają to, jak pieszy sobie przejdzie. To znaczy, normalnie pieszy przejdzie. W pojedynkę. Ale, żadna matka z dzieckiem w wózku nie przejdzie. Żaden niepełnosprawny na wózku inwalidzkim nie przejedzie, Niewidomy o lasce, ostuka Ci gościu auto, a osoba o kulach się zmieści, jeśli się po gimnastykuje. Mogę być chamska i wezwać policję, straż miejską. Mandat gwarantowany. Jeśli taka forma nauki Cię cieszy najbardziej, polecam się, naprawdę. Jeśli jednak nie chcesz zabulić jak za zboże, weź sobie, z łaski własnej, poczytaj kodeks drogowy, przyswój informacje w nim zawarte i realizuj w praktyce, choćbyś miał metrówką chodnik mierzyć. Mi spokojnie metr chodnika wystarczy. Nie będę robić afery o zagubione pół metra. Ale, sorry, 30 centymetrów mnie nie satysfakcjonuje.



Szanowny kierowco, drogi przechodniu, bądź tak dobroduszny i szanuj innych ludzi. Nie stój w grupie osób 3+ na środku chodnika, licząc na to, że się nauczę teleportować lub znajdę tajemne przejście podziemne. Szanuj moje gardło, skoro "przepraszam, chcę przejść" i tak na Ciebie nie działa. Stań sobie z boku, tak aby nie utrudniać innym poruszania się , bo moja cierpliwość, przy trzecim "przepraszam...", sięgnie zenitu i Cię uraczę dotkliwym bucnięciem za pomocą wózka dziecka mego. 
Kierowco, naucz się parkować tak, aby nie zmuszać pieszych do chodzenia po trawniku (o ile takowy jest) lub schodzenia na ruchliwą ulicę. Jeśli masz z tym problem, przeżuć się na komunikację ekonomiczną - chodź pieszo! Jeśli nadal będziesz uważał, że skoro masz auto - to masz władzę, ja pokażę Ci moją władzę. Przy którymś z rzędu, mandacie, Ci się odechce. 

Tym razem pominę szanowne grono blokujące drogi przeciwpożarowe i panoszące się na terenie prywatnym jak na swoim podwórku. Daruję sobie również tłumaczenie tego, że na chodniku obowiązuje ruch prawostronny, a nie wolna amerykanka "całe moje", bo to przecież takie oczywiste ;)



 Ten artykuł został wyróżniony, w rankingu najlepszych tekstów rodzicielskich, przez portal Mądrzy Rodzice (14 miejsce)



You Might Also Like

19 komentarze(y)

  1. Oficjalnie się przyznaję, że byłam na tyle wredną meduzą i gdy ktoś nie reagował na trzykrotne, coraz głośniejsze, "PRZE-PRAA-SZAAAM!" i gdy wyminięcie ślamazary drogowej równałoby się ze zjechaniem wózkiem na jezdnię, to po prostu najeżdżałam na pięty gondolą (a, że skutecznie mnie zasłaniała) to ubierałam uśmiech nr 7 i słodziutko ćwierkałam "oj przepraszam, nie zauważyłam".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie widać zza wózka. Więc już ćwiczę uśmiech nr 5 "jak nie słyszysz to cierp" :D

      Usuń
  2. A wiesz jak ciężko przejść przy 30cm chodnika z bliźniaczym szerokim wózkiem? Porysowanie samochodu to za mała kara za takie wykroczenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak pisałam ten tekst, to pomyślałam o Tobie i bliźniakach. I tak sobie dumałam, że ja mam ciężko ale Ty to masz przekichane...

      Usuń
  3. Oj ile razy ja byłam w podobnych sytuacjach. Teraz nie patrzę i jadę. Jeśli ktoś nie słyszy bo zajęty jest plotkami...jego zaboli nie mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Znam wszystkie sytuacje, które opisałem i rownie mocno działają mi na nerwy.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie mam wózka ;) Ale zdarzało mi się chodzić z wielką walizą, i co? Nikt się nie ruszy, a Ty człowieku kombinuj, jakby się tu zmieścić... Maskara.

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej tekst w sam raz dla mnie też używam wózka (jestem osobą niepełnosprawną) no i cholera (przepraszam za słowo) jasna mnie bierze jak jadę przez tłum i muszę wrzeszczeć a ludziska jeszcze mają jakieś ale bo co bo jak to? Wypadałoby mieć klakson, jeśli chodzi o przystanki to jeździłam na studia i ścisk taki, że nie ważne czy śnieg czy deszcz stałam koło przystanku a nie pod bo przecież ludzie i ich siatki ważniejsi a parasol nie poręczny ktoś nawet stwierdził, raz złośliwie że jestem "zmokłą kurą przestankową". Co do sytuacji trzeciej jadę sobie z galerii z górki gadam z koleżanką a tu nagle... biała ciężarówa na całym chodniku rozwalona i minimetr przejścia. Stoję więc jak ta idiotka ręce mi omdlewają powoli bo wciąż z górki i nie wiem czy zadzwonić czy nie na tą straż... W końcu moje kontemplacje przerwał widok starszego pana klnącego jak szewc i biegnącego przez ulicę w niedozwolonym miejscu, widząc mnie przepraszał ogromnie kłaniał się w pas i prosił żebym nie dzwoniła nigdzie w końcu zlitowałam się nad nim odjechał. Ja teraz mam kupę śmiechu bo wciąż widzę jego przerażenie w oczach i tą fruwającą kaszkietówkę przed moim nosem ale wtedy gdyby nie to że miałam ręce trochę zajęte bo z takiej góry hamulec nie wystarczy rąbnęłabym mu kazanie ale nie miałam siły się kłócić. Tylko chciałam odjechać jak najprędzej.
    Jeśli chcesz zajrzyj do mnie http://zakryteslowami.blogspot.com/ będzie mi bardzo miło (jeśli nie lubisz linków to przepraszam) Pozdrawiam Ciebie i Twojego maluszka

    OdpowiedzUsuń
  7. Och, może kiedyś się to zmieni....

    OdpowiedzUsuń
  8. Czterolatek w wózku? Na miłość boską. Wożą te matki dzieciaki w wózkach, podwożą kilkaset metrów samochodem i potem rosną takie niedorajdy życiowe. Czterolatek jest za duży na wózek! a Pani mimo, że nawet mnie zaciekawiła, niestety straciła matczyną głupotą. I wiem, że zaraz będzie hejt, że wyolbrzymiam, Otoż nie , nie wyolbrzymiam. Nadal upośledzajcie swoje dzieci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spieszę wyjaśnić. Moje dziecko ma wrodzoną, złożoną wadę serca. Nie może się przemęczać, a co za tym idzie, nie może samodzielne pokonywać dłuższych dystansów. Napisałam: 300 metrów to nie problem. Więcej już tak. Sinica i duszności to nie przelewki i matczyna głupota. To odpowiedzialne podejście do tematu.
      Wiem, nie wiedział/ Pan/i. Ale, na przyszłość, więcej zrozumienia. Nie każda matka wyręcza dziecko.

      Usuń
    2. Anonimowy a czy wzięłaś/wziąłeś pod uwagę to, ze 4 letnie dziecko nie jest w stanie przejść tyle co dorosły człowiek?? Idąc np na zakupy z dzieckiem wolała/wolał byś chodzić z reklamówkami w rękach i targać marudzące dziecko, które ma dość czy wsadzić dziecko do wózka i torby pod wózek?? Idąc na spacer mając daleko na plac zabaw to dziecko które dojdzie na ten plac ma ochotę raczej odpocząć niż się bawić a czeka go jeszcze droga powrotna przypuszczam już na rękach matki....Druga kwestia to zdrowie dzieci nie pomyślałaś/eś, że niektóre z tych dzieci jest po prostu chore?? Życzę troszkę więcej wyrozumiałości i lojalności niż chwytać się od razu ataku na innych. Jeżeli Ty anonimie wolisz tak męczyć swoje dziecko to wielkie brawa za to, że jako mały procent społeczeństwa nie upośledzasz swojego dziecka!!!

      Usuń
  9. Ludzie, z wielką łaską, to się jeszcze przesuną. Ewentualnie można ich lekko staranować. Ale najgorszą plagą są dla mnie samochody na chodnikach. Omijanie trawnikiem (jeśli jest) grozi zawsze ufajdaniem kół wózka psimi gównami, bo przecież trawniki wymyślono właśnie dla psów, nie?

    OdpowiedzUsuń
  10. A wystarczy trochę dobrej woli, zrozumienia i uśmiechu na twarzy. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Oj znam to, znam :).
    Niestety takie rzeczy to już chyba normalność. Mnie najbardziej wkurzają właśnie te sytuacje jak na wąskim chodniku ludzie sobie pogawędki urządzają. I jeszcze oburzeni, że przeszkadzasz, bo prosić, żeby cię przepuścili.

    OdpowiedzUsuń
  12. Był taki czas, kiedy to komentowałam. Niby w przestrzeń, ale głośno na tyle, zeby zainteresowany usłyszał. O dziwo, nigdy nie dostałam w pysk, a ludzie się mieszali i nieco jakby ogarniali...

    OdpowiedzUsuń
  13. Jeszcze nie pcham wózka, ale idąc z walizką i przepychając się między tłumem ludzi potrafi mnie to doprowadzić do szału... ludzie po prostu nie myślą...

    OdpowiedzUsuń