Motyle...

07:46:00




Złość, przygnębienie, niechęć do całego świata... Nerwica... Ten moment, gdy każdy, najdrobniejszy nawet, dźwięk doprowadza do szału. Gdy dziecko swoim jednym słowem potrafi dopiec do żywego. 

Siedziała na kanapie i nie potrafiła się uspokoić. Właśnie po raz kolejny wyprowadził ją z równowagi. 


Chciał ciastka, których w domu nie było. Tłumaczyła, że muszą kupić, że się skończyły, ale nie rozumiał. Zaczął płakać. Próbowała go przytulić, uspokoić i wtedy właśnie ją uderzył. Po raz pierwszy w życiu jej własny syn podniósł na nią rękę. Jak to? Dlaczego? Przecież on ma pięć lat... Skąd u niego takie zachowanie?


Nie wytrzymała. Posadziła go na kanapie, płaczącego, wrzeszczącego, piszczącego... Wyszła do drugiego pokoju zamykając za sobą drzwi. Wtuliła głowę w poduszkę i zaczęła płakać. Jak on mógł ją uderzyć? Przecież ona nigdy nie podniosła na niego ręki. Zdarzyło jej się krzyknąć, nawet wrzasnąć porządnie, w złości, ale nigdy go nie biła... Dlaczego on bił ją?

Zza zamkniętych drzwi słyszała jego płacz i rozpaczliwe wołanie "mamo!". Wyszła do niego i usiadła na kanapie. Płakał. Nie chciała go przytulić. Nienawidziła go za to, co zrobił chwilę wcześniej. Co z tego, że był jej synem? Uderzył ją, upokorzył. Jej syn...

Przeczekała ten moment gdy jego histeryczny płacz doprowadzał ja na skraj wytrzymałości, gdy miała ochotę go uderzyć, żeby wiedział dlaczego tak naprawdę płacze. Chciała, ale tego nie zrobiła. Patrzyła na jego zapłakaną buzię, zasmarkany nos i czuła się podle. Jak może nienawidzić kogoś, kogo chwilę wcześniej tak bardzo kochała? Niepojęte.

Przesiedziała z płaczącym dzieckiem dwadzieścia minut. Najdłuższe dwadzieścia minut życia. Po tym czasie wzięła go na kolana, przytuliła, wytarła zapłakane oczy i zasmarkany nos. Z matczyną czułością wycałowała policzki. Uspokoił się. Patrzył się na nią, na jej smutną, zmartwioną twarz. Widział w jej oczach żal, złość, rezygnację.


- Może ty mnie już nie potrzebujesz... - powiedziała

- Przepraszam... - dało się słyszeć z jego zachrypniętego gardła

Przytulił się do niej najmocniej jak potrafił, wbijając swoje małe palce w jej ramiona, żeby go tylko nie zostawiła, nie odeszła. Miał pięć lat i wiedział doskonale, że go poniosło, że zrobił jej przykrość. A ona cierpiała. 
Była z tym sama. Sama z własnym dzieckiem, którego nie potrafiła pojąć. Codziennie wypalała się w swojej drodze macierzyństwa i czuła, że niewiele brakuje, żeby w końcu wybuchła. Dlaczego nikt nie widział jak bardzo jest jej źle, jak bardzo cierpi, jak bardzo to wszystko ją przerasta?

Wieczorem, gdy już spał, wylała wszystkie swoje rozterki przed mężem. Opowiedziała mu wszytko, co się wydarzyło tego dnia, jak jest jej ciężko, jak bardzo się dusi, że ma już dość. Wyśmiał ją i kazał się ogarnąć bo nic się w życiu samo nie zrobi. Że, jak chciała być matką to niech się teraz nauczy z tym żyć. Wytykał jej wszystkie błędy, na wzór stawiał wszystkie sąsiadki, które dzieci mają, tylko po to by swój umoralniający monolog zakończyć przypomnieniem, że jego matka piątkę dzieci chowała i nie narzekała, że jej źle. Krzyknął, że ma się pozbierać do kupy i nie udawać, że coś jej się dzieje bo w depresję to bogate mieszczuchy popadają, nie zwykli ludzie.

Krzyczał a ona płakała. Chciała, żeby ją przytulił, powiedział, że rozumie, że jej pomoże, że wszystko będzie dobrze. Chciała, żeby zrozumiał jak bardzo ma dość, żeby jej pomógł. Ale on nie rozumiał. Nie chciał zrozumieć. Zamknięty w swoim świecie obwiniał ją za wszystkie niepowodzenia, za każdy zły dzień w pracy, za obiad, którego dla niego zabrakło, bo kupiła za mało warzyw i mięsa, a kanapki to za mało. I choć mówił, że kocha, robił to rzadziej, bez emocji. A ona cierpiała...


***

Znalazł ją w kałuży krwi, gdy ostatnimi siłami próbowała otworzyć oczy. Płakał, krzyczał, wołał o ratunek. Nie chciał, żeby odeszła, żeby go zostawiła. Jak mogła mu to zrobić? Przecież tak bardzo ja kochał. Jak mogła się tak zachować? Nikt nie słyszał jego wołania, nikt nie widział jego płaczu. Nikt mu nie pomógł, nikt jej nie ratował. Siedział w tej kałuży krwi i płakał, bo ona odchodziła. Uśmiechając się do niego szeptała, że kocha go nad życie i będzie jego wiecznym aniołem. Odeszła zostawiając go tu samego...

Miał pięć lat i nie rozumiał dlaczego skazała go na taki los.
Miał pięć lat i nie wiedział czemu musiał na nią patrzeć, gdy ostatkiem sił zmuszała się do uśmiechu.
Miał pięć lat i cierpiał, bo stracił kogoś, kogo kochał najmocniej na świecie.

...Siedział na cmentarnej ławeczce wpatrzony w jej grobowiec. Dorosły mężczyzna, ojciec, mąż. Patrząc na zdjęcie jej matczynej twarzy poprzysięgał sobie, że nigdy nie pozwoli aby jego żona tak bardzo cierpiała, nie pozwoli jej odejść. I choć minęło 26 lat, nadal wyrzucał sobie, że to była jego wina, że ona odeszła, bo on był dla niej niedobry.

Siedział na cmentarnej ławeczce wpatrzony w jej grobowiec, a nad nim fruwały motyle. Te piękne, kolorowe, które zawsze tak bardzo uwielbiała...




*Historia oparta na autentycznych przeżyciach mężczyzny, który chce pozostać anonimowy.







Ten artykuł został wyróżniony, w rankingu najlepszych tekstów rodzicielskich, przez portal Mądrzy Rodzice (14 miejsce)



You Might Also Like

15 komentarze(y)

  1. Niestety prawda jest taka, że czasami możemy zrobić wszystko co w naszej mocy a i tak nie będziemy w stanie wygrać z demonem śmierci. Możemy tylko bardzo się starać, kochać, szanować, dbać o najbliższych każdego dnia. Z całych sił...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami tak. W tym konkretnym wypadku widać, że można było coś zrobić.

      Usuń
  2. Dziękuję Ci jeszcze raz za to, że tak pięknie ubrałaś te wszystkie moje myśli w słowa. Za to, że chciałaś to jakoś poskładać. Czytam to już któryś raz i czuję, że jest mi lżej. M

    OdpowiedzUsuń
  3. Smutne, bardzo smutne....
    Dziwimy sie, że słyszymy o różnych tragediach, a tym czasem kiedy ktoś mówi nam, że ma problem my twierdzimy, że przesądza.
    A Najgorsze, że najbardziej cierpią przez to dzieci...

    OdpowiedzUsuń
  4. Wzruszajace, wlasciwie nie wiem jak to skomentowac. Biedne dziecko, ktore cale zycie musi nosic taki ciezar, choc nieslusznie, bo przeciez dziecinstwo ma swoje prawa, Pozdrawiam serdecznie Beata PS Jeszcze nie moge tego strawic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już jako dorosły mężczyzna, myślę, że jakoś sobie z tym radzi. Zawsze był silny i twardy. Ale na zawsze pozostaje w pamięci ten moment, który zmienił całe życie...

      Usuń
  5. To straszne. Z jednej strony rozumiem matkę, również mam dni kiedy chce wszystko rzucić w cholerę, czuję wypalanie. Z drugiej strony kocham na tyle swoje dziecko, że nie potrafiłabym zrobić mu takiej krzywdy.
    Cholernie współczuje dziecku (teraz już dorosłemu mężczyźnie) to musiał być okrutny widok. Nie zawiódł on, pięcioletni syn. Zawiodła rodzina, dorośli, którzy nie wsparli wołającej o pomoc matki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. M. czyta te komentarze i mam ogromną nadzieję, że czytając Twój zrozumie, że jego winy w tym nie było za grosz. Dzięki :)

      Usuń
  6. Niespełna 4 lata temu odszedł mój Tata, niespodziewanie... Co prawda miałam wtedy 19 lat (aż, a może tylko?) i nadal nie rozumiem dlaczego. W pełni identyfikuję się z ta historią. Choroby takie jak depresja, alkoholizm i inne, niszczą tak samo mocno człowieka, którego dotykają jak i jego bliskich... Trzymaj się M.

    OdpowiedzUsuń
  7. Poruszająca historia. Tak na prawdę ciężko cokolwiek powiedzieć w takiej sytuacji.
    Najgorsze w tej opowieści jest to, że kobieta wołała a pomoc, a najbliższa jej osoba zbagatelizowała to wołanie... Taka samotność wśród tłumu...

    OdpowiedzUsuń
  8. Komuś kto z depresja nie miał do czynienia (osobiscie lub w bliskim kontakcie) bardzo ciezko zrozumieć tą chorobę...Depresja to taka przypadłość która zabija ludzi od środka...i czasem umierają powoli nawet jeśli funkcjonują na pozór normalnie.... Opowieść jest bolesna i drastyczna...ale świetnie napisana

    OdpowiedzUsuń
  9. Aż się popłakałam z samego rana:(. Straszne jest to, że tak wiele osób czuje się na tyle samotnie i beznadziejnie, że są w stanie odebrać sobie życie. Nie potrafię i nawet nie chcę sobie wyobrażać takiej sytuacji. Masakra. Bardzo współczuję temu człowiekowi, nie on zawinił, a ciąży to na nim przez całe życie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Popłakałam się ...
    To jest straszne, przerażające, głównie chyba dlatego. że prawdziwe.
    Wiele jest kobiet, które nie otrzymują wsparcia w odpowiednim momencie i różne są tego efekty... Najbardziej żal dziecka. Zostało opuszczone przez osobę, którą kochało najmocniej. A najgorszy jest chyba fakt, że za tą stratę winiło siebie. Nawet nie wyobrażam sobie bólu, jaki odczuwał każdego dnia...

    A tak w ogóle, to piszę ja- Mamuśka Milena z bloga Cytryniaki.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń