Perfekcyjnie nieidealna.

07:47:00



Znudziło mi się dążenie do bycia idealnym ponad wszystko. Nie mam na to ani czasu ani ochoty. Zwyczajnie mi się nie chce. Kiedyś chciałam, próbowałam być taka doskonała. Dziś wiem, że przez to staranie się, straciłam kawałek swojego życia, którego za żadne skarby nie odzyskam. Chciałam być taka idealna a jestem zwyczajna. I dobrze mi z tym. W końcu czuję się człowiekiem spełnionym, szczęśliwym. Nie jestem robotem. Jestem sobą.  


Gdy urodził się Młody, chciałam być taka super-hiper. Matka na 1000%, zawsze zorganizowana, zawsze wyspana, uśmiechnięta, pełna energii... I im bardziej się starałam, tym gorsze były tego efekty. Ząbkowanie rozwaliło mój (prowizorycznie) poukładany świat. Chodzenie do południa z tłustymi włosami i nieumytymi zębami. Zaspane oczy, ryczące dziecko. Wieczny, wszechobecny bałagan. Nic nie mogłam zrobić, nijak się zorganizować. A gdy przychodził moment, gdy było mi dane posprzątać, to byłam tak styrana, że nie miałam na to siły. 

A przecież tak bardzo się starałam być idealna. Nie wyszło...

Zaczęło wychodzić, gdy dałam sobie spokój. Jeden dzień w piżamach? Nikt od tego jeszcze nie umarł. Można sobie darować, wypocząć. Tak to własnie wyglądało. Leżałam cały dzień na kanapie, w piżamie, z dzieckiem obok, podnosząc się jedynie aby nakarmić siebie i Młodego. Efekt tego była taki, że gdy on spał, spałam i ja. Wypoczęłam.

Mój naładowany akumulator sprawił mi niespodziankę, gdy dnia następnego, podczas drzemki Młodego, w końcu udało mi się posprzątać mieszkanie, ugotować obiad i nawet chwilę posiedzieć. I tak z dnia na dzień, z dozą większej energii... Czasem z leniem niesamowitym i całym dniem w piżamach. Ale warto...

Rok mi zajęło dojście do tego, że nie muszę być idealna.

Dziś wiem, ze nigdy nie będę na tyle doskonała, żeby zadowolić wszystkich. I nie szczególnie mnie to interesuje. Nie zamierzam dążyć do uszczęśliwiania wszystkich kosztem własnego unieszczęśliwienia. 

Może często mi się nie chce, może nie zawsze mam ochotę bawić się z własnym dzieckiem, może nie lubię bajek, klocków i autek. Ale ja tu jestem. Taka zwyczajna. I choć nie spinam się, żeby codziennie spędzać całe  dnie na zabawie z Młodym, to jednak to robię. 

Nie ludziom jest dane oceniać moje macierzyństwo i bycie matką dla dziecka mego. Moje dziecko to oceni za lat paręnaście i tylko on będzie mógł mi powiedzieć, gdzie spartoliłam system.

Łatwo jest mówić "..już ja widzę, jak ty robisz..." albo "...ja wiem, że na pewno ci się nie chce...". Łatwo się mówi, gdy się nie widzi. Żebym ja kiedyś nie powiedziała dwóch słów za dużo... Przynajmniej nie ściemniam, że jest inaczej, jaka to idealna jestem. Bo ściemniać też mi się nie chce. I normalnym jest, że czasami mi się nic nie chce. Każdemu innemu się chce?

Jestem człowiekiem, nie robotem. Nie zaprogramuje się na bycie idealnym. Nie chce być idealna. 

Znacznie lepiej wychodzi mi bycie nieidealną. Dziś, jestem perfekcyjnie nieidealna. Ale szczęśliwa. 

You Might Also Like

13 komentarze(y)

  1. Lubię takie dni kiedy całkowicie się lenie i nie mam domowych zadań do wykonania. Wtedy chodzę do południa w piżamie, śniadanie jem w łóżku. Jednym słowem OBIJAM się :) Nie powiem z dzieckiem trochę trudniej o takie czyste lenistwo, ale jak się dobrze przekupi malucha to wszystko jest do wykonania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biorę Franka pod pachę i mówię "lody i bajki do oporu. Lenimy się?". Konczy się na porcji lodów i kilku bajkach. Ale lenimy się dalej. Lubię to:)

      Usuń
  2. A ja nigdy nie byłam idealna i jako matka również popełniam sporo błędów, na których się uczę. Nie lubię zresztą tego słowa, bo kojarzy mi się z czymś nierealnym. Nie ma ludzi idealnych po prostu :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej, no co Ty. Każdy jest perfekcyjny i idealny. Z tym, że na swój, wyjątkowy sposób.

      Usuń
  3. Bardzo Cię podziwiam, że umiałaś dojść do tego, że jak Ci się nie chce to pozwalasz sobie nie robić. Naprawdę trzeba dojrzeć, żeby widzieć, że ostatecznie to przynosi więcej dobrego niż zamęczanie się na siłę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę mi to zajęło ale nie wiele straconego w porównaniu z tym, co udało się zyskać.

      Usuń
  4. Ja też nie chcę być idealna, ale szczęśliwa....:) Zauważyłam jednak, że gdy popracuję nad sobą, poćwiczę, ubiorę kieckę, wymaluję gębę - czuje się lepiej i chce mi się więcej:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Idealni ludzie są nudni :) Przybijam piąteczkę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dokładnie tak samo miałam. Trochę czasu zajęło mi żeby ogarnąć nową rzeczywistość. Chciałam być perfekcyjna we wszystkim, aż mąż mi powiedział, że mam odpocząć. Aż mama zwróciła uwagę ze mam prawo być zmęczona. Drzemka z dzieckiem, siedzenie w pizamie i jakoś powoli z dnia na dzień tej energii miałam więcej. Teraz gdy wróciłam do pracy, mam tego czasu więce, takie mam wrażenie, albo po prostu potrafię lepiej zaplanować popołudnie. Nie wiem jak to robię, ale po prostu mi się udaje. Zapewne za jakiś czas pojawi się kryzys i liczę się z tym. Milena cytryniaki.blogspot.com / pisze z telefonu i mam problem z zalogowaniem się na konto Google wiec wybacz anonima :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja też na każdym z początkowych etapów macierzyństwa wrzucałam sobie zbyt wiele na garaba. Zawsze to wychodziło na moją i rodziny niekorzyść. Trzeba nauczyć się odpuszczać i będzie idealnie :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo dobry tekst. Ja też po urodzeniu pierwszego dziecka ciągle walczyłam ze swoją "doskonałością" i ciągłym zadowalaniem innych. Ale odpuściłam sobie, bo nie warto.

    OdpowiedzUsuń
  9. Myślę to samo ! Nie jestesmy i nigdy nie będziemy idealni !

    OdpowiedzUsuń