Słowotok niekontrolowany

00:50:00




Odkąd pamiętam, zawsze dużo gadałam. Byłam na tyle dziwną istotą, że nikt mojego gadania nie rozumiał. Potrafiłam przetworzyć tryliard myśli w ciągu minuty. Najgorsze w tym wszystkim było to, że strasznie chciałam powiedzieć wszystko, co akurat miałam w głowie, i starając się to zrobić, mówiłam okropnie szybko. Słowa wydobywające się z moich ust, osiągały prędkość światła. Nie skłamię, jeśli napiszę, że wypluwałam je z prędkością karabinu maszynowego. Oklaski dla tych wszystkich, którzy rozumieli choć część tego, co mówiłam. Obstawiam, że większość udawała, że rozumie o czym w danym momencie gadam. Część łączyła poszczególne, zrozumiałe słowa w jedną całość i budowała z tego całą opowieść. Naprawdę podziwiam tych ludzi. Ja bym w towarzystwie takiej osoby dostałą paranoi i szybko wymiksowała się z takiej znajomości.



Nie widziałam tego, że tak nawijam. Nigdy, nikt nie zwrócił mi uwagi na szybkość mówienia. Dlatego też, wychodziłam, z jakże oczywistego wniosku, że każdy mnie rozumie. Przecież ja rozumiem co mówią do mnie inni, a przede wszystkim, rozumiem co ja sama mówię. Więc ci inni mnie też rozumieją. W końcu ze mną rozmawiają. Nawet odpowiadają na moje pytania, udzielają się w dyskusji, którą wspólnie prowadzimy, potrafią skrytykować moje zdanie. Więc wszystko gra. Jednak nie wszystko grało.

Pierwsze symptomy "szybkogadania" zauważyłam, gdy ktoś intensywnie się ze mną nie zgadzał, pomimo tego, że doskonale wiedziałam, iż na dany temat ma identyczne zdanie. Próbując mu wyjaśnić, że ja myślę tak samo jak on, więc nie może się ze mną nie zgadzać , zaczęłam mówić bardzo woooolllnnno... Zrozumiał. Po czym powiedział, że za szybko gadam i nie sposób zrozumieć o co mi chodzi, jak już zacznę swoje "wywody". Dzięki za tak znaczące odkrycie. Szkoda, że dopiero teraz. 


Zaczęłam się starać mówić wolniej. Efekt tego był taki, że się rozpędzałam jak samochód na autostradzie. I widziałam to po wyrazie twarzy słuchacza. Te marszczenia czoła i brwi. Im mocniej, tym bardziej wiedziałam, że jestem co raz bardziej nierozumiana. Powinni mnie zatrzymywać i kazać mówić od początku, powoli, wyraźnie. Ale nie, woleli się wysilać i słuchać dziwnego potoku słów, nieznanego pochodzenia.


Bo kto normalny zrozumie bez problemu coś takiego: 

Oi uwżajo że so napsi i nit i ic e mosz zrć soj w yci przezi maj doiaczene i kas si ucys a ch bdach żey soih ne połnić a przeciż kady jakiś bedy ponia.

W wolnym tłumaczeniu:
Oni uważają, że są najlepsi i nikt im nic nie może zrobić. Swoje w życiu przeżyli, mają doświadczenie i każą się uczyć na ich błędach, żeby swoich nie popełniać, a przecież każdy jakieś błędy popełnia.

Hardcore, co? I oni tak codziennie. I ja też. I nikt nie potrafił mnie spowolnić, żeby moje gadanie było zrozumiane. Za to wielokrotnie spotkałam się z opinią, że za dużo gadam, bo ileż można nawijać ciągle jedno i to samo. A no można. Jak za pierwszym, piątym i dziewiątym razem, ktoś nie załapie o co mi chodzi, to za tym dziesiątym powinien. A jeśli nadal będzie miał problem, to niech chociaż powie, do jasnego gwizdka, że go ma. 

Kiedyś poznałam dziewczynę, która też tak szybko nawijała. Po pierwszym "cześć" oświadczyła, że szybko gada i nie wszystko możemy zrozumieć, więc żeby jej uwagę zwracać, to postara się mówić wolniej. Prawie się popłakałam ze szczęścia. W końcu ktoś mówił moim językiem i mnie rozumiał. Gadało nam się przednio. Tyle informacji, które przekazałyśmy sobie w ciągu dwóch godzin, inni przekazują sobie w trzy razy dłuższym czasie.

Gdy urodziłam Franka, nie zwracałam wag na to, jak do niego mówię. Efekt tego był taki, że mój dwulatek nawijał jak zaczarowany. A ja go nie rozumiałam totalnie. Bo, nie dość, że po swojemu, to jeszcze zdecydowanie za szybko. I wtedy mnie olśniło, zwolniłam. Teraz mówi w tempie normalnym, bo ja też tak do niego mówię.

Ale... nie byłabym sobą, gdybym się całkowicie wyleczyła ze swojego słowotoku. Nadal dużo gadam. Dużo za dużo. Często jedną rzecz wałuję kilkukrotnie. Ale, nie dlatego, że mnie ktoś może nie zrozumieć, lecz dlatego, że nikt mi nie daje jasnych sygnałów "słyszałem, zakodowałem".


A swój niekontrolowany słowotok przelewam na bloga, gdzie, zawsze mogę poprawić literówki i przedstawić tekst zrozumiały dla każdego. Szkoda tylko, że nie umiem przebierać palcami tak szybko jak kiedyś wypluwałam słowa. Moje posty powstawałyby wtedy w tempie ekspresowym, i z pewnością, żadna myśl by mi nie umknęła.

You Might Also Like

8 komentarze(y)

  1. Haha ja też dużo gadam i łapię się na tym, że ucinam wyrazy. Zwolniłam trochę jak pracowałam z dziećmi niepełnosprawnymi...po pracy jednak nadrabiałam :) Przy Młodej staram się mówić wolno i wyraźnie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się tak bardzo staram, że im bardziej tym lepiej mi wychodzi. Czasami jeszcze się łapię na torpedzie ale już rzadziej i mam tego świadomość.

      Usuń
  2. Moja siostra za to mówi dość niewyraźnie. Trzeba się bardzo skupić, żeby ją zrozumieć..

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też szybko mówię, chociaż przy Włochach to raczej jestem wolna, bo oni to dopiero nadają. Ale masz rację, jako że ostatnio mąż zwrócił mi uwagę na to, że za szybko mówię do Gai. Miał rację, więc staram się teraz panować i wyrażać się powoli, żeby zrozumiała, o co mi chodzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak. Włosi to dopiero nadają. Słyszałam jak Włoch nawijał po polsku. Nie wiedziałam czy się śmiać czy płakać. Ja przy nim mówiłam bardzo wolno...

      Usuń
  4. Musimy się spotkać! Dogadałybyśmy się ze sobą ;)
    Od zawsze dużo gadam, czasem bywało tak, że ktoś pytał się kiedy skończę opowiadać swoją historię, albo czy nie mogę mniej gadać, bo już głowa pęka od mojego trajlowania :D
    Tata twierdziła, że nadawałabym się na adwokata :)
    Nawijałam bardzo szybko i to właśnie w domu mi rodzice zawsze mówili, żebym starała się wolniej i weszło mi w nawyk :) nadal dużo gadam, ale zdecydowanie wolniej :D

    Milena z cytryniaki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja też gadam jak nakręcona, często splatam wątki różnych myśli i powstaje jeden wielki młyn słowny:)

    OdpowiedzUsuń