Bomba biologiczna XXI wieku

09:47:00


Miałam nie poruszać tego tematu bo sprawa mnie niby nie dotyczy. Jednak, im dłużej nad nią rozmyślałam, tym bardziej uświadamiałam się w przekonaniu, że jednak jest inaczej i dotyczy mnie również. Co prawda nie bezpośrednio, ale jak najbardziej pośrednio. Dlatego też piszę ten post ku przestrodze, licząc na to, że, może garstka ludzi zastanowi się nad tym głębiej dla swojego zdrowia, a przede wszytymi, zdrowia własnych dzieci. Nie zamierzam nikogo straszyć. Chcę Was ostrzec i skłonić do zastanowienia się, czy naprawdę chcecie fundować takie atrakcje sobie i swoim dzieciom...

Jest upał. Z dnia na dzień, co raz gorzej. Niezbyt fajna pogoda. Szuka się sposobów na ochłodzenie, gdzie się tylko da. Wraz z Młodym, bunkruję się w domu, uruchamiamy wiatrak i tak oczekujemy wieczora, gdy będziemy mogli już wyjść na spacer. Wychodząc na balkon, widzę jednak mnóstwo ludzi spacerujących z maluchami, bez względu na skwar. Jestem w stanie sobie wyobrazić to, że w mieszkaniu mają lepszą saunę niż w niejednym SPA. I własnie w tym momencie, gdy mamy tak niebotyczne upały, zbawieniem okazują się wszelkiego rodzaju fontanny osadzone w centrum miasta i parkach. Fajna sprawa. Można wejść z dzieckiem, ochłodzić się i mieć przy tym niezły ubaw. Jednak tylko chwilowy, gdyż...

... fontanny to jedna wielka bomba biologiczna, z czego nie zdajemy sobie nawet sprawy. Szczególnie taka fajna fontanna podłogowa. Ciekawy wynalazek, ładnie wygląda i kusi. Ale może przynieść więcej szkody, niż pożytku. Niewiarogodne, a jednak. Wiecie, co możecie przynieść do domu, nawet po kilkunastominutowej zabawie w wodzie? Nie wszyscy wiedzą. Bo, gdyby wiedzieli, zachowaliby choć odrobinę ostrożności, dla dobra swego i swojego dziecka. Dlaczego? Już wyjaśniam.

Ile razy, widziałeś jak w fontannie pluskają się dzieci? Pewnie setki. To normalny obrazek. Starsze radzą sobie same, natomiast młodsze są asekurowane przez rodziców. A co za tym idzie, rodzice również w te fontanny wchodzą. Dzieci i dorośli, biegają w najlepsze, oblewając się wodą, śmiejąc, chłodząc... Bez butów. Kto z Was, zastanawia się teraz, po grzyb komukolwiek buty podczas zabawy w fontannie? No, właśnie. Przeciw grzybom. To nie żarty. Nie trudno dorobić się grzybicy, korzystając z chwili ochłodzenia w miejskiej fontannie. To nie jest mój wymysł. To fakty, o których wielu nie ma zielonego pojęcia. 

Fontanny to siedlisko wszelkiego typu bakterii. Obieg wody, w takich miejscach, jest ZAMKNIĘTY. Woda nie jest filtrowana i oczyszczana. Bakterie, na mokrym podłożu, mnożą się w niewyobrażalnym tempie. Wystarczy, że na bosaka, wejdą trzy osoby z grzybicą, aby mnóstwo ludzi, przebywających w tym miejscu, zaobserwowało u siebie rozwój grzyba. A wystarczy trochę pomyśleć i założyć sobie i dziecku klapki. Inna sprawa, że nie mamy do końca pewności, kto z tej fontanny korzystał, kto się w niej mył. Zaobserwowałam kiedyś pewną sytuację, w której, na oko czterolatka, wołała do mamy, że chce siku a nie potrafiła samodzielnie wydostać się z fontanny. Reakcja mamy "sikaj do wody". 
Serio? - pomyślałam.

Jeśli, ktoś chce mi powiedzieć, że na basenie, też można grzybicę złapać i też dzieci się mogą zsikać do wody, to śpieszę wyjaśnić. Woda na basenach jest chlorowana i wymieniana wedle potrzeb. Jest stale badana, właśnie w obawie przed wszelkiego typu grzybami. Nie bez przyczyny, osoby korzystające z basenów, są zobowiązane do noszenia klapek. To nie tylko wymóg bezpieczeństwa, żeby się nie poślizgnąć na mokrych płytach i nie rozwalić głowy, ale przede wszytkom ochrona przed nieproszonymi gośćmi.

Fontanny, to fajny wynalazek, nie powiem, że nie. Ale korzystać z niego też trzeba umieć. Nie ma się żadnej pewności, kto się w nich kąpał przed nami, czy jakieś dziecko nie załatwiało tam swoich potrzeb fizjologicznych, czy jakiś pies nie zażywał w tym miejscu ochłodzenia (o zgrozo, może i bezpański). Dzieci biegają tam bez pamięci, bosymi stopami. Piją wodę, która wydobywa się z tych uroczych łuz (muszę rozwijać temat o zatrucia pokarmowe?). Wracają do domu i cierpią. 

Dlaczego sprawa dotyczy mnie pośrednio, skoro nie pozwalam dziecku kąpać się w fontannie? Dlatego, że obawiam się o jego zdrowie. Obawiam się tego, że moje dziecko może mieć kontakt z dzieckiem, które kąpało się w fontannie i zaraziło grzybicą. Grzybica jest bardzo wstydliwym problemem, o którym nikt nie chce mówić. Jeśli dziecko takową złapie, to rodzic milczy, licząc na to, że się uda wyleczyć, zanim ktokolwiek się dowie. Prawda jest jednak taka, że to dziecko może zarazić inne dziecko. Choćby przez dzielenie się zabawkami, wspólną zabawę, trzymanie za ręce. 

Nie chcę izolować swojego dziecka od rówieśników, w obawie, że się czymś zarazi. Chce mieć pewność, że dziecko, z którym się bawi, jest zdrowe. Rodzicu, jeśli Twoje dziecko dorobiło się grzybicy, powiedz o tym. Wiem, że wielu rodziców nie zrozumie i będzie się od Ciebie i Twojego dziecka trzymało z daleka, przez długie miesiące. Ale część zrozumie i będzie Ci wdzięczna.
Mówiąc o tym, że dziecko dorobiło się grzybicy podczas zabawy w fontannie, ostrzegasz innych rodziców. To naprawdę działa. 

Ten post powstał po przemyśleniach, związanych z rozmową ze znajomą, której dziecko zaraziło się grzybicą, podczas zabawy w miejskiej fontannie. 
Niech będzie on dla Was przestrogą. Zakładajcie dzieciom klapki, gdy chcecie aby się ochłodziły w fontannie. Pilnuje, żeby nie piły wody, która się tam znajduje. Jeśli nie musicie, nie pozwalajcie dzieciom na kąpiel w fontannie. Nie od dziś wiadomo, że lepiej zapobiegać niż leczyć. Wszystko jest niby oczywiste a jednak nie do końca, skoro takie sytuacje mają miejsce.

You Might Also Like

11 komentarze(y)

  1. My mieliśmy problem z mięczakami, którymi zaraził się Pierworodny podczas wizyt na basenie dla dzieci. Złapał to paskudztwo pomimo zachowania wszelkich starań higienicznych. My unikamy fontann. Wolimy bawić się na własnym podwórku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na swoim podwórku masz pewność co i jak. W fontannach nie. Baseny to trochę inna historia. Ale, jak widac po Waszym przykładzie, tam też można.

      Usuń
  2. Nie będę się powtarzać :) http://antyterrorystka.blogspot.com/2015/04/wodne-zabawy.html

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się z Tobą i podziwiam ludzi którzy pozwalają dzieciom bawić się w fontannach a nawet sami do tego zachęcają!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niewiedza czy naiwność? Trudno stwierdzić.

      Usuń
  4. We Włoszech nie ma tego problemu, bo jest zakaz kąpania się w fontannie i można za to nieźle beknąć. Kiedy byłam mała, pluskałam się w fontannie i muszę przyznać, że to bardzo fajne wspomnienie. Ale Gai bym nie pozwoliła :).

    OdpowiedzUsuń
  5. Dlatego ja Młodego nie wpuszczam. Sama, jako dziecko się nie kąpałam w fontannie. I moje dziecko też nie będzie. Choćby się wszyscy w głos śmiali.

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj tak ! Trzeba na to uważać, nie bez przyczyny nie pozwalamy Arkowi na zabawę w fontannach, chociaż bardzo chce.

    OdpowiedzUsuń
  7. Podczas urlopu na mazurach pozwoliliśmy Antkowi na zabawę w fontannie typu pryskające strumienie z płytek chodnikowych. Nawet przez myśl nie przeszło mi, żeby biegał bez butów. Zmoczył, trudno, szybko wyschły w ten upał.
    Natomiast fontannom starego typu mówię stanowczo nie!

    OdpowiedzUsuń
  8. Kurtyny mają to do siebie, że w większości woda jest chlorowana i nie ma gdzie ściekach. W typowych fontannach i fontannach połączonych z kurtynami jest znacznie gorzej. I na takie trzeba uważać. A najlepiej, trzymać się od tych atrakcji z daleka.

    OdpowiedzUsuń
  9. W Koszalinie są takie piękne fontanny... ile razy w upalny dzień koło nich przejeżdżaliśmy, to tyle razy było tam multum małych dzieci bez bucików w majteczkach ... sam widok sprawiał, że miałam ciarki na myśl, co może dolegać tym dzieciaczkom po tej "atrakcji".

    OdpowiedzUsuń