Idź na żywioł.

08:12:00


Nie zastanawiałaś się czasami, jak to by było, gdybyś zdecydowała się zrobić coś innego, niż zrobiłaś? Pewnie tak. A ile razy zrezygnowałaś z czegoś fajnego, kosztem tego mniej fajnego, bo tak wypada, bo tak będzie lepiej? Dla otoczenia, ale nie dla Ciebie. Może kiedyś, stojąc w sklepowej przymierzalni, chciałaś kupić tą zajebistą różową kieckę. Wyglądałaś w niej jak milion dolarów. Choć nie lubisz różu, nie masz w szafie nic różowego, a Twój facet na widok panny odzianej w różowe coś dostaje odruchów wymiotnych, to ta kiecka była wyjątkowa. Naprawdę Ci pasowała. W efekcie kupiłaś miętową. Co z tego, że nie było Twojego rozmiaru i musiałaś wziąć większą. Pal licho, zagrasz głupa i wmówisz wszystkim, że to taki rozmiar oversize. Tak się przecież teraz nosi. Nie ważne, że w tej różowej było Ci wyjątkowo do twarzy i nie wyglądałaś jak świnka pigi. Ona Tobie pasowała, jak mało komu. Ale wzięłaś miętową...

Pamiętasz może ten moment, gdy chciałaś wyjść wieczorem do kina z koleżanką, ale Twoje dziecko stwierdziło, że właśnie dzisiejszej nocy wyrżną mu się trójki? Jest marudne, ma gorączkę, cierpi. Na dokładkę, mąż wrócił z pracy styrany jak nigdy i pada na twarz. Rezygnujesz więc z wyjścia, dla dobra wszystkich, tylko nie Twojego. Tak przecież wolisz, a przynajmniej wydaje Ci się, że wolisz. A potem plujesz sobie w brodę i żałujesz, bo przecież mogło być tak przyjemnie. Wszystko przez to cholerne ząbkowanie. No, nie koniecznie.

Znów widzisz w sklepie te kosmiczne buty. Mówią do Ciebie "kup mnie", a Ty ignorujesz te wszystkie wołania duszy, bo są przecież tak pieruńsko drogie. Co z tego, że już trzykrotnie przecenione i Cię na nie stać, bez konieczności zaciskania pasa do końca miesiąca. Co z tego, że obiecałaś sobie, iż je kupisz gdy tylko przecenią? Nadal są za drogie. I ta torebka, której potrzebujesz do pracy. W sumie, ta którą nosisz już trzeci rok, nie jest taka zła. Trochę poocierana ale jeszcze kilka miesięcy pociągnie. 


A pamiętasz te wakacje pod namiotem, na które spakowałaś się w ciągu 15 minut? Taki super spontan, woda, plaża, gril...

Nie pamiętasz? No, w sumie, tak. Nie było takich wakacji przecież. To Ci się tylko śniło. Ze snu obudziło Cię, Twoje prywatne dziecko, bo się już wyspało. Ty jeszcze nie. Jeszcze byś sobie trochę pospała, po śniła.

A teraz pomyśl, co by było gdyby. W gdybaniu - my baby - jesteśmy mistrzami. Co, więc Ci szkodzi, trochę pogdybać? Więc pogdybaj. Usiądź i pomyśl. 5 minut Cię nie zbawi. 

Jak już pomyślisz i wymyślisz alternatywę "lepszości", to o tym zapomnij. Czasu nie cofniesz, życia nie zmienisz. Bieg zdarzeń zawsze będzie ten sam, choć być, nie wiem jak długo, myślała. Ale w tym schemacie jest metoda. O ile przeszłości nie zmienisz, o tyle masz całkowity wpływ na swoją przyszłość. Zacznij od dziś. Idź na żywioł!

Kup sobie tą zajebistą, różową sukienkę, w której wyglądałaś jak gwiazda Hollywoodu, te cholernie drogie buty, o których wciąż marzysz, tą torebkę, której potrzebujesz. Idź do kina, na kawę z koleżanką. Nie przejmuj się ząbkującym dzieckiem. Ono ma ojca, który świetnie sobie poradzi. Ty naprawdę jesteś tu niepotrzebna. A masz prawo do swoich przyjemności. 


Posłuchaj impulsu w swojej głowie i pobiegaj razem z dzieckiem po placu zabaw, pobrudź się w piasku, wykąp w fontannie, jeśli tylko masz na to ochotę (choć ja szczerze fontanny odradzam). Zapomnij na chwilę o tym, że jesteś matką. Zanim nią zostałaś, byłaś kobietą. Nadal nią jesteś. Nie strać tej części swojego życia. Zrób coś szalonego, niebywałego. Zrób coś dla siebie, nawet jeśli wiązałoby się to z kredytem, bo marzy Ci się mały butik z ręcznie robioną biżuterią. Jeśli wiesz, że sobie poradzisz, czemu nie? Zaryzykuj. Idź na żywioł. Jesteś tego warta.

You Might Also Like

14 komentarze(y)

  1. Oj, nie, to jednak nie jest tekst dla mnie, bo mnie do pójścia na żywioł i do kupowania butów nie trzeba zachęcać!;) Wręcz przeciwnie - ja potrzebuję jakiejś terapii, bo buty, ciuchy i sukienki już mi się w szafach nie mieszczą;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz. A ja jestem skąpa do bólu. Szkoda mi kasy na buty, których nie potrzebuję. Mam niezbędnik i wystarczy. A szkoda, bo czasami mam ochotę trochę poszaleć. Z tym, że wychodząc z dzieckiem do galerii, wracam obładowana jak święty Mikołaj, klockami lego i planszówkami...

      Usuń
  2. Mądre, nawet bardzo aczkolwiek nie wiem czy mogłabym się dobrze bawić na kwie/w kinie z koleżanką wiedząc, że moje dziecko cierpi.Oczywiście, że miałoby też ojca, ale wiadome-nikt nie zna się na dzieciach lepiej niż właśnie my kobiety.Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieci ząbkują do drugiego roku życia. Później przechodzą bunt dwulatka i inne cuda. Pierwsze wyjście dziesiątych urodzinach? Można i tak. Ale takie wypady są dobre dla higieny psychicznej. Każdy potrzebuje odpocząć.

      Usuń
  3. Czytam i tak myślę - ależ ja jestem egoistką ...
    ale może mi się odmieni jeszcze i zacznę się poświęcać bardziej ... nie żebym zaniedbywała syna, ale sobie też nie odmawiam przyjemności ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obyś się nie zmieniała. Łatwo wpaść w pułapkę, trudniej się z niej wydostać.

      Usuń
  4. Warto czasem zaszaleć, zrobić coś nietypowego, innego niż zwykle. Poczuć swoje ,,wewnętrzne dziecko" i pozwolić mu na chwile przejąc stery... ;-) Bardzo optymistyczny post, lubię takie. :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zrobić coś dla siebie- jedyne co ratuje człowieka przed tragedią zwaną- wariactwo. Bez tego się nie da- rzeczy szalone, lub mniej szalone ale ważne, że zrobione tylko dla siebie!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja wychodzę z założenia, że powinniśmy żałować tylko tego na co się nie zdecydowaliśmy :)
    Ale szczerze powiem, że nie pamiętam co ostatnio robiłam na spontana. Wszystkie moje wyjścia są zawsze zaplanowane i uzgodnione z całym sztabem ludzi. Ale póki co nie narzekam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja nie lubię gdybać, za to lubię marzyć (ktoś stwierdził, że w sumie to jedno, a to samo). Moje pragnienie szaleństwa jest ostatnio nieco ograniczone, choć wiem, że muszę to zmienić. Bo trafiłaś w sedno- matki to też kobiety, a często o tym zapominam :).

    OdpowiedzUsuń
  8. Kiedyś byłam bardziej zachowawcza i to będąc nastolatką! Obecnie spontaniczność powinnam nosić na drugie, mimo,że nie szastam pieniędzmi, duszą towarzystwa też nie jestem, a zdrowy rozsądek nigdy mnie nie opuszcza :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nawet nie wiesz jak się cieszę, że jestem w żywiole życia cały czas;)

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja staram się być spontaniczna nawet z dzieckiem :) Podróżujemy dalej od 3 tygodnia życia! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Kurczę, ja nie mam jeszcze dziecka a już gdzieś zagubiłam spontaniczność. Muszę to koniecznie zmienić i wrócić do mojego ulubionego "wsiadania do pociągu bylejakiego". Tak,zrobiłam to kiedyś naprawdę. Poszłam na peron, wsiadałam w pociąg (no dobra, kupowałam bilet!) i wylądowałam gdzieś nagle. Może znowu zrobię sobie taki wypad? :)

    OdpowiedzUsuń