Czterolatek w wózku - fanaberia i wyręczanie, czy konieczność?

09:30:00



Prawdopodobnie każdy z Was, choć raz widział starszaka w wózku. Spacer dnia codziennego. Matka pcha wózek, dziecko w nim siedzi. Młodsze dzieci nikogo nie dziwią, starsze - przeciwnie. Widok kilkulatka jadącego w wózku, dziwi wielu. Nie da się, nie zwrócić uwagi na taki "obrazek". Często pojawiają się również komentarze, że dziecko już dawno powinno biegać na własnych nogach, a nie być wyręczane przez rodzica. Pojawiają się również głosy, że dzieci wyręczane przez rodziców, dzieci którym się ustępuje, wyrastają na życiowe niedorajdy. Starszak w wózku to zło w czystej postaci. Głupota i niewiedza matki, która robi dziecku krzywdę nie pozwalając mu na samodzielne poruszanie się. Jednak, czy na pewno? Ilu z Was, kiedykolwiek zastanawiało się nad tym, dlaczego to dziecko jeszcze jeździ w wózku?

Pisząc post "Mój jest ten kawałek chodnika", wspomniałam o tym, że od czterech lat spaceruję z dzieckiem w wózku. Spodziewałam się, że w pewnym momencie znajdzie się ktoś, kto przedstawi swoje oburzenie wynikające z tego faktu. Nie szczególnie mnie to zdziwiło. Zdziwiła mnie forma oburzenia i zaszufladkowanie wszystkich starszych dzieci, jako te które są upośledzane prze głupotę własnych matek. Zgarnięcie wszystkich w jedną grupę, brak próby zrozumienia. Brak jakiejkolwiek próby wyobrażenia sobie, czy też przyjęcia teorii, dlaczego te dzieci w wózkach jeżdżą. Bo czterolatek w wózku to przesada. Takie dzieci powinny spacerować samodzielnie już od dawna. 

Pisząc blog, robię to całkowicie jawnie. Nie podpisuję się pseudonimem, a swoim nazwiskiem. Nie ukrywam, że mam dziecko ze złożoną wadą serca. Na blogu, znajduje się kilka tekstów na ten temat. W folderze "O Autorce" również znajduje się taka informacja. Mimo to, dostałam taki komentarz: 




Zdaję sobie sprawę z tego, że komentująca osoba nie wiedziała. Nie mam do niej o to pretensji. Nie podoba mi się jednak stereotyp, którym się kierowała, pisząc ten komentarz. Wielu bowiem uważa, że dziecko starsze niż trzylatek, w wózku nie powinno spacerować. I wielu nie zastanawia się nawet przez chwilę nad tym, dlaczego jednak to dziecko w tym wózku jeździ. Nawet inaczej, dlaczego nie chcecie się nad tym zastanowić, tylko z góry oceniacie rodzica?

Moje dziecko jest niepełnosprawne. Dla wielu, niepełnosprawność kojarzy się z człowiekiem na wózku inwalidzkim, z zespołem Downa, porażeniem mózgowym. Innymi słowy, z niepełnosprawnością, którą widać na pierwszy rzut oka. Takich ludzi się nie ocenia. Im wypada, mogą, nawet muszą korzystać ze specjalistycznych sprzętów. Moje dziecko korzysta z klasycznego dziecięcego wózka. Ma sprawne nogi, jest sprawny intelektualnie. Jego niepełnosprawności nie widać.

Potrafi samodzielnie poruszać się po placu zabaw, bawić z dziećmi, zjeżdżać na zjeżdżalni. Przejście kilkuset metrów nie stanowi dla niego problemu. Z tygodnia na tydzień zwiększa dystans. Jego motoryka staje się coraz lepsza. Jednak dłuższe dystanse stanowią mur nie do przeskoczenia. Jego rówieśnicy pokonują je bez problemu. On musi korzystać z wózka. Przy dłuższych dystansach i zwiększonym wysiłku, sinieje, łapie zadyszkę, ma duszności i problemy z utrzymaniem równowagi. Jest to o tyle niebezpieczne, że może doprowadzić do zatrzymania krążenia. Jego motoryka jest obecnie na poziomie 2,5 latka, ze względy na niewydolność krążenia, którą "nabył" dwa lata temu. Wtedy też, cofnął się motorycznie, do poziomu niemowlaka. 

Nie jeździ na rowerze, nie ma hulajnogi, rowerek biegowy widział u kolegi. Nie może grać w piłkę, biegać, wykonywać żadnych ćwiczeń bez zgody i kontroli lekarza, wspinać się po ściance wspinaczkowej i robić tryliarda innych rzeczy, które robią jego rówieśnicy. Jest wolniejszy, szybko się męczy. Ma ograniczenia, które w wielu czynnościach go wykluczają. 

Nadal upośledzam swoje dziecko? Mam taką fanaberię, żeby go ograniczać i robić z niego życiową ofiarę losu? Myślicie, że nie chciałabym, żeby mógł żyć i funkcjonować jak każde inne, zdrowe dziecko? A może chcecie się ze mną zamienić i sprawdzić jak to jest?
Nie widzicie tej niepełnosprawności. Oceniacie rodzica i dziecko przez pryzmat własnego "ja". Wielu z Was, przez myśl nawet nie przeszło, że wożenie kilkulatka w wózku może być czymś spowodowane. 

Zanim znowu ocenicie rodziców czy dziadków, którzy wożą w wózku kilkulatka, zastanówcie się nad tym czy nie mają ku temu powodów. Bo to, że dziecko potrafi chodzić i porusza się na placu zabaw, na własnych nogach, nie daje nikomu prawa do oceniania rodziców. Nie wiecie, czy to dziecko, własnie tego wózka, nie potrzebuje. Są niepełnosprawności, których nie widać.

You Might Also Like

43 komentarze(y)

  1. To są takie czasy, że człowiek musiałby mieć tabliczkę informacyjną na czole i plecach żeby ludzie się odczepili.
    Moja mama też się nasłuchała, że jestem leniwa i w dupach się nam poprzewracało jak spotykali nas na spacerach, a ja w wózku (miałam 6lat).
    Nikomu nie przyszło do głowy, że mj nie wolno było chodzić, bo przechodziłam właśnie chorobę perthesa i kość mogła w każdej chwili się ukruszyć od nacisku. I tak do dziś mam 2cm krótszą nogę przez tą chorobę, ale ludzie wiedzą lepiej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam sytuację z placu zabaw. Starsza pani była tam z wnukiem, ok. 3 lat. Ja ze swoim niespełna czterolatkiem. Gadka szmatka o niczym. Aż w końcu temat zszedł na wózek Młodego. Bo mój przyjechał w wózku a jej wnuk przyszedł na własnych nogach. Tłumaczyłam kobiecie co i jak ale nie rozumiała. Bo nie chciała zrozumieć. W końcu nie wytrzymałam i jej powiedziałam:
      "Zazdrości mi pani, bo ja swoje dziecko wkładam w wózek i jadę gdzie chcę. A pani musi swojego wnuka ciągnąć za rękę albo nieść na rękach i się z nim szarpać, w otoczce płaczu i histerii. On chce jedno, pani drugie."
      A ona mi na to:
      "No, tak. Co w tym jest. Musze się z nim szarpać. Rozumiem czemu korzysta pani z wózka"
      Cycki mi opadły po samą ziemię...

      Usuń
  2. Super! Ja zawsze po pierwszym szoku na widok 5 latka w wózku pomyśle ze może jest chory. Nigdy nie komentuje,bo już się nauczyłam że niektórych niepełnosprawności nie widać. Co innego gdy moja sąsiadka odbiera córkę(jest zdrowa wiem to na pewno) ze szkoły,mała siada dowózka i bierze do buzi smoczek,mała ma skończone 5 lat. Też niie komentuje ,bo to nie moja sprawa ale swoje pomyśle. Jak zapytałam dlaczego to usłyszałam że dziecko to lubi....cóż każdy wychowuje po swojemu :) Ja np. dziś się dowiedziałam od kilku mam że pielucha na noc do 6-7 roku życia to nic złego a nawet to całkiem normalne...i wyszło na to ze to ja jestem niedokształcona :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno, do 6 roku życia dzieci mogą korzystać w nocy z pampersa, bo nie zawsze są w stanie się obudzić na siku.
      Co do wożenia w wózku, wypowiedziałam się. Nie chce i się rozkminiać nad tymi ludźmi, którzy wyręczają dzieci.
      Ja, zwyczajnie nie mam ochoty słyszeć i widzieć ludzkich spojrzeń, pełnych oburzenia, bo wożę dziecko w wózku.
      Chce jedynie tego -----> "Nie oceniaj mnie. Nie znasz prawdy."

      Usuń
    2. Skąd takie informacje? Jeżeli dziecko jest zdrowe, to w wieku maksymalnie 3-4 lat nie powinno moczyć się już w nocy. Z reguły po drugich urodzinach dzieci zaczynają kontrolować potrzeby w ciągu dnia i krótko po tym także w nocy. Tylko że czasem trzeba w trybie "szokowym" im w tym pomóc - my naszą jak miała 2,5 roku położyliśmy spać bez pieluchy, obudziła się w mokrej pościeli tylko pierwszej nocy. Podkreślam - jeżeli dziecko jest zdrowe :))
      A co do wózka, to ja kiedyś pisałam o trzylatku w wózku. Nasza rok temu czasami jeszcze właśnie jeździła. Jest zdrową dziewczyną, ale mając te trzy lata nie była w stanie przejść po nóżkach 10-15km jakie bardzo często na wycieczkach pokonywaliśmy. Wózek ratował mężowe ramiona przed noszeniem. A że nasza trzylatka "wielkościowo" przypominała pięciolatkę, to ludzie często dziwnie się patrzyli

      Usuń
    3. Agnieszko, nie znalazłam tego artykułu, na ktorym opierałam swoje słowa ale ten jest o tym samym: http://dejzy.pl/czytelnia/poradniki/dzieci0006.html
      Zacytuję: "Większość dzieci po 3 roku życia nie ma problemów z powstrzymywaniem moczu podczas snu. Jednak jest pewna grupa maluchów, zdecydowanie więcej chłopców (80 %) niż dziewczynek, dla których nocne moczenie jest bardzo częstą dolegliwością. Trzeba również zaznaczyć, że sporadyczne moczenie prześcieradła do 6 roku życia jest sprawą naturalną i nie należy z tego powodu wszczynać alarmu."
      Pamiętajmy o tym, że każde dziecko jest indywidualną jednostka. Super, że Twoje dziecko tak szybko to załapało. Moje zaczęło korzystać z nocnika na miesiąc przed 3 urodzinami. Nadal śpi w pampersie. Moczenie nocne zdarza się maksymalnie 2 razy w tygodniu. Albo się budzi na siku, albo robi dopiero rano. Ale jednak pieluchy potrzebuje. A, zapewniam, z jego nerkami wszystko ok. Inna sprawa, że bierze dużo leków moczopędnych, przez co musi też dużo pić, żeby się nie odwodnić. Tak, w nocy też pije.
      Każde dziecko ma swój rytm. Dziewczynki szybciej zaczynają korzystać z nocnika, niż chłopcy. Między innymi dlatego, że mają inną anatomię i inaczej panują nad "potrzebą".

      Usuń
  3. Zacznijmy od tego, że sedno całej sprawy (abstrahując niemal od całego tego postu i przypadku) umieściłaś w tym zdaniu: Ty nie jesteś anonimowa, niczego nie ukrywasz, a ten komentarz nie na miejscu, zamieścił "odważny" inaczej czyli anonim. Pisałam nie tak dawno właśnie o tym, że my blogerzy nie piszemy anonimowo, nierzadko pokazujemy nasze twarze, a wylewanie na nas anonimowych wiader pomyj to żenująca dziecinada odgrywana przez frustratów. Nieważne.
    Ja często używam wózka w dalsze trasy bo mam córkę leniuszka (jest zdrowa, silna), tak wyszło, ale w porównaniu do wszystkich znanych mi jej rówieśników jest o niebo samodzielniejsza, mega bystra, a co z tego że jest leniuszkiem? No jest, tak jak ja byłam w jej wieku, a wyrosła ze mnie mega ogarnięta osoba, a te wszystkie moje skaczące po trzepakach kumpele zostały niedorajdami na garnuszku rodziców. Mam zacząć teraz wymyślać reguły, że osoby żywotne za młodu osiadają na laurach później? Co to za prawdy i reguły ludzie wymyślają, których nijak nie można potwierdzić w rzeczywistości?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam nic przeciwko anonimowym komentarzom. Jeśli ktoś tak woli, ok. Nie moja sprawa. Przyjmuję je, odpowiadam. Ale nie czuję się w żaden sposób zobligowana do tego, żeby w każdym poście, w którym piszę o swoim dziecku i jego "odchyleniach od normy", zaznaczać, że jest to dziecko chore. Jeśli ktoś przychodzi po raz pierwszy na mój blog to powinien zachować swego rodzaju widełki i napisać komentarz w taki sposób, żeby zrozumieć. Inna sprawa, że owa osoba pewnie nie przeczytała odpowiedzi, bo po co.
      To jest własnie kierowanie się stereotypem sprzed wielu lat. Tak było i już. I wszyscy wiedzą lepiej ode mnie.
      Niestety, jestem tym typem matki, która pozwala dziecku na więcej, a nawet zachęca do samodzielnych wędrówek, wchodzenia po schodach. Nie biegam, nie chucham, nie wyręczam. Nie przemawia do mnie stwierdzenie "bo on nie powinien wchodzić po schodach". Serio? Za 10 lat też będę go wnosić na drugie piętro, bo nie powinien Lepiej nie będzie. A to, co sobie sam wykształci, właśnie takimi codziennymi czynnościami,to jego sukces. Nie zmuszam go do wchodzenia na 2 piętro, ale na pierwsze wchodzi bez większego problemu. i z czasem będzie lepiej.
      Odbiegłam od tematu, sorki ;)

      Usuń
  4. Ja też nieraz się nasłuchałam,będąc tu czy tam z niepełnosprawnym mężem.Ot np.czekamy na windę w szpitalu: "Tacy młodzi i po schodach się nie chce wejść".och,chciałoby się bardzo tylko co poradzić,jak mięśnie nie takie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektórzy powinni mieć limity na słowa. Albo zamontowany system elektrowstrząsów, gdy powiedzą coś w nieodpowiedniej sytuacji. Może nauczyliby się myśleć, zanim coś powiedzą.

      Usuń
  5. Dziękuję za ten tekst. Czasami szybciej oceniamy niż myślimy. Więcej empatii przyda się każdemu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu nawet nie o empatie chodzi, a o szeroko pojęte myślenie. Niektórym ludziom nie chce się myśleć inaczej niż tak, jak ich nauczono.

      Usuń
  6. Ja już dawno nauczyłam się nie dawać łatek ludziom, bo niejednokrotnie nie wiadomo co może danej osobie być. To się tyczy dziecka np 4letniego w wózku, młodej osoby siedzącej w tramwaju czy po prostu osoby, która idzie na przeciwko mnie. Dwa razy byłam w ciąży zagrożonej, jeździłam komunikacją miejską i bardzo często nikt mi nie ustępował miejsca, a zdarzyło się, że z bólu musiałam kucnąć i wtedy też nikt nie zareagował. Albo panuje znieczulica albo zbytnie osądzactwo.
    Ciekawa jestem gdybyś umieściła tabliczkę na wózku: 'Zanim osądzisz, zapytaj' to czy ktoś by się odważył z Tobą porozmawiać. Jest to też pionierstwo i szerzenie informacji na ten temat w społeczeństwie. Praca u podstaw ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś zaczepiła mnie na ulicy pewna kobieta. Zanim zadała pytanie, trzykrotnie przeprosiła. Spytała, czy Młody ma wadę serca, bo widzi, że jest siny. Trafiła idealnie. Nie zdziwiło jej to, że jeździ w wózku. Była niezwykle wyrozumiała i przyjemnie mi się z nią rozumiało. Ale to pewnie dlatego, że sama była mamą dziecka z wadą serca i doskonale wiedziała z czym się to wiąże. A Franek, którego zobaczyła na ulicy w wózku, sprawił, że wróciły do niej wspomnienia.
      Jeśli ktoś sam przez coś nie przejdzie, nie zrozumie, nie będzie chciał pomyśleć dalej niż do tego momentu, który ukazywał mu do tej pory świat. Tak bardzo się ograniczamy w szerszym myśleniu a tak łatwo oceniamy.

      Usuń
  7. Pomijam chorobę ale jeśli chodzi o zdrowe dzieci to wydaje mi się, że jeśli rodzicowi i dziecku jest wygodnie to reszcie nic do tego. W nosidłach i chustach nosi się też dzieciaki kilkuletnie i temu się nikt nie dziwi, dlaczego więc demonizować wózek?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym się zdziwiła widząc kilkulatka w chuście. Może dlatego, że chusta nie jest w moim mieście na porządku dziennym i raczej nie spotykam codziennie mam z dziećmi w nosidłach czy chustach. Ale zdziwienie to jedno a ocenianie to całkowicie inna sprawa.

      Usuń
  8. Moje dziecię jeździ w wózku w dalsze trasy- ze względu na problemy ze stopami i kolanami ma zalecenie od ortopedy żeby nie nadwyrężać nóg długimi spacerami. Kiedyś ktoś się mnie spytał czy jej się nie chce chodzić. Odpowiedziałam, że mi tak wygodniej i temat zakonczył się szybciej niż zaczął :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przytyki ludzi trzeba mieć w głębokiej duuu...szy. Ale trzeba starać się poszerzać ludzkie horyzonty. Mi też czasami już się odechciewa po raz 27 danego dnia, tłumaczyć 27 osobie, że jest chory. Po 20 tłumaczeniach - wymiękam.

      Usuń
  9. Bo ludzie zawsze lepiej wiedzą... Kiedy Gaja miała półtora roku nie umiała jeszcze chodzić, więc gdy gdzieś szłam, nosiłam ją na rękach. Reakcje ludzi też nie były zbyt tolerancyjne: "taka duża dziewczynka już powinna chodzić sama, nie można jej ograniczać". Problem w tym, że jest różnica w tym, co powinna, a w tym, co zablokowało w dużym stopniu jej rozwój. Nie miałam siły każdemu z osobna tłumaczyć, że dziecko przeszło dysplazję stawu biodrowego i musi minąć trochę czasu, nim dojdzie do siebie, a co za tym idzie, nauczy się chodzić. Noszenie jej na rękach to nie była fanaberia, tylko koneczność. Także, dobrze Cię rozumiem. Jeśli wozisz dziecko w wózku, to musi być tego jakiś powód. To chyba łatwo pojąć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla wielu ludzi, łatwo to pojąć. Ale, jeśli ktoś nigdy nie spotkała się z sytuacją wymagającą "ułatwiania" życia dziecku lub nie odczuł jej na własnej skórze, z góry zakłada, że się z dziecka robi sierotę. Z ludźmi nie wygram. Ale jeśli ten tekst, choć kilka osób zmusi do analizy, zastanowienia, myślenia, szerszego spojrzenia na świat, to wiem, że warto.

      Usuń
  10. Mój zupełnie zdrowy 4,5 latek często jeździ w wózku, bo ma młodszą siostrę i jak tylko wózek jest wolny, to on do niego wskakuje. Nie widzę w tym nic niestosownego, choć często słyszę jakieś komentarze ze strony obcych ludzi.
    Zresztą moja mama zawsze uważała, że nogi się ma tylko jedne i muszą starczyć na całe życie. Woziła w wózku wybierając się gdzieś dalej do czasu aż wózek się rozleciał. Miałam już ponad 3 lata jak mój wózek stracił kółko i musiałam wszędzie chodzić, co przeżyłam tak bardzo, że pamiętam to wydarzenie do dziś ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy młodszym rodzeństwie pojawia się zazdrość. Bo oni mogą jeździć w wózku a ja nie. I dlaczego nie, przecież też chcę. Ale fakt, ludzie nie powinni się w to zagłębiać. Kilka minut w wózku, choćby dla frajdy, krzywdy dziecku nie zrobi.

      Usuń
  11. Ludzie przyczepią się do wszystkiego... Ja swego czasu spotkałam się z pytaniami (albo zarzutami) dlaczego dziecka w ogóle w wózku nie wożę. Także i tak źle, i tak niedobrze.
    A nie woziłam dlatego, że jakoś nam wózek więcej kłopotów przysparzał na naszym terenie, niż korzyści.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludzie - istoty ziemskie, które uwielbiają popadać ze skrajności w skrajność ;)

      Usuń
  12. Widziałam kiedyś (na oko) pięciolatka w wózku z butelką, na pierwszy rzut oka wyglądał na zdrowego, ale szybko zaczęłam się zastanawiać, czy nie jest przypadkiem chory. Choć zdarzają się również sytuacje, w którym rodzicom jest po prostu wygodniej wozić dziecko w wózku, bo szybciej, bo łatwiej, bo nie trzeba się szarpać. My wózek pożegnaliśmy rok temu, na chwilę przed trzecimi urodzinami, ale jakiś czas temu teściowa zapytała córkę, kiedy wychodziliśmy na spacer, czy nie wolałaby jechać w wózku, bo ma przecież małe nóżki... Ręce mi opadły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najgorsze co może być: przypominanie dziecku o czymś, co już dawno pożegnało. Takie, troche bezmyślne zachowanie. Obstawiam, że teściowa chciała dobrze a narobiła zamieszania.

      Usuń
  13. Mój syn ma co prawda 3 lata ale wożę go jeszcze w wózku. Zawsze myślałam: Boże co za matki taśtają takie wielkie dziecioki na kołach. Teraz zmieniłam zdanie. Mam daleko na pocztę czy do banku i mój syn w jedną stronę pójdzie ale powrót mam gwarantowany na rękach gdy nie zabiorę wózka. Staram się by jak najwięcej chodził sam ale gdy wybieramy się na zdecydowanie dłuższe wyjścia niż zwykle biorę taradaję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każde dziecko ma swoje ograniczenia dotyczące długości trasy, do przejścia. i tego się nie przeskoczy. Można zwiększać dystans z czasem i poprawiać kondycję. Ale dziecko w momencie nauki chodzenia, nie nabywa umiejętności pokonania 3 kilometrów za jednym zamachem.
      Ale ludzie patrząc z boku, nie pomyślą, że wózka dziecko może potrzebować z jakichś problemów zdrowotnych, albo dlatego, że jest na dłuższym spacerze.

      Usuń
  14. To Twoje dziecko - masz prawo o nim decydować. Ty a nie sąsiadka, czy znajoma z internetu
    www.puffa.pl

    OdpowiedzUsuń
  15. Moi synowie mają 4 lata. Nasz niedzielny spacer to tak około 1 godzinki i dystans 5km. Wiem, że dadzą radę więcej. Z wózka trzeba było szybko zrezygnować, bo wózki bliźniacze to ani lekkie, ani wygodne. Są zdrowi. Mają chodzić, a nie jeździć - od początku tak ustaliliśmy, a oni zostali nauczeni bezpieczeństwa przy poruszaniu się na drodze. Przyznaję, trochę mnie starsze dzieciaki w wózkach wkurzają i często patrzę na nie z politowaniem - zwłaszcza gdy wiem, że są zdrowe i na placu zabaw biegają z moimi chłopakami. Ale znam też dzieciaki, które na pierwszy rzut oka nie wyglądają na chore. Na pierwszy rzut oka...
    Pisząc bloga nauczyłem się jednego - nie oceniać. Mogę najwyżej napisać, co ja bym zrobił i dlaczego. Oceniając mógłbym się pomylić i skrzywdzić, a tego bym nie chciał. Może więc warto mniej oceniać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jako blogerzy, osoby piszące, staramy się przekazywać swój światopogląd. A nóż, ktoś z tego skorzysta.
      Jako blogerka, matka, człowiek - słuchając czytając takie komentarze, czuje się zmuszona do ustosunkowania się z zarzutami. I liczę na to, że choć garstka ludzi zacznie myśleć inaczej, poszerzy horyzonty.

      Usuń
  16. Szczerze ... zawsze myślałam, nie moje dziecko nie mój problem ... I tego się trzymam ... mam zdrowe dzieci, które o zgrozo, nie noszą czterech warstw ubrania jak jest mniej niż 20 stopni... I też sobie czasem muszę posłuchać. .. a prawda jest taka, że to moje, że to twoje dziecko, póki nie dzieje mu się krzywda to wara od wychowania i zachowań. Jest takie powiedzenie jak sobie pościelesz tak się wypisz. .. ty będziesz mieć zdrowsze dziecko, każdy robi wedle siebie i swoich potrzeb i póki nie wymaga, żeby kto inny ponosił tego konsekwencje to niech sobie robi jak chce. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  17. Niektórzy jednak nie potrafią wziąć pod uwagę tego, ze 4 letnie dziecko nie jest w stanie przejść tyle co dorosły człowiek. Przykład: idziemy z dzieckiem na zakupy, galeria handlowa, targ, supermarket itp. powiedzcie mi, który 4 latek da radę bez problemu chodzić kilka godzin?? My czasami mamy dość po dwóch godzinach a co dopiero takie małe dziecko. Ja nie mam nic przeciwko 4 latkom w wózku.Tym bardziej, ze wiem sama po sobie, że tak było by mi wygodniej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To też prawda. Ludzie nie biorą pod uwagę tego, że to dziecko będzie miało znacznie dłuższy spacer i w konsekwencji skończy na matczynych rękach. A nam się to odbije w postaci bólu kręgosłupa.

      Usuń
  18. Ludzie nie zdają sobie sprawy, że taki mały człowiek z wadą serca nie da rady pokonać sprawnie pewnej trasy. Nikt o tym nie mówi to skąd mogą wiedzieć...najgorsze w tym wszystkim są spojrzenia w Twoim kierunku, wymierzane jako do złej matki :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obstawiam, że komentujący nie wiedział.
      Ale tu nie chodzi tylko o wiedzę ale i o myślenie. Czasami lepiej się chwile zastanowić, wziąć pod uwagę inne opcje, niż lenistwo. Niechęć do myślenia to też lenistwo - intelektualne.

      Usuń
  19. dokładnie tak

    OdpowiedzUsuń
  20. Moja koleżanka wozi swojego sześciolatka w wózku. Nie jest niepełnosprawny, sam daje sobie świetnie radę. Ale ma małą siostrzyczkę, która bez wózka ani rusz. I jak dziewczyna chce zakupy raz dwa obskoczyć, to jej wygodniej dzieciaki do wózka wsadzić, niż pchać jedno i pilnować drugiego, które albo pędzi jak szalone, albo się ociąga gdzieś z tyłu.
    Rodzic wie najlepiej, co jest dla jego dziecka dobre. A to, że inni mają inne zadanie... Dobrze by było, gdyby potrafili zachować je dla siebie ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Oceniać nie można, ale ciekawość jest tutaj chyba normalna. Ja bym się zaciekawiła, i może spytała nawet, dlaczego duży chłopiec jeździ w wózku. Bez stereotypów, bez oceniania, chciałabym się dowiedzieć.. Życzę Ci maksymalnie takich jak moje pytań i "komentarzy" na ulicy. Domyślam się, że to dla Ciebie irytujące..

    OdpowiedzUsuń
  22. Ciekawość tak. Nigdy nie odmówiłam odwiedzi na pytanie "dlaczego?".

    OdpowiedzUsuń