Nauczyłam się czarować...

08:01:00


Nie ważne ile się ma lat, nie ważne na jakim etapie życia się jest, zawsze zdarzy się coś, o czym nawet nie śniło się filozofom i tej typowej blondynce z dennych dowcipów. Czasem, wychodzi ze mnie skrywana natura owej blondynki, która wszystkie rozumy straciła w niewyjaśnionych okolicznościach i duma nad tym jak poprawić jakość swojego prywatnego świata. Problem polega na tym, że im dłużej duma, tym gorsze przynosi to efekty. Jednak w tym przypadku było inaczej. Nauczyłam się bowiem czarować. Odkryłam magię, którą większość nazywa "Ameryką", która absolutnie, nijak się ma do kontynentu odkrytego przez Kolumba. 


Dawno, dawno temu, jak to w życiu matki polki "nic nierobiącej" bywa, siedziała sobie Ruda blondynka na kanapie i kminiła namiętnie, cosz tu wymyślić, żeby się tak mocno nie denerwować. Nerwy były spowodowane, jak to najczęściej bywa, rzeczami przyziemnymi, typowo martwymi, na które wpływ ma się niewielki. W tym konkretnym przypadku łączem internetowym, które w żaden sposób nie chciało współpracować i nadal nie współpracuje. A każda próba zerknięcia w głębiny internetów, czy chociażby sprawdzenie co tam nowego słychać u wielkiego brata Fejsika, kończyły się niemałą irytacją i wybuchem gniewu, skierowanym w stronę urządzenia elektronicznego, potocznie zwanego telefonem. Los chciał, że telefon przeżył i nie został posiany w odmęty wysypiska śmieci elektronicznych. 


Tak więc, siedzi sobie to rude-blond i kmini. Rozkminy, niczym rozmowy w toku. Modem gdzieś amba wcięła i za chiny znaleźć go nie można. Wi fi jako takiego nie ma, więc co tu więcej mówić. Bazą jedyną zostaje pakiet internetowy w telefonie. I ten by Rudej w zupełności wystarczył, gdyby nie to, że tnie się niemiłosiernie, stron nie ładuje, łączy się z internetem jak chce. Generalnie, żyje własnym życiem i nie chce w żaden sposób ułatwić życia Rudej. Ruda więc się zaparła i stwierdziła, że choćby nie wiem co, znajdzie sposób idealny na te niedogodności. Więc wieczoru pewnego, a raczej nocy, siedzi na kanapie i duma. Wtem, przez przypadek ogromny, wpada jej do głowy pewien pomysł. Postanawia trochę po czarować. I się zaczyna zabawa...

Ruda włącza zakurzonego kompa, który od dni czterech leży nieużywany w kąciku i postanawia szukać sposobu na reanimowanie internetu jakiegokolwiek. Gdzieś tam kiedyś, dawno temu, czytała u kogoś, nie wiadomo kogo, że  ktoś ten sobie podłączył telefon do komputera i miał internet na bazie tego z pakietu telefonicznego. Ruda mało obeznana w temacie technologii, z góry zakłada niepowodzenie i stwierdza, że nic z tego nie wyjdzie, ale spróbować nie zaszkodzi. I tu wychodzi najbardziej mroczna, blond natura Rudej. Podłącza bowiem kabel USB do telefonu i do kompa, i czeka na cud wszelaki, który nie następuje, gdyż telefon Rudej nie ma odpowiedniej konfiguracji czy czegoś tam i danych nie przekazuje przez kabel. Ruda odłącza go wiec i kmini dalej, licząc, że internet pojawi się znikąd. Nie pojawia się, oczywiście...

Ale przecież jakoś te dane sobie u kogoś tam hulały, więc musi być jakaś droga. Ruda myśli więc dalej. W końcu, łapie za telefon i wchodzi w magiczny folder "ustawienia", z którego nigdy nie korzysta w obawie, że coś poprzestawia i zepsuje na amen. Tym razem postanawia jednak zaryzykować. Dla dobra swojego spokoju, sumienia i potrzeby bycia w jakimkolwiek kontakcie ze światem. Tam też znajduje magiczny schowek z napisem "udostępnianie internetu" i w tym momencie zaczyna się dziać coś niesamowitego. W powietrzu unosi się magia w kolorze połyskującej rudości. A blond wszechobecny do tej pory, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki znika na momencik. 

Udostępnianie bowiem, to też wybitna sztuka, której Ruda jeszcze nie pojęła. Ale ryzyko się podobno opłaca, więc pal licho, trzeba zaryzykować. Ruda bierze więc wszystkie znaczki, hasła oraz napisy drobnym druczkiem, na logikę i powoli wprowadza wszytko w łącze wi fi. I tutaj zaczyna działać magia niesamowita, gdyż internet hula jak szalony. A Ruda, z wrażenia spadła ze stołka, na którym akurat siedziała. Oczy Rudej świecą się jak szalone. Gdyby nie to, że twarda z niej babka, pewnie wyłaby ze szczęścia niczym wilk zawodzący do księżyca. 

I tak oto, tym sposobem, machając rudą czupryną (vel różdżką) przed ekranem komputera i telefonu, Ruda wyczarowała sobie internet. Dla wielu może wydawać się to dziwne, bo przecież takie rzeczy to normalna sprawa i każdy wie jak się z tego korzysta. Jednak dla Rudej to coś zupełnie innego, wyjątkowego. Bo ona sam ma takie zdolności psucia wszystkiego, że koń by się uśmiał patrząc z boku. Ruda więc potrafi czarować. Czasami jednak musi się nad zaklęciami dłużej zastanowić. 

P.S. Ruda do tej pory nie wie jak to jest, że korzystając z internetu za pośrednictwem telefonu, często wyrzuca ją ze stron albo wcale z nimi nie łączy. Natomiast podczas udostępniania danych z telefonu na komputer, wszystko pięknie działa i nic się nie zacina nawet. Ale nie martwcie się, Ruda już miesza specjalne mikstury i macha rudawą różdżką, więc tajemnicę, prędzej czy później, rozwiąże. 


[edit] Okazało się dnia następnego, że wi fi jednak jest. Trzeba było tylko hasło wpisać. Rudej jednak bliżej do blondu

You Might Also Like

13 komentarze(y)

  1. Odpowiedzi
    1. Już tak nie przesadzaj z tymi brawami ;)

      Usuń
  2. Ruda-blond to fajny okaz:)
    A mnie coraz większą ochotę na ten rudy robisz, tylko nie wiem, jak Ojciec na Szczycie to zniesie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przefarbuj się i udawaj, że jemu się tylko wydaje. Mój nawet nie zauważył, że jajko znikło ;)

      Usuń
  3. Jestem z Ciebie taka dumna moja Ruda Blondi ^^ Mi tak Gajowy wyczarował działający TV, bo się okazało, ze płacą za jakąś nieużywaną netię, w której pakiecie jest właśnie TV. Dziecko zadowolone, bo Pingwiny z Madagaskaru może oglądać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak się chce to się nieźle czaruje.
      Sama jestem z siebie dumna jak talala ;)

      Usuń
  4. Umarłam ze śmiechu. Jeszcze mnie brzuch boli. Ale baby tak mają, że sobie utrudniają życie, zamiast szukać prostych rozwiązań.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ja szukałam prostego rozwiązania. Tylko wyszło trochę na odwrót. Mam takich historii więcej.

      Usuń
  5. Rozbawiłam się. : ) Poproszę jeszcze o wpis na temat: "cosz tu wymyślić, żeby się tak mocno nie denerwować", jeśli rzecz jasna znasz jakiś czar. Cierpliwości mi brak, na mąkę rozsypaną na podłodze, na alarm, który się włącza bo obiad nie taki, na poplamione porzeczkami spodenki pierwsze, drugie i trzecie, na zalaną podłogę w łazience (bo fajnie jest używać słuchawki od prysznica) itp. Jeśli znasz czar, na spokój święty matki polki co "nic całymi dniami nie robi". Podziel się proszę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha... Pomyślę. Może sobie przypomnę jakaś ciekawą sytuację ze swojego macierzyństwa i ubiorę ją w rudy humor ;)

      Usuń