Skrywane emocje

07:54:00


Siedzi spokojnie. Jak każdy. Nie jest zamyślony, tępo wpatrzony w ścianę. Nie płacze, nie wylewa swoich emocji na wierzch. Nie widzisz tego. Jest obok, obecny. Wciąż ten sam. Masz wrażenie, że nic go nie zmieniło, że nie ma na świecie takich rzeczy, które mogłyby sprawić, że się załamie. Masz o to do niego żal. Bo ty przeżywasz własny koszmar, w którym powinniście być wspólnie. Wydaje ci się, że powinien płakać, powinien o tym mówić, zwierzyć się ze swoich rozterek. Byłoby mu wtedy łatwiej. Tobie też. Ale on nie potrafi, nie chce. Pewnie nic go nie rusza. Tak myślisz. Tak ci się wydaje. Wydaje...


Kiedy rodzi się dziecko, dla każdego jest to wyjątkowa sytuacja. Mnóstwo emocji, radości, odkrywanie nowych rzeczy, uczenie się siebie codziennie od nowa. Kiedy rodzi się mały człowiek, który od pierwszego oddechu jest skazany na walkę o życie, nic nie jest już takie samo. Jesteś matką, przeżywasz każdą chwilę, każdy moment. Być może jesteś niezwykle silna, potrafisz znieść wszystko. On jest obok. Ojciec twojego dziecka. Czekasz aż zacznie płakać razem z tobą, przytuli i pokaże jak jest mu ciężko, ale te chwile nie następują. Nie wiesz, co się tak naprawdę dzieje w jego głowie. Ty, zwyczajnie jesteś przerażona tym, co się wydarzyło. On jest jakby nieobecny. Wszystko toczy się tak, jakby nic się nie wydarzyło. I masz to nieodparte wrażenie, że on nie rozumie, nie przyswaja, nie chce pojąć, że możecie stracić kogoś, kogo tak bardzo kochacie. A on przeżywa swoją prywatną walkę. Robi to tak, żeby dać ci wsparcie. Nie pokazuje po sobie tego, co siedzi w jego głowie...

Ostoja spokoju
Nie ujawnia żadnych uczuć. Wszystko siedzi w jego głowie. Jest podporą i wsparciem. Pomoże, przytuli, porozmawia z lekarzem gdy tobie brakuje sił. Zrobi to ze stoickim pokojem, którego tobie brakuje. Nawet nie zapłacze. Myślisz sobie, że jest niewyobrażalnie silny. Podziwiasz go za to. Nie wyobrażasz sobie, że miałby płakać tak jak ty. Przecież ktoś musi ci pomóc, wesprzeć, dać siłę. Jest on. Daje ci ją codziennie. 
Za zamkniętymi drzwiami, siada na kanapie, wkłada głowę w ręce i płacze. Najmocniej i najgłośniej jak potrafi. Tylko w ten sposób potrafi sobie pomóc, poradzić z emocjami, które gromadziły się w nim przez cały dzień. Wie, że musi być siły, że musi cię wspierać. Nie może płakać przy tobie, przy ludziach. Ale, przecież czuje to samo co ty. Przeżywa to tak samo jak ty. Tylko ze swoimi emocjami musi się chować, żebyś i ty mogła być silna.

Syndrom wyparcia
Jest świadomy, a jednak nie bardzo. Codziennie wałkujesz mu temat, a on i tak mówi swoje. Nie przyjmuje do wiadomości, że wasze dziecko jest chore. Nie chce tego zaakceptować. Dla niego, jest to jedynie pomyłka lekarzy. Przecież nie może tak być. Wszystko się jakoś ułoży. Będzie dobrze. Wmawia sobie wszystko, co dobre, próbując w ten sposób sprostać codzienności. Masz mu to za złe. Chcesz, żeby zrozumiał, dał ci wsparcie, pomógł. Wiesz, że razem możecie więcej. Ale on uparcie ostaje przy swoim. Nie dopuszcza do siebie myśli, że waszego dziecka mogłoby zabraknąć. 
Do momentu, gdy na własne oczy zobaczy, jak ten mały człowiek, ostatkiem sił walczy o oddech i bicie serca. Wtedy już wie, że niepotrzebnie sobie wmawiał własne teorie. Wie, że miałaś rację. Rozumie jak daleko był od ciebie i tego, co przeżywałaś. Do tego momentu, nie chciał pojąć choroby waszego dziecka. Nie potrafił tego zaakceptować. Chciał, żeby było inaczej. A tak, jak sobie sam wytłumaczył, było najlepiej. Jednak każdego dnia zastanawiał się nad losem tej małej istoty. Wiedział o jego chorobie, bolało go to tak samo jak ciebie. Jednakże nie dopuszczał do siebie żadnej złej nowiny.

Ucieczka do życia
Tak, jakby się nic nie wydarzyło, żyje dalej. W normalnym świecie. Wychodzi ze znajomymi, spotyka się z kumplami, uprawia swoje pasje. Trochę, niczym syndrom wyparcia a jednak nie do końca. Ucieka w pracę, hobby, znajomych, byle tylko nie myśleć o tym, ze w domu czeka na niego chore dziecko. Żyje tak, jakby to dziecko było zdrowe, jakby nic mu nie dolegało. Akceptuje rzeczywistość taką, jaką ona jest. Mimo to, nie potrafi zaakceptować nowej roli, taką jaka została mu narzucona przez los. 
W duchu cierpi, za każdym razem, gdy pomyśli o swoim dziecku. Jest obok ciebie ale jakby go nie było. "Ignorant" - myślisz. A on, tak naprawdę, po cichu próbuje zapomnieć choć na chwilę, uciec, poczuć się inaczej. W jego głowie, zawsze będzie ta myśl, że nie wszytko potoczyło się tak, jak powinno.

Na co dzień, chwalebnie wypowiadamy się o matkach, które przyjmują na swoje plecy wiadomość o chorobie dziecka. To one są bohaterkami, twardzielkami. Niezależnie od tego, czy płaczą czy twardo i ze stoickim spokojem znoszą koleje losu. Są silne, bo muszą. Pomija się ojców. Dlaczego? Przecież oni także przeżywają chorobę swojego dziecka.

Nie jest ważne jak reagują. Nie ważne czy są spokojni i opanowani, czy próbują na siłę odpędzić od siebie złe wiadomości, czy starają się zapomnieć, uciekając do świata poza domem i dzieckiem. Nie ważne jak reagują. Jeśli są i chcą być ojcami, przeżywają każdy moment równie mocno jak matki. Nie widać ich łez, bólu, smutku. Nie widać emocji, które nimi rządzą. Ale one są. Oni przeżywają każdą chwilę. Gdy nie patrzysz, z ich oczu płyną łzy. 
Czasami, ktoś musi być silniejszy. Nie zawsze ty, nie zawsze on.




Ten artykuł został wyróżniony, w rankingu najlepszych tekstów rodzicielskich, przez portal Mądrzy Rodzice (2 miejsce)




You Might Also Like

13 komentarze(y)

  1. Amen - my również przeżyliśmy cięzki czas gdy syn przedwcześnie przyszedł na świat. Ja przerażona, mąż podchodził to wszystkiego ze stoickim spokojem (nie robił sobie jednak w głowie ''filmów''). Rozmowy z nim pokazywały jednak, iż On również się boi o naszą pociechę, ale ten strach dusi w sobie by być dla mnie podporą.

    Niestety poznałam rónież mała dziewczynkę z mamą, którą porzucił ojciec gdy dziecko musiało być operowane i zapadło w śpiączkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi dane było poznać matkę, która odeszła, bo "nie dała rady". Nie oceniam, ale też nie do końca rozumiem. Został tata, który sam wychowuje syna. Cudownego chłopca :)

      Usuń
  2. Nie pierwszy raz poruszyłaś ważny temat...bardzo mądry tekst

    OdpowiedzUsuń
  3. Oby więcej takich mądrych tekstów, ukazujących różne emocje i perspektywy...

    OdpowiedzUsuń
  4. Szkoda, że wielu ojców wymięka i zostawia rodziny...bo co biedaczek nie radzi sobie z chorobą dziecka?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poznałam również matki, które tak robią. I co? Jakie jest dla nich usprawiedliwienie?

      Usuń
  5. Dokładnie tak każda osoba inaczej inaczej przeżywa ale dopóki jest przy naszym boku to znaczy ze mu/jej zależy. Moja ginekolog opowiadała mi o niestety odwrotnych przypadkach w usg wyszło że dziecko urodzi się z zespołem downa ,ojciec powiedział do matki urodź damy radę, ona urodziła a on się wypiął, poszedł zostawił do innej. Więc ci którzy zostają powinni być doceniani.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sytuacje są różne. I naprawdę nie ma co rozgraniczać. Czasami mężczyźni nie radzą sobie z nową sytuacją jeszcze w okresie ciąży, niektórzy gdy dziecko się urodzi a inny jakiś czas później. Ale są również matki, które sytuacja przerasta i odchodzą.

      Usuń
  6. Choroba dziecka to prawdziwa próba dla rodziców i ich miłości zarówno do dziecka jak i do siebie. Prawdą jest to, że każdy przeżywa to zupełnie inaczej.

    OdpowiedzUsuń