7 powodów przeciwko zakupom klocków Lego

08:36:00

Wiecie, że nie cierpię Lego? Nie cierpię tych klocków całą sobą. Ani Duplo, ani Chima, ani Creator. Żadnych rodzajów, żadnej serii. Zwyczajnie ich nie cierpię. Wiem, że klocki to świetny materiał w rozwoju dziecka. Ale dlaczego ja mam z powodu tych piekielnych klocków cierpieć katusze? Bo niestety tak właśnie jest. Te klocki śnią mi się po nocach od - mniej więcej - drugiego roku życia mojego dziecka. Mam koszmary. Czasami widzę jak mnie atakują. I za co? Za sam fakt posiadania tego w domu? 

Kiedyś je sprzedam. Wszystkie co do jednego maciupeńkiego, pomarańczowego kółeczka. Przysięgam. Kiedyś przecież mojemu dziecku przejdzie fascynacja tym "cudem produkcji". Musi przejść. Przecież fascynacja lego nie trwa wiecznie, prawda? Z tego się wyrasta. Chyba...
W każdym bądź razie, dziś przedstawię wam kilka powodów przeciwko zakupom klocków lego. 

1. Wielkość
Małe to cholerstwo. Serio. Ok. Duplo są duże. Ale kompletnie nie dostosowane do wielkości dłoni mojego dziecka. F. miał nie mały problem z nakładaniem klocka na klocek, wiec wiecznie kończyło się to nerwem i wołaniem "mamo, pomóż". A ja miałam dość uruchomiania kreatywnej wyobraźni przestrzennej. Kompletnie się do tego nie nadaję. Nastał też ten czas, gdy dziecko dostało zestaw Creator i miałam ochotę się osobiście zastrzelić. Małe to, pizdrykowate, z instrukcją tak skonstruowaną, ze kręćka można dostać. Zanim złożyłam model samochodu (trzylatek sobie z takimi elementami nie poradzi), minęło 2 godziny a ja dostałam oczopląsu. Przeklęłam ten model autka. A gdy usłyszałam "teraz rozłóż i zrób koparkę" miałam ochotę wyskoczyć przez zamknięte okno.

2. Ból
Kto choć raz nie nadepnął na klocka Lego, nie wie co to za ból. To cholerstwo boli bardziej niż wdepnięcie w stos porozrzucanych pinesek. Włazisz w takiego jednego kocka i siarczyście klniesz pod nosem. A potem sobie uświadamiasz, ze znasz naprawdę dużo pięknych przekleństw. Nienawidzisz tych klocków, tego marketingu lego, tych pieruńskich reklam na każdym kanale. Nie i już. Nie da się z tym żyć.

3. Są wszędzie
Dosłownie wszędzie. One się rozmnażają albo dostają nóg nocą i robią wędrówkę celem zwiedzania mieszkania. Odsuwasz kanapę - lego, podnosisz dywan - lego, ścierasz kurze - lego, sprzątasz w szafce - lego, otwierasz lodówkę - lego. Wszędzie to lego. Ono jest wszędzie. Dosłownie wszędzie. I wy się dziwicie, że one mi się po nocy śnią jako koszmar największy.

4. Kasa w odkurzaczu.
Wiecie ile razy grzebałam w kurzu, brudzie i roztoczach, szukając jakiegoś klocka klocusia? Pierdyliard. Zakopywałam się w brudzie po łokcie, bo podczas odkurzania mieszkania byłam mało uważna. Wciągasz takiego klocka do odkurzacza i słyszysz jedynie charakterystyczny brzdęk odbijającego się przedmiotu od rury odkurzacza. Horror w czystej postaci. I grzebiesz nie dlatego, że lubisz lecz dlatego, że wiesz iż:
a) twoje dziecko dostanie furii gdy się okaże, że brakuje jakiegoś elementu do złożenia superaśnego czegoś
b) wydałeś na to kupę kasy i każdy klocek jest na wagę złota, a nikt przecież nie lubi wciągać pieniędzy do odkurzacza i wywalać w śmietnik. 

5.Połamane paznokcie i/lub zęby
Próbowaliście kiedyś rozłożyć budowlę tych małych lego? Nowiuteńkie, prosto ze sklepu są jeszcze nie rozruszane. Składasz i się wściekasz, że jeden na drugi nie wchodzi. A potem, gdy masz je rozłożyć, dostajesz furii, bo nawet gwizdnięcie z impetem w podłogę, nie daje żadnej pewności, że się rozsypią. Dłubiesz więc w nich paznokciami i już cię nie dziwi, ze lakier zlazł, paznokieć się rozdwoił a w końcowym efekcie złamał. Przerzucasz się więc na zęby i modlisz się, żeby się żaden nie ukruszył. Próbujesz małym nożykiem ale to nie daje efektu. Wracasz do zębów.

6.Pożeracz czasu
Zmarnowałam go kupę na układaniu tych klocków. Każdy nowy zestaw to nie lada wyzwanie. Młody nie lubi Duplo. Woli te małe pierdółki z serii Creator lub Chima. Oczywiście złożyć ich nie potrafi, więc muszę to robić ja. I, o ile pierwsze składanie było dla mnie przyjemne, o tyle każde kolejne to makabra i znęcanie się w biały dzień. Składać bowiem można w nieskończoność, a nie każde dziecko zrozumie, że trochę dziś trochę jutro. Nie każde też zrozumie, że po złożeniu nie wolno rozwalić przez tydzień. Najdłużej, jednorazowo, składałam lego przez 5 godzin. Potem miałam bardzo duży problem z oczami. Jak wyżej: od tych małych elementów można dostać oczopląsu. 

7. Pożeracz pieniędzy
Kosztuje krocie. Oczywiście można kupić przez internet i mieć spokój, rabat lub coś ekstra. Ale co jeśli dziecko stwierdza, że chce już, teraz, natychmiast i nawet z własnej skarbonki zapłaci? Nic, weźmiesz dziecko do sklepu i będziesz liczyć do miliona, zanim się zdecyduje na konkretny zestaw. A jak już kupi, to i tak ty składać będziesz. I ta cholerna reklama. Co nie włączę telewizji, wszędzie reklamy nowych zestawów Lego. Jakby w telewizji wiedzieli, ze ostatnio reklamowany już w domu mamy, więc nowy pokazują. Krzaczek kurczaczek... Siła marketingu - poziom magnez. Młody łyknie wszytko i chce nowe.

Fajnie, prawda? Też tak myślę. Tak, poza tymi 7 punktami, to Lego jest fajne. Naprawdę. Jest bardzo fajne. Do zapłakania, serio...

A Wy, za co (nie)kochacie klocków Lego?

You Might Also Like

31 komentarze(y)

  1. Tosia na szczęście Lego/Duplo nie lubi, więc mam problem z głowy;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hahah, oj tak znam ból powodowany klockami, póki co duplo :) A za co jeszcze je kocham - za hałas rozlegająy się po całym mieszkaniu, gdy młody z impetem wywala cały karton (trzymamy wszyskie komplety wymieszane razem) duplaków. Dobrze, że sąsiadka z piętra niżej przygłucha.

    OdpowiedzUsuń
  3. My kiedyś kupiliśmy synowi wóz strażacki z lego. Ojciec na Szczycie pół dnia się męczył, żeby go poskładać... po czym syn rozwalił go w jakieś 30 sekund. Tyle w temacie;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jedynie za to, że są wszędzie :P
    Pamiętam swoje zabawy lego, potrafiłam kwiatuszek czy właśnie 'srebrną' monetę znaleźć w innym pokoju, albo prosić mamę, żeby rozerwała worek od odkurzacza, bo przypadkiem coś wciągnęła.

    P.S. Dobra, jeszcze jedno. Cena!

    OdpowiedzUsuń
  5. Moja Młoda jeszcze nie zna Lego...mam nadzieję, że będzie nadal lubiła duże klocki :)

    OdpowiedzUsuń
  6. No to faktycznie lepiej dla sąsiadki, że niedosłyszy.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeszcze, gdy się dziecko zaangażuje w zabawę tym sprzętem to ok. Gorzej jak to ja mam układać i wszystko zostaje sprowadzone do "półproduktów" w pól minuty.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam nadzieję, że nie pozna. A tak serio, to Lego jest fajne, ale często niedostosowane do kreatywności dziecka. Jedno będzie układać zawzięcie, inne będzie prosić rodzica, bo kompletnie tego nie lubi. Ale kolorowe pudełko mu się w sklepie podoba.

    OdpowiedzUsuń
  9. My nie posiadamy, i mam nadzieję nie będziemy. Mamy duże klocki Wader i nam bardzo odpowiadają, a mamy ich naprawdę dużo, bo aż 4 pudła :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Przez gardło mi nawet nie przejdzie, że Lego nie są fajne:). To była moja najbardziej ulubiona zabawka przez lata. Wolałam ją 100 x bardziej niż lalki.

    OdpowiedzUsuń
  11. za to że mój mąż znika jak z siostrzencami zaczyna ukladac :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Też lubiłam w dzieciństwie swój zestaw Lego bardzie niż lalki. Ale to było 20 lat temu. Już z tego wyrosłam. Nie lubię się do tego cofać.

    OdpowiedzUsuń
  13. Pozazdrościć. Niestety nie mam takiego szczęści.

    OdpowiedzUsuń
  14. Hmmmm, uśmiałam się przy punkcie o tym, że są wszędzie. Pamiętam jeszcze z własnego dzieciństwa, że tak było! My jeszcze nie mamy szkraba, więc nikt lego nie żąda, ale uświadomiłaś mi, że na strychu moich rodziców powinien być zestaw i lego i duplo. Może nie najnowsze, ale myślę, że na początek kiedyś wystarczy;) Uwielbiałam klocki i dziś to jedna z moich ulubionych zabaw z bratanicą męża, więc może i na własne dzieci kiedyś wystarczy energii.:) Gdy byłam dzieckiem najlepsze było dla mnie budowanie wieży do sufitu i następnie przerwacanie jej z hukiem :D jeśli dzieci odziedziczą wyobraźnię to mamy przechlapane ;))

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja mam do tego trochę inny stosunek, bo wychodzę z założenia, iż najważniejszy jest fakt, że klocki (czy inne zabawki) uwielbia moje dziecko. Mamy w domu różne klocki, nie tylko Lego i Gaja ciągle się nimi bawi, a ja jestem zadowolona i nie przeszkadza mi to, że czasem w nie wdepnę :). Kiedyś czytałam wpis pewnej mamy na temat Peppy- pisała, że jej nie lubi, więc nie pozwala oglądać bajki dziecku. A to przecież maluchy mają lubić bajki, a nie dorośli :). Zabawki tak samo, aczkolwiek staram się zrozumieć Twój ból ;),

    OdpowiedzUsuń
  16. A myślisz, że dlaczego ja je w domu mam? Ja je jedynie toleruje. Dostaje szalu gdy musze to składać albo mi się wbija w stopy, w środku nocy. Ale jednak są u nas obecne. Bo dziecko je lubi i to jedna z jego miłości zabawkowych, obecnie odsunięta na drugi plan kosztem dinozaurów. Nie lubię bajki "Luluś". Ale Młody ogląda, bo lubi. Jego wybór. Ja nie muszę oglądać.

    OdpowiedzUsuń
  17. Wnioskuję, że dzieci będziecie mieć bardzo "ciekawe". Kumulacja genów bywa szokująca. Patrząc na naszą rodzinę, kiedyś powiedziała do mojego partnera "Ty stuknięty, ja wariatka. On takie dwa w jednym. Ja się zabiję". Mamy w domu mieszankę dwóch trudnych, asertywnych charakterów. Każde z nas osobno jest ciężkie do przetrawienia. Razem jesteśmy jak kula wulkaniczna oczekująca na wybuch. Już mnie nie dziwi charyzma i charakterek mojego dziecka. Przy takich rodzicach nie może być spokojny.

    OdpowiedzUsuń
  18. Cała nasza rodzina uwielbia lego.Mamy wręcz p...a na ich punkcie nie da się inaczej określić.Córki mają duplo,syn te małe w ogromnych ilościach.Zamieniają się itd.Rzadko układają wg instrukcji,więc nie ma problemu ułóż mi to czy to.Ale często układamy razem,nie jest to czas stracony na pewno.Z jednym się zgodzę -nadepnięcie boli!Aha,by oszczędzić paznokcie,są specjalne klocki do rozkładania,tzn.taki dyngs,który rozłącza klocki.Nie wiem czy da się kupić osobno,był w jakimś zestawie.

    OdpowiedzUsuń
  19. To do rozłączania by mi się przydało. Życie byłoby prostsze.

    OdpowiedzUsuń
  20. ej no weź nie strasz - właśnie kupiłam córce pierwsze klocki :P

    OdpowiedzUsuń
  21. Pilnuj, żeby żadna "dobra ciocia" nie kupiła jej zestawu nieprzeznaczonego do wieku i będzie ok.

    OdpowiedzUsuń
  22. Świetny wpis - ubawiłam się po pachy :) Póki co przerabiamy Duplo ale mój mąż (wielki wielbiciel słynnego Lego Technik) już rozgląda się za skomplikowanymi zestawami po milion kawałków. Wszystko super, tylko ta kasa...

    OdpowiedzUsuń
  23. Moje dziecko powiedziano, że poprosi Świętego Mikołaja o Lego Dino z Tyranozaurem Rexem. Gdy zobaczyłam cenę, dostałam stanu przedzawałowego. Za kilka klocków i figurkę dinozaura ponad 600 złotych. Podobno samą figurkę można kupić oddzielnie za 250. Coś czuję, że Mikołaj będzie składkowy.

    OdpowiedzUsuń
  24. Dokładnie! Kocham Lego i w dzieciństwie mogłam budować z niego godzinami :)

    OdpowiedzUsuń
  25. U nas jeszcze nie ma Lego, ale pewnie wkrótce przyjdzie pora. A wtedy zapewne podpiszę się pod Twoimi słowami wszystkimi kończynami ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Wspaniały tekst. Byłem ciekaw - czytając tytuł - czy wspomnisz o bólu, gdy się nadepnie. Znasz temat. W kwestii odkurzacza - próbowałem super sposobu - naciągnięcia na jeden z członów rury gazy (czy też pończochy) - miało toto zatrzymać przelatujący klocek. Siła ciągu wessała gazę. I tyle było z moich inwencji.
    Co do odkleszczania klocków, w którymś zestawie dostaliśmy takie małe "coś" do rozczepiania klocków. Skuteczne coś. Tylko się zgubiło. A były dwa.
    O, jeszcze mi się przypomniało. Koszmarem są podróbki, na które najczęściej nabierają się babcie i ciocie. Sam widziałem w sklepie nie LEGO ale LEtsGO. Wielkościowo podobne, ale budowle/pojazdy rozsypują się przy składaniu, bo klocki mają luzy. To jest dopiero koszmar.

    OdpowiedzUsuń
  27. jak byłam mała miałam bardzo silną pokusę, żeby połknąć takiego klocka. to było tak silne, że aż musiałam je wyrzucać przez balkon ;)

    OdpowiedzUsuń
  28. O mój Boże, zgadzam się z każdym słowem i przecinkiem... Ciągle odsuwam szafki i szukam lego a i tak w odkurzaczu - stuk puk - i znowu pęseta w ruch, i grzebanie w tym kurzowym bezoarze... Bleee....

    OdpowiedzUsuń