Dałam sobie rok. A Ty?

14:00:00


Rok. Dużo to czy mało? Nie wiem. Czasami mam wrażenie, ze rok to wieczność. Ciągnie się w nieskończoność, szczególnie gdy się na coś czeka z wielkim podekscytowaniem. Czasami mam jednak wrażenie, że zbyt szybko mija, nie nadążam za tym co jest dziś a co będzie jutra, nie potrafię wyłapać momentów, chwil, tych bezcennych minut. Rok - niby długo a jednak leci w zastraszającym tempie. Z dnia na dzień. Minuty upływają i się niemiłosiernie kurczą. Niby się starzeję, ale tego nie czuję. Gdzie te tygodnie? Kiedy minęły? Dlaczego tak szybko zleciały mi ostatnie cztery lata życia?


Dałam sobie rok. Dosłownie rok. Choć na początku mówiłam do siebie, że sześć, może osiem miesięcy. Teraz wiem, że rok jest idealny. Rok na bloga. I na kilka innych rzeczy, bardziej przyziemnych, prywatnych, moich. Dałam sobie rok na blogowanie. Stwierdziłam, że będzie to czas idealny, w ciągu którego poznam siebie, swoje preferencje, polot pisarski. Rok, podczas którego zrozumiem, czy faktycznie mi na tym blogowaniu zależy. Bo to, że dziś chcę i piszę, nie znaczy wcale, że za kilka miesięcy, tygodni dalej będzie mi się chciało.

Jestem co raz starsza. Widzę to. I im starsza jestem, z dnia na dzień, mam co raz bardziej nieodparte wrażenie, że blogowanie nie jest dla mnie. Dziwny jest ten mój tok rozumowania, szczególnie, że znam mnóstwo blogów, których autorami są ludzie w przeróżnym wieku. I oni naprawdę nie mają takich rozkmin, że trzydziestka to wiek dorosłości, w którym myśli się o tym, że blog to obciach i zabawa dla nastolatków. Oni piszą bo chcą a dodatkowo traktują blog jako poważny element życia, poplątany z relaksem, zabawą. Nie traktują blogowania jako imprezy dla gimnazjalistów.

Dałam sobie rok na prowadzenie bogu i wyciągnięcie wniosków z tego, czy faktycznie mi zależny na tym skrawku internetu. Moim prywatnym skrawku. Założyłam bloga na bloggerze z kilku powodów. Przede wszystkim miałam już do czynienia z ta platformą i wiedziałam jak się tu odnaleźć. Nie wiedziałam natomiast nic o wordpress'ie czy prywatnym hostingu. Gdzieś tam wyczytałam, że blogger jest świetny na początek, gdy nie wie się do końca, czy faktycznie chce się pisać. Ktoś inny napisał, że dobrze jest zakładać bloga na dowolnym hostingu ale z wykupioną domeną, gdyż daje to dodatkową  motywację. Gdy płaci się za tą magiczną końcówkę ".pl" czy ".com" itd, to ma się większy przymus pisania. Wiesz, że władowałeś w coś swoje pieniądz, więc wiesz też, że powinieneś to prowadzić, żeby nie zmarnować tych złotówek.

A ja dałam sobie rok na bycie w blogosferze, przy wsparciu bloggera. Dałam sobie rok na poukładanie myśli i decyzję, czy faktycznie chcę pisać na poważnie, czy ta własna, prywatna domena mi się na coś przyda. Nie chciałam, żeby podstawowym wyznacznikiem mojego pisania było posiadanie własnej witryny. Chciałam po prostu pisać. Bez musu, konieczności, wtedy, kiedy mam na to ochotę. Dlatego też nie mam gładkiej końcówki w adresie blogu, która mogłaby świadczyć, ze czytelnik trafia na wartościowy portal a nie na blog. A wierzcie mi, że coś w tym jest.

Zanim zaczęłam blogować, znałam wordpress'a, blog, blox i blogspot. Każda witryna, która wyświetlała mi się po wpisaniu słów kluczowych w wyszukiwarkę, która miała w swojej nazwie jedną z tych końcówek, lub cokolwiek świadczącego o tym, że jest to blog, była przeze mnie omijana szerokim łukiem. Tym samym, bardzo pewnie klikałam w każdą witrynę, która była na własnej domenie, nie mając tym samym żadnej pewności, a nawet świadomości, że wybieram blog a nie portal. Wszystko przez ta końcówkę. Końcówka może wiele zmienić w naszym myśleniu.

W moim zmieniła tyle, że w momencie założenia blogu, przestałam zwracać na to uwagę. Zrozumiałam bowiem, że wiele wartościowych treści można znaleźć na blogach. A końcówka, jako taka, ma najmniejsze znaczenie. Dlatego też dałam sobie rok, alby zrozumieć i przekonać siebie samą, czy w ogóle chcę pisać na poważnie, na dłuższą metę. Tak, czysto na serio. 28 października mija pół roku od uruchomienia tego blogu. Dzień wcześniej, wieczorową porą, usiadłam i założyłam tę stronę, fanapage, napisałam pierwsze teksty. A potem ruszyłam to wszystko z kopyta.

Za rok chciałabym być kilka kroków dalej, niż jestem dziś. Chciałabym, ale nie wiem co z tego wyjdzie. Niczego bowiem nie można być pewnym do końca. Jeśli dotrwam w swoim blogowy postanowieniu do pierwszego roku w blogosferze, i nadal będę chciała pisać, będę tym pisaniem żyła, jak jak teraz, przejdę na własną domenę. I dam sobie kolejny rok, żeby dojrzeć do posiadania prywatnego hostingu. Na to nigdy nie jest za późno. 

Na dzień dzisiejszy, blog traktuję poważnie, aczkolwiek nadal hobbistycznie. Cieszy mnie każde polecenie jakiegokolwiek z moich tekstów. Cieszą mnie te małe i duże sukcesy. Jestem tu, i całkiem mi z tym dobrze. Gdybym mogła cofnąć czas, nie zmieniłabym nic. Zaczęłabym blogować. 
I choć w ostatnim czasie, na blogu pojawia się znacznie mniej tekstów niż w ciągu pierwszych trzech miesięcy, to wiem jedno - udają mi się co raz bardziej. 

Dałam sobie rok na zrozumienie, czy faktycznie chcę mieć blog. 
Dałam sobie rok, by uporządkować swoje życie najlepiej jak się da.
Dałam sobie rok, a Ty?

You Might Also Like

46 komentarze(y)

  1. Ja nie dawałam sobie z góry określonego okresu na blogowanie, miałam już kilka blogów i dopiero ten który prowadzę od kwietnia tego roku daje mi spełnienie, więc określenie dałam sobie rok na blogowanie jest dla mnie trochę bez sensu, bo albo się to lubi albo nie.

    OdpowiedzUsuń
  2. No i dobre te wnioski. Pisać mi tu dalej. Proszę. Tyle tylko nie oszukuj się z tym hobbistycznym podejściem. Robisz to dobrze i profesjonalnie. Więc bez takich mi tu. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiesz co ... tak krótko i zwięźle postaram się napisać :) Jestem pod ogromnym wrażeniem, że w tym krótkim czasie zdołałaś się wykazać i stać znaną blogerką. Nie zaprzeczaj :) Gdzie nie spojrzę, ktoś poleca Twój tekst :) Cieszę się ogromnie, że trafiłam do Ciebie i gratuluję zapału :) Ja prowadzę bloga już 1,5 roku i miałam kryzys nie raz... głównie moja chęć pisania zmalała, kiedy dowiedziałam się ilu znajomych zagląda na bloga i dotarło do mnie, że nie czuję już tej swobody pisania, co na początku. A teraz ... na nowo się powoli rozkręcam, a przynajmniej się staram.
    Wracając do Ciebie... Twoje teksty są świetne, a czy będą się ukazywać na Twojej własnej domenie, czy na tym zwykłym bloggerze, to nie ma znaczenia, bo tak naprawdę liczy się tekst, przekaz, jego wartość.


    P.S. Wybacz brak mojej aktywności u Ciebie, ale ... bardzo dużo się dzieje ostatnio i tak troszkę zaniedbałam blogosferę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Blogowanie uzależnia :) No i to trochę jak pamiętnik, zostawiamy przecież część siebie gdzieś w necie, jednocześnie stwarzając siebie trochę. Tworzymy jakąś tam wizję siebie. Poznajemy siebie. Co lubimy, co nie, kim jesteśmy, kim chcemy być. To rozwój i zmiana. No i wolność. Mogę napisać co chcę, kiedy chcę i jak chcę. To lubię w blogowaniu. Ja miałam kilka podejść, zanim nie udało mi się trafić na to, czego oczekuję od swojego bloga. Czy to wersja skończona? Nie. Ale przecież nie o to chodzi.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja to lubię. Ale nie wiem gdzie będę za pól rok. A ten rok, to czas na poznanie blogosfery i sprawdzenie, czy faktycznie chcę pisać w sieci czy jednak sięgnąć po coś wyżej. Tyczy się to przede wszystkim wykupienia własnej domeny. Nie inwestowałam na dzień dobry we własny serwer, nie wiedząc czy za kilka miesięcy nadal będę miała ochotę tu być.
    Pisze bi chcę, lubię, jestem od tego trochę uzależniona. A ten rok to kwestia decyzji. Jeśli blog będę traktowała poważnie, przejdę na własną domenę i będę pracować na swoim.
    Nie wydaje mi się, żeby stawianie sobie granic było bez sensu. Po to się je tworzy, żeby je osiągać i przeskakiwać.
    Osobiście znam kilka osób, które chciały pisać, bloga miały ale zamykały bo nie dawały rady godzić tego z pracą.
    Miałaś kilka blogów i ten obecny traktujesz najbardziej serio. Ja tego nie wiem. To mój pierwszy blog. Nie wiem czy nie założę jeszcze kilku, żeby w końcu trafić na ten odpowiedni. Ale fajnie, że Tobie się udało.

    OdpowiedzUsuń
  6. Pięknie to określiłaś. Trafiłaś w moje odczucia.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zaraz wyjdzie, że Wam place za te pozytywne komentarze. Ciągle mi ktoś słodzi.
    No wiesz, trochę to hobbistyczne. Ale z drugiej strony, zaprzeczyłam sama sobie pisząc "blog traktuję poważnie, aczkolwiek nadal hobbistycznie". Dobra, zalezy mi, ale nie wie czy za jakiś czas będzie zależeć mi bardziej. ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Łoł... Znaną blogerką... Powiem Ci, że zbieram żeby z podłogi ;)
    Jakoś nie odczułam tego, że moje teksty są wciąż gdzieś polecane. Chyba muszę się temu bardziej przyjrzeć.
    Dziękuję baaardzo za tyle ciepły słów :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wszyscy odradzają bloggera. A mi się podoba. Nad szablonem troche siedziałam, jak to na laika przystało. I choć nie do końca jeszcze jestem z niego zadowolona, to na chwile obecną nic nie zmieniam. Wolę nic nie popsuć.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja zaczęłam pisać i nie dawałam sobie żadnego okresu. Póki co piszę a co będzie dalej, kiedyś jak zacznę pracę...jeszcze nie wiem :) Ale nie przejmuję się tym piszę:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Właśnie też sie zastanawiam nad tym, co będzie gdy zacznę pracę. Czy zdołam połączyć etat, dom, dziecko i pierdyliard innym rzeczy z pisaniem bloga.

    OdpowiedzUsuń
  12. Joanno, ja ci dam rok... Czy na własnej domenie, czy na blogerze, czy na Facebooku, i tak będę czytał. Choć nie zawsze komentuję, lajkuję zawsze jestem gdzieś obok, gdzieś pomiędzy psychofanami.

    OdpowiedzUsuń
  13. A mnie jutro roczek bloga przypada! :)
    Ale wpisu nie będzie, choć planowałam, bo za dużo problemów na głowie w tym momencie:/ Świętowanie muszę na przyszły tydzień przenieść.

    OdpowiedzUsuń
  14. Będziemy świętować mimo to. Drugi raz roczek się nie zdarzy :)

    OdpowiedzUsuń
  15. A zauważyłeś, że ostatnio Cię więcej na blogu? Bo na fp, wiem czasu nie masz, ci psychofani...;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Lubię Ciebie i Twój blog, masz dla mnie wartość, bez względu na końcówkę...Ja przeniosłam się po kilku miesiąc na własną domenę, bo dostałam bana od google za kilkanie w reklamy przez moich znajomych a nie czułam się winna, gdyż nikogo do tego nie namawiałam. Poczułam, że chcę być u siebie i dlatego szybko zdecydowałam się na domenę. Końcówka nie ma dla mnie znaczenia, liczy się człowiek...

    OdpowiedzUsuń
  17. Pięknie opisane.
    Ale bana za klikanie w reklamy? Czegoż to ludzie nie wymyślą (Google się znaczy).

    OdpowiedzUsuń
  18. Tak, miałam tam reklamy i nagle się okazało, że mam bana...ze względu na nieuprawnione korzystanie z usług reklamowych:(

    OdpowiedzUsuń
  19. Ale Ty miałaś te reklamy, które Google oferuje u siebie czy jakieś wtyczki od reklamodawców?

    OdpowiedzUsuń
  20. Reklamy Google Adsense, które oferowało Google...

    OdpowiedzUsuń
  21. W razie zamknięcia internetowego kramu, zobowiązuje sie do pisania po ścianach ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Ta motywacja "zapłaciłem x złoty za .pl" działa tylko przez pierwsze 2-3 miesiące. Też tak Później przestajesz o niej pamiętać i to czy zapłaciłaś 80zł za domenę czy piszesz w darmowym serwisie nie ma znaczenia... Mówisz, że końcówka tak działa na podświadomość odbiorcy?

    Nie przestawaj pisać to chyba najlepsza rada :) Ja przez pierwszy rok blogowania miałem chyba z 3-4 kryzysy. Myślałem wtedy, że rzucę tym wszystkim i nigdy nie wrócę. Jakieś obowiązki i z 15 tekstów miesięcznie spadłem na 8, czasem nawet 6. Ale nie przestawałem. To tak jak z oglądaniem piłki - uwielbiam to, czasem mam ochotę pooglądać wszystkie mecze od piątku do poniedziałku, a czasem ani jednego. Głupio przez jakiś chwilowy kryzys spisać to wszystko na straty.

    OdpowiedzUsuń
  23. Podbijam dla Joanny!
    PS - Kant! Z mojej strony to dotyczy też ciebie :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Dałam sobie rok na zarobienie na blogu pieniędzy na gwiazdkowe prezenty. Serio. Nie wstydzę się tego, bo wcale nie chodziło TYLKO o pieniądze. Cóż, tamten rok minął w grudniu 2014. Zorientowałam się w listopadzie 2014, że na blogu wciąż wisi jeden tekst, bo własna domena, wordpress i inne sprawy przerosły mnie technicznie. Wtedy tupnęłam nogą, wzięłam się za to raz jeszcze, na spokojnie i okazało się, że wcale diabeł mnie był taki straszny jakim mi się wydawał. Za miesiąc minie rok od tego prawdziwego startu. Ale od świadomego zarządzania blogiem minie niewiele. Daję sobie więc kolejny rok. ;) a za Ciebie trzymam kciuki! Nie pisz, że czujesz, że się "mniej nadajesz", myślę, że każdy ma w swoim życiu jakiś moment zwątpienia, ale jeśli kochasz pisać (a na to wygląda) to rób to dalej. :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Super, że się tak fajnie poukładało. Ważne, że dostałaś power'a do działania

    OdpowiedzUsuń
  26. Mam podobne postanowienie do Twojego. Mój blog prowadzę dla fanu, dlatego, że chce pisać, czymś się podzielić z innymi. Pozytywne słowa o tym, że mój tekst daje komuś do myślenia uskrzydlają, dają dużo frajdy i motywacji do pisania. Co będzie z nim dalej, nie wiem, mój rok jeszcze nie minął. W kwietniu będę weryfikować swoje podejście i zobaczymy:) Trzymam kciuki za Twoje pisanie:)

    OdpowiedzUsuń
  27. U mnie też w kwietniu weryfikacja. I jeśli faktycznie będę chciała dalej pisać, to przejdę na swoje śmieci i będę się rządzić swoimi prawami.

    OdpowiedzUsuń
  28. Ja daję sobie dwa lata... ale do tego czasu chcę mieć własną domenę i utrzymać ją za pieniądze z bloga. I nie tylko ją. Jeśli coś robić - to całym sercem!

    OdpowiedzUsuń
  29. A ja nie :) a ja piszę bo mam misję i to taką która chyba nigdy sie nie skończy :)

    OdpowiedzUsuń
  30. 28, to jakaś magiczna liczba na zakładanie bloga:). Ja mojego założyłam 28 lipca 2014. W sumie, to nie dawałam sobie jakiś deadlinów, ale wiadomo, że okrągłe pierwsze urodziny były jakimś wyznacznikiem. Po roku blogowania stwierdziłam, że wciąż mnie to kręci i że 12 miesięcy wcześniej nie wpadłabym na to, że rozkręci się ono w takim kierunku. Jestem niesamowicie ciekawa jak Lifestylerka będzie wyglądać w przyszłe wakacje. Wiadomo czasem mam więcej zapału, a czasem mniej, ale na dzień dzisiejszy nie potrafię wyobrazić sobie mojego życia bez blogowania:).

    OdpowiedzUsuń
  31. Też daję sobie rok, choć minęło dopiero pół... Zobaczymy, ale dotychczas dobrze mi tak jak jest. Jest dobrze, a dobrze doceniać i cieszyć się z tego co się ma w chwili obecnej. Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  32. I wzajemnie. Rok to chyba taki rodzaj umownej daty. Po roku się dopiero zaczyna dziać.

    OdpowiedzUsuń
  33. Miee też ciekawi to, jak wiele blogów będzie wyglądało za rok, dwa, trzy. To niesamowite jak się wszystko zmienia i nabiera nowego toru. Coś faktycznie musi być z tą 28. Może jakąś szczęśliwa.

    OdpowiedzUsuń
  34. Super. Tym bardziej trzymam kciuki. Zaczynając pisać też miałam misje. Ale szybko mój blog poszedł w zupełnie innym kierunku. Misja odeszła na dalszy plan.

    OdpowiedzUsuń
  35. Popieram. Tobie chyba niedługo rok wybije. Więc będziesz już na półmetku. Półmetku do realizacji założeń i planów .

    OdpowiedzUsuń
  36. Właśnie, starość ;) Ale część tych moich postulatów dałoby się już wcielić w życie! I to mnie najbardziej motywuje!

    OdpowiedzUsuń
  37. U mnie już prawie dwa lata. A ja ciągle uczę się pisania, szukam ciekawych tematów, ganię się za niesystematyczność w dodawaniu notek. Mimo, ze mój blog nie jest doskonały, to mam z niego niesamowitą satysfakcję. A każdy miły e-mail czy komentarz kogoś znajomego, który mówi, że czyta regularnie mówi mi że warto. Nawet jeśli nie jest to profesjonalny blog to to mój kochany skrawek sieci <3

    OdpowiedzUsuń
  38. A czym charakteryzuje się profesjonalny blog i profesjonalny bloger? Ostatnio to pytanie krąży po sieci a ja nie potrafię odnaleźć odpowiedzi. Czy nie jest tak, że każdy blog i bloger są dobrzy w tym co robią?

    OdpowiedzUsuń
  39. Też dałam sobie rok - trochę dlatego że wykupiłam domenę, trochę dlatego że zawsze miałam słomiany zapał, rzucałam to co zaczęłam a po jakimś czasie było mi smutno że przerwałam. Za kilka dni minął dwa miesiące mojego blogowania. W specjalnym zeszycie mam kilkadziesiąt zaczętych wpisów/pomysłów/uwag. Cieszy mnie każdy komentarz, mail, lajk na fb. Czasem brakuje czasu by to wszystko ogarnąć - przy małym dziecku bywa wyczynem wejść na własnego bloga i zaakceptować komentarze, a przy ząbkującym dziecku już w ogóle. Jestem ciekawa jak to się wszystko dalej potoczy. Po co mi blog? By nie tracić kontaktu z pisaniem ....

    OdpowiedzUsuń
  40. Dobre pytanie. A czytałaś jakieś poradniki dla blogerów?

    OdpowiedzUsuń
  41. A jaką miałaś misję? Kurka zaintrygowałaś mnie

    OdpowiedzUsuń
  42. Ja? Nie. I może lepiej. Przynajmniej nie wiem jakie drastyczne i oczywiste błędy popełniam.

    OdpowiedzUsuń
  43. Chciałam propagować wiedzę na temat dzieci z wrodzonymi wadami serca. Ale mi trochę zapału zabrakło.

    OdpowiedzUsuń