Polubiłam siebie

15:47:00


Dawno, dawno temu, kiedy miałam lat naście, nie lubiłam siebie. Ba! Ja siebie nienawidziłam, nie dlatego, że byłam głupia i naiwna (nadal jestem) lecz dlatego, że nie podobałam się sobie wizualnie. Wciąż uważałam, że mam śliczne koleżanki, nie widząc w sobie nic atrakcyjnego. Każda z nich była ładna. No, ok. Były i brzydsze ode mnie, ale w moim otoczeniu, czyli w tej grupie w której się obracałam, były same śliczne dziewczyny i... ja. Ostatnia ofiara losu, pozbawiona urody jakiejkolwiek. Jednym słowem paskuda.


Dywagacji nad swoim wyglądem miałam milion pięćset. Mogłabym śmiało pisać o tym jakieś epopeje lub inne felietony. Nie zabrakłoby mi materiału na kolejne części i rozdziały. Wręcz przeciwnie. Wciąż pojawiało by się coś nowego na tapetę. A to te uszy odstające, wysokie czoło, garbaty nos, rzadkie włosy (dopiero po 20stce dowiedziałam się, że są cienkie, nie rzadkie i, że te dwa pojęcia różnią się od siebie), nogi krzywe i za krótkie, za niska i bezcycna. O tak, koleżanki w podstawówce staniki zakładały a ja dorobiłam się go jako ostatnia. Gdy tak teraz patrzę na swoje i ich cycki, to dochodzę do wniosku, że jakaś nade mną opaczność czuwała i mi te cycki podwójnie sprezentowała, a koleżankom poskąpiła walorów.

A potem się okazało, że duże cycki to wcale nie takie fajne. Bo i co z tego, że się każdy gapi jak w lusterko, cieszy michę i bajere puszcza, skoro żaden facet nie jest mną jako osobą zainteresowany tylko moimi cyckami. Tak, oczy to ja mam wyżej trochę. Więc najpierw ubolewałam nad brakiem cycków a potem nad ich rozmiarem, szczególnie przy bardzo szczupłej, filigranowej sylwetce. Cycki na ich tle odznaczały się niczym silikon albo mleczarnia. Całe szczęście, w ciąży mi urosły o dwa rozmiary, a po ciąży zmalały o trzy. Sprawiedliwość jednak istnieje. Tym sposobem cycki mam mniejsze niż miała kiedyś a i tak są fajne. Bo moje. 

Później przeszkadzał mi mój brzuch, a raczej brak wcięcia w tali. Taka deska wyheblowana, bez tyłka nawet. Tyłek to mi w liceum dopiero urósł. I jak ja miałam żyć niby bez takich powabnych kształtów. Kwadratowa tuba z głową i cyckami. Wyobrażacie sobie to? Zęby też mi się nie podobały. Krzywe jakieś takie. Według ortodonty proste jak droga. Dziś wiem, że były i są krzywe. Wyprostuję jak się dorobię fortuny i będzie mnie stać na aparat. Jakoś tego specjalnie nie widać więc i ubolewanie nie za duże. 

Także, jak widzicie, zawsze siebie nie lubiłam, nie cierpiałam wielu części swojego ciała. Wszystko mi przeszkadzało.  Nigdy nie było idealnie. Należałam raczej do grona zakompleksionych dziewoi, które swoich kompleksów na światło dzienne nie wystawiały, nie opowiadały o tym. Wręcz przeciwnie, często gęsto szukały w sobie jakiegoś piękna. Daleko mi do ściszonej introwertyczki. Zawsze charakteryzowałam się głośna, ekstrawertyczną postawą. I tak mi zostało. Dlatego też, pomimo wielu kompleksów i niedoskonałości cielesnych, potrafiłam sobie wmówić, że za lat X-naśnie będę piękna i zajebiście atrakcyjna.

Lata mijały, i ja się zmieniłam, nie powiem, że nie. Kilka dni temu koleżanka spytała mnie na Fejsie, jak to jest z tym moim blogiem, bo wyświetliło jej się, że lubię swój fanpage jako "ja", z imienia i nazwiska. I to ją zdziwiło. Że go lubię, że lubię swój blog. Bo niby po co? 

Wiecie po co?

Polubiłam siebie. Dziś siebie naprawdę lubię. Lubię każdy kawałek swojego ciała. Może i coś tam bym zmieniła, ale i tak siebie lubię. Lubię swoje ciało, mam świadomość swojego wyglądu. I to sprawia, że codziennie czuję się piękna, nawet z podpuchniętymi oczami i pryszczami na brodzie. Lubię swój charakter, siebie samą za to jaka jestem. Nie zmieniłabym się, choćby nie wiem co.

Lubię swoje pisanie, swój blog. Utożsamiam się z tym co piszę, co udostępniam, lajkuje. Jak więc miałabym pisać bloga nie lubiąc go jako takiego? Lubię swój fanpage, a każdy mój znajomy, który wchodzi na mój prywatny profil, może zobaczyć co lubię i czytam. Lubię swój blog, bo lubię siebie. Nie widzę nic dziwnego i nadzwyczajnego w tym, że mam go zalajkowanego. Bo niby ja jedna? Pytanie "dlaczego masz zalajkowany swój fanpage?", odpowiedź "bo lubię swój blog". Przecież to takie oczywiste.



Ten post bynajmniej nie jest o cyckach ;)

You Might Also Like

16 komentarze(y)

  1. Mądrze i prawdziwie napisane :) Ja wciąż walczę z polubieniem siebie na 100%, bo kompleksy młodośći są wciąż żywe, niestety!

    OdpowiedzUsuń
  2. Podobno dobrym blogerem jest się wtedy, gdy pod tym co się napisało może się podpisać imieniem i nazwiskiem. Ty jeszcze ładne zdjęcie dajesz i to lubisz. A kompleksy? Kto ich nie ma? Każdy ma! Chociaż ja wychodzę z założenia, że nie ma sensu przejmować się rzeczami, na które nie mam wpływu - albo przecież zawsze jest Photoshop ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak pamiętam jak kiedyś się przejmowałam wyglądem, to nie umiem się sobie nadziwić. Kombinowałam, solaria, tipsy, cuda wianki, a wyglądałam dużo, dużo gorzej niż teraz;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wyobraziłam sobie Ciebie z tipsami i solarą... Gdzie Ty głowę miała? ;)
    Śliczna jesteś bez takich wynalazków.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zdjęcia podrzucają mi darmowe banki fotek, za co kocham je miłością niewyobrażalną.
    Co do reszty... Lubię to, sprawia mi to przyjemność i jest częścią mojej codzienności. A kompleksy mam. Jednak dzisiaj już mi nie przeszkadzają.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kompleksy potrafią się ciągnąć latami. I strasznie ciężko się z nimi walczy. Wychodzę z założenia, że trzeba siebie zaakceptować. Wtedy żadne kompleksy nie są straszne.

    OdpowiedzUsuń
  7. Różne etapy się w życiu miało ;p

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja zaczęłam lubić siebie po tym jak zostałam matką. Oczywiście dużo rzeczy by się znalazło do wymiany;) ale nawet z nadprogramowymi kg po ciąży i innymi defektami czułam i czuję się piękna ;) a reszta niech uważa co chce;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zazdroszcze...co do ciała...kiedyś nie lubiłam siebie(choć miałam śliczną figurę) dziś "płacze" za wyglądem z przed ciązy i nadal nie lubię siebie. Blog swój lubię ale inne blogi lubię bardziej

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie strasz z tym zmniejszeniem biustu po ciąży, lubię swoje małe C! :) Ja mało tego, że lubię swój FanPage, lubię każdy opublikowany link do nowego tekstu, a co, dobrze napisane to trzeba zalajkować, prawda?! :) Nie widzę w tym nic złego, choć własnych postów prywatnych nie lajkuję, ale gdy kliknę na fejsie Andanowej to moi znajomi też mają szansę to zobaczyć, nie będę im tego utrudniać! ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Wszyscy mówią, że im zostaje kawałek zajebistego cyca po ciąży. Mi się zmniejszyły ku chwale. Akurat ja jestem z tego zadowolona.
    A swoje posty z fp też czasami lajkuję, ale to raczej z rozpędu.

    OdpowiedzUsuń
  12. A spytałaś kiedyś tych koleżanek czy one też przypadkiem nie czuły się brzydkie? Hmmm miałam podobne dylematy w latach szczenięcych ;) A teraz: hmm różnie to bywa, na pewno jestem bardziej świadoma swoich wad i staram się nad nimi pracować, no i wiesz nie traktuję już wszystkiego tak jakby to był koniec świata, a długi czas właśnie tak podchodziłam do życia!

    OdpowiedzUsuń
  13. Oświeciłaś koleżankę dokładnie? :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Tak jak same się wzajemnie w tym temacie kiedyś oświecałyśmy.

    OdpowiedzUsuń
  15. Każdy stara się dorównać każdemu, ale tak się nie da i długo nie pociągnie. Ktoś musi być ładniejszy lub brzydszy, mądrzejszy lub głupszy, ale najważniejsze być sobą i raczej starać się z tym pogodzić. Ja już pogodziłam się z tym jaka jestem i nie staram się być jak inni. Bo każdy jest inny i WYJĄTKOWY NA SWÓJ SPOSÓB. :)

    OdpowiedzUsuń