Nie choruję na świąteczną gorączkę

16:27:00


Co raz bliżej święta, co raz bliżej święta... Tra la la la la... Cudownie. Fejsbuk oszalał. Co drugi post nawiązuje do świątecznych przygotowań i szaleństwa z tym związanego. Na każdym kroku propozycje prezentów dla dzieci, podzielone na kategorie wiekowe. Na dokładkę ściągawki dla dorosłych - co też możesz kupić swojej drugiej połówce, matce, ojcu, babci, cioci a nawet pupilowi. Boczna ramka pełna reklam przeróżnych firm, oferujących super hiper prezenty w niezwykle atrakcyjnych cenach. Wielu krzyczy głośno, że woli papierek z wizerunkiem jednego z królów Polski - najlepiej Zygmunta Starego. Drugie tyle chce mieć niespodziankę pod choinką, nawet jeśli prezent ma rozczarować. 


Wyprawy do galerii handlowych czas zacząć. 
Wpadłam tam z wyższej konieczności. Wszystko przystrojone świecidełkami, stoi wielka choinka a z głośników słychać "Last Christmas". Szyby sieciówek oklejone reklamami z wielkim SALE -ileśtam. Zachęcają rabatami, bo przecież w święta trzeba się pokazać i dobrze wyglądać. Więc kup sobie ten sweter i tą spódnicę. A i jeszcze te rajstopy, torebkę, kolczyki... W końcu są święta, zrób sobie prezent. Uciekam stamtąd po 10 minutach, z czego 8 przestałam w kolejce do kasy w drogerii. 

Help me!
Zabawa w pomocnika Świętego Mikołaja jest super. Szczególnie gdy ganiasz z dzieckiem po mieście w poszukiwaniu siwobrodego. Miasto wynajęło Mikołaja, albo sam się wynajął. Tego nikt nie wie. Jednakowoż gdzieś tam jest i sobie krąży. Więc szukaj, bo przecież przemierza ulice miasta i czeka na uradowane, roześmiane i pełne podekscytowania dziecięce buźki. On tam gdzieś jest. Kto szuka znajduje, podobno. Jednak po kilku godzinach bezowocnej gonitwy w poszukiwaniach Świętego, rezygnujesz i sobie odpuszczasz. Masz dość. Włączysz dziecku Mikołaja na YT i też jakoś to będzie. 

Wykupmy cały spożywczy.
W tym roku świętować będziemy 4 dni, od czwartku 24 grudnia do niedzieli 27 włącznie. W związku z tym trzeba zrobić zakupy jak na wojnę. 10 kilo cukru? Się przyda - w końcu promocja jest. Dwie zgrzewki mleka, tona mąki, drugie tyle margaryny, hektolitry coli, owoce, warzywa... O matko i córko... Się przyda, się zamrozi jak się nie zje. Albo się zje na siłę. Za chwilę znów zaobserwujemy kolosalne kolejki pod drzwiami jednego z supermarketów, ponieważ karpia rzucą. O karpia zawsze jest wojna. Jeeeee...

Jak dobrze, że jestem zdrowa.
Nie zwariowałam. Nie w tym roku. W ubiegłym było gorzej. W tym jestem mądrzejsza. Nie zamierzam kupować tony jedzenia, z której 3/4 wyląduje w koszu bo nie będzie komu tego zjeść. Nie będę dostawała ogłupienia widząc przeceny w sieciówkach, ponieważ do galerii nie pójdę do końca roku, a z wyprzedaży skorzystam za pośrednictwem internetu, ustawiając sobie uprzednio bardzo okrojony limit na spodnie i koszulę. Nie będę walczyć o karpia, bo jakiej jakości musi być karp sprzedawany w tak niskiej cenie? 

30 listopada miałam już popakowane wszystkie prezenty. Dzięki temu udało mi się uniknąć szaleństwa związanego z wyborem gadżetów. Nie zamierzam szaleć ze świątecznymi klimatami. Nie będę pisać świątecznych tekstów, tworzyć tutarialu z Bożonarodzeniowym diy, nie pochwalę się wigilijnym stołem bo nie ja będę go przygotowywać. Pokażę Wam moją choinkę jak już ją ubiorę za dni kilka. Na bank nie będzie modna, w prostym i okrojonym stylu prezentowanym w gazetkach. Ot, i cała moja świąteczna zadyma na fanpage.

Święta to magia. A nas ogarnia komercyjny klimat, który towarzyszy temu wydarzeniu. Zamiast chłonąć magię Świąt, spędzać czas w gronie najbliższych i czerpać całymi garściami ze swojej obecności, biegniemy. Wciąż gdzieś gonimy. Wszystko musi być idealne.  Idealny obrus, własnoręcznie zrobiony stroik, choinka w bieli i pastelach*, prezenty tylko te wymarzone, sprawiające najwięcej radości. Wszytko takie idealne, każdy taki uśmiechnięty. Niekoniecznie ze szczerym uśmiechem. 
Święta - magia. 
Święta - człowiek.
No własnie. Gdzie w tej gonitwie jest człowiek?



*przybranie choinkowe zakoszone od Scinkijascinki. Sama nie wiedziałam, że w tym roku moda na biel i pastele. 

You Might Also Like

25 komentarze(y)

  1. Człowiek stoi w kolejce po karpia/choinkę/prezenty*


    * nie dotyczy pewnej pani blogerki. Choć ja nadal nie wierzę, że można być aż tak poukładanym. Skandal ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pewna blogerka ma dość zbyt komercyjnej strony świąt i się ogranicza do minimum. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. "W Ktosiowie – wiosce położonej w śnieżynce – zbliżają się święta Bożego Narodzenia. Wszyscy mieszkańcy są tym zachwyceni. Jedynie Grinch – tajemniczy, zielony stwór zamieszkujący jaskinię w górach, nie cierpi świąt. Dając się już wcześniej wszystkim we znaki, postanawia zniszczyć mieszkańcom zbliżające się święta." (wikipedia) :D. Asia, dobrze, że nie zaczęłaś się tam w tym markecie uwieszać na tych ozdobach, nie podpaliłaś choinki, nie rozwaliłaś głośników, a omyłkowo powinni wysłać tobie sweter z dużym reniferem na środku ;-). Ha ha. Oczywiście to żarty a tekst fajny :D Tak, wiem nie jesteś Grinchem :D ale wkurzające jest to, jak ograniczają nas własne zasoby finansowe przy takich świętach. My się obrusu porządnego do dzisiaj nie dorobiliśmy. A co do uśmiechów, to myślę, że w domu to raczej są szczere ale wigilia w pracy to istny koszmar.

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj, do Grincha to mi daleko. Wbrew pozorom, bardzo lubię święta ale za ich klimat. Za czas spędzony przy rodzinnym stole, choinkę, prezenty pod nią włożone, za barszcze z uszkami, kolędy i "Kevina..." oglądanego na tydzień przed wigilią. Nie lubię tej gonitwy, obgadywania ludzi, tony prezentów z najwyższej półki i ciężarówki jedzenia jakby wigilia miała być na 50 osób a nie na 10. Zamiast emocjonalnych przygotowań do świat, królują te finansowe. I wcale nie chodzi mi o latanie do kościoła i nastrajanie się adwentowo. Ale o myśli. Wszystko się robi na top top a zapomina o ludziach. Makowic za rok można upiec w święta. Babci za rok przy stole może nie być.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja kupuje makowiec w biedronce ale cii :P i miesiąc trzyma świeżość. Aż tyle czasu nie mam :D Zresztą ja i Nina pracujemy więc nie jesteśmy w stanie wszystkiego przygotować sami. Za to sernik, który co roku wylewa mi się z blachy ( nie , nie że taki wyrośnięty, tylko się no jakby wylewa od dołu, oj tam), to zrobię. Rok temu byłem chory w domu to jeszcze bigos miałem czas robić i wiele innych rzeczy a w tym zobaczymy co będzie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Popieram to, co piszesz, ale nie do końca. U nas jest tak, że święta zawsze robiliśmy wspólnie, dzieląc się pieczeniem placków i potraw na wigilię. Zawsze wychodziło tego sporo, ale dzięki temu aż do nowego roku często nic nie gotowaliśmy, bo zostało z wigilii;-) Nie ma tego złego, co by ba dobre nie wyszło;-) Te święta będą nieco inne, bardziej zabiegane, ale z innych niż zwykle powodów:-) Co do DIY - nigdy nie robiłam nic sama, zawsze było gotowe, kupione w sklepie. W tym roku stwierdziłam, że parę rzeczy zrobię sama (jedną dostaniesz niedługo) i to nie dlatego, że to modne i popularne. Dla mnie jest to wyzwanie, z którym postanowiłam się zmierzyć, a dzięki temu więcej czasu spędziłam z dziećmi, co było. Choinka będzie zupełnie nie trendy, bo nie mam zamiaru kupować tylko białych czy czerwonych bombek. Ale za to zawisną na niej ręcznie robione z dziećmi pierniki;-) I jeszcze chcę zrobić do dziecięcych pokoi cotton balls. I żeby mi w tym pomogły;-) Ponieważ codziennie pracuję, te chwile wspólnej pracy są bezcenne... jest tyle śmiechu, gwaru i zabawy i przekomarzania;-)
    Zgadzam się z tym, że święta powinny być skromne. To prawda. W gonitwie i powierzchowności trudno dostrzec metafizykę albo wiarę. Mnie przerażają drogie prezenty dla dzieci. Za kilkaset złotych. Mimo że oboje z mężem pracujemy, w najbliższej rodzinie mamy 8 dzieci do obdarowania, więc siłą rzeczy musi być skromnie; zresztą uważam, że drogie prezenty demoralizują. Zmienia im się punkt odniesienia i gdy potem dostaną coś "gorszego", prezent już nie cieszy.

    OdpowiedzUsuń
  7. Mi się też sernik dołem wylewa. Zawszę mówię, że mi się "zesikał". I przestałam go robić, bo mi szkoda składników i piekarnika ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeśli kogoś stać na prezent za tysiaka to wolna droga. Moje dziecko się ucieszy z prezentu za 50 złotych. A jeśli chce coś drogiego to nie ma sprawy. Mikołaj czy też Aniołek przyniesie pieniążek i drobny, symboliczny upominek. Pieniążek do skarbonki i jak uzbierasz to sobie kupisz. Proste.

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo dobre rozwiązanie;-) Ale ja i tak uważam, że drogie prezenty dla małych dzieci nie są dobre, nawet jeśli kogoś na to stać.

    OdpowiedzUsuń
  10. Masz rację! Magia Świąt polega na zacieśnianiu relacji z bliskimi, wspólnym świętowaniu, spędzaniu czasu, szczerych gestach i uśmiechach. Tymczasem w te najbardziej intymne święta wkradła się komercja przez wielkie K. Przykre, że ludzie temu tak bezmyślnie się poddają. Zamiast chłonąć magię tej atmosfery stoimy w kolejkach, zaciągamy kredyty hołdując zasadzie " zastaw się, a postaw się".
    Uciekam od tego jak najdalej! A prezenty, w większości, w tym roku przygotowujemy własnoręcznie :)


    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  11. Wyprawy do galerii handlowych mi odpadają, bo galerii u nas brak ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Gdy widzę tą falę ubranych choinek niosącą się po IG, FB i innych Twitterach to nie wiem czy ludziom się we łbach poprzewracało czy im to włączanie iluminacji świetlnych na ulicach odebrało rozum. Przerażają mnie te choinki w rogach salonów, ubrane i czekające nie wiem na co (może na zbawienie?) te tony jedzenia wyrzucanego po Świętach na śmietnik, na dzieci tonące w zabawkach i nie mogące doprosić się tego najważniejszego daru - CZASU!.Żal mi ludzi, obezwładnionych komerchą, zapominających o o sensie Świąt, idących na pasterkę tylko po, to żeby pokazać nowe ciuchy, na które nie stać sąsiadki (chociaż może powinnam się cieszyć, że w ogóle do kościoła idą, skoro księża ich wnerwiają i ogólnie to nie wiedzą czy wierzą, ale choinek ubierają i karpia dla zasady też wpierdzielają, co z tego że zagryzają mięchem). Ci sami ludzie wolą przepuścić kilka tysięcy na żarcie, wódkę (no bo z rodziną to tlyko przy wódce) i prezenty, ale jak przychodzi do jakiejś spontanicznej zbiórki to ledwo wysupłują dychę, no bo czy mają gwarancję, że rzeczywiście dają potrzebującym. Żenada, żal, niemoc- gdzie my zmierzamy?

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja właśnie planuję post na temat świąt i widzę, że nie jestem jedyna z podobnymi przekonaniami. Post oczywiście będzie zupełnie inny :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Jedno drugiego nie wyklucza. Nie podoba mi się ten wpis, szczerze mówiąc...
    Jest taki dolujacy.

    O ile z tymi zakupami się zgodzę tak z reszta niedokonca. Dom może być pięknie ubrany i jedzenia cały stos i można też cudownie spędzić ten czas z rodziną.
    Przy pustym stole głupio kogoś ugoscic, a choinka to rzecz gustu, może być kolorowa, a może być tylko ubrana w światełka.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ty się ze mną nie zgadzasz? Nie możliwe ;) Ale i tak Cię uwielbiam :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja zauważyłam, że co raz większej ilości osób przeszkadza ten wszechobecny przepych świat. Zamiast magii - komercja.

    OdpowiedzUsuń
  17. Moja choinka tez już stoi od wczoraj. Ale to bardziej ze względu na Młodego, który bardzo chciał. Pochwalę się nią przed świętami, bo to wtedy jest odpowiedni czas na wrzucanie tego rodzaju fotek.

    OdpowiedzUsuń
  18. Myślę, że podejście każdej osoby do świąt jest indywidualne. Ja nie mam nic przeciwko chodzeniu po galerii i szukaniu czegoś dla siebie (byle nie w weekend). Prezenty w większości zamawiam przez internet, bo nie chciałabym, aby bliscy dostali obmacane przez setkę rąk upominki. Każdy tworzy własne święta.

    OdpowiedzUsuń
  19. Natalia Grabias8 grudnia 2015 14:28

    Świetnie napisane! Odważyłaś się napisać wszystko to, o czym wszyscy myślimy, ale boimy się o tym powiedzieć bo... "święta są takie super", bo nie chcemy psuć atmosfery sobie i innym... Dziękuję Ci, że jeszcze raz otworzyłaś nam oczy. Cudowny wpis :).

    OdpowiedzUsuń
  20. Mnie ten wszechobecny nastrój nie przeraża, ale może dlatego, że przede wszystkim stawiam na rodzinę, bliskość, miłość. Nigdy nie wariuję...szał świątecznej gonitwy chyba mnie omija szerokim łukiem;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Taaaaak! A ja podzielam tę opinię. Już trzeci rok z rzędu mam zapakowane, a jak jeszcze nie zapakowane, to przynajmniej kupione prezenty. I przyznam się, że czasem przejdę się do jakiegoś centrum handlowego bliżej świat, i tak sobie spacerując wolno mam niezły ubaw patrząc jak niektórzy się po prostu mało nie pozabijają, żeby tylko kupić coś, co nagle jest 5 złotych tańsze, ot taka promocja!
    A już po prostu szlak mnie trafia, jak widzę, kolejki w sklepach w wigilię o godzinie 16 dajmy na to...no nie zrozumiem tego chyba nigdy...
    A choinka w domu, w nosie mam czy modna, ważne, że ubrana wspólnie z mężem. Ma sprawiać radość Nam, a nie tysiącom ludzi na fb :)
    Ale i tak się nią pochwalę, a co! :)

    OdpowiedzUsuń
  22. A ja bym chętnie pochorowała "na święta". Nawet nie wiesz, jak człowiekowi brak polskiej tradycji i tego zamieszania przedświątecznego. Zgoda, we Włoszech też mogę sobie na to pozwolić, ale tutaj brakuje mi magii, śniegu i wielu innych rzeczy. Nie ma nic w złego w tym, że ogarnia nas przedświąteczna gorączka, pod warunkiem, że nie przeginamy :).

    OdpowiedzUsuń