Wszystko co w internecie niczyje jest!

15:10:00


Temat rzeka i tak naprawdę nie do przeskoczenia. Każdy, kto choć raz w życiu udostępnił jakąś treść w internetowych czeluściach, może spodziewać się tego, że kiedyś zobaczy ją podpisaną bynajmniej nie swoim nazwiskiem. I tu nie chodzi nawet o to, żeby linkować od prawa do lewa każdy cytat czy zdjęcie. Tu chodzi o zwykłą ludzką życzliwość i szacunek do cudzej pracy. Wystarczy przecież podpisać, oznaczyć, albo zwyczajnie spytać autora o zgodę na upublicznienie w danym miejscu i pod daną formą. To naprawdę nie boli, a większość ludzi się zgodzi na określonych warunkach. Tylko po co, skoro można sobie wziąć, prawda? Przecież wszystko co w internecie się znajduje do nikogo nie należy.

Kilka dni temu Eliza z blogu 100pociech.com [klik] pisała o poszanowaniu praw autorskich i o tym jak pięknie można komuś coś zakosić, przerobić i przedstawić jako własne. Jako laik internetów, który dopiero zagłębia się w tajniki blogowania i też błędy popełnia, nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak łatwo dawałam się oszukać. Mam tu na myśli zdjęcie komercyjne, które trzeba kupić aby wykorzystać, a które można w prosty sposób przerobić i mieć wszystko w nosie. O ja głupia i naiwna. A ta kratka zawsze mi się tak bardzo podobała. Sorry ale od teraz będę takie blogi omijać szerokim łukiem. Jest mnóstwo stron, z których można pobrać darmowe fotki do tekstów.

Dzień przed tym, jak pojawił się tekst Elizy, dostałam link do tomaszowskiego forum, na którym linkowano zbiórkę dla Franka: "Wejdź, poczytaj komentarze. Tam na dole jest fajny, ironiczny.". No i weszłam. Komentarz przeczytałam, uśmiechnęłam się pod nosem i mi się ciepło na sercu zrobiło. Ale skoro już stronę otworzyłam, to przeczytałam wszystkie komentarze i jeden wydał mi się szczególnie znajomy. A brzmiał tak:
Od dzisiaj możecie realnie pomóc Frankowi Chmielewskiemu, który urodził się z wrodzoną wadą serca i czeka na kolejną operację w Universitätsklinikum Münster

wysyłając smsy NA NUMER 72365 TREŚĆ S3258

WSZYSTKO NA STRONIE https://www.siepomaga.pl/serduszko-franka #serce_franka

Fajny dzieciak, a smsy to dla mnie najłatwiejsza forma pomocy, bo telefon zawsze mam pod ręką.

Dzisiaj jest tutaj Franek, ale jutro być może będzie tutaj inne dziecko. Kiedy otrzymam informacje, że Franek uzbierał pieniądze na operację, jego miejsce zastąpi inne potrzebujące dziecko.

„Człowiek jest wielki nie przez to, co posiada, lecz przez to, kim jest; nie przez to, co ma, lecz przez to, czym dzieli się z innymi”. Jan Paweł II
Fajny, prawda? Słowa nie moje i nie ode mnie "pożyczone". Ale odkąd trwa zbiórka dla Franka, wielu blogerów przyłączyło się do akcji i napisało teksty na swoich blogach. A, że czytam wszystko, co mi ktoś w tym temacie podeśle lub znajdę, to nic dziwnego, że skądś ten tekst znałam. Ba! Ja nawet wiedziałam skąd. Co jak co, ale teksty przeczytane u innych pamiętam lepiej niż te, które sama napisałam.
W gwoli ścisłości, cytat pochodzi z tekstu "Lubienie nie pomaga", napisanego przez Scinkijascinki. Całość tu -> klik

Żeby sytuację wyjaśnić napisałam do Marcina z pytaniem czy to nie on przypadkiem ten komentarz dodał. W sumie nigdy nic nie wiadomo. Marcin oczywiście zaprzeczył, a dopiero po chwili sobie uświadomił, że ktoś sobie ten fragment skopiował i wkleił na forum bez podania źródła. Żadnej afery z tego nie będzie, gdyż Marcin stwierdził, że jeśli to napędza zbiórkę to niech sobie wisi. Szczerze mówiąc, na jego miejscu pisałabym do administratora z prośbą o usunięcie. Ale to jego decyzja.
Swoją drogą, jego tekst rozszedł się po internecie niczym torpeda i miał sporo wyświetleń. Tym samym nie wiadomo komu się ten fragment spodobał.

Odwołam się również do swoich doświadczeń, z których wyciągam dosyć pospolity wniosek "z małych blogów można kraść do woli". Razu pewnego znalazłam cały akapit na blogu z ponad tysiącem polubień strony. Skończyło się na usunięciu fragmentu i przeprosinach. Jestem wyrozumiała i potrafię wybaczyć chwilowe zaćmienie umysłu, więc nie zamierzałam robić dymu. Sama na początku blogowania zrobiłam wielkie faux pas, wklejając do tekstu grafikę z innego blogu. Co z tego, że podlinkowałam, skoro zrobiłam to nieudolnie - dosłownie jak ostatni tuman. Ania napisała do mnie. Doszłyśmy do porozumienia. Przepraszałam ją z 50 razy i nie miałam wątpliwości, że powinnam ją przeprosić oficjalnie na fanpage. Do dziś dzień mam tą sytuację w głowie i przepraszam Anię po raz kolejny. Człowiek uczy się na błędach, a początki bywają zaskakująco bolesne. 

Dlaczego o tym wszystkim pisze? Otóż, chcę Wam uświadomić, że treści, artykuły, zdjęcia czy video znajdujące się w internecie do kogoś należą. Ktoś je napisał, zrobił, zmontował. Ktoś poświęcił swój czas, żeby to wyglądało tak, jak wygląda. Dla jednego było to 40 minut, dla innego kilka godzin. I tak naprawdę bez znaczenia jest to, jak długo trwało tworzenie danego materiału. Ważne jest to, że ma on właściciela, z imienia i nazwiska albo chociaż z pseudonimu. Nie musicie linkować każdego tekstu czy oznaczać autora na Facebooku niebieskim napisem. Wystarczy podpisać w taki sposób, żeby każdy czytający wiedział od kogo to wyszło i kto jest autorem. Opisać tak, żeby nie było wątpliwości i można było bez problemu dotrzeć do źródła. Tyle.

Nie przekonuje? To wyobraźcie sobie taką sytuację:
Do Waszego domu wchodzi nieznany "Kowalski". Bierze Waszą lodówkę, telewizor, konsolę czy co tam macie wartościowego, czym tydzień wcześniej chwaliliście się na fejscie, wrzucając po dwadzieścia zdjęć. Bierze sobie sprzęt, kupiony za pieniądze, które zarobiliście w pocie czoła. Bierze, bo uznaje, że mu wolno. Przecież wszystko co na świecie jest, każdy sobie może wziąć. Bulwersujecie się, bo przecież to bzdura. To wasza własność. Serio? Super! Bo z naszymi tekstami jest tak samo!

Nasze teksty, zdjęcia, filmy czy grafiki to nasza własność. Nasza! Powstały w wyniku naszej pracy i poświęconego czasu. Często kosztem wyjścia do kina czy pospania godziny dłużej. Dzielimy się nimi, udostępniamy i pozwalamy na to, abyście i Wy posyłali je dalej w świat. Pozwalamy Wam się nimi dzielić. Ale chcemy, żeby nas szanowano. Chcemy, żeby nasze treści były podpisywane, linkowane, oznaczane. Chcemy, żeby każdy miał możliwość dowiedzenia się skąd pochodzą i kto jest ich autorem. To nie boli i nie wymaga poświęcenia. 

Szanujmy się wzajemnie aby inni nas szanowali i nie nazywali internetowymi złodziejami.


______________
Taka mała dygresja. W ciągu ostatniego tygodnia dostałam kilka pytań od innych blogerów (i nie tylko), czy mogą użyć zdjęcia czy też baneru znajdującego się na fangape Franka i wstawić go do tekstu zachęcającego do udziału w akcji lub dodać jego zdjęcie do plakatu. Tak naprawdę nie musieli o to pytać, gdyż każdy materiał, który się tam znajduje, jest publiczny i można go udostępnić czy umieścić w formie przekazu na swojej stronie. Mimo to pytali. Jak widać pytanie nie boli. Linkowanie też nie boli. Oznaczanie i podpisywanie czyichś słów bólu nie zadaje. Podwędzanie czyichś treści może mocno zaboleć czyjś portfel.

You Might Also Like

23 komentarze(y)

  1. No nie sposób się z Tobą nie zgodzić!

    OdpowiedzUsuń
  2. Notka bardzo pomocna, szczególnie dla tak nieopierzonego pisacza bloga (bo blogerem się jeszcze nie nazwę) jak ja! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przekonuje, przekonuje. Staram się pilnować, ale nigdy tak naprawdę nie mam pewności nawet fotki z Unsplasha czy innego serwisu za free nie okażą się być podkradzionymi. Życie... Najlepiej wszytsko kupować, mieć kwity na wszystko, ale nie zawsze się to uda.

    OdpowiedzUsuń
  4. Oprócz ściągnięcia tekstu całego lub w kawałkach zwróciłabym uwagę również na popularne w blogowych kręgach ściąganie pomysłów. Wiem, że często nie da się uniknąć wielu tekstów na jakiś temat, nie wiem, na przykład w okresie przedświątecznym wiadomo, że wszyscy piszą o Świętach, ale chodzi mi o cos innego - piszę tekst, on się jakąś tam popularnością zaczyna cieszyć, i nagle i tu i tu i tam tekst niby inny ale właściwie o tym samym...

    OdpowiedzUsuń
  5. Grafik i zdjęć w ogóle nie można umieszczać na blogach bez zgody autora. Nawet linkując. Zgodą autora może być udostępnienie zdjęcia na odpowiedniej licencji albo jakaś inna forma. Co jest śmieszniejsze, można wstawiać na blogu filmy z youtube. Ostatnio miałam zagwozdkę, ponieważ mam w planach zrobić serię wpisów o Bondzie ale nie mogę użyć plakatów filmowych. Za to mogę użyć trailerów.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie raz już ktoś ukradł mi tekst, albo sam pomysł na posta. To jest wkurzające. Jeszcze tym bardziej, gdy robi to popularniejszy bloger. Dlatego ja mam jedną zasadę: nigdy nie kradnę tematów o tekstach już nie wspominając, a także zdjęcia do postów robię sama. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie przesadzaj. Jesteś dobrym blogerem, piszącym na odpowiednim poziomie. Ja jedynie dodałam coś od siebie, do tekstu Elizy.

    OdpowiedzUsuń
  8. Też mam takie momenty, gdy się zastanawiam nad licencją danych zdjęć. Szczególnie, gdy na jednym serwisie są one darmowe, a na drugim trzeba podpisać nazwiskiem autora. I bądź człowieku mądry :/

    OdpowiedzUsuń
  9. Akurat mnie nie rusza pisanie na ten sam temat. Dane nisze blogowe mają to do siebie, że tematy się często powtarzają. Tego się nie przeskoczy. Gorzej jeśli dany tekst ma identyczną formę jak tekst poprzednika.

    OdpowiedzUsuń
  10. O tych grafikach bez zgody autora to nawet nie wiedziałam. Człowiek się uczy całe życie :)
    Ja sama korzystam ze zdjęć oznaczonych licencją CCO, ale pewności nie mam żadnej, że ktoś ich wcześniej nie podpierniczył autorowi z innego, odpłatnego serwisu.

    OdpowiedzUsuń
  11. Powtarzalność tematów to norma. Sama nie raz się złapałam na tym, że coś przeczytałam i napisałam o tym samym wyrażając własne zdanie. Ale wtedy zawsze linkuję do wpisu, który był bazą inspiracji. Tym samym mam poczucie, że postępuję fair w stosunku do autora tekstu, który mnie zainspirował do przedstawienia swojego zdania.

    OdpowiedzUsuń
  12. To jest to ryzyko właśnie. Miałam w tym semestrze kurs z ochrony własności intelektualnej i dużo się dowiedziałam na temat udostępniania nie swoich rzeczy. Z licencjami też trzeba uważać, bo czasem są haczyki :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Masz absolutną rację co do przywłaszczania sobie zdjęć czy tekstów. Ja na blogu korzystam z grafik znalezionych w necie, ale zawsze podaję ich źródło. Jeśli i to jest niezgodne z prawem, to przestanę :). Ogólnie staram się nie powielać tematów, bo zauważyłam, że niektórzy się bardzo na to boczą. A przecież nikt nie ma wyłączności do tych spraw :).

    OdpowiedzUsuń
  14. Warto podlinkować to prawda- też tak robię. Ja na własnej skórze odczułam- kopiowanie tekstów. Nie powiem tematy moga się powtórzyć, ale nie dwa dni po moim tekście, wiedząc, że osoba mnie czyta i jeszcze tytuł taki sam daje, albo jej dziecko zachowuje się identycznie jak moje- tzn. może się tak zachować, ale kilka razy robić coś takiego to już trochę dziwne jest.

    OdpowiedzUsuń
  15. No niestety kradzieże się zdarzają :( czasem widzę swoje myśli przepisane, przekręcone ale moje. Zdarzyło mi się kiedyś, że ktoś mi ukradł artykuł branżowy i podpisał się swoim nazwiskiem. Powiem, że to straszne świństwo jest niestety :(.

    OdpowiedzUsuń
  16. http://histeryczna.blogspot.co26 grudnia 2015 10:50

    Szczerze mówiąc nie spotkałam się jeszcze z przywłaszczaniem sobie czyjegoś tekstu. Może za mało czasu spędzam na necie. Za to spotkałam się dziwnymi wojnami odnośnie tematyki postów - a przecież ta może być dla kogoś inspiracją. Nie ma też nic dziwnego w tym, że ktoś wpadł na ten sam pomysł. W każdym razie dałaś dobry przykład: zamiast bezsensownej kłótni i szumu, który nic nie przyniesie, lepiej przeprosić, nauczyć się i iść dalej.

    OdpowiedzUsuń
  17. Plagiat to przestępstwo, nie wykroczenie, nie złamanie zasady, ale przestępstwo,Zgodnie z art. 115 ustawy o prawach autorskich i prawach pokrewnych:

    "1. Kto przywłaszcza sobie autorstwo albo wprowadza w błąd co do autorstwa całości lub części

    cudzego utworu albo artystycznego wykonania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo

    pozbawienia wolności do lat 3.

    2. Tej samej karze podlega, kto rozpowszechnia bez podania nazwiska lub pseudonimu twórcy cudzy

    utwór w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, artystyczne wykonanie albo publicznie

    zniekształca taki utwór, artystyczne wykonanie, fonogram, wideogram lub nadanie." .


    Ja bardzo poważnie podchodzę do kradzieży mojej własności intelektualnej i nie wyobrażam sobie ukraść czyjś tekst, zdjęcie itp. bez podania wyraźnego źródła, zaznaczam wyraźnego, czyli nie żadnej zszywki na przykład.

    OdpowiedzUsuń
  18. Należy odróżnić inspirację przeczytanym artykułem (nie musi to być artykuł blogera, ale przeczytana książka czy artykuł w prasie) od "zapożyczania" jego treści. Nie wyobrażam sobie, żeby do takich sposób budowania swojej marki uciekali się szanujący się twórcy treści w sieci, a jednak wiele takich sytuacji miało ostatnio miejsce. Miejmy nadzieję, że zarówno ci początkujący, jak i "sprytni" zrozumieją, że to bardzo szybka i dość wstydliwa droga do porażki.

    OdpowiedzUsuń
  19. mint with raspberry29 grudnia 2015 11:24

    Zupełnie się z Tobą zgadzam. Niektórzy myślą, że jak jest w internecie to jest za darmo. Niestety tak to nie działa.
    Sama miałam taką sytuację, zamieściłam post, pewna blogerka mi go skomentowała i na drugi dzień na jej blogu był identyczny post. Ja dopiero zaczynam, stawiam pierwsze kroki w blogowaniu a ona ma już dosyć popularnego bloga. Wyglądało to trochę dziwnie, nie chce jej tak osądzać być może miała taki wpis zaplanowany albo najzwyczajniej po prostu skopiowała to ode mnie. Uważam, że tematy mogą się powtórzyć, ale jeśli zdjęcia do tematu są podobne w tym samym klimacie, tekst jest tak samo napisany, niby inaczej, ale to na jedno wychodzi to już jest przegięcie.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Kradzież z bloga na bloga to małe miki. MI studenci potrafią oddać prace semestralne skopiowane z sieci, albo....wikipedii. I jeszcze foch, że znalazłam i się czepiam :P

    OdpowiedzUsuń
  21. I co się czepiasz? Przecież znaleźć w sieci też trzeba chcieć. ;) haha. A swoją drogą, odważni studenci.

    OdpowiedzUsuń
  22. Bardzo mądry i ciekawy tekst. Trzeba o tym pisać, bo czasem aż smutno. Ostatnio miałam taką sytuację, chociaż mój blog jest młodziutki... Ktoś, już nieważne kto, gdzie i w ogóle, skopiował sobie kilka zdań żywcem z mojego wpisu. Napisałam, pogadałam, zdania wykreślone (a wystarczyło po prostu napisać, skąd to). Linkowanie, pytanie nie boli. Inna sytuacja - bardzo pozytywna - znajoma (z reala) zapytała, czy może wykorzystać moje zdjęcie w swoim wpisie, o to samo pytała wszystkich, których wpis dotyczył. I to jest poprawne zachowanie, miłe i warte naśladowania :)

    OdpowiedzUsuń