Cholera mnie weźmie, czyli niekrótka rozprawka na temat chodnika.

12:32:00

Lubię jesień, lubię wiosnę, lubię zimę, lubię lato. W sumie cały rok lubię jako taki. A każdą porę roku za jej szczególny klimat, którego chyba nikomu rozpisywać nie muszę. Jednak czasami mi cycki opadają, co raczej jest przerażające biorąc pod uwagę to, jak jędrne będą za miesiąc, gdy codziennie będą zaliczać opad. Może jestem jakaś wczorajsza, może za dużo wymagam (?) ale kurczę, ludzie, szanujmy się. Szczególnie gdy za oknem zaspy trzymetrowe a z nieba wciąż, nieprzerwanie prószy biały puch. Naprawdę każdemu z osobna trzeba przypominać, że nie jest na tym świecie sam?

Mam dziecko, wózkowe. Żadna nowość. Nie ja jedna pcham czterokołowe ustrojstwo przed sobą. Jednak jako nieliczna pcham czterokołowe ustrojstwo z 4,5 rocznym dzieckiem (jak mi ktoś zamierza pocisnąć komentarzem, że wożenie czterolatka w wózku to upośledzanie dziecka, polecam najpierw zapoznać się z tym tekstem -> klik, a dopiero potem rozgrzewać palce do wklepywania komentarzy). Już nie wspomnę o opiekunach osób niepełnosprawnych ruchowo, którzy też wózki pchają. Mam również wrażenie, że na czas białej zimy powinniśmy się zamknąć w domach i zapomnieć o jakichkolwiek spacerach bo...


...chodniki zasypane

Rozumiem, że od kilku dni ciągle pada, niemalże bez przerwy, co zdecydowanie nie należy do przyjemnych rzeczy, szczególnie gdy ów śnieg sypie prosto w twarz. To jednak nie powinno zmieniać faktu, że chodniki powinny być ODŚNIEŻONE. I to nie jako tako, po japońsku a porządnie i konkretnie. Mijaki wcale nie ułatwiają nikomu życia. Nawet idąc bez wózka, niejednokrotnie ślizgam się na koleinach, które ktoś zrobił, podczas zabawy z łopata. Może mam się na tych koleinach wypierniczyc i liczyć na to, że niczego sobie nie połamię?


To Twój obowiązek obywatelu!

Tak, tak. Według przepisów to na Tobie ciąży obowiązek odśnieżenia chodnika przylegającego do Twojej posesji. Dlaczego więc nie weźmiesz łopaty i nie zrobisz porządku na (defakto) swoim  terenie? Czy zdajesz sobie sprawę z tego, że gdybym wywinęła orła na nieodśnieżonym przez Ciebie chodniku, i złamała sobie rękę, nogę, wybiła oko czy nawet palec to mogę domagać się od Ciebie odszkodowania? Mogę, bo doznałam uszczerbku na zdrowi z Twojej winy a raczej przez Twoje zaniedbania.

W ramach prostego przykładu, przechodząc dzisiaj przez pewnie osiedle, przebijając się przez zaspę, koło wózka wpadło mi w dziurę chodnikową, która była przykryta białym puchem. Niespodziewanie wózek przechylił się w jedną stronę. Gdybym go dobrze nie trzymała to moje dziecko by się tym wózkiem nakryło, lądując twarzą w zaspie obok. Tylko mi nie mówcie, że to wina dziury. Gdyby śnieg w tym miejscu był "zbity" lub chociaż w znacznej mierze usunięty, do takiej sytuacji by nie doszło.


Auto Ci przestawię!

Czara goryczy się przelała. Gdyby nie to, że zimno, że mróz i sypało mi prosto w twarz, z największą przyjemnością zrobiłabym sobie kilkuminutowy postój żeby siarczyście opieprzyć kierowcę czerwonego VW, który zaparkował na samym środku chodnika, uniemożliwiając mi tym samym przejście. Co myślał kierowca? Pewnie jedynie tyle, że śniegu napadało więc pod bramę podjeżdżał nie będzie, spodni śniegiem nie skala, stanie w miejscu, w którym ma już ładnie wydreptane. Przecież tylko na minutkę. Pech chciał, że akurat to była zła "minutka". 

Jak się można domyślić, z prawej ominąć auta nie mogłam, gdyż zaspa przed bramą pobiła wszelkie rekordy i normy wielkości (czyt. w kolana). Zmuszona zostałam do obejścia samochodu od lewej, gdzie było niewiele lepiej. Tak, ta część trawnika (był to trawnik, serio) nie wymaga odśnieżania. Więc mogłam się śmiało na tych wertepach zabić. Wózek przeniosłam. Dosłownie przeniosłam nad zaspą, z dzieckiem w środku. A mogłam wezwać straż miejską i mandat za zastawienie chodnika jak znalazł. Łaskawa jestem - do czasu!


Traktoro-odśnieżarka chodnikowa

Miałam tą wątpliwa przyjemność przez chwilę iść bezpośrednio za traktoro-odśnieżarką chodnikową, która wielką szczotą pięknie pozbywała się śniegu. Dlaczego więc ta przygoda była wątpliwa? A no dlatego, że pozbywała się śniegu i "posypywała" chodnik piaskiem. Bo wiecie, jeszcze gdyby faktycznie posypywała chodnik piaskiem to by było ok, ale ona go "posypywała" czyli pluła tym pisakiem w postaci pojedynczych, całkiem sporych placków. Ja wiem, że to się rozchodzi za godzinę, że zniknie, wyparuje, cholera wie co jeszcze, ale bez przesady. Już lepiej niczym nie sypać, szczególnie, że pod śniegiem lodu ni grama. W efekcie końcowym chodnik wyglądał tak jak przed odśnieżaniem, z tym, że zamiast śniegu był pokryty prawie że pustynią. 


Miła niespodzianka 

Są jednak na świecie ludzie, którzy szanują i siebie i innych, a przede wszystkim nie chcą, żeby ktoś sobie coś połamał wywijając orła na ich części chodnika. Z zaciechem na twarzy szłam te 400 metrów po odśnieżonym chodniku, po którym koła wózka się kręciły a nie sunęły. Było miło, łatwo, gładko i przyjemnie. I tak wzdłuż całego osiedla. Wróciła mi wiara w ludzi.

Wiem, że nie da się wszystkiego pod wszystkich dostosować, ale odśnieżać chodniki trzeba. Część odśnieżania leży w kwestii miasta. Ale część w kwestii osób prywatnych i firm, do budynków których chodnik przynależy. I ci drudzy powinni się za to solidnie zabrać, żeby między innymi nie musieć parkować swoich aut na chodniku, bo brama zasypana. 

Aby bardziej przekonać do odśnieżania chodników podrzucam to:
"Zgodnie z art. 117 kodeksu wykroczeń, każdy kto nie wywiązuje się z obowiązku utrzymania porządku w obrębie swojej nieruchomości podlega karze grzywny do 1500 złotych albo karze nagany."


Podsumowując:

Byłam z dzieckiem na spacerze. Zanim doszłam do punktu docelowego, kilkukrotnie walczyłam z prawem grawitacji, ćwiczyłam mięśnie bicepsów, spociłam się jak podczas ćwiczeń z Chodakowską, dostałam zadyszki i kolki, na koniec prawie język wyplułam i nóg nie czułam, czując za to każdy centymetr mięśni nóg. Mówicie, że od nowego roku intensywnie ćwiczycie? Zapraszam do przechadzki z wózkiem po zaśnieżonym chodniku. Zaręczam niezapomniane wrażenia i intensywny trening na świeżym powietrzu. 

You Might Also Like

46 komentarze(y)

  1. przesrane - nie mam zamiaru się mądrzyć. Mój gówniarz od 4 miesiąca nie chciał jeździć w wózku więc

    OdpowiedzUsuń
  2. Zakupy w zębach , młodocianego pod pachą a wózek brzuchem .... więc wiem ile potu i krwi kosztują nierówności

    OdpowiedzUsuń
  3. Mój niestety także miał moment, gdy wózek parzył. Dziecko na rękach i jednoczesne pchanie wózka to nie by przyjemny moment.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przynajmniej masz chodniki ;) Ja pamiętam, jak chciałam z dzieckiem w wózku na spacer wyjść i u nas w zimie to było niewykonalne - oblodzona droga, a na poboczu metrowe zaspy. Tyle w temacie ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj kochana ile razy ja spotkałam się z taką sytuacją. U nas Jasiek jeszcze czasem w wózku jeżdzi więc wiem jak jest cieżko targac wózek i dziecko czasem na rękach.

    OdpowiedzUsuń
  6. zdecydowanie najbardziej w "osiedlowych spacerach" irytują mnie samochody poustawiane róniutko w rzędzie na chodniku. zgodzę się, że bloki 60-cio rodzinne nie dysponują taką liczbą miejsc parkingowych, by każdy właściciel mieszkania, a niekiedy nawet każdy lokator, bo przecież dwa samochody w rodzinie to powoli standard, miał gdzie zaparkować. pomijam już fakt, że kiedy chodziłam z wózkiem na spacery musiałam zejść na ulicę by czasami wyminąć pasmo 5-6 samochodów. pomykałam więc ulicą modląc się, by nic mnie nie obtrąbiło. Istotniejsze dla mnie jest to, że te samochody są tak zaparkowane, ze utrudniają nawet przejście obok nich, a co za tym idzie, moja starsza córka wracając ze szkoły, czy idąc do niej również musi iść pare metrów ulicą. oczywiscie zdarza się, że ktoś nie wytrzyma, zrobi nagonkę i przyjedzie straż miejska pozakładać blokady. ale samochód stoi dalej, co z tego, że z żółtymi ozdobami? potem przez dwa dni jest jakby luźniej, własciciele aut chyba muszą odreagować złość, ale znów wszystko wraca do normy.

    OdpowiedzUsuń
  7. Szczerze, to chyba wolę pchać wózek w naszym mieście na zaśnieżonych chodnikach, niż w lato! Tak, bo krew mnie zalewa, gdy muszę iść gdziekolwiek, a chodniki wyglądają tak, że tylko terenówką da się radę przejechać :/ poza tym samochód na samochodzie, a my po środku drogi, a kierowcy z pretensjami, że od tego jest chodnik (i to ci, którzy na owych chodnikach parkują). Kółko się zamyka, a krew dalej zalewa

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja swego czasu byłam uziemiona do granic swojego podwórka, bo w bocznej uliczki, w dodatku w dzielnicach peryferyjnych to Ty pługu nie uświadczysz...a odśnieżanie chodnika...no czasem jakiś sąsiad odśnieży. Ale najchętniej wieczorem, bo wczesniej sie spiesza do pracy.

    OdpowiedzUsuń
  9. Czyli się zabunkrować i nie wychodzić :/

    OdpowiedzUsuń
  10. Pchanie pustego wózka to pół biedy. Gorzej jak w nim obciążenie. I jeszcze ewentualne zakupy... Niewyobrażalne doświadczenie, a człowiek marzy jedynie o tym, żeby znaleźć się w domu.

    OdpowiedzUsuń
  11. To takie chodzenie na spacery na własne ryzyko. U mnie są jeszcze takie miejsca, gdzie nie ma chodnika. Trzeba sobie radzić i iść ulicą. A po drodze modlić się, żeby nic nas nie przejechało.

    OdpowiedzUsuń
  12. O tym też już pisałam, w tekście podlinkowanym. I o "kółkach różańcowych" na środku chodnika, które nie słyszą słowa "przepraszam". Doprowadza mnie to do furii.

    OdpowiedzUsuń
  13. Dobrze, że w ogóle odśnieżają. Gorzej jakby leżało tydzień, czekając na wolną sobotę.

    OdpowiedzUsuń
  14. My na szczęście wózków się już raczej pozbyliśmy, ale tak czy siak zaśnieżone chodniki to masakra. Bo po co odśnieżać jak zaraz znów napada?

    OdpowiedzUsuń
  15. Marta CHotkowska25 stycznia 2016 10:56

    taaaaa, skąd ja to znam? aaaa no tak, sama pcham wózek codziennie.... kilka razy dziennie, i jeszcze przez schody które albo podjazdów nie mają albo są tak zawalone śniegiem/błotem że wjechać się nie da ... ( bo to że ów podjazdy są za wąskie to już nie wspomnę...) , samochody na chodniku to też standard - cóż by tu rzec? chyba tylko "sory, taki mamy klimat......"

    OdpowiedzUsuń
  16. Niestety wiele osób nie chce przyjąć do wiadomości, iż do ich obowiązków należy odśnieżą nie chodnika przed posesją. Potem tłumaczą się burzą po przecież nie wiedzieli - a to żadne tłumaczenie bo ignorantia iuris nocet!
    U nas śniegu nie ma, więc problem zaśnieżonych chodników odpada, ale we Włoszech samochody potrafią zaparkować dosłownie wszędzie - nie raz musiałam z wózkiem zejść na ruchliwą ulicę by wyminąć zaparkowany na chodniku samochód. Mieszkam na przeciwko szkoły i nawet sobie nie wyobrażasz co widuję codziennie o godzinie 13 (gdy kończą się zajęcia lekcyjne).

    OdpowiedzUsuń
  17. Zgadzam się w całej mega rozciągłości. To, aż przypomina mi moją młodość :D
    Wyobraź sobie, że ja jako młode dziewczę ganiałam do kościoła na potęgę i nawet w grudniu wstawałam godzinę wcześniej, żeby na roraty iść :D chęć posiadania wszystkich obrazków i 6 z religii była nieposkromiona i nie zamierzałam z nią walczyć. No i pędzę w tej śnieżycy w ciemnościach egipskich i moim oczom ukazuje się pług, a ja chcąc ratować swoje życie musiałam wskoczyć do fosy, z której nie było widać nic poza moją czapką :P

    OdpowiedzUsuń
  18. Czasami też odnoszę takie wrażenie, że ludzie myślą, iż skoro pada to nie warto odśnieżać.

    OdpowiedzUsuń
  19. Klimat klimatem. Czasami gorzej bywa. Ale jakieś zasady powinny obowiązywać. Skoro część potrafi zrozumieć i się dostosować to czemu reszta nie może?

    OdpowiedzUsuń
  20. Wyobrażam sobie, masz szkołę niedaleko i też obserwuję różne obrazki. I trafia mnie ten "tłok" na czymś chodniko-podobnym. A niestety pod szkołami chodniki mają może z pół metra szerokości albo i mniej.

    OdpowiedzUsuń
  21. Pamiętam swoje wózkowe nerwy (z mniejszym wózkiem). Kilka razy dzwoniłem do straży miejskiej informując o debilach parkujących auta na całym chodniku. A co!
    Z tamtych czasów pamiętam też, że pchanie wózka najbardziej odczuwałem w barkach. :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Cóż mam Ci powiedzieć, poza tym, że ze śmiechu się z krzesła stoczyłam :D

    OdpowiedzUsuń
  23. Mam takie muskuły,że mogłabym walczyć na ringu. Trening całkowicie bezpłatny.

    OdpowiedzUsuń
  24. No to organizujemy turniej mistrzostwa świata i okolic blogerek. Co wolisz: boks, zapasy, MMA?

    OdpowiedzUsuń
  25. Pozostaje serdecznie współczuć, chociaż z drugiej strony będziesz miała figurę modelki za darmo :D

    OdpowiedzUsuń
  26. Figurę to ja mam i bez tego. Przydałoby się z 5 kilo przybrać, a najlepiej z 7.

    OdpowiedzUsuń
  27. Co prawda problemów z odśnieżaniem w Genui nie ma, ale z parkowaniem jest jeden, wielki cyrk. Brak miejsc parkingowych powoduje to, że kierowcy parkują na chodnikach i mają gdzieś to, że ktoś zwyczajnie chciałby przejść, nie mówiąc już o tym, że z wózkiem to niemożliwe. I większość, a właściwie wszyscy mają to gdzieś, a zresztą ludzie mogą sobie przejść po ulicy. Dobija mnie to, nawet nie wiesz jak...

    OdpowiedzUsuń
  28. Zgadzam się, nieodśnieżone chodniki mnie również doprowadzają do pasji. Szczególnie, gdy wychodzę rano do pracy w egipskich ciemnościach...

    OdpowiedzUsuń
  29. Masakra jest w tym temacie. Dziś widziałam przez okno jak kobieta rąbnęła na chodniku. Nie wiem co musiałoby się stać, żeby ludzie zaczęli myśleć. Chyba sami musieliby się wywalić na własnym terenie, że o niego zadbać. Odszkodowanie można wywalczyć spore- wiem, bo znajomy się przewrócił kiedyś, połamał się i nie odpuścił. Właściciel posesji musiał zapłacić

    OdpowiedzUsuń
  30. Boże. Ile ja wczoraj naklęłam przemierzając mą wieś z wózkiem Frankowym. Rozumiem Cię doskonale.

    OdpowiedzUsuń
  31. kiedy kupowaliśmy mieszknie tuż za ogrodzeniem rozpościerały się piękne łąki. uwielbiałam tamtedy spacerować. teraz biegnie tamtędy cudowna miejska inwestycja - obwodnica, która odebrała cały urok osiedla. jesteśmy więc zmuszone spacerować między autami zaparkowanymi na chodnikach.

    OdpowiedzUsuń
  32. Niestety tak jak musimy się mierzyć ze śmieciami i psimi kupami, tak zimą zmorą są nieodśnieżone chodniki. Fakt, właściciele posesji muszą o to dbać, bo to nie jest tak, że odśnieży sobie podjazd do garażu i wystarczy. Muszą również odśnieżyć chodnik przed domem.

    OdpowiedzUsuń
  33. tiaa... bo kto by to chodniki w tych czasach odśnieżał, ehhh :) znam z autopsji - niestety. wózkowo też nie raz miałam problem, bo kierowca auta to jakiś egoista..

    OdpowiedzUsuń
  34. Dlatego tak kocham swój ogród i nie muszę (a raczej nie musiałam) lawirować wózkiem po nieutwardzonych (kiedyś) lub ruchliwych (dzisiaj) uliczkach między domami. Wystawiałam dziecko do ogrodu lub na taras (jak lało, grzmiało czy śnieżyło) i kilka godzin na świeżym powietrzu bez kup, ślizgania się itp. Ale widzę, że dzisiaj wszyscy (szczególnie staruszki) maszerują środkiem jezdni! Ich przecież po zmroku nie widać! Chodniki oczywiście całe w koleinach.

    OdpowiedzUsuń
  35. Podziwiam... Dzwoń najlepiej po straż pożarną, policję i swat :) tak być nie może... Osobiście od wyklucia młodego zawsze zostawiam miejsce

    OdpowiedzUsuń
  36. Ty się nie śmiej. ty się ciesz, że masz lepiej ;)

    OdpowiedzUsuń
  37. Czyli można. A to powinno dawać do myślenia.

    OdpowiedzUsuń
  38. Hmm... A co to dokładnie znaczy? :)

    OdpowiedzUsuń