Małe radości

10:55:00

Niewiele człowiekowi potrzeba do szczęścia. Zapewniam Was, że niewiele. Z tym, że dla każdego "niewiele" oznacza coś innego. W moim przypadku niewiele, to naprawdę niewiele. Nie oczekuję od życia drogi usłanej różami i sześciocyfrowej kwoty na koncie w banku. Wczasy za granicą też nie szczególnie mi się marzą, zwłaszcza, że jestem typem zagorzałej domatorki, której się nigdzie wychodzić nie chce i która najchętniej spędzałaby cały wolny czas pod kocem, z kubkiem gorącego kakao. Człowiek mało wybredny to ja. Zdecydowanie. Wybredna jestem jedynie w kwestii porządku na włościach, który jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności, trwa jedynie godzin kilka, po czym wszystko wraca do pierwotnej postaci.

I tak właśnie, jako człowiek mało wybredny, postanowiłam kilka miesięcy temu, że założę sobie bloga. Tak zwyczajnie, jak wszyscy ci, którzy blogi posiadają. Była to chwila, całkowicie nie przemyślana. Rejestracja w bloggerze, otworzenie fanpage, pierwszy napisany tekst, o tym, co mi akurat leżało na wątrobie. I tak z dania na dzień przepadłam w tym świecie bez reszty. Strasznie polubiłam ten mój kawałek internetu, to moje pisanie, wirtualny kontakt z ludźmi.

Nikomu chyba nie muszę przypominać, że to właśnie dzięki blogowi poznałam M., która stałą się moją największą bratnią duszą i dzięki której trwam w tym nadal z taką samą chęcią i radością, jak pierwszego dnia. To właśnie jej wysyłam niektóre teksty jeszcze przed publikacją, żeby spojrzała swoim wypoczętym okiem i mi powiedziała, że na tysiąc słów mam czterysta z literówką (może przesadzam z tą ilością, ale ona zawsze wychwyci te literówki, które przecież zdarzają się każdemu). I to ona mnie postawi do pionu gdy mi się szajba włącza, opieprzy i pocieszy gdy trzeba. Albo szczerze powie "weź się ogarnij" (delikatnie rzecz ujmując).

Pomimo, że nie było mnie na żadnym spotkaniu blogerów, zdążyłam poznać wiele wspaniałych blogujących osób, trochę z nimi popisać, wymienić zdania i doświadczenia. Na wielu z nich mogę liczyć niemalże w każdej kwestii, choćbym pytała o jakąś pierdołę. W blogosferze są naprawdę fajni ludzie, trzeba tylko mieć to szczęście, żeby na nich trafić. Mi się udało. 

Udało mi się również trafić na bardzo fajne grono czytelników. Są tacy, którzy nie odpuszczają nawet jednego postu na blogu, choćby miał on być o odpowiedniej długości sznurówki w trampkach. Poliki mi płoną, a banan nie schodzi z twarzy, gdy piszą do mnie znajomi, którzy bloga czytają, podoba im się i trzymają kciuki za dalszy rozwój i motywację. Nie ma chyba lepszej motywacji niż szczere pochwała ze strony znajomych.

Ci, którzy są ze mną dłużej wiedzą, że blog nie jest dla mnie tylko miejscem przelewania myśli na wirtualny papier i chwilą dla siebie. Jest dla mnie również swego rodzaju terapią. Terapią matki kwoki, która zamknęła się z dzieckiem w domu i musiała otworzyć się na świat, żeby nie oszaleć. Dobrze mi ta terapia robi. 

I choć ostatnio wciąż brakuje mi czasu na to aby pisać regularnie, a jeśli już takowy mam, to zwyczajnie mi się nie chce ze zmęczenia lub niskiego poziomu stężenia czekolady we krwi, to nie potrafię tak całkowicie, nawet na krótki czas, zrezygnować z tego miejsca. Muszę choć raz w tygodniu coś naskrobać. Pisanie uzależnia. Blogowanie uzależnia. Z czasem staje się narkotykiem dla duszy, nie da się bez niego normalnie funkcjonować, jest niczym powietrze - potrzebujesz go by móc żyć, oddychając pełną piersią.

Wspaniale smakuje powietrze nasączone pasją.

You Might Also Like

53 komentarze(y)

  1. Jaki fajny, pozytywny post:) pozdrawiam Cię serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Co ja to chciałam powiedzieć... a nie nic :D chciałam Cie postawić do pionu, ale widzę, że już sama się postawiłaś :D
    Fajny wpis!

    OdpowiedzUsuń
  3. Całkiem przypadkiem, podjęłam podobną terapię i z tych samych powodów :) Mam nadzieję, że przyniesie podobne efekty jak u Ciebie. Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dla mnie też blog jest swego rodzaju terapią i tak samo jak Ty, dzięki blogowaniu poznałam fantastyczne osoby. W ogóle blogowanie jest fajne i tego się trzymam ;).

    OdpowiedzUsuń
  5. No i super, że jesteś :)
    Zgadzam się, że blogowanie uzależnia. I dochodzę do wniosku, że im częściej człowiek pisze tym więcej ma do napisania :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dla mnie blog jest odtrutka na różne troski i zmartwienia. Wypisze się i już mi lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  7. U mnie też ostatnio kiepsko z regularnością, ale - jak już zresztą wiesz z mojego ostatniego wpisu - najważniejsze to nie zatracić radości i pasji. Nie ma co narzucać sobie jakiegoś reżimu blogowego, tylko po prostu się tym cieszyć i robić wszystko po swojemu :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kochana, muszę przyznać, że na Twojego bloga trafiłam dopiero teraz, ale z pewnością zostanę tu na dłużej :) NAWET jeżeli nie będziesz tu systematyczni, bo hej! nie to jest najważniejsze, jeżeli nie masz siły i energii to nie ma co się zmuszać, bo pisanie z przymusu nie jest dla twórcy niczym.. przyjemnym? Trzymam kciuki! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nic na siłę:) Najgorsze co chyba co można robić to pisać bloga pod presją kogokolwiek i czegokolwiek:) Sam sobie teraz resetuję głowę i szukam ciągle pozytywnych wibracji;)

    OdpowiedzUsuń
  10. To chyba dla każdej matki siedzącej w domu blogowanie to taka odskocznia i terapia :) Jak się wypisze swoje żale, to od razu lepiej się człowiek czuje. I jeszcze można poznać fajnych ludzi. Mnie też blogowanie już uzależniło, a dopiero 3-ci mc piszę :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  11. Poczekaj co powiesz za pół roku :)
    Tylko nie daj się "niemocy", która prędzej czy później się pojawia :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja chyba wciąż szukam pomysłu na siebie. Tzn, wydaje mi się znalazłam, z tym, ze nie cieszy się on aprobatą, ale przecież to się może zmienić ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Dzięki :)
    W miarę systematycznie (czyt. przynajmniej raz dziennie) staram się być na fp, jakiekolwiek by to nie było.

    OdpowiedzUsuń
  14. Wiesz, że ja myślę tak samo. Na wszystko jest czas i miejsce.

    OdpowiedzUsuń
  15. Mam to samo. To taka forma relaksu. Nic nie kosztuje a pomaga na milion różnych sposobów.

    OdpowiedzUsuń
  16. I odwrotnie. Im rzadziej pisze, tym bardziej nie wie jak do tego wrócić. Bo zacząć to nie problem. Problemem jest wrócić na "stare" tory.

    OdpowiedzUsuń
  17. Bo blogowanie jest fajne. A przestrzeń blogowa nie do ogarnięcia.

    OdpowiedzUsuń
  18. Z pewnością :) Trzeba tylko w to wierzyć. A wiara czyni cuda :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja też dopiero piszę od niedawna jak "nowa w wielkim mieście" - na razie mam siły i chęci, ale od początku powiedziałam sobie, że jak będę regularnie pisać przez rok tzn że mój blog przetrwa. Na razie jest to moja odskocznia / chwila dla siebie. Na szczęście dzięki blogowaniu wróciłam do szycia - także blog stał motywatorem do robienia czegoś innego :)

    OdpowiedzUsuń
  20. ostatnie zdanie jest cudne. no wielkie love <3

    OdpowiedzUsuń
  21. dla matek pracujących też, proszę nas nie omijać. :)

    OdpowiedzUsuń
  22. No tak, coś w tym jest, ze pisanie uzależnia. A te miłe uwagi od innych, zwłaszcza od znajomych!, to miód na moje serce ;) I choć też nie potrzebuję wiele do szczęścia, to akurat tymi liczbami na koncie bym nie pogardziła - no co? łatwiej by się jednak żyło, nie? :D

    OdpowiedzUsuń
  23. Da się w ogóle blogować na siłę? Kurde no, jak nie mam mocy na pisanie, to nie piszę. Ot i wsio. Nie jestem w stanie wydusić z siebie posta na siłę.

    OdpowiedzUsuń
  24. zgadzam się ze wszystkim co napisałaś. JA też uwielbiam swój kawałek internetu. Bo wiem że mogę wszystko. I pisze kiedy chce i ile chcę. I prawdą jest, że ciężko wrócic do pisania po dłuższej przerwie. Ale bez bloga ja juz chyba nie umiem. I będę sobie go pisać. pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  25. Święte słowa Ola! Jak pisać, to bez przerwy! ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Super słyszeć takie zdania! Blog jest motywatorem, świetna sprawa! A wiesz, że dla mnie też? Co prawda trochę inaczej, bo dzięki niemu po prostu odkrywam, co chcę robić w życiu, codziennie, ale tak, też mogę powiedziec, że jest moim motywatorem :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Dokładnie, bez bloga już nie umiem. I myślę, że szybko się to nie zmieni.. :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Podejrzewam, że ludzie którzy się z tego utrzymują (lub mają wielkie ambicje) mają czasami chwilę zwątpienia i piszą na siłę, bo nie można przestać:) Ale to tylko tryb przypuszczający:)

    OdpowiedzUsuń
  29. Tak sobie myślę, że gdybym mogła zarabiać i ŻYĆ z bloga, to dopiero by mi się świetnie pisało! :D Ale może myślę tak tylko dlatego, że ta wizja jest mi bardzo odległa.. :P

    OdpowiedzUsuń
  30. Ja jeszcze za krótko jestem w tej "sferze", ale na razie zaczyna mi się podobać :)

    OdpowiedzUsuń
  31. ja to na początku bloga jak taką terapię traktowałam - tego swojego prywatnego :) teraz juz trochę czyms innym jest dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Obstawiam, że przeszłaś na wyższy szczebel blogowania i jest dla Ciebie czymś więcej, czymś bardziej ważnym niż hobbistycznym.

    OdpowiedzUsuń
  33. Mam tak samo. Też już bez bloga nie umiem. I nie ma to tak naprawdę związku z uzależnieniem od internetu, a raczej z tym, że blog daje naprawdę wiele. I nikt, kto bloga nie posiada i nigdy nie posiadał, nie zrozumie jakie są to możliwości.

    OdpowiedzUsuń
  34. Proste, że tak. Ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. :)

    OdpowiedzUsuń
  35. Trudno się nie zgodzić. Tak naprawdę chyba mówi wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  36. Także dałam sobie rok. I stwierdziłam, że jeśli po roku nadal będę miała ten sam "motorek", zapał, chęci i potrzebę, to na pewno tego nie zamknę. Do roku jeszcze chwila została, czasami brakuje zapału, ale jakoś nie wyobrażam sobie, żebym mogła wcale nie pisać, nawet gdybym to pisanie skazała na jeden tekst w tygodniu.

    OdpowiedzUsuń
  37. Chyba więcej tych niepracujących. Ale pracujące podziwiam za to, że potrafią to wszystko ogarnąć i pogodzić z domem, dziećmi, etatem. Wielki szacun :)

    OdpowiedzUsuń
  38. Nie mów hop. Podobno im bardziej się czegoś pragnie tym większa szansa na to, że kiedyś się plany zrealizuje.

    OdpowiedzUsuń
  39. Te posty "na siłę" widać z kilometra.

    OdpowiedzUsuń
  40. Wcale bym nie narzekała na taki obrót spraw :P

    OdpowiedzUsuń
  41. Ja bloguję od trzech lat. Na początku wpisy pojawiały się codziennie, potem co drugi dzień, raz w tygodniu, prawie porzuciłam bloga, bo życie mi się zawaliło, a nie chciałam czytelników obarczać problemami, potem wróciłam z wpisami raz na dwa tygodnie, aby przenieść się na nowego bloga i zacząć wszystko od nowa. Przez te 3 lata blog był dla mnie odskocznią, możliwością wygadania się, niejednokrotnie po opisaniu jakiegoś problemu, zaczynał on wydawać się nieistotny, łatwy do rozwiązania. Więc blog stał się psychologiem. Pokochałam pisanie na nowo po tym, jak w liceum na profilu matematyczno fizycznym nie było miejsca na twórczość.

    OdpowiedzUsuń
  42. Patrz, ale numer, ja też uwielbiam ten Twój kawałek internetu. A z tą domatorką to... prawdziwa prawda? W życiu bym nie zgadł. PS I chcę kakao. :)

    OdpowiedzUsuń
  43. Ja jestem nieźle walnięta i nakręcona ale zdecydowane domatorka. Tak mi dobre. :)

    OdpowiedzUsuń
  44. Mam podobnie chociaż prowadzę bloga z partnerką od niedawna. Co jest przepiękne że blog oże połączyć ogromnie dwie osoby i stać się ich pasją. Blogowanie wciąga jakby to nie było a jeszcze jak slyszysz miłe słowa odnośnie swojej strony i widzisz że ktoś to czyta to już wgl :) wspaniała sprawa poza tym masz swój kawałek ziemi - internetu. Tylko twój :)

    http://okiemlesbijki.blogspot.com/2016/02/mam-prawo-byc-kobieta.html

    OdpowiedzUsuń
  45. Nic dodać nic ująć - nie wiem, co ja bym zrobiła bez mojego kawałka internetu, zdziczałabym do reszty na tej mej wsi, gdzie mało kto wychodzi zimą z dzieckiem na dwór ;)

    OdpowiedzUsuń
  46. Masz absolutną rację, to uzależnia :) I choćbym miała nie spać to będę pisać :)

    OdpowiedzUsuń
  47. Jak ja dawnoooo u Ciebie nie byłam, ale spoko mam usprawiedliwienie ;) A tu takie zmiany! U mnie ostatnio trochę się wszystko popsuło i blog mnie ratuje przed tym by nie zwariować.

    OdpowiedzUsuń
  48. Blogowanie wciąga, to nałóg - ale na szczęście pozytwyny:) Trudno by mi było wyobrazić sobie teraz moje życie bez bloga, choć czasem jest pod górkę.

    OdpowiedzUsuń