Patrzeć na siebie nie mogę

09:44:00


"Asia, ale ty schudłaś. Weź coś jedz dziewczyno. Musisz teraz mieć dużo siły."

Ten cytat słyszę średnio 20 razy w tygodniu. Strach z domu wychodzić, żeby się nie natknąć na jakąś istotę, która zechce zwrócić uwagę na mój wygląd, a w szczególności wagę. Tu mi sterczy, tam odstaje, spodnie z tyłka spadają, bluzki wiszą jak na wieszaku. Ja to wszystko wiem. Codziennie widzę siebie w lustrze, codziennie zakładam pasek do spodni, bo te w rozmiarze 34 zsuwają mi się w pół tyłka. Mam świadomość swojej wagi, doskonale wiem ile mam na liczniku, choć ostatnio nawet nie sprawdzam, bo nie mam ochoty się dołować. Nie potrzebuję niczyich przekonań, że wyglądam jak wieszak, że już starczy, że może by tak przytyć z 5 kilo. Ja to wiem. Sama z siebie. Najzwyczajniej w świecie wiem i nie potrzebuję uświadamiania. Ale nie mam na to wpływu!

Chudzielca można dobić.

Osobie z nadwagą nie wypada powiedzieć, że ma kilka kilo za dużo. Szczupłemu można wszystko. Przecież się nie obrazi, gdy usłyszy, że znowu schudł. Pewnie nie, pod warunkiem, że się wcześniej odchudzał. Jeśli się nie odchudzał popadnie w paranoję i zechce przybrać to, co stracił. Ostatnio sama mam tą paranoję. Usilnie chcę przytyć a efekty są odwrotne do zamierzonych. Już nie wiem, czy przez to, że tak bardzo chcę czy dlatego, że wiem iż mi to nie wyjdzie. 


Znam swój organizm.

Znam go doskonale i wiem, że w sytuacjach stresowych reaguje spadkiem wagi. Co z tego, że zajadam stres, pochłaniam niewyobrażalne ilości pokarmu niczym odkurzacz brud z dywanu. Co z tego, że się obżeram jak głupia, skoro i tak na wadze ni grama więcej. Z jednej strony doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że w końcu to minie, ustabilizuje się. Stres odejdzie a wewnętrznie uspokojony organizm zacznie powoli wracać do normy. Jednak z tej drugiej strony czuję się zaszczuta ciągłym stwierdzaniem oczywistego faktu, że moja waga znów pojechała w dół. Wiem też, że z dużym trudem przyjdzie mi dobicie do 50 kilo. 


Naprawdę jem.

Choć to może się wydawać niewyobrażalne, a niedowiarkowie wybuchną gromkim śmiechem, że to moje jedzenie to tylko taka przykrywka, żeby tylko nie musieć się tłumaczyć ze spadku masy ciała. Skoro jem powinnam przynajmniej utrzymywać wagę a nawet i przytyć. Szczególnie zimą, gdy tłuszczyk się magazynuje z prędkością światła. Tak, możecie się śmiać. Mimo to ja wiem swoje. Wiem też, że głową muru nie przebiję i nie wytłumaczę nikomu jak jest naprawdę i jak działa mój metabolizm. Mogę się dużo uśmiechać, wychodzić na spacery, dotleniać ciało i umysł, brać garściami ziołowe specyfiki na uspokojenie ale to i tak nic nie da. Wiem, bo przerobiłam wszystko razem i każde z osobna. 


Daj żyć.

Ciągłe zwracanie uwagi i powtarzanie jak mantrę jak to kiepsko wygląda się mając za mało, doprowadza mnie do szału. Nie lubię tego słuchać, nie chcę. Z największą przyjemnością przytuliłabym z 5 kilo, a nawet i 10, żeby było na zapas. Czemu nie! Tylko jak? Mam sobie dokleić? Wcale nie jest mi dobrze z tym co mam. Od ponad dwóch lat nie widziałam na wadze 50 kilo. Od ponad dwóch lat  waga dzielnie trzymała się na tym, na czym wtedy stanęła. Od ponad dwóch lat żyję ze świadomością, że weszłam na cienki lód, który w każdej chwili może się załamać i doprowadzić do kolejnego spadku. Spadku, który od dwóch miesięcy mi towarzyszy. Nie leci na łeb na szyję ale przy mojej budowie ciała nawet dwa kilo widać jak na dłoni. 


Analiza składu masy ciała

Miałam okazję zrobić sobie przed świętami, całkowicie za darmo, dogłębną analizę składu masy ciała. Wszystkie parametry mam w normie, a ilości tkanki tłuszczowej może mi zazdrościć 90% populacji. Wszystko jest w normie poza waga. Tak, mam niedowagę. No minimum brakuje mi przynajmniej 5 kilo. I te brakujące kilogramy są dla mnie gigantycznym utrapieniem. Przydałoby się je mieć, żeby być bardziej sobą niż wieszakiem, żeby lepiej się poczuć, lepiej wyglądać i nie mieć problemu z kupnem spodni, które po pierwszym praniu złażą z czterech liter. Przydałoby się ale ich nie ma. 

Mam świadomość własnego ciała. Lubię je i nie zamierzam przestać. Chcę je lubić a kilka kilogramów mniej nie mogą przecież zmniejszyć mojej samooceny i doprowadzić do tego, że zacznę nienawidzić swojego wyglądu. Ty jesteś obok, nie ma cię w mojej głowie. 
Nie wiesz co myślę, gdy po raz kolejny słyszę jak bardzo schudłam. 
Nie wiesz co czuję, gdy się tłumaczę, że wcale się nie odchudzam, że jem i staram się żyć normalnie, a ty z uporem maniaka powtarzasz wciąż, że jem za mało. Co to znaczy mało?!
Nie wiesz jak bardzo staram się uspokajać swoje wewnętrzne demony, aby żyć tak jak każdy inny człowiek. Nie wiesz, bo nie jesteś mną. 
Błagam więc, nie rób uwag w kierunku mojego wyglądu, nie upieraj się przy tym, że wiesz lepiej ode mnie dlaczego jest tak a nie inaczej. Nie wiesz i pewnie nigdy się nie dowiesz. 
Nie rób mi z mózgu szamba, żebym któregoś dnia spoglądając na siebie w lustrze nie powiedziała, że PATRZEĆ NA SIEBIE NIE MOGĘ!

You Might Also Like

81 komentarze(y)

  1. Myśle, że to działa nie tylko to tych chudszych osób, ale do tych z nadwagą też. I nie prawda, ludzkie potrafią tym drugim też dac prztyka w nos. Najlepiej byłoby, gdyby każdy pilnował swojego nosa i swojego ciała! Takie jest moje zdanie, że innym nic do tego ile ważysz. było prościej i zdrowiej, nie zdarzałyby sie przykre sytuacje.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się z Sylwią, każdy powinien w pierwszej kolejności spojrzeć na siebie. Czy jesteś chuda, średnia, czy gruba - to tylko Twoja sprawa. A ludzie, nawet jeśli myślą, że "dla Twojego dobra" mółwią Ci, że "ojej, znowu schudlaś", albo "kurczę, przytyło Ci się ostatnio" tak naprawdę tylko wypominają. Na pewno jednak nie pomagają.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie piszę, że nie potrafią. Chodziło mi o to, że żyjemy z takim wyznacznikiem, iż osobie otyłej zwyczajnie nie wygada zwrócić uwagi. Owszem są i tacy, dla których to frajda. Osobiście bym nie potrafiła. Ale to tylko moje stanowisko.
    O ile jedna uwaga to jeszcze nic, o tyle powtarzanie tych uwag ciągle przez jedną osobę to już duża przesada.

    OdpowiedzUsuń
  4. Niby dla mojego zdrowia. I co gorsza znają receptę na poprawę. Powtarzanie w kółko "jem, naprawdę jem, nie odchudzam się" jest jak rzucanie słów na wiatr. Oni wiedza lepiej. A mnie cholera bierze.

    OdpowiedzUsuń
  5. dlatego nikt nie powinien komentować w ogóle wyglądu drugiej osoby! I tyle :) pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Podczas kursu dietetycznego wiele razy mi powtarzano, że przytyć jest dużo ciężej niż schudnąć. Gdy chce się przytyć (a nie można) trzeba postawić na ćwiczenia i odpowiednią dietę najlepiej od specjalisty. Bo nie sztuka nabrać tłuszczu i wyglądać jak galareta. Tkanka mięśniowa dużo lepiej się prezentuje i jest cięża. Domyślam się, że wymaga to ogromnego nakłądu pracy i determinacji, a ty Ty teraz masz dużo ważniejsze sprawy na głowie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nawet nie wiesz jak ja to znam. Całe życie byłam jak szprycha chuda, nie szczupła chuda na maksa. Też ciągle słyszałam: przytyj bo źle wyglądasz! Dopiero po trójce dzieci coś tam przybrałam:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Też byłam na takiej profesjonalnej analizie i mnie wyliczyli niestety, że tłuszczu mam za mało (niestety, bo z tego też biorą się moje problemy z hormonami), choć niedowaga nie jest jakaś zatrważająca, w obecnym kulcie chudości pewnie wiele osób uważa, że jestem w normie. Moja waga się waha w ciągu roku, zimą zawsze chudnę, a latem trochę nabieram, być może ma to związek z jakimś rytmem hormonalnym a może z tym, że ciągle marznę. Jeśli Twoje badania są w normie, a Ty czujesz się dobrze, to niczym się nie przejmuj. Żadna z nas nie jest idealna, a Ci co się czepiają, zwykle lubią szukać problemu tak gdzie ich nie ma, żeby nie widzieć własnych brudów...

    OdpowiedzUsuń
  9. Otyłej osobie nie wypada zwrócić uwagi? Oj, nie zgadzam się z tym stwierdzeniem, bo mimo że do otyłości mi daleko, to wiecznie ktoś zwraca mi uwagę, że wypadałoby schudnąć, bo jestem okrągła, mam tłuszczyk i mogłabym tak wymieniać w nieskończoność miłe określenia, którymi jestem raczona od dziecka. Nie chcę się tu licytować, komu jest lepiej, bo nie o to chodzi, niemniej przyznam Ci, że mam dużo znajomych chudzielców (w tym mojego męża) i jakkolwiek nie jest im dobrze we własnej skórze, to nikt nie raczy ich epitetami w stylu: "ty kościotrupie". Ludzie mają frajdę z tego, że mogą komuś dokopać, taka prawda.

    OdpowiedzUsuń
  10. Czytam co piszecie i dochodzę do wniosku, że wszyscy mamy przegwizdane bez względu na wagę. Jakby to nie zabrzmiało, jest to budująca wiadomość. Jakaś grupa wsparcia dla jednych i drugich by się przydała. Najlepiej wspólna.

    OdpowiedzUsuń
  11. Boję się ćwiczyć bo to zawsze równa się ze spadkiem wagi. Wiem, że to pewnie tylko początkową faza dochodzenia do wagi idealnej, ale demotywuje mnie na starcie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Tak, to też słyszałam. Dobra rada na przytycie "zajść w ciążę". Dziewięć miesięcy w wielkości "cysterny" i co dalej? W ciąży byłam wielorybem.

    OdpowiedzUsuń
  13. Jeśli będziesz jednocześnie pod opieką profesjonalnego dietetyka i trenera, to żaden z tych specjalistów nie pozwoli byś straciła na wadze. Nie będziesz biegać, bo nie potrzebujesz spalać tkanki tłuczowej tylko budować mięśnie, a na to są odpowiednie ćwiczenia. W żadnym wypadku nie możesz podejść do tego zagadnienia samodzielnie ani wziąć nikogo na chybił-trafił. Zapewne nawet wyszukanie odpowiednich osób nie będzie łatwe, ale uważam, że warto o to zawalczyć.
    Moja prowadząca miała JEDNĄ osobę z takim problem na 10 lat stażu pracy.

    OdpowiedzUsuń
  14. Doskonale Cię rozumiem, że czasami jest tak, że trzeba coś wyrzygać z siebie chociaż może to złe określenie przy tym tekście, bo inaczej nie pójdzie się do przodu. Myślę, że możesz Aśka jeść i jeść, ale dopóki Franek nie przejdzie operacji, nie zaznasz spokoju wewnętrznego , takiego prawdziwego, nie pozornego to myśli będą Cię zżerały od środka. Ale to tylko ja tak myślę, bo ty sama wiesz jak to z Tobą w końcu jest. A może masz po prostu taką przemianę materii i też nikomu nic do tego. Tylko weź poprawkę też na to, że inna kobieta tobie powie "weź przytyj" bo czuję się sama grubo przy tobie ;-) baj.

    OdpowiedzUsuń
  15. W tym kulcie większość też mi przyklaskuje. Ale jest też druga grupa, która dołuje. Ci drudzy wygrywają w przedbiegach. Gdyby mi nie przeszkadzało to co mam, pewnie bym temat olała. Ale jednak trochę mi przeszkadza i przydałoby się kilka kilo więcej. Choć dobrze się czuję i tak dalej, to wiem, że z piątka z przodu czułabym się lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  16. Doskonale mnie zrozumiałeś. Chyba jako jedyny. Co z tego, że jestem spokojna, uśmiechnięta, pozytywnie nastawiona. Gdzieś w mojej głowie, całkowicie poza moją kontrolą żyje stres, którego nie potrafię oswoić. Gdy się nie ma na coś wpływu, to nie sposób z tym walczyć, bo jak?

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja też nie mam piątki z przodu, ale ja mam tylko 163 cm wzrostu, im drobniejsza dziewczyna tym mniej się rzuca w oczy brak jakiegoś kilograma. Nie martw się, przyjdzie czas, że kilogramy zdrowo się odłożą, bo przestaniesz się martwić :* Wierzę w to całym sercem.

    OdpowiedzUsuń
  18. Asiu, ja bym sie pod tym mogła podpisać rękami i nogami. Coś w tym jest, że chudzielcom wali sie prosto w oczy, bo chudy to sie nie ma prawa obrazić. Niektórzy trzepią jęzorem, niewiele myśląc. Nie dość, że jestem chudzierlak pospolity, to w dodatku na stres reaguje podobnie jak Ty. Kilka miesięcy temu, jeden z lekarzy stwierdził ''widać, że jest Pani dobrze zbudowana'', byłam w głębokim szoku, bo mnie sie raczej posądza o to, że powietrzem żyję.

    OdpowiedzUsuń
  19. wiesz co chętnie bym Ci oddałam moje nadprogramowe kilogramy, ale rozumiem Cię - bo chodzi przecież o to, że ciągle jesteśmy oceniani

    OdpowiedzUsuń
  20. Wreszcie jakiś tekst z drugiej strony barykady :) Bo ja wszędzie tylko czytam, jak się odchudzają i liczą kalorie, a mnie znacznie bliżej do Twojego spojrzenia na sprawę. Tzn., właściwie ja jestem zadowolona ze swojej wagi, dobrze się czuję z taką, jaka teraz jest, odpowiada mi i od lat jest na stałym poziomie, ale też często słyszę, że jestem za chuda, że pewnie nic nie jem. A ja jem więcej od mojego męża, który nosi rozmiar XXL ;)
    Właściwie to w związku z tym tematem to raz się tylko porządnie wkurzyłam, gdy przypadkiem usłyszałam, jak moja teściowa mówi do mojego męża, żeby mnie nakłaniał do jedzenia, bo ja "nie mam ani grama tłuszczu" i mam "pupę jak trzecioklasista" :D

    OdpowiedzUsuń
  21. Powiem tyle! Z calego serca Ci zycze, by stres szybko minal, ale to dla Waszego dobra. A ludziom i tak nie dogodzisz, albo za chudym czlowiek jest albo za grubym.

    OdpowiedzUsuń
  22. Jak dobrze, że jesteś. Wybacz określenie, ale Ty to masz naprawdę fajną figurę jak na chudzerlaczka pospolitego.

    OdpowiedzUsuń
  23. Nawet nie o ocenianie a o to, że każdy wie lepiej jak jem i czym się żywię.

    OdpowiedzUsuń
  24. Jako siostra oddalabym Ci moje 10 i byłaby równowaga :)
    A tak serio to pieprz to! :*

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja Ci figury zazdroszczę. I wcięcie w talii i biodra zarysowane. Ja to taka decha...

    OdpowiedzUsuń
  26. evelabel.blogspot.com12 stycznia 2016 20:28

    Ja jeszcze słyszę, że mam Planktona odstawić od piersi, bo zeżre mnie całą. Też już nie mogę tego słuchać... Obyś pozbyła się tego stresu!

    OdpowiedzUsuń
  27. Za to cycków mi brak ;p Nie obraziłabym się na większe ;)

    OdpowiedzUsuń
  28. Na pocieszenie, moje też poleciały w diabły :/
    Może coś tam kiedyś wróci.

    OdpowiedzUsuń
  29. Że niby wysysa z Ciebie kalorie? Dobre...

    OdpowiedzUsuń
  30. Bardzo się cieszę, że do Ciebie trafiłam. Pokazałaś mi problem z zupełnie innej perspektywy...Życzę dużo sił i samych ciętych ripost na języku:)

    OdpowiedzUsuń
  31. Zgadzam się w 100 % ,sama kiedyś o tym pisałam. zmagam się z tym od wielu lat.Tyle ze u mnie to nie stres,po prostu od zasze jestem chuda,i musze się ostro namęczyć by utrzymać wagę 53kg. a jestem dosyć wysoka,Dodatkowo teraz przy okazji drugiej ciąży od razu ubyło mi 5kg, Tobie powodzenia,oby jak najmniej stresu i oczywiście zdrowia dla synka

    OdpowiedzUsuń
  32. Kochana, miałam w podstawówce taką koleżankę. Jak babcię kocham, jadła tyle, ile piątka innych dziewczyn razem. I i tak waga jej się trzymała lub spadała. Skóra i kości. Głową muru nie przebijesz, ludzie niech Cię pocałują w dupę. Zrób wszystko, zebyś czuła się jak najlepiej. Na tym się skup. Powodzenia! :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Trzymaj się! Każdemu łatwo się wypowiadać na temat czyjegoś wyglądu, samemu nie wyglądając rewelacyjnie. Z resztą to nie ważne jak ktoś wygląda, ważne jak się czujesz we własnym ciele i co z tym faktem robisz.


    Miałam koleżankę, która w podstawówce była trochę większa niż reszta. Z powodu żartów zaczęła się mocno odchudzać. Anoreksja. Walczy z nią do dziś. Przez bandę dzieciaków, którzy chcieli być zabawni.

    OdpowiedzUsuń
  34. Przyłącze się do pieprzenia. Kant i tak ciebie podziwia, często i gęsto obgadujemy ciebie z ukochaną... Dla nas jesteś takim superbohaterem, a to zadanie wycieńcza... Mam nadzieję, że wszystko się ułoży i będziesz mogła wreszcie odpocząć...

    OdpowiedzUsuń
  35. Znam wiele osób, które są z natury szczupłe i nie tyją. Zresztą powiem Ci, że to gadanie "ojejku ale jesteś kościotrupem" jest mocno nie na miejscu (podobnie jak "o jejku ale z Ciebie klopsik!"), myślę, że waga to chyba ostatnia rzecz, na jaką ludzie powinni zwracać uwagę - nawet Ci najbliżsi. Jeszcze zrozumiem sytuację, gdy ktoś się odchudza, otoczenie o tym wie i zamierzając podnieść tę osobę na duchu chwalą, że schudła. No ale to całkiem inna sytuacja :)
    W każdym razie - nie ma co się dołować, życie jest jedno :) Życzę Ci, by stres w końcu minął!

    OdpowiedzUsuń
  36. Ja ci mogę oddać 5 kilo, nie będzie mi tego wcale brakować :)

    OdpowiedzUsuń
  37. Weź mi tu nie wyjeżdżaj z "superbohaterem". Nic mnie tak nie wkurza jak wychwalanie pod niebiosa matek, które mają chore dzieci. A tym bardziej pisanie, ze są wspaniałe, cudowne, waleczne, że są bohaterkami, walczącymi o dzieci. Błagam, nie! Nie róbcie ze wszystkich matek chorych dzieci nie wiadomo kogo. Później wielkie zdziwko, że one same o sobie mówią jak o byciu Bogiem, co najmniej.
    Wierz mi lub nie, ale jest mnóstwo kobiet, które przeszły naprawdę żywe piekło na ziemi, ze swoimi dziećmi i ja się do nich nawet nie porównuję. One są bohaterkami i je można wychwalać. I nie piszę tego ze względu na swoja wrodzoną skromność. Skromna to ja nie jestem.
    Poza tym, w końcu wiem kto mi tak ostro dupę obrabia, aż mam policzki w kolorze ćwikłej.

    OdpowiedzUsuń
  38. Wiesz, że pisząc o suberbohaterce nawet nie pomyślałem o Franku... Bo chore dziecko nie jest wyznacznikiem naszej opinii, o kilku osobach mówimy superbohaterowie.

    OdpowiedzUsuń
  39. A to pytanie roku: dlaczego superbohaterka?

    OdpowiedzUsuń
  40. To już nawet nie o dołowanie chodzi, tylko ot ot, że ostatnim czasem ten tekst mnie otacza zewsząd i nie jestem w stanie się przed nim bronić, bo i tak każdy wie lepiej. W pewnym momencie człowiek ma dość i zaczyna popadać w przygnębienie.

    OdpowiedzUsuń
  41. Pociesza mnie fakt, że są chudsi ode mnie, którzy pomimo naprawdę drobnej budowy ciała nadal się odchudzają.
    Zaczął się nowy rok, a z nim hurtowe odchudzanie. I każdy myśli, że jak wszyscy się odchudzają, to ja też.

    OdpowiedzUsuń
  42. "ludzie niech Cię pocałują w dupę" haha uwielbiam :D

    OdpowiedzUsuń
  43. Ty też taka drobinka, której ciągle cisnął. A w UK jeszcze inne realia i kult chudości nie istnieje.

    OdpowiedzUsuń
  44. Wiesz co gdyby to byłe obce osoby to jeszcze bym przebolała ale wiesz najgorsze że np.Teściowa potrafi wypominać mi wage a nawet upominać jak nie powinnam sie ubierać, od kolezanek tez wciaz słysze jaka jestem chuda,niby mam gdzieś ale jak słucham tego codziennie to juz mnie wkur***

    OdpowiedzUsuń
  45. To chyba jest równie poważny problem co nadwaga. Ani schudnąć, ani przytyć nie jest łatwo, a bezsensowne teksty nie pomagają. W dzieciństwie babcia zawsze ładowała we mnie a to jeszcze jednego kotlecika, a to jeszcze kawałeczek ciasta, bo tak marnie wyglądałam. Wyglądałam jak normalne, zdrowe dziecko, które cały czas biega i szaleje. Na szczęście szybko spalałam całe to babcine jedzenie. Domyślam się, jak bardzo muszą Cię wkurzać te teksty. Jakby to tylko zależało od ilości jedzenia...

    OdpowiedzUsuń
  46. Jakby to zależało od ilości jedzenia to wyglądem przypominałabym wieloryba wyrzuconego na brzeg. Ot co ;)

    OdpowiedzUsuń
  47. Nie przejmuj się tym co mówią inni. Moja Szwagierka waży 50 kg, zjada dużo i nawet pół kilograma nie może przytyć. Po prostu tak ma. Jej też mówią żeby przestała się odchudzać , że wygląda jak szkielet
    Najważniejsze, żebyś Ty się czuła że sobą dobrze, bez względu na to co mówią inni.

    OdpowiedzUsuń
  48. Od tego ciągłego gadania można dostać obłędu...

    OdpowiedzUsuń
  49. U mnie było odwrotnie! Mam tendencje do brzucha i mi zawsze mówili że jestem w ciąży, ale nie byłam. Wkońcu urodziłam dwóch synów to przestali :)

    OdpowiedzUsuń
  50. Czyli w konsekwencji wyzbyłaś się problemu ciąży nieistniejącej :)

    OdpowiedzUsuń
  51. Jednym uchem wpuszczaj drugim wypuszczaj komentarze innych.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  52. Mozemy sobie przybic piatke... mi tez cale zycie ludzie kilogramow pilnuja. Oszalec idzie. I nikt nie rozumie, ze nie potrafie przytyc..

    OdpowiedzUsuń
  53. jeszcze nie wiem, ale może sobie odessam, a ty sobie wstrzykniesz. Wiesz, coś na zasadzie przeszczepu tkanki tłuszczowej.

    OdpowiedzUsuń
  54. Nie przejmuj się tak słowami innych, po prostu spróbuj wpuścić jednym uchem i wypuścić drugim...

    OdpowiedzUsuń
  55. Przytyjesz źle, schudniesz też źle. Ludziom nie dogodzisz a ile nerwów stracisz słuchając ciągłego gadania...

    OdpowiedzUsuń
  56. Przykro mi, że jeszcze z takimi sytuacjami musisz się zmierzyć...:( Ludzie często nie mają taktu, nie znoszę, gdy ktoś nie potrafi zachować się z klasą i tylko komentuje i komentuje...

    OdpowiedzUsuń
  57. I nie słucha wyjaśnień, bo przecież wie lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  58. Przykre to, ale niestety często spotykane. Nigdy nie mogłam zrozumieć dlaczego ludzie lubują się we wtykaniu nosa w nie swoje sprawy. Chociaż zaraz. Mam na to małe, niewdzięczne wytłumaczenie. Zauważyłam, że osoby, które mają wiele do powiedzenia na tematy, których nie powinni w ogóle poruszać mają często jakiś problem ze sobą. Czasem są to sprawy zawodowe, czasem prywatne, frustracja, zazdrość, zawiść, niespełnione ambicje, budzą demony w człowieku. Ja stety-niestety jestem z tych, które potrafią zdecydowanie zareagować na wszelkie "życzliwe" porady, nie mam problemu z argumentacją i grzecznym wyrażeniem życzenia zajęcia się swoimi sprawami :-p

    OdpowiedzUsuń
  59. Kant napisał, że jesteś superbohaterką. Wiesz czemu?:) Bo nawet Marcin przy Tobie ściąga maskę prześmiewczego Jokera i dzieli się mądrymi przemyśleniami, co czyni go rozważnym. Nie ukrywam, że aż jestem z niego dumny:)

    OdpowiedzUsuń
  60. Bez względu na to w jakiej by człowiek sytuacji nie był, to zawsze się znajdzie ktoś kto wtrąci swoje "mądre" trzy grosze. Ludzie w wielu sytuacjach kiedy nie wiedzą co powiedzieć, plotą trzy po trzy zamiast najzwyczajniej się zamknąć. Wiesz, ja kiedyś usłyszałam, po śmierci swojego dziadka - "nie przesadzaj i nie użalaj się tak, mało osób go lubiło, więc tragedia się nie stała" - LUDZIE SĄ GRANICE (owszem lubił mówić prosto z mostu co myśli, co nie każdemu się podobało - ale do jasnej cholery był moim dziadkiem)!

    OdpowiedzUsuń
  61. Marcin to wyjątkowy przypadek. Cieszę się, że za sprawą Bartka było mi dane poznać i jego i Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
  62. Też nie mam problemu z tym, żeby tłumaczyć i kazać się odczepić. Ale jesli pomimo moich próśb, osoba nadal upiera się przy tym, że wie lepiej, to mi cycki opadają.

    OdpowiedzUsuń
  63. Masakra. Ludzie naprawdę nie mają wyczucia. Ok, każdy może mieć swoje zdanie ale czasami warto je zatrzymać dla siebie.

    OdpowiedzUsuń
  64. Powiedz mu/jej, że Ci cycki opadają. Zmieni temat ;-)

    OdpowiedzUsuń
  65. Mój chłopak ma taki problem. Nie może przytyć i już. Boli go to, że ludzie zwracają uwagę na jego wagę. A on nic za to nie może.

    OdpowiedzUsuń
  66. Dopiero teraz mam chwilę na nadrobienie blogowych zaległości. Trafiłem na Twój wpis, przeczytałem go już drugi raz i w pierwszej chwili chciałem napisać: "weź powiedz im, żeby się pierdolili". Wiem, że to mało elegancko, ale durnota ludzka nie zasługuje na eleganckie traktowanie. Wiem też, że pisanie "trzymaj się" i "nie przejmuj" to jedne z bardziej nic nieznaczących tekstów, ale to przychodzi mi do głowy. Rób to co robisz, bo wykonujesz tytaniczną robotę, a wszystkich "zatroskanych" pozdrawiaj środkowym palcem i zapominaj o nich. Miałem już kończyć, ale przypomniała mi się jedna historia. Moja własna. Ze 12 lat temu miałem badania krwi. Dokładniejsze niż inne. Okazało się, że coś mam namieszane. Czegoś tam miałem dużo za dużo. Czegoś tam za mało. Rodzinny lekarz się ździwił. Inny też. Odesłali do hemetologa. Później do innego. Ja już trochę nie się bałem, w końcu ostatnia pani doktor popatrzyła i powiedziała, że wszytsko jest ok. "Ten typ tak ma" - powiedziała. I tego bym się trzymał. A jak się komuś nie podoba to pozdrawiamy środkowym palcem.

    OdpowiedzUsuń
  67. Mój mąż - bardzo szczuply mężczyzna - usłyszał kiedyś, że wygląda jakby uciekł z Oświęcimia. Podwójnie niesmaczne. Masz rację, że osobie z nadwagą nie pojedziesz chamskim tesktem. Za to bardzo szczuplym - owszem. To przerażające, bo przecież często ktoś po prostu taki szczuply jest. I kropka. I może jeść codziennie dużo i często. Mnie takie teksty denerwują. Bardzo.

    OdpowiedzUsuń
  68. Każda, z sugerowanych przez Ciebie odpowiedzi, jest jak najbardziej trafna. Widzisz, my jesteśmy wyjątkowi. Każdy z nas inny i takie typy tak mają :)
    Inni mają wągry, z którymi nie potrafią sobie poradzić. Pewnie dlatego, że za dużo(lub za mało) mleka piją ;)

    OdpowiedzUsuń
  69. Łączę się z nim w bólu. Mam to samo :)

    OdpowiedzUsuń
  70. Ludzie czasami naprawdę nie mają wyczucia. jeszcze śmiechem/żartem. Ale oni często tak na poważnie.

    OdpowiedzUsuń
  71. No wiesz, ale pewne tematy i porównania są mega nie na miejscu. Ludzi o niskim poczuciu mozna wprowadzic w naprawde zly stan. To smutne.

    OdpowiedzUsuń
  72. ojacie. jakie to ciekawe. zupełnie inna perspektywa. serio dzięki. zadumałam się aż.

    OdpowiedzUsuń