Brakuje mi zapału

09:20:00

Mówi się, że człowiek niewiele musi. Większość rzeczy zwyczajnie może - jeśli tylko chce. Jedyne co musi to: wstać rano, iść do pracy, zarobić na chleb, zjeść, wypić, skorzystać z toalety - w razie potrzeby. Później może wyciągnąć nogi przed telewizorem, ewentualnie ogarnąć sajgon w domu, położyć dziecko spać. Może mieć pasje, radości, chwile wytchnienia przy ulubionej książce, muzyce. Może wyjść na spacer, do kina, teatru, na piwo ze znajomymi. Może - nie musi.

Jednak czasami przychodzą takie momenty, gdy pomimo tego, że się może to się nie chce. A nawet jak się chce, nawet gdy się tego potrzebuje, to nie ma się tej iskierki, która napędza do działania i robienia ze sobą i swoim życie czegoś, co pozwalałoby się odprężyć. Gdzie jest ten wczorajszy zapał, o którym dziś już nikt nie pamięta? Gdzie jest ten uśmiech i radość z sukcesów wielkości ziarnka piasku? Gdzie jest satysfakcja z bycia takim, jakim się jest?

Każdy ma czasem gorszy dzień. Może i nawet gorszy tydzień. Chyba jeszcze nikt nie znalazł złotego środka, dzięki któremu można by było zmniejszyć ilość takich dni w roku do minimum. Mimo to szukam. Szukam tego wewnętrznego spokoju, który zresetuję mi umysł. Takiego spokoju, podczas którego aż się chce zrobić coś ponad to, co robi się ciągle. Spokoju, który napędza do działania, który jest adrenaliną na każdy dzień.

Kilka miesięcy temu, trafiona bezradnością, załamując ręce nad samą sobą, trafiłam tu - właśnie do tego miejsca. Tak się spięłam w sobie, aby w końcu móc poczuć satysfakcję, że ją poczułam. Kosztowało mnie to tyle, co tych kilka godzin w tygodniu, poświęconych na napisanie kilku zdań - niewiele. Niskim nakładem udalo się dojść momentu, w którym pojawiał się rogal na twarzy. Momentu, w którym mówi się do siebie samego, że jest fajnie.

A teraz siedzę sobie na swojej kanapie, wpatrzona w ekran komputera, od którego oczy mnie bolą i myślę sobie, że czegoś mi brakuje. Wiem nawet czego - zapału. Ogarnęło mnie wszechobecne "niechcemisie" i go nie przeskoczę. Nie ma bata. I tak sobie myślę - jakby mi się tak chciało jak mi się nie chce...

Ogarnęła mnie niemoc. Tak naprawdę nie jest to wyłącznie niemoc blogowa, która blokuje pisanie. Pisanie bloga to nie priorytet narodowy, nie trzeba się spinać. Teksty mogą ukazywać się rzadziej, a ja sama widzę, że czytelników przybywa. To raczej taka niemoc do wszystkiego. Wstać się nie chce, iść się nie chce, gotować się nie chce ale jeść się chce. I tak zatacza się pasywny krąg "niechciejstwa". 

Czasami jest tak, że się już zimy nie chce. To jest chyba właśnie ten moment, gdy mam dość zimna i szarości za oknem. Po śniegu pozostał jedynie piasek. Do wiosny co raz bliżej i tak sobie myślę, że to dobry moment aby powiedzieć "zimo, idź precz". Potrzebuję słońca i powiewu nowości, orzeźwiającego powietrza. Potrzebuję tak niewiele żeby się ogarnąć. A latem będę jęczeć że tęsknię za tą szarugą. Taki mamy klimat. 

You Might Also Like

33 komentarze(y)

  1. Oj kochana to dzis możemy sobie przybic piątkę. Ja dziś tez zupełnie bez ikry i chęci do czegokolwiek.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak to już jest z nami Polakami, że wiecznie na coś narzekamy. Teraz brakuje ciepła i slonca a w lato chłodu i cienia. Samo życie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jest rada na to blogowe niechciejstwo - kilka dni wolnego, zero blogów, zero social media. Mi pomogło :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Polecam jednak na siłę wyjść na spacer, zahaczyć po drodze o kremówkę i dobra kawę, na pewno pomoże. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Oby do wiosny... ja też czekam:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dobrze Cię rozumiem, przeżywam to samo. Pocieszam się, że wiosna wkrótce i może wyjdę z tego impasu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja dzisiaj poczułam wiosnę i od razu mi lepiej ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziś rano, zanim otworzyłam oczy usłyszałam śpiew jakiegoś ptaszka. Bardzo słabo, bardzo delikatnie, ale gdzieś tam niedaleko dzwonił. Wiosna już u bram, będzie lepiej :):):)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jeszcze kilka dni temu, nie miałam energii do niczego..teraz werwa mnie nie opuszcza. Tak to już jest w Naszym życiu, że wszystko ma swój czas.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ech, to chyba to zimowe zmęczenie.
    Ja za to wczoraj miałam dzień pod tytułem: "nie zbliżaj się bez kija, bo zagryzę" :p

    OdpowiedzUsuń
  11. Półóż się spać i wypocznij. Jutro będzie lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  12. Czasem też ogarnia mnie takie "niechcemisię", szczególnie do gotowania i sprzątania. Ale to chyba wina ponurych widoków za oknem, bo jak wychodzi słoneczko, to od razu troszkę lepiej i coś tam się zaczyna chcieć :) Zyczę Ci słoneczka dużo!

    OdpowiedzUsuń
  13. Trzymaj się, zaraz będzie lepiej. Przyjdzie wiosna i wraz z przyrodą obudzi się radość. Liczę na to.

    OdpowiedzUsuń
  14. Czekam na tą wiosnę z utęsknienie. Szczególnie, że od kilku dni u nas wciąż leje.

    OdpowiedzUsuń
  15. Do sprzątam to mnie ogarnia zawsze. Gdyby to się samo robiło...
    Czekam na wiosnę. Albo na zimę. Ten ciągle deszcz mnie osłabia.

    OdpowiedzUsuń
  16. Jutro będzie środa. Rzut beretem do weekendu. Zamówię pizzę i cysternę coli :D

    OdpowiedzUsuń
  17. O tak. Zima jest przyjemna gdy jest biała a nie deszczowa.

    OdpowiedzUsuń
  18. Jakbym jadła to co Ty gotujesz, to bym kipiała energią.

    OdpowiedzUsuń
  19. Ty mi UK do PL nie porównuj. ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Ty masz jeszcze ciążę na "głowie" to już wyższa szkoła jazdy.

    OdpowiedzUsuń
  21. Mnie ostatnio i tak mało.

    OdpowiedzUsuń
  22. Za Tobą trudny okres - ja się nie dziwię, że się Niechcemisię przypałętał. Pogoda za oknem też nie sprzyja doładowaniu baterii. Połóż się, odpocznij, przeczekaj. Posłuchaj co Ci mówi organizm i daj mu odpocząć: od bloga, od odkurzania - to Twoja sprawa :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Dziś zobaczyłam za oknem śnieg. Nie wiem czy się śmiać, czy płakać ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Mi brakuje zieleni. Trawy, liście na drzewach. Słońca. Delikatnego wietrzyku zamiast zminego popizgajewa. Uczucia odrodzenia i świeżości.

    OdpowiedzUsuń
  25. Może się nei chcieć. Jesteśmy tylko ludźmi, więc nie łam się moja droga, znowu będzie dobrze ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Wiesz przecież, że z perspektywy czasu nie ma to żadnego znaczenia. Zauważyłaś moją zmniejszoną w przeszłości aktywność na blogu? No właśnie :-)

    OdpowiedzUsuń
  27. Czasami nazywam takie uczucie syndromem przekutego balonika (miałaś sporo ostatnio stresu i emocji), może to być też (a raczej jest na pewno) zmęczenie zimą i/lub początek przesilenia wiosennego. Wprawdzie końcówka zimy to raczej już wiosna patrząc na temperatury i coraz częściej pojawiające się słońce za oknem. Ja wyraźnie odczuwam zmęczenie, wynikające również z ilości zobowiązań, małej ilości snu, ale przed wszystkim czuję się zmęczona oczekiwaniem na wiosnę - czytaj. mam już dość zimy, która i tak prawdziwą zimą nie była.
    Czasem warto sobie przez chwilę odpuścić. Niejedna przerwa zrobiła dużo więcej dobrego niż aktywność ponad nasze możliwości.

    OdpowiedzUsuń
  28. Życzę Ci dużo spokoju!
    Też mnie czasami ogarniają takie momenty, że niczego się po prostu nie chce :(
    Bardzo tutaj ładnie u Ciebie :*

    OdpowiedzUsuń
  29. Wiesz, mnie też dopadło takie "niechciejstwo", zaczęło się zaraz po polowie lutego, kiedy dopadlo mnie paskudne przeziębienie. Trzyma do dziś, mam niemoc życiową, taką jakiej jeszcze nigdy nie miałam. Ale to minie, zobaczysz, już niedługo wrócą nam chęci :)

    OdpowiedzUsuń