Dzień wariata - bez kija nie podchodź.

20:25:00

Ewidentnie wstałam z łóżka lewą nogą. Co z tego, że łózko tak stoi, iż wstać można jedynie prawą. Wstałam lewą. Dla chcącego nic trudnego, a i czasami lewa noga prawą być może, i odwrotnie. Nogi potrafią być skomplikowane. Gdybym tylko wiedziała, że dziś pora na lewą, nawet bym się z łóżka nie podnosiła. Potem bowiem było już tylko ciekawiej.

Kawa się wylała. Sama. Przecież ja jej nie wylałam. Czczę swoją kawę każdego poranka, nie pozwoliłabym sobie na takie bezeceństwo.  Przecież bez tego cennego napoju nie potrafię normalnie funkcjonować. Ta rozlana kawa powinna dać mi do myślenia, żebym pod żadnym pozorem niczego się dzisiaj nie tykała, a nawet z domu nie wychodziła.

Ale z domu wyszłam, na spacer z dzieckiem co by trochę kultury zaczerpnął od innych ludzi, niż matka jego, której kultura wszelaka uszami kipi. Trudno coś zbroić na spacerze, prawda? A jednak dla chcącego nic trudnego. O ile sam spacer był w miarę udanym elementem dnia, o tyle plan powrotu już trochę mniej.

Z młodocianym zahaczyliśmy o spożywczak, w którym rozegrała się standardowa scenka z cyklu "kup mi to, tego jeszcze nie mam". Stanęło na matczynym "nie!". A jak! Asertywność ponad wszystko. Jednak w ramach wetu za asertywną, rodzicielską postawę, zostałam poczęstowana błotną kałuża wprost na świeżo wyprane spodnie. Zemsty dokonał jakiś waszmość w czterokołowym pojeździe mechanicznym.

W domu dziecko porcję bajek dostało, co by matka utrudzona mogła się przebrać i zrobić obiad w świętym spokoju, bez obaw, że coś przypali. Ha! Dziecko się w bajkowy seans wciągnęło i nawet nie protestowało, gdy w ruch poszedł tłuczek do mięsa. Biorąc pod uwagę wcześniejsze wydarzenia dnia, radość mej nie było końca. Do czasu.

Smażę kotlety, bitki - zwał jak zwał - gdy nagle olej z patelni zajął mi się ogniem. Buchnęło pól metra w górę, jak podczas przygotowywania francuskich naleśników. (Na marginesie, przy francuskich naleśnikach nigdy mi się zapalić nie chciało. O!). Dziecię zobaczyło, pokaz ognia się spodobał, brawo bił i krzyczał "jeszcze raz, jeszcze raz". O matko...

Okap przyjarany, kratka pokryta piękną czernią, zapomniała jak srebrna była. Kotlety przeżyły. Kij wie co to za olej był, z czego to teraz robią... Później sos robiłam i się zastanawiałam kiedy mi wystrzeli w powietrze. Nie wystrzelił. Cóż za łaskawość losu. Ale Młody obiadu nawet nie tknął, za to pochłonął kawał kiełbasy. Ja się pytam "dlaczego?!"?

Po przygodzie z płonącą patelnią, stwierdziłam, że już niczego nie ruszam, bo popsuję. I wtedy pralka zasygnalizowała, że skończyła swoją pracę. "Ta - myślę - jeszcze tylko pralki nie popsułam". Myśli w czas wypowiedziane. Pralka nie ucierpiała, mieszkanie stoi, kawa stracona, obiad się nie zmarnował, pranie wisi. Strach się kłaść spać.

You Might Also Like

19 komentarze(y)

  1. Ciesz się, że ta kawa na klawiaturę nie wylała się;) Bo znam i takie przypadki:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam dla Ciebie propozycję i tyczy się ona pierwszego akapitu. Jak się dostosujesz to następnym razem nie powstaną następne, które dotyczą fatum;)
    A mianowicie. Weź dzisiaj przywiąż swoją lewą nogę do nogi łóżka od przeciwnej stronie od której wstajesz (mam nadzieję, że rozumiesz, bo pisałem te zdanie 5 minut i sam go do końca nie kumam..). Wtedy też nigdy lewa noga nie wyląduje pierwsza na podłodze;) I nie musisz dziękować:)

    Z drugiej strony to bardzo przyjemny tekst w swoim fatalizmie więc może się nie stosuj do mojej rady?

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale moje wyro tak stoi, że się tylko prawą da zejść, chyba, że się brzuchem stoczę ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie odpalam kompa przed wypiciem kawy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja 3 tyg. temu temu narzekałam na nudę w pracy (razy się zdarzyło), Bozia, Szatan, Alibaba i 40stu rozbójników do dziś się na mnie mszczą za to co powiedziałam na głos. Teraz marzę, żeby się w robocie nudzić.

    OdpowiedzUsuń
  6. Czuję, jakbyś pisała o moich ostatnich kilku dniach. A jeśli chodzi o ten popieprzony olej... Na butelce jak byk napisane, że nie będize pryskać, buchać etc. A ja się boję do kuchenki podchodzić, jak ogień podpalę pod patelnią!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja Cię podziwiam, bo nawet w dniu doskonałego humoru, nie byłabym w stanie bitek zrobić ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bitki są tak proste do zrobienia, że nawet totalne kulinarne beztalencie sobie poradzi. Naprawdę :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja nie wiem na czym smażyłam ale się przeraziłam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Znaczy się wstałaś do góry tyłkiem :) każda z nas miewa takie dni .Dobrze, że Ci się na kilku "klęskach" zakończyło Nie tak dawno też miałam pole do popisu

    http://jagatoja.blogspot.com/2016/01/106-sprawdzonych-sposobow-na-to-jak.html

    OdpowiedzUsuń
  11. Takie dni ostatnio często mi się zdarzają :). Ale nadchodzi wiosna i mam nadzieję, że będzie lepiej. Wpadaj do mnie, pomożesz mi z tymi bitkami ;).

    OdpowiedzUsuń
  12. Miewam czasem takie dni. Nie mam pojęcia jakim cudem tyle "złych" rzeczy może się jednego dnia- jednemu człowiekowi przydarzyć ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Jakbym czytała własny scenariusz dnia;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Zarąbisty tekst:) Naprawdę czytanie sprawiło mi wielką radość:) Współczuję tej lewej nofi i tej kawy rozlanej...wiem jak to może boleć...to tak jak chcę wziąć ostatniego łyka kawy ze śniadania, a tu kubek pusty.no w depresję można przez to wpaść...:) Bardzo fajnie piszesz, dzięki! Zostaję tu z Tobą!

    OdpowiedzUsuń
  15. haha...każdy ma taki dzień, a nawet tydzień, trzeba łapać równowagę ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja mam bardzo podobny tydzień - co dzień jakaś radość :) Do tego jestem chora, eh życie :)

    OdpowiedzUsuń
  17. zdecydowanie poprawiłaś mi humor tą swoją opowieścią, wiem że nie ładnie się śmiać z innych ale jakoś tak samo wychodzi.....

    OdpowiedzUsuń
  18. Cudowny dzień:) Zobacz, gdyby nie te wszystkie wrażenia to byłoby nudno:) A z tym "kup mi" i karą za "nie!" to coś jest na rzeczy:)Zawsze jak jestem stanowcza wobec mojej córki, która nawet w Castoramie dopatrzy się niezbędnej dla siebie rzeczy, to coś się na mnie mści:)

    OdpowiedzUsuń