Blondynką chciałam być...

16:38:00


Kobieta - istota nieznana, nieodgadniona, nieodkryta. Wbrew powszechnej opinii, znacznie łatwiejsza w obsłudze niż facet. Mająca pięćset myśli na minutę. Mówiąca jedno, robiąca drugie, myśląca trzecie. Z niepojętym podejściem do życia, pragnąca zbawić świat i stać się supernową. Uśmiecha się po to, żeby za trzy minuty zacząć płakać, ewentualnie krzyczeć. Czasami ma głupie pomysły. Często te głupie pomysły - które atakują czasami - są tak głupie, że przychodzi jej płakać nad własną głupotą. 

Poznajcie kobietę, mnie. Blondynką chciałam być. To był głupi pomysł. Bardzo głupi. Idiotyczny. 

Jesienią wpadł mi do głowy najgłupszy pomysł ever. Stwierdziłam, że chcę być blondynką i nią zostanę, choćby nie wiem co się działo. Zawzięta w swoim przekonaniu, uparcie dążyłam do celu, tylko po to, aby przed Wielkanocą wydać z siebie uroczyste "kokokokooooo".Kurczaki się schowały w najciemniejszym koncie a dziecko wypaliło z uroczym "Ooooo! KURCZAK!". 

Wszystko szło naprawdę dobrze. Przez pięć miesięcy, konsekwentnie schodziłam z rudości do blondu. I choć rude "coś" równie konsekwentnie wyłaziło po którymś myciu z kolei, to efekty były widoczne. I tak naprawdę, wszystko byłoby cacy, gdyby nie to, że zachciało mi się być blondynką dwa miesiące szybciej. 

Teoretycznie mogłabym pójść do fryzjera i zrzucić winę za nieudolne farbowanie na niego. W praktyce, chciałam jednak uniknąć spalenia włosów. W sumie, co sobie pomacham pędzlem, to moje. I mogło być tak pięknie. Bo choć na zdjęciach blond miał rudawy odcień, to przed lustrem był już bardziej blondem.

I nadszedł ten dzień, w którym odrosty widać, rudy widać, święta idą i pofarbować by się przydało. I poszła sobie głupia ja do sklepu, i farbę kupiła. Prawie taką jak zwykle. Prawie zrobiło różnicę. Dopiero w domu skapnęłam się, że ów farba ma działanie intensywnie rozjaśniające.  Ale co tam. Ryzyk - fizyk, jak to mówią. 

Choć tak naprawdę farbować tą farbą nie chciałam i się wahałam, to jednak pofarbowałam. Producent obiecywał jasny blond na odroście, który (gdyby wyszedł taki, jaki wyjść miał) idealnie skomponowałby się z resztą moich włosów, jedynie muśniętych farbą na sam koniec, co by je odświeżyć. Producent kłamał. I choć z doświadczenia wiem, że te wszystkie tabelki i wzorniki kolorów, które rzekomo mają wyjść, są jedynie propozycjami, które z rzeczywistością mają niewiele wspólnego, to jednak zaufałam producentowi, na farbach którego nie zawiodłam się przez ostatnie pięć miesięcy.

I się zawiodłam. Wyszło jajko, albo nawet lepiej - kurczak wielkanocny, tyle co wykluty z jajka. Obleśnie żółte coś na mojej głowie sprawiło, że zawyłam w akcie desperackiej rozpaczy. Miał być blond, wyszła jajecznica. Kurrr... czczki.

Czarna godzina wybiła. Ruda, już nie ruda, ale jeszcze kurczakowa, sięgnęła po awaryjny brąz, który od pięciu miesięcy zalegał w łazienkowej szafce. Zalegał na czarną godzinę, która miała nigdy nie nastąpić, a jednak nastąpiła, dzięki wspaniałym funkcjom rozjaśniającym poprzedniego wynalazku. I brąz poszedł w ruch. Szach i mat kurczakowy blondzie. Tym razem 1:0 dla mnie. 

Jedno wiem na pewno. Ruda to ja już nigdy nie będę, a o zrobienie blondu poproszę fryzjera. Przynajmniej będę miała na kogo zrzucić winę za nieudaną koloryzację. Jednak na chwilę obecną, bardzo podoba mi się mój brąz i długo z niego nie zrezygnuję. Bo może i on taki przypadkowy, taki totalnie niezamierzony, ale za to jak fajnie wyszło.

You Might Also Like

24 komentarze(y)

  1. Raz tylko eksperymentowałam sama. Nigdy więcej. Tylko fryzjer, choć i po nim można być nieźle zaskoczonym:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja kiedyś zapragnęłam z platynowej blondynki zmienić się w czarną i wyszły mi włosy... niebieskie! ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. A czemuś Ty się ode mnie ewakuowawszy? Jak ja coś narozrabiała dawaj mnie tu w ryja, na kolana padnę przed Toba o wybaczenie prosiwszy! ^^ Oj pamiętam dobrze jakie jaja były, gdy mi koleżanka "tylko ciutkie Ci rozjaśnie" spaliła mi włosy na przezroczysto :D wyglądałam wtedy jak córka Wiedźmina Geralta i tak zakończyła się moja przygoda z samodzielnym farbowaniem kłaczorów.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja w ogóle nie farbuję, więc takich historii nie mam. Jakoś tak lubię mój kolor ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Rudy to podobno trudny kolor do zejścia. Na szczęście mnie takie przygody ominęły bo jakoś nigdy chęci do farbowania nie miałam. lubię swój kolorek :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajnie tzn. śmiesznie, brzmią takie historie z punktu widzenia czytelnika, ale znam ten dramat. Mnie we Włoszech nie stać na comiesięczne wizyty u fryzjera, więc w farbowanie bawię się sama. Raz, po porodzie gdy odrost miałam już na pół głowy walnęłam sobie platynowy blond i wyszedł kurczak - załamana pobiegłam do sklepu i nałożyłam na to wszystko brąz - dostałam takiej alergi, że aż musiałam dostać zastrzyki z kortyzonem i smarować się maścią typu sudokrem. Od tej chwili zawsze robię próbę antyalergiczną. p.s. Włoskie blondy wszystkie wpadają w żółty (zwłaszcza te bez amoniaku), ale niejako znalazłam na nie sposób - używam maseczki ściągającej żółć i silver shampoo.

    OdpowiedzUsuń
  7. Pamiętam jak sama rozjaśniałam właśnie rozjaśniaczem włosy swe nastoletnie, łeb mnie zaczął parzyć, połowa włosów się spaliła, wypadła, połamała! Od tej pory blondy robił mi zawsze fryzjer, potem weszłam w rudości, wychodziłam z nich u fryzjera, ale zanim wyszłam to już znów był brąz, teraz chcę rudy z czerwonym połyskiem, chwilowo mam cynamonowy brąz, który w słońcu wygląda bosko :) Tylko cięcie jeszcze mi zostało :D

    OdpowiedzUsuń
  8. trudny, oj trudny, a do tego uzależnia :) rok schodziłam z rudości, po to by znów zaczęły mnie kusić ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie ma się czym przejmować :). Ja nie eksperymentuję z włosam, wolę zawierzyć swojej fryzjerce, bo gdybym sama miała to robić, to wyszedłby mi na głowie zielony kolor (jak Ani z Zielonego Wzgórza). Tak czy siak, na pocieszenie zawsze mamy to, że włosy odrosną :).

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja miewałam różne akcje z malowaniem włosów- kolory zmieniałam jak rękawiczki- zielone, fioletowe, różowe, czerwone, żółte bywały ( czasem pasemka, czasem cała głowa) miałam rówież przygodę z rudym:) teraz mam od 3 ponad lat swój brązik i dobrze mi z nim:) choć już siwe wyłażą i pewnie trzeba będzie malować niebawem

    OdpowiedzUsuń
  11. Widzę, że siwizna to jakaś plaga. Moja mama zaczęła siwieć po czterdziestce, a ja już mam sie włosy.

    OdpowiedzUsuń
  12. Koloryzacja zawsze w domu. Tak mi wygodniej i zawsze wychodziło. Raz tylko miałam fryz na zebrę, bo jednolity wyszedł w paski - źle farbę nałożyłam. No i teraz to jajko.

    OdpowiedzUsuń
  13. Na blond też się udam do fryzjera, jak mi się brąz znudzi. Z tym, że brąz muszę raz na trzy miesiące położyć, bo taki mam swój naturalny, a przy rudym czy blondzie odrost widać po miesiącu.

    OdpowiedzUsuń
  14. Dlatego wolę ciemniejsze odcienie. Nie trzeba się tak męczyć.

    OdpowiedzUsuń
  15. Na rudym nawet brąz potrafi wyjść miedziany.

    OdpowiedzUsuń
  16. Kolor masz ładny i Ci bardzo pasuje. Nie widzę Cię w innym.

    OdpowiedzUsuń
  17. Zazdroszczę, bo ja każdy kolor muszę maksymalnie co 1,5 miesiąca, odcień moich naturalnych włosów jest dziwny...

    OdpowiedzUsuń
  18. Znam mężczyznę, który w wieku 18 lat całkowicie wysiwiał

    OdpowiedzUsuń
  19. Ladymami Paulina16 kwietnia 2016 23:42

    Jakbym czytała o sobie :). W szkole średniej walnęłam sobie na głowie typowego kurczaka :). Z perspektywy czasu jest to zabawne, ale wtedy takie nie było. Na szczęście mama mnie uratowała szamponetką :).
    Ladymami

    OdpowiedzUsuń
  20. Odkąd jakieś półtora roku temu, robiąc miedziany kasztan, wyszła mi burgundowa czerwień i "ściągałam" farbę płukankami z cytryny, zawsze mam w domu jakiś brąz w wersji awaryjnej.

    OdpowiedzUsuń
  21. Ten tekst to dla mnie lekcja pokopry. Nie oceniaj wpisu po ilustracji i tytule. Zobaczyłem jakąś laskę z uciętą głową, tytuł o kolorze włosów i byłem pewiem, że tym razem będzie to naprawdę zwykłe babskie pisanie.
    Mea culpa.
    PS. Muszę pokazać to żonie.
    PPS. Ten o malowaniu się też zaraz przeczytam. Bo wyczuwam spisek... tzn, czającą się niezwykłość.

    OdpowiedzUsuń
  22. :) Haha! No cóż ... ja zchodziłam z bardzo ciemnego brązu do blondu samodzielnie, bo mi się ubzdurało, że umiem bardziej niż fryzjer. Efekt? Włosy w bardzo złej kondycji, miejscami blond, miejscami rudy, miejscami niebieskawa platyna. Skończyło się na fryzjerze i długotrwałym doprowadzaniu włosów do czegoś, czegokolwiek ludzkiego:)

    OdpowiedzUsuń