Sposób na teściową - wywiad z Mamą Lwicą

16:10:00




Mama Lwica - czyli odwieczna walka synowej z teściową, to jeden z popularniejszych i najbardziej wciągających fanpage'y na Facebooku. Prowadzi go Ania, mama trójki dzieci, która podjęła walkę ze swoją - jakże nieocenioną -  teściową. Zabawne anegdoty, dialogi, opisy to tylko namiastka tego, co możemy spotkać u Lwicy. Jej język, formę przekazu i bezpośredniość pokochały setki osób. Niektóre z nich oficjalnie piszą, że utożsamiają się z autorką, która nie owija w bawełnę i mówi to co myśli. Bez wątpienia, Lwica jest jedyna w swoim rodzaju. 

Zaproponowałam Lwicy wywiad. Zgodziła się, skromnie zaznaczając, że nie jest pewna co do tego, czy jest "najlepszym materiałem na przeprowadzenie wywiadu". Według mnie jest. Jeśli jesteście ciekawi idealnego sposobu na teściową i chcecie poznać powody powstania Mamy Lwicy, zapraszam do przeczytania wywiadu. 

***


Witaj Lwico. Dziękuję, że zgodziłaś się odpowiedzieć na kilka moich pytań. Jest mi niezmiernie miło gościć Cię na moim blogu. Jestem przekonana, że wiele Twoich stałych czytelniczek jest ciekawych samej Lwicy. 
  
   
Skąd pomysł na powołanie do życia Mamy Lwicy? 
Skąd pomysł? No cóż tak jakoś samo wyszło. Siedziałam w pracy, opowiadałam koleżance o kolejnej akcji z mamusią męża i ona stwierdziła, że muszę to spisywać. No ok. Spisywać, tylko gdzie??? I tak zostałam sama w tych swoich przemyśleniach. Wróciłam do domu, zasiadłam do kawy i prasówki blogów tematyki różnej i mnie olśniło. Trzeba pisać bloga. Najpierw powstał fp. Potem były plany i tak został tylko fp bo na resztę brakowało zawsze czasu.  


Jestem z Tobą od pierwszego fanpage'a. Dołączyłam gdy miałaś już sporo czytelników. Trudno było się przebić do szerszego grona? 
Trudno? Czy ja wiem. Może głupio to zabrzmi ale nie zależało mi na "lubisiach". Tzn. zależało i zależy ale nigdy nie miałam zbytniego parcia aby ta liczba rosła. Nie uruchamiałam Lwicy i nie zacierałam rąk wołając "więcej, więcej". 
Często pytano mnie czy nie będę sponsorem w konkursach. Jakoś nie bardzo chciałam tych wszystkich sztucznych polubień. Są tylko na czas rozdania a potem znikają z wielkim bulwersem, że to nie na nich trafiło. 
Ja tylko pisałam. Nic więcej. Chodziło mi o to by się wygadać, by sobie ulżyć. Szukałam takiej "nanibnej" przyjaciółki, co to usiądzie i będzie słuchać, i chyba każdą teraz tak traktuje. Ja sobie gadam i gadam (pisze), a wy czytacie i razem ze mną dzielicie się swoimi odczuciami, emocjami. I to mnie cholernie motywuje. 
Nawet nie zdawałam sobie sprawy, ile mężatek jest w podobnej, a niekiedy nawet gorszej sytuacji od mojej. Toż to plaga teściowych... 


Twój pierwszy fanpage został zablokowany przez Facebooka. Powstał kolejny. Mama Lwica odrodziła się z popiołów, niczym Feniks. Przyznaj się, co takiego zrobiłaś, że dostałaś siarczystego bana? 
A cóż ja biedny szaraczek mogłam uczynić? Podpadło się kilku osobom, które mając odmienne poglądy, nie mogli uszanować mojego zdania. Niektórym przeszkadza poczucie humoru, wstawiane zdjęcia czy dowcipy. Ludzie - wszystko jest dla ludzi. Mnie to śmieszy, innych niekoniecznie. Ale ja nikogo na siłę nie trzymam. Droga wolna. Po co robić sobie na złość? No cóż, są ludzie i są... Blokad było sporo. Po całkowitym skasowaniu pierwszego fp już myślałam że nie mam siły na kolejne problemy z kontem. Bo wtedy też zablokowane miałam swoje prywatne - osobiste, co mnie bardzo irytowało. Niestety, ja jestem od was już uzależniona. Pomogliście mi stanąć na nogi i wyostrzyć moją tajną broń na mamusię - sarkazm, bo niestety strzelanie jest nadal zabronione. 
  
Hitem Twojej społeczności stały się rozgrywki pomiędzy Tobą a Twoja teściową i jej córką. Znaczna część przepadła wraz z usunięciem pierwszej Mamy Lwicy. Ale to właśnie za te historie pokochali Cię czytelnicy. Spodziewałaś się takiego zainteresowania? 
W życiu bym nigdy nie pomyślała, że to aż tak się rozkręci. Zwłaszcza, że strona z wiadomych względów (moich osobistych) jest anonimowa. Może to przybrało taki obrót sprawy, bo każda ma w swoim otoczeniu takiego popierdoleńca jak ja. Zdarza się że dostaje masę wiadomości jak to żyją sobie ludzie ze szwagierkami, teściami, sąsiadami a nawet rodzicami. Są ewenementy na tym świecie, moja ropucha w porównaniu do innych to anielica. Zauważyłam, że nie tylko dla mnie lekarstwem jest wygadanie się. A najlepiej jak zrobi się to obcej osobie, która Cię nie oceni a chętnie wysłucha i choć odpisze "głowa do góry ". Najlepszym lekarstwem na zaleganie sercowo-żoladkowe jest wyrzucenie z siebie wszystkiego co nas boli, co nam przeszkadza. No, nazwijmy rzeczy po imieniu, co nas wqrwia 
Wiem może często przeklinam, co też niektórym może przeszkadzać, ale ludzie którzy przeklinają ponoć są szczerzy do bólu. Może coś w tym jest. Szczerze, ja też mam dość cukierkowych blogów, gdzie nic nie ma prócz relacji dna codziennego z fotką co pół godziny. Jak spała, co zjadła, co u dzieci. Nagle wszystkie wpierdzielają zieleninę, ćwiczą, mają mega zajebiście zdolne dzieci, aniołki czyściutkie, grzeczne, wystylizowane niczym na pokaz mody.  
No niestety. Ja mam trzy diabły, żre co popadnie, mam tyłek jak szafa trzydrzwiowa, a moja waga jak od dłuższego czadu nie pokazywała zmiany, to ją wypierdzieliłam do kosza tłumacząc, że się popsuła. Ja jestem prosto baba ze wsi. Mam pole, dom, dzieci, pracę zawodową, męża - jeszcze do niedawna mieszkającego u Elżuni (UK). Nie gotuję wymyślnie, bo nie mam: 1. zdolności, 2. czasu, 3. dla kogo, 4. kasy na składniki, które i tak zjedzą psy. Nie mam zdolności manualnych. Mam tylko teściową. Zwykłe babskie życie. 

Masz ciekawy sposób nazywania teściowej i jej córki. Skąd się to wzięło? 
A co do nazewnictwa... Samo tak wychodzi. Ropucha, bo jak wpadła w kałuże to tak wyglądała jak ropucha. Też była zielona, a poliki pompowała jak żaba te wola. Czupakabra, bo gdzieś kiedyś widziałam rycinę tego zwierzęcia i takie podobieństwo uderzające. A reszta? Tak jakoś. Rusałka no bo ten ją rusał, tamten rusał. Dama- Damy- temu damy, tamtemu damy. Ehh... kto czyta ten wie. 
A często sami czytelnicy podsyłają nowe skojarzenia za co bardzo dziękuję. 
  
Ludzie uwielbiają Cię czytać. Sama siedzę z wypiekami na twarzy i pokładam się ze śmiechu czytając kolejne epizody z waszego życia. Jak to robisz, że tak przyciągasz ludzi? 
Sami przychodzą i odchodzą. Ja nic nie robię. Jestem sobą. Tu przynajmniej mogę. A mój styl pisania jest prosty, bez zbędnej koloryzacji. Piszę to co czuję. Co myślę, jak mi się uda pomyśleć. Piszę o swoich poglądach, o tym co mi przeszkadza. Często zdarzało mi się poruszyć kwestie playboy z parafii, zbierania kopert, imigrantów, czy tego typu podobnych. Teraz staram się ograniczać, bo często nasza wolność słowa bywa ograniczona i jeszcze nie tak szczera jak być powinna. Co do historii z teściową. Piszę je na bieżąco starając się przekazać jak najwięcej szczegółów. Nie koloryzuje, bo i po co. Historie są prawdziwe i osoby biorące w nich udział też. Czasami coś ukryje, ale to tylko dla bezpieczeństwa. Choć i tak sporo wiecie, jeśli czytacie. 
  
Czytelnicy Ci ufają. Uważasz to za swój sukces? 
Czy można nazwać to zaufaniem do baby, której nie widziało się na oczy? Ciężko mi się do tego odnieść, ale cieszy mnie jeśli faktycznie tak jest. 
Z zawodu jestem pielęgniarką, pracuję z dziećmi, dlatego też nieraz staję na głowie aby pomóc innym. Często organizowałam akcje tzw. "zryw". Tzn. ja tak mówię bo nagłe uderzenie, wydarzenie i poruszenie tysięcy. Nie bądźmy obojętni zwłaszcza na dzieci. Czasami boję się, że ktoś nazwie mnie oszustką, naciągaczką - bo tak szczerze - ja też praktycznie nic nie wiem o osobach proszących o pomoc. Nigdy nie proszę o pieniądze! Od tego są organizacje państwowe. Ale jeśli można uszczęśliwić jakiegoś dzieciaka maskotkami, ubrankami. Apeluje o rozglądanie się, potrzebujących jest masa. Teraz ostatnio dostałam nasionka kwiatów do obsadzenia kącika do odpoczynku koło szpitala. W ten weekend będzie czyszczenie i częściowe sadzenie. Kiedyś kupując zwykły pędzel, udało mi się dostać za darmo farby do pomalowania pokoju dzieci pewnej biednej kobiecie. Niby nic, a cholernie cieszy. Często mi pomagacie w tych akcjach i za to dla was ogromne brawa. Dziękuję. 
Choć sama też miałam przypadki że zostałam zwyzywana. Kiedyś pisze kobieta, czy poproszę o ciuszki dla jej córki. "No ok" - pomyślałam i standardowo pytam o wiek, płeć dziecka i o sytuację rodzinną, o zarobi i potrzeby. A kobitka, że zarobki są marne, bo jakieś 4000 a dziecko tak szybko rośnie i może przyjąć ubranka jakby ktoś oddawał. Przeprosiłam ją i odmówiłam, bo tak na chłopski polski rozum, ktoś kto ma swój dom, jedno dziecko i 4000, to nie ma tak źle. Och, jaki bulwers. Trudno, wszystko przyjmę na klatę, nawet to że jestem sucz. 
Co do tego zaufania, bo chyba odbiegłam, to jeżeli faktycznie takie jest to cieszę się bardzo. 
  
Nie wątpię w to, że ludzie mają do Ciebie zaufanie. Przecież piszą masę wiadomości, proszą o poradę, wsparcie, pomoc. Nie odwracasz się od nikogo, kto tej pomocy potrzebuje. To chyba najlepszy dowód na to, że cieszysz się zaufaniem innych.  
Staram się odpisać na każdą wiadomość. Czasem Facebook płata figla i wstawia wiadomość do spamu czy tego podobnych, za co z góry przepraszam. Niezależne ode mnie. Czasem otwieram stronę i jest napisane "coś tam niedostępne". Ale każda inna wiadomość odczytana, nawet trzy razy co by przemyśleć odpowiedz. Owszem, tych wiadomości jest masa. Często są to choćby komentarze do postów, bo mam też takich czytelników - tajnych. Tzn. czytają Lwicę, ale nie mają jej polubionej bo teściowa obserwuje. 
  
Tajni czytelnicy, równie tajnej Lwicy. Myślę, że Twoje przygody, życie i społeczność na Facebooku, stworzyły by dobry scenariusz do filmu.  
Oj wiele razy pisali mi żebym napisała książkę. Śmieje się że mam już rysunek na okładkę i tytuł. Tzn. czarny worek na zwłoki. A tytuł "Idealny materiał na teściową" - Mama Lwica . 

To byłby hit księgarni w całej Polsce. Może przemyśl jeszcze napisanie książki. Poradnik przyszłej synowej, z historiami z Twojego i teściowej (po)życia.  
Cały czas o tym myślę i bardzo mnie korci choć spróbować jeden rozdział. 
  
Ostro wyrażasz swoje poglądy. Nie boisz się pisać o problemach dzieci, życiu osobistym, pracy i tytułowej walce synowej z teściową. Stali czytelnicy wiedzą o Tobie sporo. Nie boisz się, że ktoś mógłby powiązać Twoją osobę z fangage'm Lwicy i zostałabyś zdemaskowana? 
Boję się. Zawsze jest ryzyko. Choć mam nadzieję że jeśli nawet ktoś odkryje moja tajemnice, pozostawi ją dla siebie. Taka moja cicha prośba. Bo jeśli ktoś przebije tą bańkę tajemniczości, to już nie będzie jak dawniej. Mama Lwica zniknie... 
  
Idealny sposób na teściową...? 
A idealny sposób na teściową? No cóż idealne wymiary to 102. Idealny materiał to czarny worek. A sposób? Sarkazm, bo strzelanie jest karalne. Odstrzelisz teściową, a pójdziesz siedzieć jak za człowieka. 

Mąż wie o istnieniu Mamy Lwicy, czy ukrywasz przed nim ten zakątek internetu?
Mąż? Mniej wie, dłużej żyje.


Bardzo dziękuję Lwicy za poświęcony mi czas i odpowiedzi na pytania. Z pewnością nie był to czas stracony i mam nadzieję, ze Wy również uważacie, iż Lwica jest idealnym "materiałem" na wywiad. 
Mamę Lwice możecie polubić i czytać na Facebooku, pod tym linkiem [klik]. Czas z nią spędzony zalicza się do przyjemnego relaksu, pełnego humoru, dobrej ironii i zabójczego sarkazmu.




Joanna

*Fot. Christophe Gilbert belgijski fotograf  http://www.christophegilbert.com 

You Might Also Like

27 komentarze(y)

  1. Lwicę znam, a jakże i kiedy zaglądam na jej fp, to pozostaje mi się tylko cieszyć, że moja teściowa jest taka spokojna :). No i jest daleko, a to przecież najważniejsze. Fajny wywiad!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja czytam Lwicę od poprzedniego fanpage'a :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaintrygowałyście mnie, idę zerknąć na fp :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam ją :-) czytam od pierwszego fp. Nawet mój facet ją lubi :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeszcze nie znam, ale zaraz poznam. Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
  6. Super jest,czytam ją od dawna :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kurcze, a ja nie znałam, ale już lecę czytać, bo ja mam nie tylko problem z teściową, ale z teściem jeszcze większy.

    OdpowiedzUsuń
  8. To koniecznie musisz nadrobić :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Czasami czytam swojej i też ma niezły ubaw.

    OdpowiedzUsuń
  10. To tak jak ja. Trafiłam do niej, bo jakiś bloger polecił. I tak już zostałam na amen.

    OdpowiedzUsuń
  11. A Lwicy blisko. I się dzieje ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie znałam, ale lecę poznać ;-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetny wywiad, z radością zaczną czytać, bo szczerze? Nie miałam pojęcia, teraz wiem jak dużo straciłam. Ale nadrobię!

    OdpowiedzUsuń
  14. Czy ktos wie co sie stalo z blogiem "Mama lwica" ? Skasowali znowu?

    OdpowiedzUsuń
  15. Mama Lwica znikneła 😣

    OdpowiedzUsuń
  16. Niestety konto Mamy Lwicy zniknęło.... Szkoda, że nie pożegnała się chociaż z czytelnikami

    OdpowiedzUsuń
  17. myślę, że po prostu znowu dostała bana i już nie miała siły żeby znowu to wszystko zakładać.

    OdpowiedzUsuń
  18. Magdalena Przybyła19 grudnia 2016 00:18

    czy ktos mi powie co się stało z Lwica ;(?

    OdpowiedzUsuń
  19. wiesz, jakoś nie zwróciłam na to uwagi, ale Ania znowu zniknęła tzn jej strona z FB

    OdpowiedzUsuń
  20. Co jakiś czas wyszukuję na fb, z nadzieją, że wróci.. Ma Pani z nią jakiś kontakt? Wszystko u niej ok?

    OdpowiedzUsuń
  21. Niebieska Truskawka31 maja 2017 23:52

    Czemu nie wraca ? :(

    OdpowiedzUsuń
  22. Tez bardzo
    Nad tym ubolewam😭Co jakis czas szukam z nadzieja ze wrocila ale niestety:(

    OdpowiedzUsuń
  23. Niebieska Truskawka18 czerwca 2017 16:12

    Brakuje jej :( bardzo :(

    OdpowiedzUsuń