6 plusów wstawania o szóstej rano

06:58:00

Jeszcze dwa lata temu, wstawanie o 6 rano kojarzyło mi się z koniecznością napełnienia kubka piciem dla Młodego, który konsekwentnie dopominał się o jakiekolwiek płyny pitne. A potem, przez dwa piękne lata, mogłam z pełną perfidią oddać się błogiemu spaniu do dziewiątej. Albo i lepiej. Czemu nie? Chyba, że Młody był chory albo nad miastem pojawiał się łysy w pełni. Zdecydowanie nie wyobrażałam sobie wstawania przed siódmą. Przyzwyczaiłam się do błogiego lenistwa i było mi z tym naprawdę dobrze.

Nie powiem, zdarzały się sytuacje, gdy z przyczyn koniecznych musiałam wstać nawet i o czwartej, kilka razy o szóstej, ale to była prawdziwa mordęga. Dzień z życia wyjęty.
Od ponad miesiąca wstaję o szóstej i, nie wiem czy to kwestia pory roku czy zapasu snu zgromadzonego przez te lata, ale lubię to wybitnie. Wczesne wstawanie to świetna sprawa.

Plusy wstawania o świcie:

1. DZIEŃ JEST DŁUŻSZY - to fakt niezaprzeczalny. Im wcześniej się wstaje, tym dzień ma więcej minut, które można spożytkować np. na dodatkowe pranie lub odkurzanie.

2. PIJESZ WIĘCEJ KAWY - kawa ma mnóstwo dobrodziejstw, o ile korzysta się z nich z umiarem. Wstając wcześniej na pewno wypijesz jej więcej, co przełoży się na wydłużenie wieczoru z racji bezsenności.

3. WSCHÓD SŁOŃCA - kto nigdy nie marzył o obejrzeniu wschodu słońca, niech pierwszy rzuci kamień. Spoko, ja też nigdy o tym nie marzyłam.

4. MASZ WIĘCEJ ENERGII - i tu zaczynają się schody. Nie wiem jak jest u was, ale w moim przypadku energia to pojęcie względne. Czerpię ją ze słońca. Łatwo wiec sobie wyobrazić jak uroczo ślinka mi cieknie, gdy przy niskim ciśnieniu, pomimo pięciu kaw, głowa obiera sobie za poduszkę kawałek biurka.

5. ROZREGULOWANIE ORGANIZMU - przez kilkanaście ostatnich dni zastanawiałam się intensywnie czy to ciąża, menopauza, wiosna, ciągła zmiana temperatury, wahania ciśnienia atmosferycznego czy inny kij. Nie, to przestawiający się zegar w moim organizmie. 

6. CISZA - jeśli jesteś matką to odgłos ciszy jest ci z pewnością obcy. Wstając o świcie masz szansę na to, że się w nią wsłuchasz, o ile nie masz sąsiadów z czworonogami, dziećmi lub jednym i drugim.


Przyjemnie, prawda? No to to się nie zastanawiaj, tylko wprowadzaj pobudki o świcie już od jutra. Im wcześniej tym szybciej uporasz się ze skutkami ubocznymi wymienionymi powyżej. Podobno przyzwyczajanie się do nowego systemu czy otoczenia, trwa jedynie 21 dni. Prawda! No, może poza punktem piątym. W tym przypadku potrwa to trochę dłużej. 


Fakty niezbite: 
- Łatwiej jest zacząć wstawać wiosną, gdy na zewnątrz szybciej robi się widno. 6 rano w zimie to środek nocy.
- Po pewnym czasie organizm sam się przestawia i człowiek budzi się przed zadzwonieniem budzika.
- Na początku nie jest łatwo. Nie jest. Ale po pierwszych, upojnych porankach, wszystko idzie sprawniej. Jeszcze tydzień temu przez godzinę miotałam się pomiędzy kuchnią a łazienką. Dziś mogłabym z powodzeniem pospać pół godziny dłużej. Tylko mi się i nie chce, i nie mogę bo się budzę. 

You Might Also Like

29 komentarze(y)

  1. Wstaję od poniedziałku do piątku o 4:30. 6/6 punktów potwierdzam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Całe życie tak wstaję i nawet nie umiem inaczej:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja już też nie umiem inaczej. Nawet w weekend pośpię maks pól godziny dłużej.

    OdpowiedzUsuń
  4. 4:30 to jednak dla mnie środek nocy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja przeważnie wstaję przed szóstą, bo blady świt, to dla mnie jedyny czas, gdy mogę coś w spokoju zrobić :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja zawsze mam tak, ze jak mam wolne i mogę spać to budzę sie o 6 rano i nie mogę zasnąć. A gdy muszę wstać do pracy, spalabym jak susel:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam ranne wstawanie. Dodtkowo mam to w genach ;))

    OdpowiedzUsuń
  8. Podobno organizm potrzebuje trzech tygodni na przyzwyczajenie się do zmiany :)
    Ja teraz bezkarnie korzystam z przywilejów ciężarnej i śpię do oporu ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. W komentarzach szaleńcy, wpis osoby szalonej... ;) Jak można gloryfikować wstawanie o 6?:) Przecież to jest niczym kara boska! Tragedia:)
    6.05 to co innego;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Uwielbiam wstawać wcześnie przede wszystkim właśnie dlatego, że wtedy mam dłuższy dzień. Jeśli budzę się wcześnie w wolny dzień, to od razu biorę książkę i czytam przez kilka godzin — przynajmniej nie mam wtedy wrażenia, że powinnam robić coś ważniejszego, bo w sumie i tak nie zrobiłabym nic z samego rana :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Teraz jest całkiem widno ;-) Jutro zrobię zdjęcie specjalnie dla Ciebie ;-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja zdecydowanie nie jestem rannym ptaszkiem, choć dzieci robią wszystko, żeby to zmienić. Jeśli już faktycznie uda mi się wstać przed nimi, to ta cisza i spokój są wspaniałe. Niestety, moje dzieci mają chyba jakieś czujniki, bo wstają zaraz po mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ze mnie jest typowa sowa niestety. W dodatku z moich dzieci tez

    OdpowiedzUsuń
  14. Lubię wstawać rano - ale od niedawna :) Masz rację rano świat budzący się do życia wygląda inaczej

    OdpowiedzUsuń
  15. Matko a ja marzę by dłużej spać... Ale znowu kładę się późno i organizm jakiś tak nauczony że nie pospi dłużej niż 7

    OdpowiedzUsuń
  16. A ja od kilku miesięcy wstaje o2:30 rano ale tylko co drugi tydzień. Kiedyś myślałem że czwarta rano to nie ludzka godzina do wstawania . :)

    OdpowiedzUsuń
  17. I da się przy takiej godzinie normalnie funkcjonować? Ja przy wstawaniu o 6, padam na twarz o 20.

    OdpowiedzUsuń
  18. Zdecydowanie łatwiej wstaje się o tej porze, gdy na dworze jasno! Ja wstawałam tak z sześcioletnią córką w semestrze zimowym i odprowadzałam na szkolny autobus ns siódmą :(

    OdpowiedzUsuń
  19. Kiedyś potrafiłam spać nawet do 13! Teraz im wcześniej wstaję, tym więcej mogę zrobić i naprawdę czuję się lepiej. Kto rano wstaje temu Pan Bóg daje w końcu :D :).
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  20. Mój Franek śpi do 8, 8:30. Ja uwielbiam rano pospać, więc mi to odpowiada - ale pamiętam, jak kiedyś zaczynaliśmy dzień o 5 i, co trzeba przyznać, więcej wtedy udawało mi się zrobić. Ale mój mąż nadrabia za całą naszą rodzinę - wstaje codziennie o 3:30, nierzadko w weekendy również.

    OdpowiedzUsuń
  21. A da się, nie normalnym trzeba być ale jakoś się da, za to po 12 w polodnie jestem w domu ,

    OdpowiedzUsuń
  22. Ehh, Ja od kilkunastu lat wstaję o 6. 00 o.O
    A teraz gdy nawet mogła bym pospać dłużej, to mój zegar chyba się zaprogramował na stałe i ni chu... chu... pobudka zawsze jest o 6, ten nasz organizm to jednak inteligentna bestia jest; )

    OdpowiedzUsuń
  23. Od kilku lat wstaję bardzo rano i nie wiem jak kiedyś mogłam spać do 12:00! Uwielbiam poranki! Szkoda dnia na spanie :) Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Ja ostatnio widzę same minusy wstawania rano :). Przysłoniły mi te plusy, o których piszesz i najchętniej cały dzień bym spała i spała. Pomarzyć, fajna rzecz!

    OdpowiedzUsuń
  25. Często robię sobie postanowienie: w najbliższy weekend wstaję około 8. Max 9. Bo w tygodniu i tak trzeba wstać wcześniej, bo, w moim wypadku, szkoła. Ale gdy przychodzi ten upragniony weekend, kiedy jest tyle planów na cały dzień, to wszystko idzie się paść. Przesypiam pół dnia i nic mnie z łóżka wcześniej nie wyciągnie.
    Pozdrawiam,
    Ola z Muzycznej Listy

    OdpowiedzUsuń
  26. Wstaje tak od bardzo dawna, bo moje dziecię wtedy wstaje. teraz jak chodzę do pracy, wstaje przed dzieckiem i cisza faktycznie jest fantastyczna :) Miałam przez moment zajawkę żeby wstawać o 5.20 i chodzić pobiegać ale po przetestowaniu stwierdziłam że to chore ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. Na początku myślałam, że będzie na poważnie i trochę się zdziwiłam :)
    Naprawdę super jest wstawać o 6:00 i wiosną rzeczywiście łatwiej to osiągnąć - ale cóż z tego, jak ledwo przyjdzie krótszy dzień i chłodniejsza pogoda, a ja jestem tak samo nieprzytomna o poranku, jak bywałam przed wiosną :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Patologia. Miałem w akademiku takiego jednego zaraz w pokoju obok. Wychował się na wsi, więc wstawanie przed świtem miał we krwi. Jak dodam do tego regularne podsmażanie lub podgrzewanie jedzenia ze wsi w powyginanym rondelku, to jeszcze dziś robi mi się niedobrze. Akurat byłem na drugim końcu bieguna. Nie nauczyłem się nigdy wstawać przed 10 jeśli nie musiałem. Dlaczego? Bo wstawanie o szóstej rano wyczerpywało mi szybko energię. Już o 16-17 byłem do niczego, a 22 to był dla mnie środek nocy. Gdyby pracował przy kurach, przy świniach, był parobkiem, to może bym wstawał. Ale pracuję naukowo i ani myślę żyć jak idiota.

    OdpowiedzUsuń
  29. To inni mają z Tobą pewnie ciężko. Ja kładę się spać o 3 w nocy. Ciekawe, o której idziesz spać, skoro wstawałeś o 2:30? Mnie taki współlokator przyprawiał o nerwicę. Co ty mnich buddyjski jesteś czy kozy musisz doglądać?

    OdpowiedzUsuń