Choroba blogera... i nie tylko

08:34:00

Nie jestem typem ekstremalnej eko babki. Nie jem wybitnie zdrowo, nie biegam na siłownię, nie łykam witamin i suplementów diety. Ale zawsze staram się patrzeć na to, co ląduje na moim talerzu. Zażywam wystarczającą ilość ruchu na świeżym powietrzu i nawet piję dużo wody. Żyję przyzwoicie zdrowo i staram się o siebie dbać. Aż tu nagle...

STRACH
Zdrętwiała mi lewa ręka. Doszło do tego mrowienie. Pierwsza myśl "ok, pewnie jakoś tak spałam i mi ścierpła". Jednak nie. Nieprzyjemne uczucie nie ustępowało. Minęła kolejna noc, a objawy się nasiliły. Wpadłam w lekką panikę. Na domiar złego, wpisałam swoje objawy w google - o ja głupia - a tam wylew poganiany zawałem. Panika - poziom ekstremalny. I w tym wszystkim ja, sam w domu z pięciolatkiem, w sobotę. W głowie czarny scenariusz. 

EKSPRES
Odwożę Młodego taksówką do dziadków, a sama sunę na izbę przyjęć. Mówię co się dzieję, wypełniam dokumentację, po czym trafiam do gabinetu lekarskiego. Bez kolejki, mimo, że na korytarzu tłum ludzi. Opisuję swoje objawy i ląduję na EKG. Czy się boję? Umieram ze strachu. Na moim miejscu, każdy by się bał. Wszystko dzieje się za szybko, za bardzo. Nie nadążam z wyłapywaniem sytuacji. Panika wzrasta, choć staram się uspokoić i myśleć racjonalnie. 

A MOŻE ZAWAŁ?
Wracam do gabinetu lekarskiego i bredzę coś o tym, że jestem w domu sama z dzieckiem, że spanikowałam, że wygooglowałam sobie te objawy, choć wiem, że w ten sposób można się jedynie pogrzebać za życia. Gadam coś o tym, że może to zawał... Lekarz patrzy na mnie jak na wariatkę. W sumie, wcale się mu nie dziwię. Serce mam jak dzwon i wcale nie umieram. Owszem, objawy mogą wskazywać na zawał, a nawet wylew, ale nie w moim przypadku. Pada diagnoza: zespół cieśni nadgarstka, po czym słucham co się ze mną dzieje i co dalej z tym fantem.  

ULGA
Zapadłam na chorobę XXI wieku. Mam zapalenie nerwu nadgarstka. Drętwienie ręki, mrowienie, zaburzenia czucia, ból promieniujący - książkowe objawy. Oddycham z ulgą, że nie umieram i tak naprawdę to nic złego się ze mną nie dzieje. Wracam do domu z wypisanymi lekami, witaminami, środkami przeciwbólowymi i zaleceniem oszczędzania ręki przez kilka dni. 


Każdy z nas może dorobić się tej przypadłości. Codzienne wykonywanie tych samych czynności, przeciążenie ręki, praca przy komputerze... Zapalenie nerwu lub tkanek otaczających jest wynikiem nienaturalnego wygięcia dłoni. Przeciętny człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że nienaturalnie układa rękę, zgina ją w niewłaściwy sposób. Sama nigdy nie sądziłam, że codzienne szarpanie się z dziecięcym wózkiem czy pisanie na komputerze, może mnie doprowadzić do takiej sytuacji. 

Skończyło się na strachu, lekach, zaleceniach i kontroli u ortopedy. W kryzysowej sytuacji może dojść nawet do konieczności operacji. Dopiero teraz, gdy moja lewa ręka była wyłączona z życia przez kilka dni, zrozumiałam jak wiele rzeczy nią robię. Ba, ja robię nią niemalże wszystko. Kochani, pamiętajcie: dbajcie o swoje ręce. O tego typu kontuzje nie trudno. A raz złapana kontuzja lubi nawracać i ciągnąć się za człowiekiem latami. 

You Might Also Like

5 komentarze(y)

  1. Znam, czasami odczuwam ;) I wtedy muszę przystopować z trzymaniem łapy na myszce.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja mam czasami odciski na palcach, jak dużo zdjęć obrabiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja mam problem z barkiem, chorba zawodowa i dzieci zrobiły swoje :)
    Zdrówka życzę:;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Niestety to coraz częstsza przypadłość - znam kilka osób zmagających się z tą chorobą. Mojej mamy koleżanka z pracy w tym roku przeszła operację na oba nadgarstki. Oszczędzaj rękę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Kuruj się, bo do szczęścia obie łapki potrzebne... To i tak że tylko jedna ręka odmówiła współpracy. Kiedyś strzeliły mi obie torebki stawowe... Obie ręce na temblaku - dramat

    OdpowiedzUsuń