Staś, Marysia i pies Dino

16:37:00

Wrzuciłam wczoraj na fanpage'a post, w którym opisałam rozkminy mojego dziecka. Ci, którzy czytają mnie już kupę czasu, bez problemu wyczuli o co chodzi i wiedzieli, że to wyobraźnia pięciolatka. Jednak odezwały się również głosy, które składały gratulacje. Mój prywatny profil zasypały wiadomości typu "Jak to?", "O matko, bliźniaki.", "I co teraz", "Gratuluję serdecznie". Powiem szczerze, że dawno się tak nie uśmiałam. Szczególnie, że wszystkie te wiadomości pochodziły od osób, które nigdy nawet jednego lajka pod postem nie zostawiły. Aż tu nagle okazuje się, że miliard moich znajomych przeczytało ten post. 

Przepona do teraz mnie boli, od ilości śmiechu, którym zostałam potraktowana. Ale wisienką na torcie i tak były telefony z gratulacjami i pytaniem czy jestem w ciąży bądź też planuję powiększenie rodziny. Szczerze, dla mnie to niezła parodia. Cóż, może nie do końca precyzyjnie się wyraziłam, ale - kto mnie czyta, ten wie - że mam właśnie taki styl. I stali bywalcy bloga oraz fp potrafią rozgryźć wszystko w trzy sekundy. W ciąży nie jestem i nie planuję. Mam obecnie inne ambicje, niż zmienianie pieluch, kolki, ząbki i kaszki. Ale humor na weekend mam zrobiony pierwszorzędnie.

Wiecie, pięciolatek to taka mała wersja dorosłego, który potrafi walnąć takim pytaniem, że włosy dęba stają. Jego wyobraźnia i sposób postrzegania świata są nieszablonowe. Właśnie dzięki temu mam tyle wrażeń podczas rozmów z moim synem. Funduje mi wiele emocji. Ale to właśnie podczas wspólnych, wieczornych dyskusji, pokładam się ze śmiechu i główkuję jak wybrnąć z danej sytuacji. 

Ostatnio, w "zachciejkach" Franka pojawiła się chęć posiadania rodzeństwa, co skutecznie udało mi się ugasić. Padło ustalenie, że i owszem, ale skoro będzie dzidzi bajki czytał, to najpierw się musi czytać nauczyć. Przyswoił, zakodował i wprowadził plan do realizacji. Czytać jeszcze nie potrafi, ale to absolutnie nie powoduje, że nie może sobie o owym rodzeństwie pomyśleć. I tym sposobem powstał Staś i Marysia. 

Staś i Marysia to - według dziecka mego - brat i siostra, bliźniaki, jego rodzeństwo, które się ma urodzić. Wyobraźnia poszła na całość i stworzyła obraz dwóch fasolek pływających w moim brzuchu, które z tego brzucha sobie wyjdą. A wyjdą tak jak weszły, przez pępek. Bo gdy mama i tata się kochają, to tata daje mamie buziaka w brzuszek i tak powstają dzieci. A potem rosną w brzuszku i brzuszek rośnie. W brzuchu siedzą, żeby przekoczować zimę, bo by pozamarzały, gdyby wyszły na świat w taki ziąb, a już na pewno rachunki za ogrzewanie byłyby kolosalnie wysokie. 

Potem pojawił się Dino. Pies jakich wiele, ale jednak taki wyjątkowy. Bo Dino będzie miał brązową sierść i brązowe oczy. Będzie też labradorem. A Franek, z należytą starannością, będzie wyprowadzał go na spacery, karmił, kąpał i sprzątał kupy z podłogi. Chyba, że będzie bardzo śmierdziało, to spryska perfumami taty i poczeka aż się z kupy kamień zrobi. A potem kupimy zieloną farbę i przemalujemy psa na zielono, żeby był Hulkiem. 

Sam Hulk natomiast, to postać wysoko rozwinięta. Reżyser filmu mógłby z powodzeniem czerpać od Franka inspiracje do kolejnej serii. Bo Hulk to taki super doktor, którym on też chce być. Hulk wypił magiczny, zielony napój, więc i on chce pić magiczny zielony napój. Gdy ten super doktor zmienia się w Hulka, to i Franek się w niego zmienia, tylko nie rozumie dlaczego nie przybiera zielonego koloru i spodnie mu nie pękają na tyłku. Pewnie za mało zielonego napoju pije. Musi pić więcej. Więc pije ile wlezie, do oporu. 

Hulk, zanim Hulkiem się stanie, jest przede wszystkim człowiekiem. Ale nie takim zwyczajnym. Gdy się złoci, to się robi zielony. Więc Franek, w momencie wielkiego wzburzenia, zasuwa przed lustro, żeby sprawdzić czy też się zaczyna robić zielony. A wiecie dlaczego Hulkowi nie rozrywają się skarpetki, gdy zmienia swoją postać i powiększa swoje rozmiary kilkukrotnie? Dlatego, że ma małe stopy. Więc, gdy nikt nie patrzy, to ściąga te skarpetki za krzakami, żeby przypału nie było. Bo to wstyd pokazywać się ludziom w rozdartych portkach, bez koszulki i w skarpetkach. W dodatku taki cały zielony. 

W domu - poza miniaturową wersją Hulka, który dopiero uczy się Hulkiem być - mamy również dinozaura w klatce, którego nie widać. To bez znaczenia, że dinozaury nie są niewidzialne. Ten jest, jego klatka również. Dinozaur jest wyjątkowy i czasami gada do Franka, żeby mu rzucił jakąś świnie na pożarcie. Jest też karp w akwarium, a samo akwarium to nawet nie wiem co to jest. On też nie wie. Ważne, że akwarium jest i karp w nim pływa. W niedalekiej przyszłości, z pewnością powstanie dalsza czas przygód udomowionego karpia. Była też małpa, ale wyparowała, żyrafa wyskoczyła przez okno, bo było jej za ciasno, a tygrysa nie wpuścił do domu, żeby nie zostawiał futra na jego bluzach. 

Czasami słyszymy jak chomik biega w klatce i karmimy go okruchami, żeby miał siłę zasuwać po kołowrotku. Często pojawia się też, jakiś taki dziwny ktoś bez imienia, z którym Franek potrafi rozmawiać godzinami. Ktosiek wpada do nas rzadko, ale jeśli już się pojawia, to siedzi niemiłosiernie długo. Przeszkadzanie jest niewskazane, ponieważ Ktosiek się denerwuje i nie chce później przychodzić. Trzeba więc o niego dbać lepiej niż o własne dziecko. 

Staś, Marysia, piesek Dino, karp w akwarium, dinozaur w klatce i chomik w różowym kołowrotku. Ktosiek nawiedzający nas niezapowiedzianie, oraz pięciolatek, którego wielkim marzeniem jest zostanie Hulkiem i zbawianie świata. A to tylko namiastka tego wszystkiego, czego przychodzi mi słuchać. Nikt, kto nie ma dziecka, nie wyobraża sobie nawet, jak bardzo niezwykłe potrafią być wyimaginowane obrazy przedszkolaka. 

Wyobraźnia - piękna sprawa. Tego mu właśnie zazdroszczę. 
I trzy tony dystansu mam do rozdania ;)

You Might Also Like

1 komentarze(y)

  1. Mój syn ostatnio miał w jajku niespodziance różową bransoletkę. Powiedziałam, że damy ją jakiejś dziewczynce, a on na to, że nie, że schowamy, bo: "może będziesz miała córeczkę, nawet jak nie będziesz chciała, to możesz mieć, nigdy nie wiadomo" :D

    OdpowiedzUsuń