Kochanie, mamy kryzys

20:35:00

Tak to się w życiu zdarza, że nawet w najlepszy związku pojawiają się kryzysy. W założeniu, każda ze stron, ma ochotę rzucić jakąś emocjonalną wiązanką, sprawdzić czy talerze się dobrze tłuką i jak duży hałas jest w stanie wytworzyć garnek odbijający się od podłogi. Mord w oczach, ogóle wzburzenie, on - nierozumiejący dlaczego ona się tak drze, i ona - nie pojmująca w całej swej istocie, jak można być tak niedomyślnym. Znasz to? Jeśli tak, to znaczy, że wszystko z tobą w porządku a twój związek jest całkiem normalny.

W każdym związku zdarzają się gorsze chwile i, tak zwane, "ciche dni". Ani to odkrywcze, ani zadziwiające. Normalna kolej rzeczy. Zaczyna się od pięknej miłości, która ewoluuje w namiętność, aby potem wkradła się nutka zazdrości i armagedon gotowy. Dorzuć do tego kilka kropelek nudy, szczyptę zmęczenia, garść niezrozumienia i można śmiało mówić o kataklizmie, w którym biorą udział również sąsiedzi. Ci ostatni mają najbardziej przegwizdane.

Kochanie, bo to już jest kryzys. Bo ja myślę, że ty mnie z kimś zdradzasz. A gdzie tam myślę, ja to wiem przecież. Mam intuicję, która mnie nie zawodzi. Kochanie, bo ty mnie kompletnie nie rozumiesz, nie wspierasz, nie pomagasz mi i znowu rzuciłeś te cholerne skarpetki pod ławę w salonie. Kochanie, ten plasterek pomidora możesz śmiało wrzucić do kosza. A pusta butelka po mleku w lodówce to się niby po kij jasny chłodzi, co? Ty mnie w ogóle nie słuchasz. Jak ja mam z tobą rozmawiać, skoro ty mnie nie słuchasz. Jasne, idź sobie w diabły, tak najlepiej, uciec. 

A czy ty wiesz, moja droga, że nie dajesz mi nawet dojść do słowa? A jak ja niby mam ci wytłumaczyć, że spałem u Mietka, skoro cały czas się tylko drzesz i wygadujesz te swoje bzdury! I co ci te skarpetki przeszkadzają, skoro ja ciągle muszę zbierać z podłogi w łazience twoje kłaki, bo się lenisz jak kot na wiosnę. A guzik mnie obchodzi ten pomidor na blacie. Przynajmniej widać, że się coś gotuje. Bo ja coś gotuję, a ty to potrafisz jedynie wodę na herbatę wstawić i zapomnieć, że wstawiłaś. A pusta butelka w lodówce stoi, bo co ma lodówka na pusto chodzić, skoro w niej tylko światło. Mogłabyś czasami zakupy zrobić!

A o co poszło? Ach, no tak. Bo ciotki Kryśki najmłodsza córka wychodzi za mąż i przyszło to nieszczęsne zaproszenie na ślub. I choć ani on, ani ona jechać nie chcą, to zdecydowali sobie o tym porozmawiać głębiej. Bo przecież można chociaż kartkę z życzeniami wysłać, tak w dobrym tonie. Ale ona nie wie jaką, a on to w ogóle nie chce nic wysyłać. Więc ona stwierdziła, że wsparcia w nim nie ma żadnego. A on nie zrozumiał o co biega. I się rozpętała mała wojenka. 

Bo kłócić się, też trzeba umieć. Nie sztuką jest drzeć się na pół osiedla, rzucić bluzgami i robić z siebie ofiarę losu. Nie sztuką jest opowiadać wszystkim  znajomym o tym, że ma się w związku kryzys, z którego nie widać wyjścia. Nie sztuką jest informowanie całego świata, poprzez portal społecznościowy, o tym, że druga połówka wyszła trzaskając drzwiami, bo miała dość naszych pretensji. Sztuka jest umieć się dogadać. Sztuką jest umieć usiąść i na spokojnie wytoczyć mocne argumenty. A potem można na spokojnie pójść do sypialni, żeby  sfinalizować ugodę albo przedstawić mocniejsze argumenty.

You Might Also Like

1 komentarze(y)

  1. Wiesz, słowo kłótnia nabiera całkiem innego znaczenia gdy jesteś np. po rozwodzie i tworzysz nowy związek z obecnym partnerem. My się nie kłócimy, my wymieniamy doświadczenia 😉

    OdpowiedzUsuń