Po roku...

08:50:00

Jestem już zdystansowana do tego wszystkiego, co działo się rok temu. Dlatego też mogę o tym napisać. Wcześniej nie byłabym w stanie ująć myli takimi, jakie one faktycznie były. Ten rok był stosunkowo ciężki i intensywny, pełen zaangażowania, wielu łez, zmęczenia fizycznego i psychicznego. Ale był też wart każdej chwili, nawet tej zmarnowanej na jakąś głupotę. Ten rok pokazał mi, że warto robić wszytko według własnego przekonania, choć często wiązało się to z rezygnowania z rzeczy istotnych.

Dokładnie rok temu wystartowaliśmy ze zbiórką pieniędzy na operację serca Franka. Dzięki wsparciu wielu osób, wszystko potoczyło się błyskawicznie. Nie będę ukrywać, że pozytywnie zaskoczył mnie odzew oraz to, jak wielu blogerów zaangażowało się w rozpowszechnienie zbiórki i zapraszanie do niej czytelników. Najśmielsze oczekiwania przerósł odzew ze strony moich znajomych oraz osób, których kompletnie nie znam. Każdy włożył kawałek swojego serca w to, aby doprowadzić cel do końca.

Nie zawsze było łatwo i sama zbiórka odznaczała piętno na relacjach w domu. Nie da się ukryć tego, że to był bardzo pracochłonny proces. Trzy miesiące minęły pod znakiem braku czasu, ogólnego zmęczenia i potężnego zorganizowania. Gdy wkroczyliśmy w bazarek, wszystko jeszcze bardziej nabrało tempa. Wtedy naprawdę brakowało mi czasu nawet na skorzystanie z toalety. Nie rozstawałam się z telefonem, komputer był ciągle włączony i często odpowiadałam na wiadomości, korzystając jednocześnie z telefonu, tabletu i komputera. 

To był wyczerpujący okres. Z perspektywy czasu, zastanawiam się jak ja to wszystko ogarniałam. Bo, szczerze mówiąc, nie wiem. Nie mam pojęcia skąd brałam siłę, aby być wciąż online i działać na pełnej petardzie. Wciąż pojawiały się nowe osoby, które podsuwały kolejne możliwości przyspieszenia zbiórki. A ja korzystałam z wszystkiego, co było mi dane. Bez wielu rzeczy nie byłabym w stanie tego wszystkiego pociągnąć. 

Nauczyłam się być nieczuła na hejt, ignorować nonsensowne komentarze, że chcę siebie wypromować poprzez chorobę mojego dziecka, puszczać mimo uszu niedorzeczne propozycje wyjazdu za granice, gdzie w ciągu trzech miesięcy miałabym rzekomo zarobić 200 tysięcy złotych. Nauczyłam się odmawiać, gdy ktoś proponował mi pomoc, której forma mi totalnie nie odpowiadała. Z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że nie zrobiłam niczego, czego mogłabym teraz żałować czy się wstydzić. 

Franek nadal czeka. Prawda jest taka, że pieniądze zebraliśmy za późno. Jemu się pogorszyło w takcie trwania zbiórki. Na chwilę obecną poprawy nie ma, ale pocieszające jest to, że już się nie pogarsza. Wiem, że może się poprawić. Wiem to, ponieważ już raz przerabialiśmy taką sytuację. Nikt nie dawał mu szansy, został zdyskwalifikowany, a po dwóch latach serce się w jakiś sposób zregenerowało i szansa na tą operację była. Pogorszyło się w ciągu kilku miesięcy. Teraz czekamy. 

Uspakajające jest to, że mamy 100% kwoty potrzebnej na przeprowadzenie operacji i gdy tylko będzie taka możliwość, to spakujemy walizki, wyruszając w podróż po zdrowie. Wiem, że on sobie poradzi. Jego przypadek to fenomen kardiologiczny. Lekarze są pod wrażeniem tego, jak on się czuje fizycznie, a jednoczenie pełni zainteresowania stanu jego serca. Przypadek jeden na milion, a może i jeszcze rzadszy. Kardiolog, u którego regularnie się badamy, zapewniał, że przez cały okres swojej pracy zawodowej, nie widział takiego dziecka, a miał okazję badać wiele trudnych przypadków. 

Franek jest chodzącym dowodem na to, że medycyna ma jeszcze wiele do odkrycia. Jest przykładem dziecka, którego siła i wola walki jest tak duża, że nie pokona jej żaden szablon z podręcznikowych formułek. Wierzymy w niemożliwe, bo wiemy, że niemożliwe jest na wyciągnięci ręki. Dziś uśmiecham się do tego wszystkiego, sprzed roku. Wiem, że warto było. 

Po roku... Po roku dziękujemy raz jeszcze tym wszystkim, którzy nas wspierali, którzy poświęcili swój czas, chęci i znajomości, aby dać temu dziecku szanse i nadzieję na lepsze jutro. To dzięki Wam możemy spać w miarę spokojnie, nie obawiając się o to, czy zdążymy, gdy sytuacja będzie kryzysowa. Wiemy, że zdążymy. Pokazaliście, że RAZEM WIELKĄ MAMY MOC.

You Might Also Like

5 komentarze(y)

  1. Jesteście wyjątkowi i na pewno już niedługo Franek będzie mógł pojechać na operację, po której zaczniecie żyć w końcu normalnie. Trzymam za to bardzo mocno kciuki ! :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Cały czas trzymam kciuki żeby Franek poczuł się lepiej i żebyście mogli wyruszyć jak najszybciej w podróż po zdrowie 😊

    OdpowiedzUsuń
  3. Trzymam kciuki za Franka! A Tobie życzę dużo siły!

    OdpowiedzUsuń
  4. Dużo siły. Trzymam kciuki, teraz musi być tylko lepiej!

    OdpowiedzUsuń