Włączam dziecku kanały z bajkami dla bajek, nie dla reklam

22:53:00

Co raz bliżej święta, co raz bliżej święta. Każdy rodzic doskonale wie o tym, że gdy w kalendarzu pojawia się magiczna data 3 listopada, czas najwyższy zrobić sobie czuwanie przed telewizorem. Zapomnij o chwili dla siebie i możliwości wypicia kawy w świętym spokoju, gdy Twoje dziecko ogląda ulubioną kreskówkę, którą stacja puściła w formie godzinnego maratonu. Już za chwile zostaniesz zaatakowany salwą pytań, które nie mają końca. 

"Kup mi to!"
"To też mi kup"
"Kupisz mi to? Kupisz?"...

Znasz to? Przez kolejny tydzień będziesz słuchać wyrzutów, pytań i żali, że jednak nie kupiłeś. Bo jak to tak. Przecież pokazywali w telewizji. To takie fajne jest, fajniejsze niż wszystkie zabawki świata, a Twoje dziecko będzie się nimi bawić dłużej niż 3 dni. Przecież zabawka raz zobaczona już się nie odzobaczy. Jesteś skazany na wymuszanie, proszenie, błaganie, płacz i wielogodzinne tłumaczenie, że nie można kupić wszystkiego, bo niby za co. A na końcu, Twoja elokwentna pociecha odpowie Ci, że wystarczy iść po pieniądze do ściany płaczu, która nimi pluje na zawołanie. 

Moje dziecko ogląda bajki. Nie widzę w tym nic złego. Wiem co ogląda i co w owych bajkach jest ukazywane. Mam nad tym pełną kontrolę. Wiele kreskówek jest bardzo pouczających, a tym samym nawet ja jestem w stanie z nich coś wartościowego wyciągnąć. Jestem tylko człowiekiem i potrzebuję chwili dla siebie, aby w spokoju skorzystać z toalety, zrobić obiad czy sprzątnąć mieszkanie. Więc włączam telewizor, włączam bajkę i mam te kilka minut na zrobienie czegokolwiek. 

Z reguły nie mam nic do samych reklam. Zdaję sobie również sprawę z tego, że stacje telewizyjne muszą jakoś na siebie zarabiać. Nie od dziś wiadomo, że sama oglądalność nie jest pełną formą zarobku. Najwięcej trzepie się na blokach reklamowych. Ale, skoro na kanałach z bajkami są już te reklamy, to może powinny być troche bardziej przefiltrowane. Reklama tamponów, proszku do prania czy płynu do higieny intymnej to raczej nie klimat dla kilkuletniego dziecka. Słabo mi idzie tłumaczenie do czego służy ten dziwny pampers dla dużych pań. A już tym bardziej tłumaczenie, dlaczego to jest takie bez sensu.

Jednak okres przedświąteczny to już szał. Na miejsce reklam o tamponach - reklama słynnej marki klocków. Już nie zobaczysz oferty proszku do prania, który odnawia biel - w zamian masz wszystkie możliwe wersje lalek B. Do tego jeszcze ciastolina, modelina, piasek kinetyczny i inne cuda, które się same ze sobą łączą w cudowne zestawienia. Nie wytłumaczysz, że to się wcale samo nie dzieje, że dzieć będzie musiał polepić coś samodzielnie. Przecież w reklamie było zupełnie coś innego. 

Reklamy przed świętami bożonarodzeniowymi bombardują. Pokazują pierdyliard przekolorowych zabawek, z których połowa nie posiada żadnej przyzwoitej funkcji, poza tym, że stoi i wygląda. Część z nich jest tak słabej jakości, że nie przetrwa tygodnia a wiele nie działa bez dodatkowych elementów, które oczywiście można dokupić osobno za nie małe kwoty. Wszystko, byle tylko jak najwięcej sprzedać i jak najwięcej zarobić. 

Przychodzi ten moment, gdy dziecko pisze list do Mikołaja, w którym opisuje zabawkę widzianą w telewizji. Zabawkę, która dziecku wydaje się najlepsza na świecie. Mały ból, jeśli to tylko jedna zabawka. Gorzej, gdy tych zabawek chce kilkanaście, a rodzic nie potrafi dziecku wytłumaczyć, że Mikołaj przyniesie jedną, góra dwie. Dziecko nie pojmuje argumentacji rodziców. W telewizji widziało Mikołaja w wielkiej fabryce zabawek, więc Brodatego stać na tak duży prezent. 

Reklamy w okresie przedświątecznym potrafią zrujnować nerwy nawet najbardziej wytrwałego i odpornego rodzica. Zdecydowanie, najlepiej mają ci, którzy nie posiadają w domu telewizora. Cała reszta ma przechlapane i próbuje wytłumaczyć dziecku dlaczego nie może mieć wszystkich wspaniałych zabawek z telewizji.


Włączam dziecku kanały z bajkami, ale dla bajek właśnie. Nie chcę, żeby oglądało reklamy produktów, o których istnieniu w większej mierze nie wie. Wszystko ma swoje granice. Nadmiar jest bardzo ciężkostrawny.

You Might Also Like

4 komentarze(y)

  1. Pięknie napisane, to rzeczywiście najważniejsze, żeby była kontrola rodzica nad tym, co ogląda dziecko, a reklamy nie są nikomu potrzebne do szczęścia:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Też staram się to ograniczać. Dobrym rozwiązaniem jest puszczanie bajek w sieci, gdzie nie ma tylu reklam bądź nie ma ich wcale.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się. Nienawidzę reklam, bo widzę jak szczują moje dzieci i jedyne co robię gdy lecą w tv, przełączam na inny kanał. Potem jest suszenie " mamo kup to i tamto " 😊

    OdpowiedzUsuń
  4. Pamiętam jeszcze, kiedy sam spędzałem godziny przed telewizorem, właśnie oglądając bajki. Wszystkie kanały chowały się przed tym, co miałem w swojej szafie. Kilkadziesiąt kaset VHS z nagranymi bajkami, bez żadnych reklam. Potrafiłem je oglądać godzinami. Niekiedy z pamięci recytowałem dialogi, które padały z telewizora. Piękna sprawa :)

    OdpowiedzUsuń