To już nie będzie taki sam blog

15:30:00

Powoli zaczęłam odbiegać od klasycznego parentingu, w którym do tej pory grzałam stołek. Widzę to po tych wszystkich tekstach, które w pełnej gotowości czekają w roboczych na opublikowanie. To już nie jest typowo rodzicielskie przesłanie. Dziecko mi dorasta, i choć nadal małe, to jednak nie bardzo wiem o czym miałabym pisać. Podobno, w blogosferze rodzicielskiej, nie ma dna tematycznego. Co chwilę pojawia się coś nowego, tematy się dublują na wszystkie możliwe sposoby, a zmienia się jedynie sposób postrzegania niektórych spraw.

Cofnęłam się do tych pierwszych tekstów na blogu. Wiele z nich, z największą przyjemnością, bym przeedytowała, aby były pisane w inny sposób. Jednak coś mnie przed tym blokuje. Nie wyobrażam sobie, żeby poprawiać przeszłość, więc i pewnie w tym przypadku, nie poprawię tych tekstów. Właśnie po nich widzę, jak przez ten cały czas, zmienił mi się styl pisania, jak wielu nowych słów się nauczyłam i jak bardzo potrafię bawić się słowem. Nawet w życiu codziennym wypowiadam się w bardziej bogaty sposób.

Chciałabym, aby ten blog był bardziej życiowy. Jak zawsze, zdaję sobie sprawę z tego, że moje plany zawsze się sypią, więc tym razem nie zawieszam poprzeczki za wysoko. Tym razem naprawdę chcę do niej doskoczyć i zaliczyć cel. Mam potrzebę ciągłego rozwoju blogowego. Czasami widzę tą zazdrość w oczach innych, i się jedynie pozytywnie motywuję do dalszej pracy nad tym miejscem. Codziennie zasypiam z nadzieją, że moje teksty w jakiś sposób wpływają na moich czytelników. Ten blog jest moim miejscem na ziemi i, tak naprawdę, nie wyobrażam sobie abym miała nie uczestniczyć w budowaniu tej społeczności. 

Niedawno spytałam się Was na fanpage'u jak trafiliście na bloga i dlaczego czytacie. Komentarze były niczym miód na moje serce. Ogromnie cieszę się, że się Wam podoba, że wracacie tu chętnie i jesteście mimo wszystko. Niektórzy z Was poznali mnie na tyle, że wiedzą, iż nigdy nie wcisnę nikomu tandety. Nie tworzę treści sponsorowanych, nie współpracuję z żadnymi markami i firmami, ale w żaden sposób się przed tym nie zamykam. Wiem jednak, że nigdy kasa nie przyćmi mi rozumu i nie pochwale ani nie rozreklamuję czegoś, czego sama bym nie tknęła. Wolę nie współpracować wcale lub raz do roku, niż co dwa tygodnie wrzucać pochlebny wpis jakiegoś badziewia. 

To już nie będzie taki sam blog. Będzie bardziej życiowo, śmiesznie, pouczająco. Będę się trochę mądrzyć ale z przymrużeniem oka i dystansem jak stąd do Kambodży. Będzie też dzieciowo, ale zdecydowanie mniej i rzadziej. Nie da się uciec od parentingu, gdy jest się matką polką pełnoetatową. Ale gwarantuję swoją głową, że to miejsce będzie takie, jak do tej pory. Na luzie, pełne pozytywnych wibracji i tony uśmiechu. W końcu tworzymy je razem, ja i Wy.

You Might Also Like

2 komentarze(y)

  1. Kasia Kowalska11 czerwca 2017 17:00

    Zmiany zawsze są dobre :) Ja gdzieś, kiedyś, coś przeczytałam, że każdy pisarz wstydzi się swojich pierwszych tekstów (jakby nie było blogger to też pisarz) i chciałby je zmienić, albo żałuje, że je w ogóle napisał, a nie powinien, bo właśnie po pierwszych tekstach widać, jak bardzo pisanie ewoluowało, polepszyło się :) Czekam na kolejne wpisy z niesierpliwością i życzę weny :)

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie jest ambiwalentnie: z jednej strony faktycznie jakoś głupio "poprawiać przeszłość", z drugiej jak czasem widzę takiego koszmarka sprzed pięciu lat to zdarza się, że poddam go drobnemu liftingowi. Końcem końców to jednak mój blog i mogę sobie z nim robić co mi się podoba. A stara wersja wpisu i tak pewnie będzie do wglądu na https://web.archive.org/ - jak to mówią, łatwiej usunąć mocz z basenu, niż jakąś informację z Internetu.

    Twojego bloga nie znam wcale, trafiłem tu przez zBLOGowanych. Blogi parentingowe mnie nie kręcą, ale skoro piszesz, że odchodzisz od tej formuły, to może będę tu zerkał czasem.


    Zmian nie unikniesz. Jak mawiają buddyści, zmienność jest jedynym stałym elementem tego świata ;)


    Pozdrawiam zza blogowej miedzy.

    OdpowiedzUsuń